Nasze projekty
Tomasz Adamski

Posynodalna parada ekspertów

Ktokolwiek wierzy, że po Synodzie znikną albo przynajmniej zamilkną medialni eksperci od Kościoła, ten najwyraźniej nie wyciągnął wniosków z cyrku, który fundowano nam w ciągu ostatnich kilku tygodni.

Reklama

Festiwal domysłów i dyskusji dopiero się zaczął. To, że jest ona prowadzona – kolokwialnie mówiąc – pod siebie, to również nihil novi.

 

O nieuczciwości dziennikarskich autorytetów zabierajacych głos w sprawie dopiero co zakończonego Synodu niech świadczy fakt, że na opublikowane 62 punkty relatio, zajęto się tylko trzema, których nie przyjęto. Innymi słowy, mamy 59 ciężko przepracowanych punktów, którymi będzie żył teraz Kościół, a na których prawie nie zawieszono medialnego spojrzenia, za to całą uwagę skierowano w stronę akapitów, których nie przyjęto. I to nimi dziennikarze biją nas po głowach od kilkudziesięciu godzin, wietrząc podział i watykański rozłam.

Reklama
Reklama

 

Ich prawdziwe intencje w świetle tych zachowań świecą po oczach aż do bólu źrenic. Jeżeli ktoś uwierzył, że celem – jak nas wielokrotnie przekonywano – jest dobro Kościoła, troska o to, by wierni od niego nie odpływali, ma przed oczyma dowód, że nie o eklezjalne korzyści chodzi. Więc o co?

fot. Jorge from Brazil, Municipal Archives of Trondheim,  Karl-Ludwig Poggemann,  europeana newspapers,  Nacho,  El cromaticôm

Reklama
Reklama

Bardzo klarownie można to wychwycić między wierszami wypowiedzi poszczególnych komentatorów. Wielu z nich wskazuje na ogromny plus opublikowania posynodalnego dokumentu, jako wstępu do dyskusji, do jakiej zachęcił papież Franciszek. Tym samym uratowano medialny obraz Następcy św. Piotra – mesjasza reform, który w końcu uczyni Kościół prawdziwie ludzkim, tolerancyjnym i demokratycznym. Przy okazji użyto tej samej metody, do jakiej już przyzwyczaili nas rodzimi szermierze retoryki – to metoda półprawdy. Papież Franciszek zachęcił bowiem do dyskusji, ale nie aktywistów gejowskich, lewicowych polityków, antyklerykałów i apostatów, ale episkopaty i ewentualnie teologów. Cóż jednak z tego, gdy media lepiej wiedzą, co Wikariusz Chrystusa miał na myśli?

 

Na marginesie: zawsze uważałem, że umiejętność okłamania kogoś tak, aby się nie zorientował, to sztuka. Zła, ale sztuka. Zrobienie tego samego z tłumem ludzi – tym bardziej. Ale oszukać tak, aby samemu szczerze i spontanicznie w to uwierzyć? Zabójcza umiejętność.

Reklama

Pojawiają się zatem filipiki przeciw zawistnemu Polakowi, abp. Gądeckiemu i laurki dla kard. Schönborna, który jest przecież tak otwarty i prosty i tak bardzo franciszkowy, choć akurat ten termin jest w mediach wyrazem życzeniowego myślenia, synonimem raczej pluszowej maskotki niż przystawalności autentycznych poglądów. Ponoć to dzięki takim osobom na Synodzie Kościół się zmienia. A że obaj hierarchowie mówili w ostatnich tygodniach to samo? Że jeszcze niedawno te same media właśnie Przewodniczącego KEP opisywały jako franciszkowego? Któż by się tym przejął?

 

Przy okazji dostrzegamy, jak domniemane (bo na jakiej podstawie uznać to za pewnik?) uchylanie drzwi homoseksualistom nazywa się aktem ekumenicznym, jak co rusz nowi znawcy klauzuli mateuszowej i prawosławia zabierają głos, wreszcie, że teza: polski katolicyzm i watykański diametralnie się różnią święci niezasłużone triumfy.

 

Posynodalna parada ekspertów

Czytamy też teksty o tym, czego polski Kościół może uczyć się od niemieckiego – głównie otwartości, liberalizmu, podatku kościelnego. Autorzy tych analiz sami przyznają, że ten rodzaj przystępności jest podyktowany troską o pustoszejące (z jego powodu!) świątynie i że jest to metoda nieskuteczna. Tymczasem dyktuje się ją jako panaceum na problemy polskiego Kościoła, z którego ponoć również ubywa wiernych. Czemu zaszczepienie nieskutecznej metody z państwa, gdzie problem jest ogromny – nie istnieje marginalnie, jak u nas – miałoby ten nasz znikomy szkopuł usunąć, tego nie wiemy i eksperci nie raczą tłumaczyć.

 

Przykłady można mnożyć, ale są do bólu nudne i przewidywalne w swojej nieuświadomionej niekonsekwencji. Bo medialni eksperci wcale nie stali się dzięki Synodowi  mniejszymi dyletantami. Przeciwnie. Wyzbyli się tylko poczucia przyzwoitości.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite