video-jav.net

Augustianie – męczennicy II wojny kandydatami na ołtarze

W Krakowie rozpoczął się oficjalnie proces kanonizacyjny czterech augustianów z kościoła św. Katarzyny na krakowskim Kazimierzu. Ojcowie Wilhelm Gaczek, Adam Olszewski, Tadeusz Wilucki i brat Kazimierz Lipka zostali zamordowani w czasie II wojny światowej w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Polub nas na Facebooku!

Uroczyste otwarcie procesu kanonizacyjnego męczenników II wojny światowej: o. Wilhelma Gaczka OSA i jego trzech towarzyszy odbyło się pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego w Kaplicy Arcybiskupów Krakowskich.

Po wysłuchaniu biografii czterech męczenników z zakonu augustianów metropolita krakowski powiedział, że światu należy przypominać o „światłach Kościoła, będących odbiciem największej światłości – Jezusa Chrystusa”. „Trzeba wracać do tych pięknych postaci, które mówią, że Chrystus zwycięża śmierć, a Jego Ewangelia jest wciąż żywa. Dzięki takim postaciom jak o. Wilhelm Gaczek i jego towarzysze jesteśmy przekonani, że Kościół zawsze zwycięża, a zwycięża, gdy jest Kościołem męczenników i świadków Chrystusa” – mówił.

Podczas otwarcia procesu zostali zaprzysiężeni członkowie powołanego trybunału. Osoby, które posiadają jakiekolwiek dokumenty, pisma lub wiadomości dotyczące czterech męczenników II wojny światowej, zarówno pozytywne jak i negatywne, proszone są o przekazanie ich do Kurii Metropolitalnej w Krakowie do 30 listopada br.

Augustiańscy Słudzy Boży pracowali w klasztorze na krakowskim Kazimierzu i pomagali w pracy duszpasterskiej w parafii Matki Bożej Dobrej Rady w Prokocimiu. W 1940 r. udzielili schronienia w klasztorze prawie 60 wysiedlonym osobom, wspierali również ludność pochodzenia żydowskiego, zamieszkującą dzielnicę Kazimierz. Zostali aresztowani pod zarzutem przechowywania ulotek nawołujących do stawiania oporu władzom okupacyjnym i korzystania z nadajników odbiorczo-nadawczych. Zanim trafili do obozów, byli więzieni, przesłuchiwani i torturowani w więzieniach krakowskich.

O. Wilhelm Gaczek święcenia kapłańskie przyjął w 1906 roku. Po aresztowaniu w więzieniu spędził 46 dni. Został przewieziony do obozu w Auschwitz, gdzie zmarł z wycieńczenia po dwóch tygodniach, 14 listopada 1941 roku.

O. Krzysztof Olszewski przyjął święcenia w 1931 roku. W więzieniu przebywał 86 dni. Potem trafił do Auschwitz, a w styczniu 1942 r. został przewieziony z powrotem do więzienia św. Michała w Krakowie. Następnie trafił do obozu w Dachau. Zmarł z wycieńczenia we wrześniu 1942 roku.

O. Edmund Wilucki zmarł w wieku 28 lat jako młody kapłan. Aresztowany, przesłuchiwany i torturowany przez 37 dni, został następnie przewieziony do obozu, gdzie zaraził się durem brzusznym. Zmarł 22 listopada 1941 roku.

Br. Kazimierz Lipka był torturowany w więzieniu w Krakowie ponad miesiąc, następnie zabrano go do obozu, gdzie przeżył 115 dni. Zmarł 26 lutego 1942 roku, dobity zastrzykiem z fenolu.

Już w roku 1995 Kongregacja ds. świętych i błogosławionych miała włączyć augustiańskich zakonników do procesu kapłanów i sióstr zakonnych, męczenników II wojny światowej, beatyfikowanych uroczyście przez św. Jana Pawła II w czasie pielgrzymki do Polski w 1999 roku. W tamtym czasie mała liczba braci w Polsce oraz koncentracja na odnowie życia zakonnego nie pozwoliły skonkretyzować tych planów. Wyrazem pamięci braci o męczennikach była pielgrzymka do obozu koncentracyjnego Auschwitz w listopadzie 2012 roku. Odprawiono wtedy Mszę św. w szpitalu obozowym, w którym zastrzykiem z fenolu uśmiercono br. Kazimierza Lipkę. Odbyły się również modlitwy w celi, w której umarł wyczerpany brutalnym śledztwem o. Wilhelm Gaczek, ostatni prowincjał, a zarazem pierwszy proboszcz parafii Matki Bożej Dobrej Rady w Krakowie-Prokocimiu.

KAI/ad

“Emerytury dla matek w rodzinach wielodzietnych to krok do przodu”

To wielki krok do przodu w zrozumieniu wysiłku matek, które wychowały dużo dzieci, a na starość pozostają bez emerytury - tak prezes Związku Dużych Rodzin "Trzy Plus" Joanna Krupska komentuje rządowy pomysł ustawy. Rząd chce by weszła ona w życie już 1 stycznia 2019 r.

Polub nas na Facebooku!

Propozycję wprowadzenia prawa do emerytury dla kobiet, które urodziły minimum czworo dzieci, nawet jeśli nigdy nie pracowały, wysunął rząd w kwietniu br. W poniedziałek projekt ustawy o rodzicielskim świadczeniu uzupełniającym, autorstwa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, został opublikowany na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

Ustawa ma wesprzeć osoby, które wychowały co najmniej czworo dzieci i nie nabyły prawa do emerytury lub takie, których emerytura jest niższa od najniższego świadczenia emerytalnego. Według resortu, ustawa weszłaby w życie 1 stycznia 2019 r.

W uzasadnieniu do projektu ustawy ministerstwo rodziny wyjaśnia, że o świadczenie będą mogły ubiegać się kobiety, które skończyły 60 lat. W razie śmierci matki dzieci lub porzucenia prze nią dzieci, z prawa do świadczenia skorzystałby ich ojciec, który osiągnął 65 lat.

Takie emerytury wypłacać ma ZUS i KRUS. Ich wysokość nie będzie mogła być wyższa od najniższej emerytury. Przyznane świadczenie będzie rewaloryzowane, a środki na jego wypłatę będą pochodzić z budżetu państwa.

Zdaniem Joanny Krupskiej, prezes Związku Dużych Rodzin “Trzy Plus”, projekt jest “ogromnie ważnym krokiem do przodu” oznaczającym “zrozumienie przez rządzących i przez społeczeństwo, jak ważną rolę pełni matka, która wychowała dużo dzieci i jak bardzo niesprawiedliwe było dotąd to, że taka matka na starość pozostawała bez emerytury, chociaż pracowała w domu”.

“Mówimy tu o czworgu dzieciach, ale przecież są też matki, które wychowały sześcioro czy dziesięcioro dzieci i dokonywały wielkiego wysiłku, przez całe życie pracując w rodzinie, wychowując dzieci nieraz z wielkim poświęceniem i zaangażowaniem, a na starość pozostają zupełnie z niczym, bo nie zdążyły wypracować sobie pieniędzy należnych z tytułu uczestnictwa na rynku pracy” – wyjaśniła w rozmowie z KAI Joanna Krupska.

Jak dodała, taka sytuacja oznaczała niesprawiedliwość nie tylko wobec samych kobiet, ale też całych ich rodzin. – Ich dzieci, oprócz tego, że wpłacają składki na system emerytalny dla całego społeczeństwa, to jeszcze dodatkowo muszą swoje mamy na starość utrzymać, bo one nie mają środków do życia – wytłumaczyła prezes ZDR “Trzy Plus”.

Według Krupskiej, dostrzeżenie wartości pracy matek wychowujących większą liczbę dzieci jest “krokiem godnym pochwały i uznania”. – W sytuacji, gdy do tej pory nie było nic, to wycenienie tej pracy choćby na poziomie emerytury minimalnej, jest wielkim krokiem do przodu – powiedziała.

W 2016 r. portal Money.pl podał, że wkład pracy matek do polskiego PKB (sprzątanie, pranie, gotowanie i inne prace domowe) wynosi 25 mld zł miesięcznie, czyli 300 mld zł rocznie. Gdyby statystyczna Polka dostawała za to pensję, to co miesiąc inkasowałaby 2100 zł.

KAI/ad