Nasze projekty
Tomasz Adamski

Meksykańskie rewolucje papieża

W tekście dotyczącym spotkania Franciszka z patriarchą Cyrylem, napisałem, że wśród wydarzeń, które będą rezonować jeszcze długo po powrocie z Meksyku z pewnością znajdzie się reprymenda Franciszka skierowana do hierarchów tamtejszego Kościoła. Nie upłynęło wiele czasu, a pierwsze echa zaczęły głośno rozbrzmiewać.

Reklama

13 lutego papież Franciszek wygłosił zdecydowanie jedno z najmocniejszych przemówień swojego pontyfikatu. Tego dnia skierował do meksykańskich biskupów słowa emocjonalne, krytyczne i bardzo odległe od jakiegokolwiek wyważenia. Najłatwiej streścić je cytatem: Nie potrzebujemy książąt, tylko wspólnoty świadków Chrystusa! Przemówienie spotkało się oczywiście z dużym niezadowoleniem duchownych, ale również ze sporym zaskoczeniem – choć Franciszek dał się już poznać jako kategoryczny sędzia, jego słowa ocenione zostały jako nieproporcjonalne.

Choć trudno być sędzią we własnej sprawie, meksykański episkopat jest relatywnie zadowolony z funkcjonowania tamtejszego Kościoła. Główne grzechy hierarchów i przeszkody w głoszeniu Chrystusa, jakie wymienił Franciszek (m.in. duma, brak przejrzystości, ciążenie ku korupcji) według nich w żaden sposób nie charakteryzują tego, z czym zmaga się lokalny Kościół. Pozostają zatem dwie opcje – albo Franciszek za pomocą tego wystąpienia chciał trafić do ogółu biskupów na całym świecie, co jest mało prawdopodobne ze względu na raczej niską medialność tego spotkania albo diagnoza meksykańskich biskupów na temat kondycji własnej wspólnoty jest zbyt optymistyczna.meksyk

 

Reklama
Reklama

 

Warto podkreślić, że obiektywnie Kościół meksykański nie wygląda źle na poziomie statystycznym – czterech na pięciu obywateli kraju to zadeklarowani katolicy, a ruchy sekularystyczne i antyklerykalizm to zjawiska stosunkowo marginalne. Czyżby zatem papież popełnił błąd?

Dziś, po miesiącu od płomiennego wystąpienia papieża, nadal trudno to ocenić. Magazyn meksykańskiej archidiecezji Desde la fe staje w obronie i delikatnie kontruje narrację papieża sugerując puentą tekstu, że Głowa Kościoła uległa podszeptom złych doradców. Jest rzeczą oczywistą, że papież nie wie wszystkiego o wszystkim i że korzysta z rady swoich ekspertów oraz że rzetelnie przygotowuje się do swoich apostolskich podróży. Wydaje się zatem niemożliwe, by Franciszek nie wiedział, co mówi, do kogo i w jaki sposób, a to sugerowałaby rozbieżność ocen.

Reklama
Reklama

Wydaje się, że kluczem do oceny intencji Franciszka jest wspomniany wyżej tygodnik wydawany pod patronatem arcybiskupa stolicy kraju. Duchowny jest stereotypowo uważany za przeciwieństwo ideału kapłańskiego ubóstwa i skromności, któremu hołduje papież Franciszek. Nie jest tajemnicą, że kard. Norberto Rivera Carrera posiada liczne powiązania z elitą polityczną, co przy obecnej linii Stolicy Apostolskiej ma mu wróżyć rychłe opuszczenie najbardziej prestiżowej funkcji w meksykańskiej hierarchii. W 2012 roku, gdy papież Benedykt XVI wybrał wizytę w diecezji innej niż prowadzona przez kard. Carrerę, sugerowano, że za tą decyzją stoją te same przesłanki, które zmotywowały Franciszka do ostrego przemówienia.

meksyk

 

Reklama

 

Uczciwość wymaga jednak wzmianki o bezkompromisowości kardynała, który bez wahania nałożył ekskomunikę na polityków popierających ustawę zezwalającą na aborcję do końca pierwszego trymestru ciąży, za co został publicznie pochwalony przez urzędującego wtedy papieża Benedykta XVI.

Jak widać, trudno o jednoznaczną ocenę tej nie czarno-białej postaci.

Powyższa historia odsłania jednak kolejne rzeczy, których dowiadujemy się o papieżu Franciszku u progu czwartego roku pontyfikatu. Wbrew powszechnemu przekonaniu o nieustającej łagodności, cichości i cierpliwości, Wikariusz Chrystusa potrafi oraz pragnie być konkretny, ostry i bardzo stanowczy. Choć nie mamy pewności, czy rzeczywiście kard. Carrera jest uosobieniem dla szerokiej grupy adresatów papieskich upomnień, pewne jest, że na listę kategorycznych zakazów Franciszka dołącza zasiadanie przy suto zastawionym stole władzy. Szczególnie wtedy, gdy wierni cierpią niedostatek w wyniku piętnowanej przez Franciszka tzw. kultury odrzucenia.

To ważna lekcja nie tylko dla meksykańskich biskupów, ale też dla hierarchów lub po prostu chrześcijan całego świata.

Biada nam, pasterzom, jeśli pozwalamy Oblubienicy Chrystusa błądzić, ponieważ porozstawialiśmy namioty tam, gdzie nie sposób znaleźć Oblubieńca – spuentował swoje przemówienie Franciszek. Kościół wygodnych pasterzy, którym nie chce się biegać za owcami stoi na antypodach jego wyobrażeń o chrześcijańskiej wspólnocie.

Jeśli ktoś miał co do tego wątpliwości, po meksykańskiej wizycie nie ma prawa ich mieć.

 

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite