Lekcja pokory

Dlaczego papież obmył stopy osobie transseksualnej, która podczas liturgii przystąpiła do Komunii?

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Lekcja pokory

Papież Franciszek zdążył nas przyzwyczaić do tego, że wielowiekowe tradycje i przepisy liturgiczne traktuje z wielką swobodą. W krótkiej homilii przywołał sens zwyczaju mandatum – obmycia nóg: „A dziś, podczas tej Mszy św. Kościół chce, aby kapłan obmył stopy dwunastu osobom, na pamiątkę dwunastu apostołów”. Zmysł liturgiczny i teologiczny (pamiętając, że od starożytności w geście obmycia nóg przez Chrystusa widzi się ustanowienie sakramentów Eucharystii i kapłaństwa) wskazywał, że te 12 osób powinno być katolickimi mężczyznami. Franciszek od początku przeformułował znaczenie tego rytuału, umywając nogi również kobietom, a nawet nieochrzczonym. W tym roku zaskoczył tym, że wśród nich znalazła się osoba transseksualna.

Być sługą

Nie ukrywałem nigdy, że nie podoba mi się liturgiczna swoboda żadnego kapłana, a szczególnie papieża. Jednak gdy papież decyduje się na pewne gesty, nie mogę przejść obok tego obojętnie, nie zastanawiając się, co to może znaczyć dla mnie. Poruszająca była homilia, w której Franciszek wskazał na znaczenie obmycia, na to że Boża miłość jest w stanie zmyć każdą nieczystość, każdy grzech. Uderzyły mnie zwłaszcza zawstydzające słowa o tym, że mamy być niewolnikami miłości Bożej, ale też… niewolnikami bliźnich. Podczas katechezy o Triduum wygłoszonej w Wielką Środę papież powiedział: „Kiedy przystępujemy do Komunii Świętej, nie będąc szczerze gotowymi obmywać stopy jedni drugim, to nie rozpoznajemy Ciała Pańskiego”.

W moim Kościele widzę nie tylko pobożnych panów z mszalikami pod pachą czy niewiasty w mantylkach na głowie. Są tu też osoby, o których na co dzień się nie myśli – jak np. osoby transpłciowe, nieheteroseksualne, o innych poglądach czy sposobie życia. I bardzo się zawstydziłem widząc, jakie emocje wzbudziła we mnie myśl o umyciu nóg „tym innym”. Szczególnie, gdy spojrzałem na swoje, bynajmniej nie wzorowe życie. I mocniej zadudniło mi w uszach to Jezusowe „nie sądźcie!”

Transseksualizm

Bardzo mi głupio, że obrazek papieża umywającego nogi pedofilowi (którego mógł przecież spotkać w tym więzieniu) wzbudziłby we mnie mniej dziwnych emocji niż to obmycie nóg osobie transseksualnej.

Nie jestem lekarzem, mam bardzo ogólną wiedzę. O transseksualizmie pierwszy raz czytałem chyba przy okazji pochłaniania świetnych książek prof. Antoniego Kępińskiego, który jeszcze traktował problem jako pewną patologię zdrowia psychicznego, jakąś osobowość histeryczną. I nie przewidywał terapii korekty płci. Od jego czasów transpłciowości poświęcono wiele badań, stanowisko towarzystw psychologicznych i medycznych się zmieniało. Dostrzeżono przyczyny biologiczne, wskazuje się także dużo stałych motywów psychologiczno – społecznych, przewijających się przez historię życia osób transseksualnych.

Życie osób transseksualnych to dramat, z którego nie można kpić. Nie można go pogłębiać wykluczaniem ich. To nasi bliźni, wobec których też mamy być „dobrymi Samarytaninami”, którym mamy myć nogi i których mamy szanować i kochać.

W Kościele

Pierwszy raz teologowie pochylili się nad problemem transseksualizmu w roku 1984 na sympozjum w Watykanie. Nie skończyło się ono wypracowaniem oficjalnego stanowiska Kościoła. W roku 1991 Kongregacja Nauki Wiary odpowiadając na pytanie niemieckich biskupów o możliwość małżeństwa osoby transseksualnej po korekcie płci, stwierdziła, analizując konkretny przypadek, że sama operacja nie zmienia płci „biologicznej” i mielibyśmy do czynienia ze związkiem homoseksualnym. Nie jest chyba wciąż rozstrzygnięta kwestia, czy małżeństwo dwóch osób transseksualnych po korekcie płci (mężczyzny i kobiety), gdzie nie występuje impotencja, mogłoby być ważne. Innym problemem może być zakładana z góry niezdolność psychiczna takich osób do małżeństwa.

Analogiczny problem będą miały osoby po korekcie płci na męską, odczuwając powołanie do kapłaństwa – aktualne prawo kanoniczne cały czas będzie chyba traktowało je jak kobiety, a więc niezdolne do ważnego przyjęcia święceń.

Wydaje się, że Kościół nie uwzględnia bieżących wyników badań nauk (od antropologii po psychiatrię czy neurobiologię) nad płcią, a w proponowanej terapii (korekcie płci) widzi tylko grzeszne okaleczenie ciała.

Lekcja pokory

Jak żyć?

Tym bardziej może zaskakiwać wielkoczwartkowy gest Franciszka, który sprowokował do tych rozważań. Przecież osobie transseksualnej po korekcie płci spowiednik nie nakazałby operacyjnego powrotu do płci „biologicznej” jako świadectwa mocnego postanowienia poprawy…

Czy osoba transseksualna po korekcie płci może przystępować do Komunii? Pod jakimi warunkami?

A jakiej formy powinno się używać, zwracając się do osób transseksualnych? Takiej, na którą wskazuje płeć „biologiczna”, czy „odczuwana” bądź ta po korekcie? Czy zwracanie się w formie niezgodnej z płcią „biologiczną” nie oznaczałoby braku szacunku do tej osoby, albo nie stanowiłoby dla niej zgorszenia stanowiącego blokadę przed przyjęciem ewangelii i Kościoła? A może byłoby tylko utwierdzaniem jej w obiektywnym fałszu?

Czy osoby transseksualne w kościele parafialnym spotkałyby się z życzliwym przyjęciem? Czy nie zaczęlibyśmy swoich dzieci prowadzać na nabożeństwa w inne miejsca z lęku przed zgorszeniem? Czy mogą zostać rodzicami chrzestnymi? A może sami mielibyśmy opory przed podaniem im ręki po Mszy albo wspólnym zaangażowaniem się w parafialną akcję charytatywną?

Dookoła tematu transpłciowości mam dużo pytań i bardzo bym się cieszył, gdyby z Watykanu wreszcie przyszło jakieś spójne opracowanie poświęcone wszelkim problemom wokół gender. Być może gest Franciszka zmobilizuje teologów i duszpasterzy do pochylenia się nad problemem.

Nie wiem, co konkretnie Franciszek chce przekazać, umywając nogi w Wielki Czwartek kobietom, niekatolikom czy osobom transpłciowym. Jestem pewny, że mógłby to zrobić przy innej okazji, samemu służebnie podchodząc do katolickiej tradycji i przepisów liturgicznych. Ale osobiście w tym roku jestem wdzięczny papieżowi za ważną dla mnie lekcję pokory.

Wesprzyj nas
Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Rzecz o religii w szkołach

Nie wiedzieć czemu od kilku dni główną osią publicznego sporu stało się miejsce edukacji religijnej w polskim szkolnictwie, a właściwie systemowe postulowanie zniesienia szkolnych katechez. Bo pieniądze, bo czas, bo Kościół w oświatowych placówkach, bo niepoważne, bo neutralność...

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Nie chcę wykazywać dalekich wniosków, snuć makroimplikacji, według których skasowanie religii w szkole grozi całkowitą utratą moralności czy nawet tożsamości narodowej, jak czynili to niektórzy publicyści. Uważam to za bzdurę choćby dlatego, że wciąż miażdżąca większość gorliwych moralnie katolików wychowana została w ustroju, któremu religia w szkole pasowała jak rolnikom deszcz w żniwa, a teraz pokolenia urodzone po przemianach ustrojowych zdają się tonąć w morzu wódki i nieodpowiedzialnego seksu, choć nie wyszły jeszcze z gimnazjum.

Ważna jest dla mnie inna sprawa. Dlaczego mnie i wielu innym gorącym zwolennikom programowej katechezy, obrońcom religii w szkołach sami katecheci wytrącają argumenty?

Większość zarzutów, jakie wypisałem we wstępie, można bowiem zbyć wzruszeniem ramion. Nigdy nie pojmę, co ma katechizacja w szkole do naruszania neutralności światopoglądowej, podobnie jak nie wiem, co ma do tego krzyż w sejmie. Część z tych obiekcji można oczywiście zjeść również argumentacyjnie. Pamiętam odbytą lata temu rozmowę z antyklerykałem, który wskazywał na Anglię jako miejsce, gdzie zamiast religii w szkołach jest dodatkowy czas na języki obce i dzięki temu tamtejsze dzieci potrafią się swobodnie dogadywać, gdziekolwiek pojadą. Że w każdym państwie mówią wtedy w swoim naturalnym języku, bo świat ogólnie mówi po angielsku, nie przyjął do wiadomości.

Rzecz o religii w szkołach

Ale gdy przeciwnik religii w szkole (co ciekawe, często katolik i to gorliwy, mądry, pobożny itp.) wykazuje, że szkolna katecheza to kpina – wtedy apologeci szable chowają do pochew. Bo nie mają co odpowiedzieć i nie będą mieli, dopóki podstawowym materiałem dydaktycznym na katechezach będą filmy Pixara, a upragnionym ćwiczeniem – wyjście na przeważnie niemą dziesiątkę różańca do pobliskiej kaplicy i wcześniejsze skończenie zajęć.

W chwili, gdy przeciętny maturzysta, po wielu żmudnych latach kończący religijną edukację, myli Trójcę Świętą ze Świętą Rodziną, gdy niepokalane poczęcie jest dla niego synonimem dziewictwa Maryi, z siedmiu sakramentów potrafi wymienić trzy i to tylko dlatego, że zalicza do nich popiołkowanie, jest przekonany, że księgi Starego Testamentu powstały w naszej erze, a autorem spisanych tekstów ewangelicznych jest Jezus; w takim klimacie katecheci – często zagonieni parafialną robocizną księża – w części szkół notorycznie aplikują uczniom rozrywkę w postaci kreskówki lub dają im czas na odrabianie lekcji, a za zadanie pytania karcą i ćwiczą.

fot. ashley tyree

Żadnego z powyższych przykładów niewiedzy nie zmyśliłem. Wszystkie mnie spotkały lub mi je opowiedziano. Część z nich – o zgrozo! – wśród pierwszoroczniaków przychodzących na studia teologiczne.

Dlatego nie mamy szans na obronę szkolnej katechezy ani w rozmowie ze zorientowanym w sprawie antyklerykałem, ani w dyskusji z rozgoryczonym katolikiem, który zabiera swoje dziecko z zajęć religii i w nosie ma pohukiwania hierarchów o zdradzie, obowiązku i katolickim wychowaniu. Bo tego ostatniego nie dostrzegł przez lata. I nie mam prawa źle myśleć o takim rodzicu, bo w pojedynkę zrobił więcej niż cała rzesza katolików, którzy w zmowie milczenia czynią z tego cyrku tajemnicę poliszynela.

Ale apeluję do katechetów świeckich, zakonnych, duchownych i wszelkich innych: traktujcie poważnie swoje obowiązki, bo Wam tę robotę systemowo odbiorą. I to przy akompaniamencie braw ludzi, których znacie z pierwszych ławek w Waszych kościołach.

O szkodach wyrządzonych młodzieży nawet nie wspominam. O niej zapomnieliście już dawno.

Wesprzyj nas
Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >