video-jav.net
ZE ŚWIATA

Światowy Dzień Chorych na Trąd

W ostatnią niedzielę stycznia w wielu krajach obchodzony jest Światowy Dzień Chorych na Trąd nazywany też Dniem Trędowatych. Organizacje wspierające ludzi dotkniętych chorobą Hansena starają się przypomnieć światu, że gdzieś na jego peryferiach żyją ludzie dotknięci nie tylko cierpieniem spowodowanym tą prastarą, a od wielu lat uleczalną chorobą, ale także wykluczeniem społecznym, które jej towarzyszy.

Polub nas na Facebooku!

Na świecie wykrywa się ponad 200 000 nowych zachorowań rocznie. Nieznana jest ilość przypadków niewykrytych. Często choroba w chwili wykrycia już jest zaawansowana i spowodowała nieodwracalne skutki w postaci utraty czucia, uszkodzeń dłoni, stóp, twarzy. Indie i kraje sąsiednie odpowiadają za 70% nowych przypadków zachorowań na świecie. Kilka lub kilkanaście milionów osób jest trwale okaleczonych przez trąd i wyrzucanych na margines społeczeństwa.

Sekretariat Misyjny Jeevodaya wspiera „Polski” Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych w Indiach. Został on założony dla uczczenia Milenium chrześcijaństwa w naszej ojczyźnie przez polskiego Pallotyna ks. Adama Wiśniewskiego, a od ponad ćwierć wieku pracuje w nim lekarka z Instytutu Prymasa Wyszyńskiego dr Helena Pyz. W Jeevodaya wykrywa się rocznie ok. 100 nowych przepadków trądu, pod opieka ośrodka pozostaje kilka tysięcy wyleczonych trędowatych. Ośrodek zapewnia możliwość nauki 500 dzieciom z rodzin osób okaleczonych trądem. Mieszkają w internacie i uczą się w prowadzonej przez Jeevodaya szkole. Pomoc ta jest świadczona dzięki wsparciu z Polski i innych krajów.

 

statuetka-serce-bez-granic-dla-dr-heleny-pyz-thumbnail-photo-1100x434

W roku 2015 dr Helena Pyz została nagrodzona statuetką “Serce bez granic” (czytaj całość)

 

Sekretariat Misyjny Jeevodaya organizuje obchody Dnia Chorych na Trąd – w tym szczególną modlitwę za osoby dotknięte trądem oraz tych, którzy im pomagają. Stara się przypominać, że trąd wciąż istnieje, jest nadal trudnym do rozwiązania problemem i że każdy z nas może się przyczynić do jego wyeliminowania.

Hasłem tegorocznych obchodów jest “Jeevodaya Miasto Miłosierdzia“. Tradycyjnie zapraszamy do katedry warszawsko-praskiej na wspólną modlitwę i spotkanie w gronie Przyjaciół i Pomocników Jeevodaya. O godz. 12.30 Mszy świętej będzie przewodniczył ks. Andrzej Gałka, który w 2007 roku odwiedził Ośrodek. W podziemiach katedry będzie można przy filiżance indyjskiej herbaty wysłuchać autentycznych świadectw o miłosierdziu dokonującym się w Jeevodaya.

 

JEEVODAYA MIASTO MIŁOSIEDZIA

Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya staje w jednej linii z dziełami św. Damiana de Veustera na Molokai i bł. Jana Beyzyma na Madagaskarze. Ks. Adam Wiśniewski jeszcze jako chłopiec przeczytał historię o kapłanie, który zamieszkał z najbiedniejszymi z biednych, jak się wówczas mówiło o trędowatych, i zachwycił się tą historią tak, że pokierowała całym jego życiem. Wybrał drogę powołania kapłana, misjonarza, a dla skutecznej pracy wśród trędowatych, jeszcze na kompletach w okupowanej Warszawie, podjął studia medyczne. Kierunek wszystkich działań wyznaczał mu Jezus Miłosierny, którego widział w każdym swoim podopiecznym. Ośrodek Jeevodaya, który wraz z s. Barbarą Birczyńską wybudował z niczego w biednym rejonie Indii, miał być wotum wdzięczności za 1000-lecie chrześcijaństwa w Polsce, bo miłosierdzie idzie w parze z wdzięcznością.

Zupełnie inną drogą dotarła do Jeevodaya dr Helena Pyz. Po prostu usłyszała, że po śmierci misjonarza i jedynego lekarza w Ośrodku tysiące trędowatych zostaną bez jakiejkolwiek opieki lekarskiej. Zaufała Panu Bogu, uznawszy, że jest to wezwanie dla niej. W idei założycieli urzekł ją bezpośredni kontakt z chorymi, życie pośród nich, dzielenie wszystkiego, co się ma i czego niejednokrotnie brakuje.


Polecamy wywiad z dr Heleną Pyz


Dziś Jeevodaya Nagar, w wolnym tłumaczeniu Miasto Jeevodaya, jest prawdziwym miastem miłosierdzia. Na stałe mieszka w nim 100 osób, w tym większość to wyleczeni trędowaci i ich rodziny. To oni, wdzięczni za uzyskaną pomoc, niosą ją innym, podobnie doświadczonym przez los. Wśród mieszkańców są także tacy, którzy wybrali to miejsce dobrowolnie, by nieść miłosierdzie tam, gdzie odmawia się zwyklej ludzkiej solidarności. Są wśród nich: dr Helena Pyz, indyjscy pallotyni, rodziny katolickie. W ciągu roku szkolnego w ośrodku przebywa około 500 dzieci z bliskich i odległych kolonii trędowatych. W lokalnych szkołach nikt nie chciałby nawet siedzieć obok nich w ławce; w Jeevodaya należą do wielkiej rodziny i mogą ukończyć edukację na poziomie średnim lub nawet wyższym. Do prowadzonej przez Jeevodaya szkoły chodzą też zdrowe dzieci z okolicy Ośrodka.

Podobnie do przychodni Ośrodka przychodzą po pomoc i nadzieję biedni ludzie z najdalszego sąsiedztwa, wśród nich osoby zarażone trądem i trwale okaleczone przez tę chorobę. Nikt nie odchodzi bez pomocy. Oprócz leków, czasem strawy, zyskują świadomość, że jednak ich życie ma dla kogoś wartość.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomoc wielu darczyńców z Polski i innych krajów. Na sukces miłosierdzia świadczonego w Jeevodaya składają się liczne ofiary osób także niezbyt zamożnych, które dzielą się ze swoimi adopcyjnymi dziećmi i pacjentami ośrodka tym, co im podpowiada wyobraźnia miłosierdzia. W ostatecznym rachunku nie wiadomo, kto więcej zyskuje.


Anna Sułkowska

 

KULTURA

“Zostały mi chodaki, spódnica i wspomnienia”

Urzeczona teatrem od najmłodszego wieku, Katia Miran zaczęła grać, gdy była bardzo młoda, w ramach studiów. Potem występowała w serialu Zniknięcie (Disparitions, retour aux sources) France 3. Jakiś czas później poznała Jeana Sagolsa i po długich miesiącach oczekiwana wcieliła się w rolę Bernadetty Soubirous. Film "Bernadetta" wchodzi na ekrany polskich kin 29 stycznia.

Polub nas na Facebooku!

ber2

Katia Miran, odtwórczyni tytułowej roli w filmie “Bernadetta”, fot. YouTube

Jak postrzegała Pani postać Bernadetty przed nagraniem filmu?

Mieszkam blisko Lourdes, więc znałam tę historię. Wiedziałam, kim była Bernadetta Soubirous, ale jej biografię znałam tylko pobieżnie. Nie próbowałam zbytnio się zbliżyć do Bernadetty przed nagrywaniem filmu, zwłaszcza że gdy Jean Saglos przyznał mi tę rolę, poprosił mnie, bym w żadnym razie nic nie czytała na temat jej historii.

Jako pilna uczennica robiłam dokładnie to, co polecił mi Jean. Żadnej lektury, filmu na ten temat, brak coacha. Jean poprosił mnie po prostu, abym chodziła w chodakach, by wejść w ciało Bernadetty, czuć jej ruchy. Zamówiłam więc drewniane chodaki na miarę i podczas letnich miesięcy chodziłam w nich i w przyciężkiej spódnicy, którą uszyła mi mama, aby mój krok stawał się coraz bardziej naturalny. Nauczyłam się też robić wiązki chrustu bez sznurka! To było bardziej przygotowanie fizyczne niż intelektualne.

Kilka dni przed rozpoczęciem nagrywania Jean dał mi książkę napisaną przez ojca Laurentina i pogrążyłam się w lekturze, jednocześnie próbując zachować dystans, pozostać obiektywną. Przede wszystkim musiałam pozostać otwarta na kreację, której szukał Jean, by mógł odnaleźć we mnie Bernadettę.

 

Jaka zatem miała być ta Bernadetta?

Prawdziwa. Jean w żadnym razie nie chciał pokazać miłej, cichej dziewczynki zajmującej się owcami. Widzimy dziecko lubiące się śmiać, widzimy młodą dziewczynę, która pozostaje normalna pomimo niezwykłych przeżyć, jakie ją dotknęły, widzimy wreszcie nastolatkę o energicznym charakterze. Reżyserowi najbardziej zależało na tym, by podkreślić determinację Bernadetty i wielkie cierpienie, które towarzyszyło jej przez całe życie. Równocześnie podkreślił miłość spajającą ją z jej rodziną. Rodzice Bernadetty zawsze ją wspierali i mimo skrajnego ubóstwa, w jakim przyszło im żyć, odmawiali przyjęcia wszelkich darów, które im oferowano, aby ich córka nie została zdyskredytowana.


Przeczytaj więcej o filmie “Bernadetta”


Czy ta historia przemówi do współczesnego widza?

Film wiernie przedstawia wydarzenia, wiele wypowiadanych kwestii i dialogów jest dosłownych. Odtworzyliśmy ówczesną atmosferę, ale znajdujemy również w nim swego rodzaju nowoczesność. Scenariusz był pełen dynamizmu, jego styl był bardzo aktualny i w niewielkim stopniu kontemplacyjny, co mnie zaskoczyło, gdyż myślałam, że będzie to opowieść dosyć powierzchowna i zimna – tak wyobrażałam sobie scenariusz na temat życia świętej. Natomiast historia Bernadetty niezwykle mnie poruszyła i na pewno poruszy widzów.

 

Czy to spotkanie z Bernadetty pozwoliło Pani na rozwój osobisty? Wpłynęło na Pani wybory życiowe?

Jak najbardziej. Jest to spotkanie, które mnie poruszyło i naznaczyło do głębi. Wcielenie się w taką postać nieodzownie sprawia również, że człowiek zaczyna stawiać pytania na temat religii i to spotkanie było dla mnie okazją, aby się zbliżyć do korzeni. Przez trzy dni przebywałam w zakonie, spędzałam tam całe dnie sama i zmienił się mój stosunek do czasu. Nauczyłam się tam, czym jest cierpliwość. Wybierając się do klasztoru, wiedziałam, że nie znajdę tam nic, co Bernadetta przeżyła w XVIII wieku, lecz mimo to chciałam podarować sobie ten czas w zakonie dla siebie samej, aby powrócić do najważniejszych wartości, zadać sobie pewne pytania, być może znaleźć pewne odpowiedzi. To był prawdziwy „przerywnik” w moim życiu.

 

ber1

Kadr z filmu “Bernadetta”

 

Praca z Jeanem również była dla Pani szansą na rozwój?

Wywarł na mnie wrażenie i bardzo doceniłam jego szczerość. Jest reżyserem, którego łatwo można zrozumieć, jest bardzo blisko aktorów, nie udziela żadnego zbędnego komplementu, prowadzi swoją ekipę z łagodnością i stanowczością. Poznałam również inne wspaniałe osoby, aktorów, zespół techniczny. Byłam trochę spięta na myśl o tym, że mam prowadzić dialog z niektórymi aktorami. Jednak gdy ich spotkałam, okazało się, że mimo, iż są sławni, pozostają ludźmi łatwo nawiązującymi kontakty, normalnymi, prostymi, z którymi pracujemy nad tym samym projektem. To było cudowne, ci aktorzy niezwykle hojnie dzielą się swoim doświadczeniem bez wywyższania się.

 

Co dziś Pani pozostało po tej przygodzie?

Chodaki, spódnica i cudowne wspomnienia. Koniec kręcenia filmu był trudny, przywiązałam się do tych ludzi i nagle oni wszyscy zniknęli. Musiałam na nowo odnaleźć rytm, inną rzeczywistość. Równocześnie pozwoliło mi to na rozwój. To była wspaniała przygoda…

 


 

  ↵

Messori_CzyBernadeta_500pcxPolecamy książkę “Tajemnica Lourdes”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

 

 

Przez lata uznawano objawienia za efekt zmowy dziewczynki z miejscowym duchowieństwem albo za wymysł jej ubogich rodziców, liczących na korzyści finansowe. Byli i tacy, którzy utrzymywali, że tajemnicze widzenia były halucynacjami niedożywionej nastolatki. A jaka jest prawda?

Vittorio Messori poświecił 30 lat na zbadanie objawień Lourdes. W swojej książce ujawnia nieznane okoliczności, odpowiada na zarzuty, przybliża nas do tajemnicy Bernadety. Opierając się na faktach, rozstrzyga wszelkie kontrowersje na temat prawdziwości niezwykłych objawień.

>>> Kup teraz <<<