Lekcja z McCarricka

Możemy mieć nadzieję, że to początek nowej ery w Kościele katolickim, kiedy pasterze zrozumieją, że albo dbają o swoje stada, albo są najemnikami, którzy uciekają, gdy są najbardziej potrzebni: przed wilkami takimi jak McCarrick.

Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Publikacja Raportu McCarricka 10 listopada była trzęsieniem ziemi na całym świecie, w tym w Polsce, gdzie wszystko, co dotyczy Jana Pawła II, trafia na pierwsze strony gazet. Dla niektórych mediów idea obalenia tak potężnego i świętego symbolu jak Jan Paweł II była tak ponętna, że zapomniały w tym wszystkim przeczytać całego raportu.

Nie służy to wcale oczyszczeniu Kościoła w Polsce. Raport jest krokiem w przód w procesie nawrócenia. Oczyszczeniu Kościoła najbardziej posłuży wyciągnięcie daleko idących merytorycznych wniosków z 449 stronicowego dokumentu, który bezpowrotnie zmieni oblicze Kościoła.

 

Historyczny milowy krok

Zacznijmy od dobrych wiadomości. Jest to dokument bez precedensu w historii Kościoła. 449 stron, 90 świadków, z którymi rozmowy trwały od 1 do 30 godzin. Stolica Apostolska bardzo szczegółowo poinformowała o tym, co się stało, o czym kto wiedział i jakie działania podjęto na różnych szczeblach decyzyjnych. Jest to, bez owijania w bawełnę, po prostu kawa na ławę. John Allen, jeden z najbardziej znanych watykanistów napisał, że to „wydarzenie bez precedensu” i nikt nie będzie mógł już po tym raporcie zrobić kroku w tył.

Papież Franciszek z pewnością zasłużył sobie na uznanie i wdzięczność wiernych za zdecydowane działanie, dotrzymanie słowa i zrozumienie swojego obowiązku informowania o wynikach 2-letniego śledztwa. Watykańska administracja pokazała tym raportem, że przejrzystość i zasada „rozliczalności” dotyczy także Watykanu.

Szczegółowo widzimy w raporcie zachowania eklezjalnej władzy – potężnego wówczas kardynała Theodora McCarricka, który niczym drapieżnik manipuluje, instrumentalizuje, ukrywa swoje zbrodnie. I przez długie dekady pnie się na sam szczyt w Kościele w Stanach Zjednoczonych. Lektura ta jest bolesna, czasem wręcz przerażająca. Nie da się „połknąć” jej w jeden dzień – bezskuteczne próby alarmowania kościelnej hierarchii o nadużyciach i szczegóły krzywd przyprawiają nie tylko o ciarki na plecach, ale o ból całego ciała. Kościół na całym świecie ma jednak szansę wyciągnąć z tej potwornej lektury dobre wnioski.

ZOBACZ: Raport ws. McCarricka. Zeznania świadków, fakty, dokumenty

 

1. Zewnętrzne „sprawdzam”

McCarrick był klerykalną gwiazdą, manipulatorem rodem z piekła, któremu uwierzyli wszyscy – od kolegów, biskupów w USA, przez nuncjuszy, urzędników watykańskich, po samego papieża, ale też polityków i media, w tym te, które teraz apelują o dekanonizację Jana Pawła II. McCarrick był tak sprytnym i skutecznym manipulatorem, że flirtowało z nim FBI, chcące zwerbować go jako agenta ze względu na jego przyjazne wcześniejsze stosunki z agentem KGB (przypis 127 raportu).

Jest to, jak powiedział mi biograf Jana Pawła II George Weigel, mrożące krew w żyłach świadectwo na istnienie klerykalnej kasty – „Theodore McCarrick powinien być wielkim ostrzeżeniem dla wszystkich tych miejsc, w których duchowieństwo jest nadal uważane za rodzaj uprzywilejowanego klubu”. Ksiądz nie ma iść do seminarium po to, mówi Weigel, by po trudach skromnego seminaryjnego życia stać się panem dusz. Ksiądz ma służyć i być przygotowanym na głęboko misyjną działalność wśród Ludu Bożego.

Klerykalizm ze swoimi okrutnymi mackami wszedł do Pałacu Apostolskiego – trzech wspaniałych ludzi, Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek popełniło dokładnie ten sam błąd. Wszyscy trzej otrzymali nieformalnymi kanałami wiadomości o nagannym postępowaniu ze strony autorytetu, biskupa (a później kardynała) McCarricka; i żaden z nich nie zdecydował, że to, co się stało, powinno zostać w pełni zbadane – w pełni, to znaczy, że powinny zostać przesłuchane potencjalne ofiary, w pełni, to znaczy aż do momentu, kiedy prawda zostanie odkryta. „Korporacyjna kultura klerykalizmu wygrała”, była i jest „zdecydowanie za mocna”, powiedział ojciec Maciej Zięba.

Raport ukazuje zresztą drogę nawrócenia papieża Franciszka w kwestii klerykalizmu, i tylko dzięki tej drodze nawrócenia papież tak otwarcie potrafi o nim teraz mówić. To gangrena, która toczy Kościół.

Jan Paweł II zaufał trzem amerykańskim biskupom, a w Watykanie kardynałowi Angelo Sodano i jego zastępcy, arcybiskupowi Giovanni Re. Benedykt zaufał kardynałowi Bertone, kardynałowi Oullet i nuncjuszowi Vigano, wierząc, że jego (Papieża) decyzja i prośba o wycofaniu się do odosobnionego życia modlitwy została spełniona. Franciszek ufał temu, co postanowili Jan Paweł II i Benedykt i kiedy sam usłyszał „plotki”, uznał je za mało wiarygodne.

Raport ukazuje zresztą drogę nawrócenia papieża Franciszka w kwestii klerykalizmu, i tylko dzięki tej drodze nawrócenia papież tak otwarcie potrafi o nim teraz mówić. To gangrena, która toczy Kościół.

Gdy istnieją oznaki korupcji, nadużyć, błędów, tuszowania, jedynym sposobem jest dokładne zbadanie faktów, przeprowadzone przez zewnętrznego eksperta. Jeśli pojawiają się informacje, że biskup mógł się źle zachowywać, ważne jest, aby nie jego pytać, czy to prawda, ale przede wszystkim porozmawiać ze wszystkimi możliwymi ofiarami. W przypadku McCarricka natychmiast powinni udać się amerykańcy biskupi do seminarzystów i zapytać – czy McCarrick z wami spał? Na stronie 215-ej raportu czytamy co prawda, że szefowa komunikacji Archidiecezji Waszyngtońskiej, Susan Gibbs, zadała mu w 2002 roku pytanie, czy w domu na plaży dzieli łóżko z seminarzystami. McCarrick odpowiedział twierdząco, a gdy Gibbs zapytała go czy są wtedy ubrani, odpowiedział jej, że tak: „Jestem Arcybiskupem, więc nic [takiego] się nie wydarzy”. Gibbs była zresztą naciskana w tej kwestii przez dziennikarzy, którzy jednak porzucili sprawę i z jakiegoś powodu, nie drążyli dalej.

Historia ta brzmi zbyt podobnie do wielu spraw, które toczą się w Kościele w Polsce. Zbyt często na pierwszym planie pytamy o zdanie oskarżanych, nie oskarżających. Zadanie przeprowadzania śledztw za Kościół przejęli dziennikarze, dlatego z taką mocą do opinii publicznej trafiają kolejne filmy braci Sekielskich, czy ostatni dokument Marcina Gutowskiego.

W przypadku nadużyć seksualnych na już popełnione błędy wynikające z klerykalizmu receptą jest oczywiście oficjalne dochodzenie wg. procedury Vos Estis Lux Mundi. Jeśli biskupi między sobą nie mają odwagi się rozliczyć, to ten dokument jest narzędziem w ręku skrzywdzonych.

Pozostaje pytanie: co z prewencją? O krokach podjętych na tym polu przez Kościół w USA, powiedział mi George Weigel – „Kościół w Stanach Zjednoczonych bardzo dobrze wykorzystał kompetentnych, profesjonalnych świeckich do oceny zarzutów wykorzystywania seksualnego”. Świeccy profesjonaliści – od prawników po psychiatrów „są w znacznie lepszej pozycji do oceny wiarygodności zarzutów o nadużycia niż duchowni”. Biograf Jana Pawła II sugeruje, że trzeba dokonać weryfikacji rad diecezjalnych. To właśnie świeccy powinni bić na alarm, gdy widzą, że źle się dzieje, a biskup i księża, ze względu na klerykalne uwarunkowania, często po prostu przymykają oczy, nie zdając sobie nawet sprawy, jak bardzo szkodzą Kościołowi.

Raport McCarricka jest więc lekcją dokładności, a tej dokładności księżom ze względu na kulturę w której żyją – często brakuje. Raport zapala lampkę, że także książęta kościoła podlegają procedurze „sprawdzam”.

 

2. Słuchać ofiar

Raport McCarricka powinien być szczepionką, potężnym antidotum. Jeśli go przełkniemy, być może pozwoli on uświadomić sobie, że ofiary naprawdę są w tej grze najważniejsze. Gdyby wówczas, za Jana Pawła, za Benedykta, nawet w pierwszych latach rządów Franciszka, papież miał z tyłu głowy „victims first” – „po pierwsze ofiary” – wielu skrzywdzonym oszczędzilibyśmy życiowej traumy.

I znów kłania się dokładne czytanie raportu. Priest 1 – ksiądz, który alarmował, że McCarrick utrzymuje stosunki seksualne z klerykami został uznany za niewiarygodnego  świadka – bo sam molestował dzieci. Dziś jednak już wiemy, że to reakcja łańcuchowa. Kto jest molestowany, może stać się seksualnym drapieżnikiem. W raporcie pojawia się też dzielna matka, która w latach 80-tych XX wieku alarmuje – McCarrick głaskał moich chłopców po wewnętrznej części uda. Nikt jej nie posłuchał. Nikt jej nie pomógł. Nikt nie sprawdził. Musimy zrozumieć, że z tego często wynika złość. Ludzie są źli na Kościół, bo nikt ich wcześniej ich nie wysłuchał. To też brzmi znajomo jeśli chodzi o Kościół nad Wisłą.

Ważna lekcja jest taka, że dziś jesteśmy w innym świecie. Kościół te lampki naprawdę solidnie sprawdza, a jak w przypadku kard. Gulbinowicza – nawet sam wychodzi naprzeciw, zgłaszając się do ofiary kiedy ta publicznie (na Facebooku) ogłasza, że tą ofiarą jest (tak wzorowo, postąpiła Kuria we Wrocławiu). Jednak w społeczeństwie nawet wielu wiernych ma z słuchaniem skrzywdzonych problem. Tymczasem wszyscy w Kościele „jesteśmy właścicielami tej krzywdy, tej rany, ponieważ jest to rana Jezusa Chrystusa” mówił mi ostatnio Ojciec Hans Zollner. „Chodzi o moment, w którym wszyscy zdajemy sobie sprawę, że ofiary wykorzystywania seksualnego przez duchownych są częścią Kościoła, wielu z nich nadal jest w Kościele i wielu z nich naprawdę chce móc ponownie zaufać Kościołowi”. Raport McCarricka to lekcja słuchania.

 

W przypadku McCarricka plotka okazała się mieczem o podwójnym ostrzu – rozpowszechniona, dziś stała się dowodem na głuchość hierarchii na szeptane tu i tam zarzuty.

3. Plotka – miecz o podwójnym ostrzu

Kiedy w 1999 roku Jan Paweł II otrzymał list od kard. O’Connora, ostrzegający go, że promowanie McCarricka może mieć trudne konsekwencje dla Kościoła – list został napisany na podstawie domysłów i plotek, o których dowiedział się O’Connor – Papież postanowił plotkę sprawdzić. Powierzył sprawę abp. Agostino Cacciavillanowi, szefowi Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej. Papież ufał mu (s. 142 Raportu: “podstawą prośby była estyma i zaufanie, jakim Cacciavillana darzyli zarówno papież, jak i Sostituto [Substytut – nr. 2 po Sekretarzu Stanu Stolicy Apostolskiej – przyp. red.]”).

30 stron później czytamy w raporcie, że we wrześniu 2000 roku, po przeprowadzeniu dochodzenia, zawierając w ocenie także list obronny McCarricka do ks. Dziwisza, abp. Cacciavillan rekomendował papieżowi, że McCarrick był najlepszym wyborem dla Waszyngtonu (s. 178 i 179 raportu). I jeszcze przypis 598 – o osądzie i zeznaniu kard. Giovanni Re – ówczesnego nr. 2 w Watykanie po Angelo Sodano. Re zeznał: „Powiedziałem do siebie: z osobą taką jak on [McCarrick], wierzę w te zapewnienia [o jego niewinności] – i tak też zrobił papież”.

Papież sprawdził więc doniesienia opierając się na wiedzy i doświadczeniu potężnych doradców.

Czy sprawdzili je amerykańscy biskupi?

Obecnie kardynał, Kevin Farrell, był wówczas pomocniczym biskupem Waszyngtonu za kadencji McCarricka i przez 6 lat mieszkał z nim w tej samej rezydencji. Przypis 935 raportu – kardynał Farrell przyznał w wywiadzie, że od czasu do czasu słyszał „stare plotki” („old rumours”), że McCarrick dzielił łóżko z seminarzystami w domu na plaży, gdy ten był biskupem New Jersey, podkreślił jednak, że plotki te nie były o „aktywności seksualnej” i że „nie odnosiły się do nieletnich”.

Warto porównać ten casus do sprawy kard. Gulbinowicza – wielu księży i świeckich potwierdza w swoich wspomnieniach, że słyszeli plotki o homoseksualnych skłonnościach kardynała. Nikt ich nie sprawdził, na żadnym poziomie. Śledztwo, w ramach dokumentu Vos Estis Lux Mundi przeprowadził dopiero papież Franciszek.

1226 przypis raportu podkreśla słowa Papieża Franciszka który „od dawna podkreśla niebezpieczeństwo plotek”. Raport przypomina, że „Plotka jest szkodliwa dla ludzi, krzywdząca dla naszej pracy i naszego otoczenia”, mówił Papież w grudniu 2013 roku.

W przypadku McCarricka plotka okazała się mieczem o podwójnym ostrzu – rozpowszechniona, dziś stała się dowodem na głuchość hierarchii na szeptane tu i tam zarzuty. Zatem niebezpieczeństwo plotki polega w tym przypadku na tym, że jeśli mam wiedzę o nadużyciach czy ukrywaniu ich, nie szepczę o nich po kątach, ale mam je gdzie oficjalnie zgłosić, i to robię.

 

Raport wcale nie mówi o tym, że Jan Paweł II wiedział o przestępstwie popełnionym przez Theodora McCarricka. Otrzymał list z podejrzeniem niewłaściwego zachowania hierarchy. Kazał przeprowadzić śledztwo.

4. Dziedzictwo jakie dany kryzys zostawia, nie jest mierzone tym co zrobiłeś, ale tym co ludzie z niego zapamiętają

Jak reagujesz na kryzys i co z niego komunikujesz, jest twoim dziedzictwem. W kryzysie wokół Jana Pawła II wywołanym raportem McCarricka wygląda na to, że framing, czyli wyznaczenie medialnych ram o roli Jana Pawła II w raporcie wyznaczyły medialne rekiny, takie jak New York Times czy Washington Post. „Santo too subito” – święty zbyt szybko – to stwierdzenie wykute przez watykanistę Jasona Horowitza, który opublikował w New York Times artykuł o tym samym tytule, tyle że po angielsku: „Saint too soon?”

Problem polega na tym, że Raport wcale nie mówi o tym, że Jan Paweł II wiedział o przestępstwie popełnionym przez Theodora McCarricka. Otrzymał list z podejrzeniem niewłaściwego zachowania hierarchy. Kazał przeprowadzić śledztwo. Co było potem, zostało opisane powyżej. „Święci popełniają błędy” – powiedział mi George Weigel. Dodaje, że jako biograf i przyjaciel Jana Pawła II „dobrowolnie przyznaję, że popełnił tu duży błąd, nie widzę w tym nic złego i myślę, że oczekiwałby tego ode mnie”, ale przypomina, że „świętość jest kwestią heroicznych cnót, a nie zawsze trafnymi osądami”.

Benedykt XVI także jedyne co miał, to nieoficjalne plotki na temat hierarchy. Franciszek także, plotki przekazywane zresztą przez kard. Parolina i kard. Becciu, co potwierdza raport. Pierwsza ofiara McCarricka złożyła doniesienie dopiero w 2017 roku i to wywołało błyskawiczny proces kanoniczny kończący się najpierw odebraniem biretu kardynalskiego, a potem usunięciem ze stanu duchownego Theodora McCarricka.

Pytanie, które się pojawia nie tylko do Kościoła w Polsce, ale biura komunikacji Watykanu to – czy wydawanie takich dokumentów bez solidnego przedstawienia jego najbardziej drażliwych elementów i odpowiedzenia błyskawicznie na najbardziej drażliwe pytania, jest właściwym podejściem. Raport, podkreślam – solidna, bezprecedensowa robota w historii papiestwa – został rzucony na pożarcie medialnym lwom. Wiadomo było, że wyczekiwany przez dwa lata dokument stanie się dla wszystkich łakomym kąskiem. I jeśli Kościół, który podkreśla kontynuację dziedzictwa Papieży, jest teraz wywoływany do tablicy przez swój własny raport, to elementu komunikacyjnego ewidentnie w jego premierze zabrakło.

 

Możemy mieć nadzieję, że to początek nowej ery w Kościele katolickim, kiedy pasterze zrozumieją, że albo dbają o swoje stada, albo są najemnikami, którzy uciekają, gdy są najbardziej potrzebni: przed wilkami takimi jak McCarrick

5. Nie tylko informować, ale reformować

Raport McCarricka musi dziś przełożyć się na decyzje. Tu nie wystarczy informować, trzeba się reformować. Fakty mówią głośniej niż słowa. Nadużycie władzy, które leży u podstaw całego skandalu, powinno być ścigane nie tylko w przypadkach wykorzystywania seksualnego, ale we wszystkich sferach, jak choćby gospodarczych czy w polityce zatrudniania w Kościele. Reforma musi skupić się na zmniejszeniu samowoli w Kościele.

Reforma musi dotykać przejrzystości i transparencji, ta zaś nie może być wyjątkiem, ale normą. Transparencja nie może być też iluzją – jeśli wpuścimy do pokoju trochę światła, ale będzie to jedynie prześwit, nie przejrzystość, nic to nie da, i nie wróci to wiarygodności instytucji. Władze kościelne mają obowiązek informować wiernych o podjętych decyzjach i prosić o przebaczenie, jeśli popełnią błąd. Reforma Kościoła właśnie tego wymaga. Raport jest spowiedzią, teraz czas na zadośćuczynienie i pewność, że to się już nigdy nie powtórzy.

A zatem czyny, nie słowa. Jeśli nie chcemy zobaczyć w Kościele kolejnego McCarricka, za raportem noszącym jego imię, musi pójść konkretne działanie. Nie znamy scenariusza następstw raportu McCarricka. Ale możemy mieć nadzieję, że to początek nowej ery w Kościele katolickim, kiedy pasterze zrozumieją, że albo dbają o swoje stada, albo są najemnikami, którzy uciekają, gdy są najbardziej potrzebni: przed wilkami takimi jak McCarrick.

 

Paulina Guzik

Paulina Guzik

Dziennikarka telewizyjna, prowadząca program Między Ziemią a Niebem TVP1, o życiu Kościoła pisze m.in. dla wydawanego w Watykanie serwisu Crux. Doktor nauk o mediach, wykładowca akademicki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Podczas ŚDM 2016 w Krakowie była szefową Biura Mediów Zagranicznych. Autorka (wraz z Cecilią O’Reilly) książki “WYD 2016 – the Largest European Event of the 21st Century”. Prywatnie żona Bartka, mama Jaśka i Helenki.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >
FELIETONY

Sakramentki powtórnie zaatakowane

Nieznany barbarzyńca napisał na z trudem odbudowanych murach kościoła św. Kazimierza wulgarny wyraz. Niby drobiazg w porównaniu z piekłem, które kiedyś tu się rozpętało ale…

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wtedy, w sierpniu 1944 r., było tak

W szóstym dniu Powstania Warszawskiego, w samo Przemienienie Pańskie, przyszedł dowódca oddziału, walczącego na Starówce i poprosił przeoryszę, matkę Jadwigę Byszewską, o wpuszczenie jego oddziałów do klasztoru. Klasztor usytuowany był w ważnym punkcie strategicznym – w położonej nieopodal Wytwórni Papierów Wartościowych i na nadwiślańskich Rybakach toczyły się walki z Niemcami. Odmowa była w tych warunkach niemożliwa, przeorysza wpuściła powstańców do klasztoru – fundacji Marii Kazimiery Sobieskiej, wdzięcznej za zwycięstwo króla Jana pod Wiedniem nad Turkami.

Zaczęły się straszne dwadzieścia sześć dni heroizmu i zmagań. Zakonnice oddały wszystko, co miały – z zapasów żywności gotowały w wielkich kotłach posiłki, piekły chleb, leki i opatrunku oddały rannym, gdyż w pewnym momencie zgodziły się przyjąć także szpital polowy, późnie do klasztornych drzwi zapukali mieszkańcy Starówki, którym wydawało się, że w podziemiach u sióstr będą bardziej bezpieczni, a także zszokowani mieszkańcy Woli, ratujący się przed niemiecką rzezią.

Niemcy zlokalizowali klasztor jako ważny punkt oporu, zaczął się ostrzał, rzucanie bomb burzących i zapalających. Sypały się tynki, padały mury, ginął piękny, historyczny klasztor, budynek pałacu Kotowskich, biblioteka z 60 tysiącami woluminów, kawałek po kawałku ginęło wspaniałe dziedzictwo. Padła kościelna wieżyczka, zapaliła się kopuła, na ziemię spadł krzyż, wieńczący kopułę, piękny kościół pw. św. Kazimierza, arcydzieło Tylmana z Gameren, obracał się w ruinę. „Jakby całe piekło wpadło i szatan podpalił wszystkie kąty” – powiedziała s. Modesta. Siostry gasiły pożary, nosiły wodę wiadrami, a także karmiły swoich gości, opatrywały rannych, pocieszały przerażonych i załamanych. I nie ustawały w modlitwie i adoracji Najświętszego Sakramentu, przy którym twardo trwały mimo zaciskających się piekielnych czeluści.

Czytaj też >>> “Siostry z Powstania”

Modliły się i odświeżały w pamięci swój czwarty ślub – ślub żertwy. To wyjątkowy ślub – obietnica, złożona panu Bogu – że ofiarują swe życie, zgodzą się, być „pod ręką”, gdyby Bóg zachciał taką ofiarę przyjąć. Część z nich już w czasie strasznych dni okupacji przychodziły do przeoryszy i wyrażały gotować oddania życia, inne zrobiły to w trakcie tych strasznych dni. Matka Byszewska godziła się na tę ofiarę, w niektórych wypadkach odmawiała. W pewnej chwili podjęła decyzję o opuszczeniu klasztoru, ale dowódcy Powstania prosili, żeby mniszki zostały na miejscu, gdyż ich wyjście obniżyłoby morale powstańców. Przełożona zrozumiała, że ich los został przypieczętowany. W ostatnim dniu sierpnia pod gruzami klasztoru zginęło trzydzieści pięć sióstr, sześciu księży, około tysiąca mieszkańców Warszawy. Gruz zasypał wybitną tomistką m. Tomeę Koperską, s. Anzelmę, polonistkę z wykształcenia, absolwentkę konserwatorium s. Magdalenę, Ignację, konwertytę z kalwinizmu, ledwo piśmienną s. Klarę, mistyczkę.

A mieszkańcy stolicy przez lata opowiadali, że w chwili, gdy siostry ginęły, w niebo wzbiło się kilkadziesiąt białych gołębi… Ocalało dwanaście sióstr. 

Dziś zrobiono to znów

Oto dziś, 27 października 2020 lub dzień wcześniej, klasztor Sakramentek został powtórnie zaatakowany. Nieznany barbarzyńca napisał na z trudem odbudowanych murach kościoła św. Kazimierza wulgarny wyraz.

 

Niby drobiazg w porównaniu z piekłem, które kiedyś tu się rozpętało, szatan nie rozpalił wszystkich kątów, jak rzekłaby s. Modesta, ale są różne rozmiary zła i ten jeden wulgarny napis świadczy o kumulacji braku miłości w rodzinie, wychowania w szkole, pustce popkultury. Trudno przypuszczać, że młoda zapewne osoba, która sprofanowała świątynię, wiedziała, co robi, przecież nie zadała sobie pewnie trudu, żeby sprawdzić co dewastuje. Gdyby jednak się dowiedziała, może by się zdziwiła, w jakim znalazła się towarzystwie…

Czytaj także >>> Kim są Siostry z Powstania

Po drugiej stronie muru czuwają siostry, które złożyły nie tylko ślub żertwy. One także nieustannie adorują Najświętszy Sakrament. I mają specjalną wynagradzająca adorację za zniewagi i bluźnierstwa.

Biedny człowiek, który sprofanował mury ich kościoła nie mógł lepiej trafić. Zostanie objęty modlitwą. Jest dla niego nadzieja. 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap