Nasze projekty
Reklama

Dynia i krzyż

Jak co roku w okolicach przełomu października i listopada Polacy dzielą się na dwie zwaśnione grupy: Obóz "Świętych" (choć nie ten raspailowski) i Obóz "Uduchowionych". Linia frontu przebiega przez z pozoru niegroźną, okrągłą dynię. Problem w tym, że ci pierwsi często robią wiele, by zwiększyć liczebność swoich przeciwników

Dla jasności – wszak z dalszej części tekstu niekoniecznie musi to wystarczająco wyraźnie wynikać – jestem przeciwnikiem halloween jako święta popkulturowego, a więc trywialnego, pozbawionego głębszego namysłu nad rzeczywistością i niczym nie różniącego się od codziennej uciążliwej dyskoteki za przysłowiowym rogiem ulicy. A skoro codziennej, to gdzie tu święto? Podśmiechiwanie się z rzeczywistości nadprzyrodzonej – bo cóż innego stanowi kamień węgielny tej imprezy? – nie byłoby tak niebezpieczne, gdyby – jak sugerują apologeci dyniowego festiwalu – oswajało uczestników z istnieniem czegoś ponad, gdyby łagodziło przekaz o śmierci, ale dawało jasny sygnał: tak, istnieje coś pozazmysłowego. Tymczasem halloween pełni funkcję zgoła odwrotną – kościotrupy, duchy, rozkładające się ciała zmieszane z konkretnymi postaciami fikcyjnymi, idolami z komiksów rodzą przekonanie, że rzeczywistości jednych i drugich należą do tego samego roztańczonego balu nieistniejących przebierańców. Nic dziwnego, że „Obóz Świętych” reaguje na to alergicznie.

Ta repulsja przybiera różne formy. Jedną z nich jest tworzenie pozbawionego skuteczności ruchu oporu opartego na poglądzie, że wszystko, co nowe musi być gorsze. Przekonanie to – choć częściowo słuszne – jest jednak łatwe do obalenia argumentem, że samo chrześcijaństwo też kiedyś było nowe. Co więcej zbudowane na tym fundamencie protesty – choć słuszne i szczytne – jedynie radykalizują zwolenników współczesnej emanacji celtyckiego święta. Dla odmiany zupełnie zgrabną – w mojej ocenie – akcją jest spontanicznie wykreowana alternatywa: w dzień, w którym ludzie dla żartów malują sobie twarze i się przebierają, część katolików upodobała sobie zmianę swoich zdjęć w portalach społecznościowych na wizerunek jakiegoś świętego. Część wspólnot poszła o krok dalej i zorganizowała bale przebierańców, w których kostiumy mają przywodzić na myśl kogoś świętego. Gdyby nie hermetyczność tych grup, mielibyśmy do czynienia z ewangelizacją w pełnej krasie: podawanie żywego przykładu, bardziej wartościowej alternatywy dla popkulturowej wydmuszki.

Reklama

Jak się zatem okazuje – można stworzyć coś, co nie będzie skupiało się na radykalnym buncie i ataku, czyli na działaniach negatywnych, ale na kreowaniu opcji popartej uniwersalnymi wartościami w przeciwieństwie do pompowanej komercyjnie zachodniej mody.

Reklama

skeletons-1015990_1280

Problem w tym, że standardowa talia argumentów przeciwników halloween wciąż trafia kulą w płot i albo nie przynosi efektów albo – co gorsza – rodzi reakcję buntu. W efekcie część protestów wpycha niezdecydowanych w szpony intratnego halloweenowego biznesu, który jest zresztą jedyną racją bytu tego święta. Jego zasada jest bowiem czytelna i prosta – aby świętować pełną parą, w ekwipunku musi się znaleźć dynia ze świecą, torebka na cukierki, kostium i wiele innych zbędności, które dodają tej przebierankowej imprezie pozorów powagi. W wypadku Uroczystości Wszystkich Świętych – wystarczy znicz, a i to niekoniecznie, bo wartość pokornej i cichej modlitwy przewyższa nawet najpiękniejsze kwiaty i wazony. Na katolickim święcie zdecydowanie trudniej zarobić.

Reklama

Między innymi dlatego nie widzę powodu do paniki, że halloween mogłoby kiedykolwiek zastąpić chrześcijańskie znaczenie 1 listopada lub jakkolwiek mu zaszkodzić. Uroczystość Wszystkich Świętych i wszelkie związane z nią tradycje opierają się na wartościach, które pozostają niezmienne. Komercyjnie sterowane trendy nie mają nawet ułamka tej trwałości i kiedyś w ich miejsce duch czasów przyniesie coś innego, może jeszcze gorszego. Nie ma powodu do strachu.

Moda bowiem zaginie, zmieni się, a Kościół i wiara – mimo przejściowych trudności – pozostaną. Autentyczny lęk przed tym, że trupia czaszka wespół z dynią mogą zniszczyć albo choć odrobinę zaszkodzić Krzyżowi i Obietnicy płynącej z pustego grobu to zabobon gorszy od jakichkolwiek halloweenowych przebieranek.

…a bramy piekielne go nie przemogą. Na potencjalnej liście zapomnianych obietnic Jezusa te słowa mają gwarantowane miejsce na podium.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas