video-jav.net

Mity o mitach

W tradycji bożonarodzeniowej prawie nic nie jest zgodne z faktami historycznymi. Im głębiej zajrzymy w dzieje świąt, tym bardziej zaskakujące rzeczy odkryjemy. Kościół niechętnie mówi o ich pogańskich korzeniach i prawdziwej dacie Narodzenia Pańskiego. Z kolei my sami, pochłonięci przygotowaniami, rzadko zastanawiamy się, jak było naprawdę…

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Takim wstępem do swojego świątecznego tekstu przywitał nas Onet. Wstęp tyleż komiczny, co straszny, bo zgodnie ze swoim zamiarem gromadzi 6 największych mitów dotyczących Świąt Bożego Narodzenia z zamiarem ich zdemaskowania. Problem w tym, że buńczuczne zapowiedzi kończą się kompletną katastrofą.

Mit pierwszy – Urodziny Jezusa czy Słońca?

To dość rozpowszechniony pogląd – mówi o tym, że Boże Narodzenie jest świętem stworzonym przez chrześcijan w celu zastąpienia pogańskiego święta Słońca w Rzymie, na co ma wskazywać np. data święta. Po edykcie mediolańskim z 313 r., gwarantującym wolność wyznania, okoliczności stały się sprzyjające, co wierni mieli bardzo dobrze wykorzystać.

Na marginesie, nim zaczniemy wykazywać konkretniejsze błędy należy zaznaczyć, że edykt mediolański gwarantował ogólną wolność wyznania w Cesarstwie i w żaden sposób nie faworyzował chrześcijaństwa, o czym wielu niszczycieli mitów woli nie pamiętać. Pozwolę sobie zacytować fragment dokumentu: Ze zbawiennych więc i słusznych powodów postanowiliśmy powziąć uchwałę, że nikomu nie można zabronić swobody decyzji, czy myśl swą skłoni do wyznania chrześcijańskiego, czy do innej religii, którą sam za najodpowiedniejszą dla siebie uzna.

Grota Narodzenia Pańskiego

Święto Bożego Narodzenia powstało w Betlejem wraz ze wzrostem kultu wobec miejsca, w którym przyszedł na świat Jezus Chrystus. W 328 r. poświęcono bazylikę zbudowaną nad Grotą Narodzenia, co jeszcze wzmogło nabożeństwo do Tajemnicy Wcielenia. Zatem już samo miejsce, w którym świętowano, wskazuje, że nie celebrowano niczego w kontrze do jakiegokolwiek święta, ale że jest to spontaniczna, pozytywna inicjatywa pobożnych chrześcijan.

Drugą kwestią jest ranga kultu Boga Słońca – było to święto marginalne w mitologii rzymskiej, w religiach indoirańskich i wszystkich innych zespołach wierzeń. Było nieważne do tego stopnia, że nawet daty w poszczególnych miejscach się nie zgadzają. Gdyby chrześcijanie chcieli przejąć kult i zastąpić go swoim, musieliby święta Bożego Narodzenia ustanowić nie w jednym dniu, ale w kilkudniowym ciągu.

Co ważne – teoria politycznego zastępstwa datowana jest dopiero na XII wiek. Wcześniej nikt nie zgłaszał takich głosów. Pytanie brzmi: dlaczego? Jaki jest powód tego, że przez IX wieków nikt nie wspomniał, że taka jest geneza święta? Dlaczego sami chrześcijanie nie wspominają niewątpliwego sukcesu jakim było zastąpienie pogańskiej celebracji swoim obrządkiem?

Warto wspomnieć, że kilka dni temu ukazała się książka pt. Prawdziwe początki Bożego Narodzenia ks. prof. Józefa Naumowicza. Wspomniane przeze mnie fakty są w niej bardzo rzetelnie udokumentowane i omówione dużo szerzej.

Mit drugi – Święto Godowe, czyli słowiańskie Boże Narodzenie

Tutaj Onet wyraźnie spuszcza z tonu. Wylicza zwyczaje, które istniały na ziemiach polskich, germańskich czy skandynawskich jeszcze przed chrystianizacją. Jemioła, sianko pod obrusem, rozdawanie prezentów… Biorąc pod uwagę wstęp do artykułu, można się zawieźć.

Nazwa domniemanego mitu wprowadza w błąd. Święto Godowe w niczym nie przypominało Bożego Narodzenia. Jedynym punktem stycznym jest bliskość dat – świętowano podczas przesilenia zimowego – i przejęte zwyczaje, które utrzymano i schrystianizowano co do ich wymowy. Nie celebrowano narodzin żadnego bóstwa – był to dzień wróżb na nadchodzący rok i świętowania optymizmu wynikającego z wydłużającego się dnia. Wydźwięk był zatem kompletnie inny od intencji chrześcijańskich.

Kościół niechętnie mówi o pogańskich korzeniach – taką tezę stawiają we wstępie autorzy, ale tym tekstem niczego nie dowodzą. Pogańskie korzenie mają bowiem nie święta, ale poszczególne regionalne zwyczaje, które – jak świat długi i szeroki – różnią się między sobą nawet diametralnie i – co szczególnie ważne – nie są sensem świąt, ale zewnętrzną otoczką.

Górnolotne słowa, zapowiedź obalania chrześcijańskich mitów i opis drugiego z nich może się spotkać jedynie z wzruszeniem ramionami. Po lekturze pozostaje tylko pytanie: i cóż z tego?

Mit trzeci – Trzej magowie z Babilonu

Mity o mitach

Na dwoje babka wróżyła – wg autora artykułu Kościół z jednej strony uznaje tę opowieść za symboliczną, na co ma wskazywać brak kategorycznych stwierdzeń o tym, kim byli trzej Królowie, czy na pewno była ich trójka i czy byli królami. Z drugiej jednak strony są bibliści, którzy udowadniają ich istnienie.

Onet węszy spisek, bo wszystko wskazywałoby na to, że mowa tu o trzech uczonych astrologach z Babilonu. Ponieważ jednak astrologia została w okresie kontrreformacji surowo potępiona, w interpretacji tekstu zaczęto od tego momentu zastępować magów królami i tego mitu Kościół po dziś dzień dzielnie broni.

Problem w tym, że magia i astrologia zostały potępione na długo przed powstaniem narracji św. Mateusza o magach (vide np. Pwt 4,19, Iz 47 12-15). Jeśli Mateusz umieścił astrologów w swojej Ewangelii, miał pełną świadomość tego, co robi. Kościół próbujący to po kilkunastu stuleciach zatuszować byłby niepoważny, a przede wszystkim bardzo słaby, skoro przestraszyłby się siły własnego źródła – Ewangelii.

Mit czwarty – Gwiazda Betlejemska będzie tajemnicą na zawsze

Astronomowie próbowali wielokrotnie odtworzyć, o co mogło chodzić Ewangeliście. Stanowisk jest tyle, ilu jest naukowców, a każda hipoteza ma swoich entuzjastów i zdecydowanych krytyków.

Problem w tym, że zgodnie z intencją św. Mateusza próba jakiegokolwiek astronomicznego, naturalnego wytłumaczenia opisanego zjawiska jest absolutnie bezcelowa. Przy całym szacunku wobec mądrości oraz pędu do prawdy zajmujących się tą sprawą naukowców, św. Mateusz nie musiał mieć na myśli niczego, co jest wytłumaczalne przez współczesną astronomię.

Mędrcy powiedzieli do Heroda: Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie (Mt 2,2). Późniejsza relacja o jej poruszaniu się w określonym kierunku, aż osiągnęła swój cel, może wskazywać, że było to zjawisko nieopisane naukowo, ponieważ jednorazowe, ponadnaturalne. Przy badaniu Ewangelii świadomość, że może ona opisywać wydarzenia nadprzyrodzone jest dość rozsądnym założeniem. Jednak niektórym zdarza się zapomnieć.

Mit piąty – Poważny problem św. Mikołaja

fot. Iryna Yeroshko

A jednocześnie problem dla piszącego te słowa, bowiem Onet… staje na straży ortodoksji. Ustawia się w kontrze wobec czerwonego pajacyka z coca-coli, nazywa go spadkobiercą protestanckiego Ojca Świątecznego (zakaz kultu świętych), wskazuje na prawdziwą datę świętowania (6 a nie 25 grudnia; na ziemiach polskich do niedawna dzień wolny od pracy!) i opowiada historię o biskupie Miry.


Przeczytaj artykuł: Mikołaj z Miry. Święty z gestem


Przypomnijmy sobie jednak wstęp do tekstu – Kościół zataja prawdę o Bożym Narodzeniu i jego zwyczajach. Problem w tym, że już tylko katolickie świątynie 6 grudnia pokazują wiernym (głównie dzieciom zgromadzonym na roratach) prawdziwe oblicze św. Mikołaja – biskupa w mitrze i z pastorałem.

Jak to się ma do tytułu serii: Skrywane fakty o Bożym Narodzeniu? Nie mam pojęcia.

Mit szósty – A wszystko miało miejsce na wiosnę…

Tutaj autorzy przyjmują relację św. Klemensa Aleksandryjskiego (III wiek), który opisuje ustalenia konkretnego dnia narodzin Jezusa. W większości wypadków daty te wskazują na przełom kwietnia i maja i są różne dla poszczególnych odłamów chrześcijańskich. Raz jeszcze Onet szafuje argumentem o symboliczności daty 25 grudnia, który nie jest bynajmniej skrzętnie skrywaną tajemnicą, ale powszechnie znanym faktem. Nie mówi się o nim nie z chęci ukrycia prawdy przed wiernymi, lecz z powodu marginalnego znaczenia tych historycznych ustaleń w perspektywie ich teologicznej wagi.

Mity o mitach

Przy okazji warto wspomnieć, że Onet sam sobie przeczy, cytując Klemensa Aleksandryjskiego w perspektywie rozważań o dacie narodzin Jezusa, mimo, iż w pierwszym micie kategorycznie stwierdza, że pierwszych chrześcijan ten fakt kompletnie nie interesował.

Krytyka dziennikarzy Onetu nie jest bezpodstawna. Poza efektem w postaci kompromitacji (takich zapisów mamy pełno w internecie) jest jeszcze inny: ubaw gawiedzi, która (wystarczy zajrzeć do nienawistnych wobec Kościoła komentarzy pod tekstem) łyka te popisy i przyklaskując przyznaje rację domorosłym obalaczom mitów – tym, którzy zarzucając kłamstwo, sami kłamią, a wytykając ignorancję, sami oczytaniem nie grzeszą.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Nihil Novi

Ziemia nigdy nie była w pełni gotowa na przyjęcie Tajemnicy. 2000 lat temu zwykły mężczyzna zaopiekował się zwykłą kobietą w zwykłej ciąży. Zwykła historia uczyniła świat niezwykłym. Próbujemy to pojąć do dzisiaj

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Już w tamtym czasie nie rozumiano wyjątkowości sytuacji. Gdyby Wcielenie Syna Bożego było takie proste do przyjęcia, pewnie ta historia potoczyłaby się inaczej. Ale tak się nie stało i ufając w Boże pomysły trzeba dodać – i dobrze!

Wielu spotkałem kaznodziejów, którzy lubią zadawać w Adwencie pytanie: jak by to wyglądało dzisiaj? Czy współczesny Józef, jakkolwiek byłoby mu na imię, przyjąłby niespodziewane, nieswoje dziecko i potraktował jako błogosławieństwo? Czy współczesna Maryja, jakkolwiek byłoby jej na imię, odrzuciłaby od siebie wszystkie plany i marzenia, by urodzić niemowlę? Czy gospodarz inaczej potraktowałby dwójkę przybyszów u progu rozwiązania? Czy świat, a może po prostu: czy my przyjęlibyśmy ich historię z zasłużoną miłością i zrozumieniem?

Wiele w tym wszystkim jest pytań na czy, wciąż za mało odpowiedzi na tak.

Można też ten homiletyczny zabieg potraktować jeszcze radykalniej i powiedzieć: Bóg naprawdę rodzi się teraz. I co widzi?

fot.  Francis Bijl

Twarzą kampanii świątecznej staje się ekskomunikowana satyryczka wespół z guru polskiego plastikowego satanizmu. Pierwsza atakuje mnie z gazety, gdzie poleca książki pod choinkę (Monika Jaruzelska? Naprawdę?), drugi z kolei w imię zarobków i pobrylowania na salonach przestaje pokazywać Bogu środkowy palec. Jak widać, czasem nawet buntownik o wojowniczym, sumeryjskim pseudonimie musi włożyć ciepłe kapcie. A może po prostu nosi je cały czas?

W Wigilię premiera komedii, której głównym wątkiem jest próba uwiedzenia młodej przedszkolanki w wykonaniu żonatego mężczyzny. Sklepy są pełne spanikowanych ojców i matek, chrzestnych, dziadków, babć, braci i sióstr, którzy nie mają bladego pojęcia, czym odbębnić coroczny obowiązek zakupienia zbędnej drobnostki dla najbliższych. Eksperci zastanawiają się nad najmodniejszym kolorem przyozdobienia choinek i hipnotyzują nas neopogańską tandetą. Świąteczne piosenki kastrowane są chrześcijańskich akcentów. I tak dalej.

Bo dla nas przyjście Boga to tylko kolejny termin, którego w codziennym pośpiechu trzeba dotrzymać. Po Wigilii też jest życie i nim Święta się zaczną, mamy ich dość.

A już za kilka dni otworzymy Ewangelię Łukasza, przeczytamy, że nie było dla nich miejsca w gospodzie i zapałamy świętym gniewem, że jak tak można, że to nieludzkie, że co, oni nie rozumieli?!

Ale gdy widzimy w Ewangelii świat głupi, zagubiony, niegodny łaski, do której od początku stoi w kontrze, widzimy świat, który tworzymy dzisiaj. Niegotowa na Boże Narodzenie starożytna Palestyna to ten sam poligon, na którym eksperymentuje współczesność. Nim w emocjach zaczniemy osądzać i remontować rzeczywistość Ewangelii, zobaczmy, co mamy do zrobienia dużo bliżej siebie. Nie za oknem, nie za ścianą, ale przy własnym wigilijnym stole.

Bo gdy Maryja przynosi Dziecię do naszego Betlejem, wolimy biegać po upstrzonych błyskotkami pałacach świata. A Jezus rodzi się w towarzystwie spoconego bydła z dala od światłych i podziwianych, pozbawiony zainteresowania, obojętny ludziom jak palestyński piasek. I tylko ci, którzy już nie mają się z czego uniżać, biegną do ubogiej stajni, by oddać pokłon Królowi Wszechświata.

Nihil novi. Nic nowego.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >