Nasze projekty

Apostaci są wśród nas, czyli młodszy syn odchodzi

A może oni mają rację? Może nie sto procent racji, ale wystarczy, żeby zapaliły się ostrzegawcze światła. Ich opowieści świadczą o wielkiej samotności. Na swojej drodze wiary nie znaleźli świadka.

Reklama

Coraz więcej apostatów. Na portalach, blogach i vlogach ktoś wciąż deklaruje, że odszedł z Kościoła. Na stronach Krytyki Politycznej licznik, wskazujący ile osób już się na ten krok zdecydowało (w drugiej dekadzie stycznia ponad 1600 osób, ich imiona lub imiona z nazwiskami są publikowane). Załączone są instruktaże, co dokładnie należy zrobić, można pobrać odpowiednie formularze z deklaracjami apostazji. Są też zachęty, aby od Kościoła odejść, argumenty, które za tym przemawiają, doping i dodawanie animuszu, wspomnienia – przeważnie opis drogi od katolicyzmu do opuszczenia Kościoła. Krótko mówiąc: apostaci są wśród nas. Czy to stały trend, czy apostatów będzie przybywać? I co to znaczy dla tych, którzy w Kościele zostają?

Pedofilia, pieniądze, władza, lekceważenie, ciemnogród

Na lewicowych portalach apostaci opowiadają, co zadecydowało lub przyspieszyło ich decyzję. Tych powodów jest sporo, najbardziej oczywisty powód to brak wiary w Boga, co wyczerpuje temat. Ponadto najczęściej powtarzające się zarzuty dotyczą ludzi Kościoła – bogactwa i pazerności kleru, chamstwa i złego traktowania wiernych przez księży, wtrącania się do polityki, sojuszu ołtarza z tronem, pedofilii duchownych i zamiatania pod dywan nadużyć seksualnych przez biskupów.

Odrębną kategorię stanowią argumenty, związane z nauczaniem Kościoła – jego nienaukowej wizji świata, tłumienia „zdrowej seksualności”. Ponadto to instytucja, która sieje nienawiść do mniejszości, a także „skrajnie patriarchalna organizacja, od zawsze niechętna upodmiotowieniu kobiet i spowalniająca pozytywne zmiany, nie oczekuj, że zrobi dla ciebie wyjątek i odstąpi od swoich podstawowych reguł. Idea równości płci zawsze stała w sprzeczności z doktryną Kościoła katolickiego. W katolicyzmie kobieta jest matką, służebnicą i dziewicą, macica to jej najważniejszy organ” – jak stwierdza Patrycja Wieczorkiewicz.

Reklama
Reklama
Dla odchodzących Kościół postrzegany jest jako organizacja, jedna z wielu instytucji, a jej struktury są zmurszałe i grożą zawaleniem. Jego koniec jest bliski.

„Polacy i Polki uwalniają się od wielowiekowego okupanta”

Odejście od takiej „organizacji” jest więc uwolnieniem, przejściem na jasną stronę mocy i wejściem do świata racjonalizmu, nauki i postępu, kwestią przyzwoitości.

Dla odchodzących Kościół postrzegany jest jako organizacja, jedna z wielu instytucji, a jej struktury są zmurszałe i grożą zawaleniem. Jego koniec jest bliski.

Argumenty apostatów są więc dwojakiego rodzaju – dotyczą ludzi (katolików) – dwulicowych i ograniczonych oraz doktryny, która jest nie do przyjęcia, bo „świat poszedł do przodu”. Swoim nauczaniem Kościół wyrządza niewyobrażalne krzywdy, wywołuje poczucie winy, ogłupia, odbiera wolność, demoluje osobowość. „Żyjemy jednak w historycznym momencie – Polacy i Polki uwalniają się od wielowiekowego okupanta” – by użyć słów Boya-Żeleńskiego.

Reklama
Reklama

Kościół szyty „na miarę”

Z publikowanych wyznań wyłania się wizja Kościoła, który byłby może zaaprobowany, to Kościół „na miarę” – ma być modny i wygodny, nowoczesny i przyjazny, w żadnym miejscu nie może uwierać, ani sumienia, ani wrażliwości. Jeśli nie jest mój, na moją miarę, cóż – nie warto w nim być.

W opisach bycia i odejścia uderzające jest milczenie autorów na sprawy najwyższej wagi – nie ma ani słowa o tym, kim był dla nich Jezus i oraz o tym, jak przeżywali Eucharystię. Czym była dla nich Eucharystia? Autentycznym spotkaniem?  – Byłem u I Komunii – stwierdzają. I nikt z nich nie wspomina, że jeszcze w „katolickim” okresie ich życia uznawali Jezusa za Zbawiciela, Drogę, Prawdę, Życie.

Nikt z nich także nie podjął wysiłku zrozumienia, od czego tak naprawdę odchodzi. Nie przeszedł drogi Vittorio Messoriego, który, wychowany w obojętnej religijnie rodzinie, pewnego dnia zdecydował się na własną rękę sprawdzić, kim był Jezus z Nazaretu. Aż tak długiej drogi nie musieliby przechodzić, mieliby znacznie łatwiej – mogli chociaż przeczytać jego książkę.

Reklama

Ale winą obarczają wyłącznie innych, nigdy siebie.

A jeśli oni mają rację?

Niezależnie od powagi i prawdziwości tej listy zarzutów, warto bardzo starannie wsłuchać się w historie odchodzących. Co ich najbardziej zabolało, co przelało czarę goryczy? Czy w ich opowieści nie ma ziarna prawdy, mimo że może się wydawać, że kościelna rzeczywistość została przedstawiona w krzywym zwierciadle? Nie wolno od tego obrazu uciekać, uznać, że to przesada, zła wola, trzeba się z obrazem Kościoła, nakreślonym przez apostatów, zmierzyć.

Duchowni

Czy nie ma wśród duchownych osób pazernych, wypalonych, czy są „…księża, zawsze patrzący na ciebie z góry” lub „szalone zakonnice, które zamiast odpowiadać na dręczące nas pytania, zamykały dyskusję i intonowały oazowe piosenki…” – jak stwierdza Jacek Diduszko. Czy większość duszpasterzy to ludzie skromni, nastawienie na służbę, a nie na „bycie kimś” i panowanie? Jakie są ich kazania – komentujące Pismo Święte, połączone z osobistym świadectwem, czy jednostajnym moralizowaniem lub wytykaniem błędów politykom „wrogiej opcji”?

Katecheci

Czy katecheci potrafią zrozumieć nastolatków, zwłaszcza tych zbuntowanych, wątpiących, zanurzonych w popkulturze i mediach społecznościowych oraz głównym nurcie kultury masowej? Czy znajdują dla nich czas na rozmowy, wspólny język, argumentację, cierpliwe wyjaśnianie stanowiska Kościoła? Czy do wątpliwości młodych podchodzą ze zrozumieniem i traktują je jako szansę na szukanie prawdy, czy też jako zagrożenie i przejaw złej woli? Czy nie należy się zastanowić, na ile blisko siebie funkcjonują instytucje państwowe i Kościół, czy nie tworzą trudnej do zrozumienia i zaakceptowania „sztamy”?

Rodzice

A rodziny, co z rodzicami, przecież ich świadectwo i wychowanie są bardzo ważne? Czy uczą dzieci modlitwy, pomagają im głęboko przeżyć Eucharystię, I Komunię św., czy namawiają dzieci na bierzmowanie, tylko dlatego, że można mieć ślub kościelny? A może jest tak, że „Dziadka trochę martwi, że żadna z trzech jego wnuczek nie kultywuje religijnej tradycji poprzednich pokoleń, ale poza nim nikt już nie zaprząta sobie tym głowy” – jak pisze Patrycja Wieczorkiewicz. Ile rodzin jest lub byłoby tylko „trochę zmartwionych” apostazją najbliższych, w sumie obojętnych, bo nic szczególnego się nie stało?

Może apostaci mają rację, może nie sto procent racji, ale wystarczy, żeby zapaliły się ostrzegawcze światła.

Rachunek sumienia

Jest i bardzo bolesna przyczyna odejść, gdy głos zabierają ofiary molestowania przez księży i odchodzą poranieni i zdruzgotani. Czy reakcja biskupów, przełożonych, była właściwa, czy lekceważąca, ucieczkowa, niedostateczna, zabarwiona korporacyjną, źle pojętą solidarnością? Gorycz i zniechęcenie ofiar są całkowicie zrozumiałe, ich odejście – logiczne. W tej sytuacji pozostanie jest heroizmem.

Warto temu obrazowi, odmalowanemu w czarnych barwach, dokładnie się przyjrzeć, bo może pomóc w rachunku sumienia, podsumowaniu zaniechań i grzechów. Nawet najmniejszy zarzut wart jest zastanowienia, wyciągnięcia wniosków i paradoksalnie – może stać się początkiem uzdrowienia.

Bo może apostaci mają rację, może nie sto procent racji, ale wystarczy, żeby zapaliły się ostrzegawcze światła. Bo ich opowieści świadczą o ich wielkiej samotności. Na swojej drodze wiary nie znaleźli świadka.

W cieniu pozostaje starszy syn, ten, który nigdy nie odszedł, niczego nie zmarnotrawił, ale choć był fizycznie obecny, nie znał swojego ojca, jego hojnej i wspaniałomyślnej, przebaczającej miłości. Ta postać jest ostrzeżeniem dla nas, którzy zostają.

Strategie dla starszego syna

W przypowieści o synu marnotrawnym uwaga odbiorców przeważnie skupia się na młodszym synu, jego odejściu z częścią ojcowskiego dziedzictwa i powrocie po przebytej życiowej katastrofie. Ojciec jest obrazem Boga i Jego bezwarunkowej miłości. W cieniu pozostaje starszy syn, ten, który nigdy nie odszedł, niczego nie zmarnotrawił, ale choć był fizycznie obecny, nie znał swojego ojca, jego hojnej i wspaniałomyślnej, przebaczającej miłości.

Ta postać jest ostrzeżeniem dla nas, którzy zostają. Pozostanie w Kościele jest dzisiaj trudne. Nie zapewnia komfortu, przytulności i poczucia bezpieczeństwa. Katolicy są atakowani, szykanowani, wyszydzani, bo stoją na przeszkodzie w realizacji projektu nowego świata. Ale to nic w porównaniu z ujawnianymi grzechami ludzi Kościoła, w tym najstraszniejszym – krzywdzeniem dzieci. Wielkie oczyszczenie jest koniecznością.

Pozostanie w Kościele mając w świadomości, że jest się we wspólnocie aż takich grzeszników, wymaga odporności i łaski. Ale to nie wystarczy, samo pozostanie przy Ojcu nie wystarczy. Nie jest żadnym sukcesem, choć może budzić i budzi samozadowolenie i poczucie wyższości.

Prawdziwym „sukcesem”, jeśli już używać tego pojęcia, jest bycie świadkiem. Młodszy syn jest całkowicie wolny i ostatecznie on zdecyduje. Ale może nie odejdzie. Zostanie z powodu miłości Ojca.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę