Nasze projekty
Aneta Liberacka

Oskarowa rola Hopkinsa. „Ojciec” – historia tak bardzo poplątana [recenzja]

Film „Ojciec" na pewno nie spowoduje, że poczujemy dokładnie wszystko, co czują osoby z demencją, jednak niewątpliwie przybliży nas do rozmiaru tragedii życia z tą chorobą. Wielkie dzięki dla twórców!

Reklama

Nigdy, nawet będąc uzbrojonymi w największe pokłady empatii, nie zrozumiemy ludzi, którzy z dnia na dzień, w bardzo powolnym tempie odchodzą, opuszczają nas jeszcze za życia, z powodu utraty pamięci – demencji. Nawet przepełnieni miłością, współczuciem i największą troską o naszych rodziców, rodzeństwo, bliskich… nasze zrozumienie ich stanu, może być jedynie bladą namiastką tego, co dzieje się w ich głowie, uczuciach i sercu.

Strach, zerowe poczucie bezpieczeństwa, myśli układające się w spisek, każdy moment w zasadzie będący inną sceną, innym miejscem niż byliśmy przed chwilą, ludzie, którzy się pojawiają a my ich nie rozpoznajemy, mylące się twarze i zdarzenia, luki w pamięci… Każdy z nas by się w tym pogubił i każdy z nas byłby śmiertelnie przerażony.

Nie możemy więc powiedzieć, że żyjąc z osobą cierpiącą na Alzheimera, potrafimy to zrozumieć, tym bardziej nie możemy tego powiedzieć po obejrzeniu filmu „Ojciec” ze znakomitą, oskarową kreacją Anthonego Hopkinsa. Nigdy, będąc w swoich domach, w bezpiecznym otoczeniu, które znamy, które rozumiemy, nie poczujemy dokładnie w jakiej sytuacji znajdują się ludzie tracący z dnia na dzień rozum z powodu demencji.

Reklama
Reklama

Wchodzimy w świat niesamowicie trudnych relacji i wyborów, przed którymi staje rodzina opiekująca się chorą osobą. Przerażona czasem niemal tak samo jak sam chory. Rodzina żyjąca w samotności z osobą, która jeszcze nie odeszła, a jednak już mamy poczucie jej straty.

Nie mniej film „Ojciec” Floriana Zellera jest znakomitą próbą przybliżenia nas do lepszego rozumienia czym jest ta choroba. Znakomite kreacje aktorskie pomagają nam zdecydowanie wejść w świat, w którym fikcja miesza się z rzeczywistością. W świat, w którym miejsce, gdzie się znajdujemy, nie jest tym miejscem, a ludzie których spotykamy są innymi ludźmi. Wchodzimy w świat niesamowicie trudnych relacji i wyborów, przed którymi staje rodzina opiekująca się chorą osobą. Przerażona czasem niemal tak samo jak sam chory. Rodzina żyjąca w samotności z osobą, która jeszcze nie odeszła, a jednak już mamy poczucie jej straty.

***

FIlm opowiada historię dobrze sytuowanego starszego pana Anthonego, konesera muzyki klasycznej. Poznajemy go w pierwszej scenie jako spokojnego, dystyngowanego ojca, którego właśnie odwiedziła córka Anne. Powoli jesteśmy wprowadzani w kwestię opieki nad ojcem, której on sam twierdzi, że nie potrzebuje. Jesteśmy więc nieco zdezorientowani i wraz z bohaterem, zaczynamy mieć podejrzliwe myśli, dlaczego córce Anne tak bardzo zależy na tej opiekunce? Dlaczego tak dziwnie patrzy na ojca? Czy ona może coś knuje? Czy ma w głowie jakiś niecny plan, spisek? Może chodzi o przejęcie tego wspaniałego, komfortowego mieszkania, które właśnie widzimy?…

Reklama
Reklama

Na dodatek w mieszkaniu, zaczynają pojawiać się inne osoby, jak np. mąż Anne, która twierdzi, że jest niezamężna. Przestawiane są meble, i przesuwane obrazy. Razem w bohaterem szukamy zagubionego zegarka, który tak naprawdę od początku trochę naprowadza nas na prawdę o tej historii. Przyjmując perspektywę bohatera zaczynamy jednak się gubić w całej sytuacji, narasta w nas chaos, zaczynamy być nieco bezradni w tym myśleniu kim są naprawdę ci ludzie i o co w tym chodzi.

Historia przedstawiona w filmie „Ojciec” jest tak bardzo dobrze poplątana, że w pewnym momencie sami odczuwamy zagubienie, nie wierzymy już nikomu

Historia przedstawiona w filmie „Ojciec” jest tak bardzo dobrze poplątana, że w pewnym momencie sami odczuwamy zagubienie, nie wierzymy już nikomu, myślimy, że córka w zmowie z mężem wkręca biednego ojca w jakąś bardzo nieładną historię, tylko po to, by przejąć jego majątek a jego samego oddać do domu opieki. 

Reklama

Wszystkie te sytuacje, utrata zaufania, poczucie braku miłości, opuszczenia, niepewności doprowadzają bohatera w ostatniej scenie do płaczu i poczucia, że jedyne co może zrobić, to powiedzieć, że chce do mamy, jak małe dziecko, które bezradne zagubiło się w parku i nie wie co ma zrobić.  

Ta ostatnia scena, w której my także jesteśmy doprowadzeni do rozpaczy jest chyba największym i najbardziej przejmującym wyrazem solidarności z ludźmi chorymi na Alzheimera

Film na pewno nie spowoduje, że poczujemy dokładnie wszystko, co czują osoby z demencją, jednak niewątpliwie przybliży nas do rozmiaru tragedii życia z tą chorobą oraz może w jakimś stopniu zrozumienia dla rodzin, które są skazane na powolną utratę najbliższej osoby, z którą żyjąc na co dzień – każdego dnia tracimy.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite