Nasze projekty
Tomasz Adamski

Dynia i krzyż

Jak co roku w okolicach przełomu października i listopada Polacy dzielą się na dwie zwaśnione grupy: Obóz "Świętych" (choć nie ten raspailowski) i Obóz "Uduchowionych". Linia frontu przebiega przez z pozoru niegroźną, okrągłą dynię. Problem w tym, że ci pierwsi często robią wiele, by zwiększyć liczebność swoich przeciwników

Reklama

Dla jasności – wszak z dalszej części tekstu niekoniecznie musi to wystarczająco wyraźnie wynikać – jestem przeciwnikiem halloween jako święta popkulturowego, a więc trywialnego, pozbawionego głębszego namysłu nad rzeczywistością i niczym nie różniącego się od codziennej uciążliwej dyskoteki za przysłowiowym rogiem ulicy. A skoro codziennej, to gdzie tu święto? Podśmiechiwanie się z rzeczywistości nadprzyrodzonej – bo cóż innego stanowi kamień węgielny tej imprezy? – nie byłoby tak niebezpieczne, gdyby – jak sugerują apologeci dyniowego festiwalu – oswajało uczestników z istnieniem czegoś ponad, gdyby łagodziło przekaz o śmierci, ale dawało jasny sygnał: tak, istnieje coś pozazmysłowego. Tymczasem halloween pełni funkcję zgoła odwrotną – kościotrupy, duchy, rozkładające się ciała zmieszane z konkretnymi postaciami fikcyjnymi, idolami z komiksów rodzą przekonanie, że rzeczywistości jednych i drugich należą do tego samego roztańczonego balu nieistniejących przebierańców. Nic dziwnego, że „Obóz Świętych” reaguje na to alergicznie.

Ta repulsja przybiera różne formy. Jedną z nich jest tworzenie pozbawionego skuteczności ruchu oporu opartego na poglądzie, że wszystko, co nowe musi być gorsze. Przekonanie to – choć częściowo słuszne – jest jednak łatwe do obalenia argumentem, że samo chrześcijaństwo też kiedyś było nowe. Co więcej zbudowane na tym fundamencie protesty – choć słuszne i szczytne – jedynie radykalizują zwolenników współczesnej emanacji celtyckiego święta. Dla odmiany zupełnie zgrabną – w mojej ocenie – akcją jest spontanicznie wykreowana alternatywa: w dzień, w którym ludzie dla żartów malują sobie twarze i się przebierają, część katolików upodobała sobie zmianę swoich zdjęć w portalach społecznościowych na wizerunek jakiegoś świętego. Część wspólnot poszła o krok dalej i zorganizowała bale przebierańców, w których kostiumy mają przywodzić na myśl kogoś świętego. Gdyby nie hermetyczność tych grup, mielibyśmy do czynienia z ewangelizacją w pełnej krasie: podawanie żywego przykładu, bardziej wartościowej alternatywy dla popkulturowej wydmuszki.

Reklama
Reklama

Jak się zatem okazuje – można stworzyć coś, co nie będzie skupiało się na radykalnym buncie i ataku, czyli na działaniach negatywnych, ale na kreowaniu opcji popartej uniwersalnymi wartościami w przeciwieństwie do pompowanej komercyjnie zachodniej mody.

Reklama
Reklama

skeletons-1015990_1280

Problem w tym, że standardowa talia argumentów przeciwników halloween wciąż trafia kulą w płot i albo nie przynosi efektów albo – co gorsza – rodzi reakcję buntu. W efekcie część protestów wpycha niezdecydowanych w szpony intratnego halloweenowego biznesu, który jest zresztą jedyną racją bytu tego święta. Jego zasada jest bowiem czytelna i prosta – aby świętować pełną parą, w ekwipunku musi się znaleźć dynia ze świecą, torebka na cukierki, kostium i wiele innych zbędności, które dodają tej przebierankowej imprezie pozorów powagi. W wypadku Uroczystości Wszystkich Świętych – wystarczy znicz, a i to niekoniecznie, bo wartość pokornej i cichej modlitwy przewyższa nawet najpiękniejsze kwiaty i wazony. Na katolickim święcie zdecydowanie trudniej zarobić.

Reklama

Między innymi dlatego nie widzę powodu do paniki, że halloween mogłoby kiedykolwiek zastąpić chrześcijańskie znaczenie 1 listopada lub jakkolwiek mu zaszkodzić. Uroczystość Wszystkich Świętych i wszelkie związane z nią tradycje opierają się na wartościach, które pozostają niezmienne. Komercyjnie sterowane trendy nie mają nawet ułamka tej trwałości i kiedyś w ich miejsce duch czasów przyniesie coś innego, może jeszcze gorszego. Nie ma powodu do strachu.

Moda bowiem zaginie, zmieni się, a Kościół i wiara – mimo przejściowych trudności – pozostaną. Autentyczny lęk przed tym, że trupia czaszka wespół z dynią mogą zniszczyć albo choć odrobinę zaszkodzić Krzyżowi i Obietnicy płynącej z pustego grobu to zabobon gorszy od jakichkolwiek halloweenowych przebieranek.

a bramy piekielne go nie przemogą. Na potencjalnej liście zapomnianych obietnic Jezusa te słowa mają gwarantowane miejsce na podium.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite