video-jav.net

Pistolet na święconą wodę

Piosenka Arki Noego, choć lekka, łatwa i przyjemna, może być inspiracją do rozważań na całkiem poważny temat: „Jak walczyć z pokusami i złem?”. Oto 7 prawd, o których warto pamiętać.

ks. Piotr
Żelazko
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. „Ciebie sie nie boję”, czyli ruszaj na wojnę bez strachu

Dzisiejsze pokolenie dzieci wychowanych na horrorach może mieć dramatycznie emocjonalne podejście do walki duchowej. Wiara w obracające sie o 180 stopni głowy, charczące głosy i ociekające krwią ściany to mało skuteczna motywacja do podjęcia takiej walki. Nie chcąc absolutnie negować prawdziwości rozmaitych, szeroko opisywanych, spektakularnych sytuacji auto-manifestacji zła, pragnę zwrócić uwagę, na banalizujący charakter pop-kulturowego przedstawiania walki Dobra ze złem. Zamiast przygryzać wargi, oglądając kolejny film grozy i z ciarkami na plecach schodzić do niewystarczająco oświetlonej piwnicy, warto raczej uzmysłowić sobie, że widowiskowe momenty ukazywania się jakichś złych sił, to jedynie marginalna cząstka problemu.

Jak mawiał jeden z moich kierowników duchowych: „Prawdziwe zło czai sie w Tobie. Ono zniechęca Cię do modlitwy, rozleniwia wewnętrznie, podpowiada proste, niezgodne z nauką moralną rozwiązania, zobojętnia na grzech”.

Zamiast bać sie, że zza rogu wyskoczy zmasakrowany zwierzęcy pysk, spod grobowca dziadka wysunie sie na wpół rozłożona ręka, a ze strychu zacznie kapać czarna krew, warto zastanowić sie nad problemem braku odwagi do stanięcia twarzą w twarz z prawdziwymi problemami, które sprawiają, że ulegamy pokusom, a życie duchowe w nas zastyga niczym w śpiączce.

Dlaczego boisz sie rozprawy ze swoimi słabościami, gdzie Twój hart ducha wobec złych skłonności? Nie bój sie! Stań do walki o lepszego/lepszą siebie. Bedzie bolało, ale miej odwagę znowu ruszyć w kierunku nawrócenia.

Pistolet na święconą wodę

2. „Idź precz!”, czyli „Wyślij diabła do diabła”.

Najgorsze jest rozpoczynanie dyskusji ze złem. Wiadomo, że każda sytuacja jest inna, świat prawd moralnych nie jest czarno-biały, a ocena nie może być z góry jednoznaczna (nawet w konfesjonale spowiednik inaczej traktuje ten sam czyn, w zależności od osoby go popełniającej i okoliczności). Jednakże próby usprawiedliwiania siebie są zawsze nieobiektywne i zwykle mają na celu uspokojenie sumienia.

Zło będzie podsuwać rozmaite powody i motywy, dla których nie powinieneś zmieniać swojego postępowania na lepsze. Mistrz świata w przekonywaniu, że „przecież nie do końca jest tak, jak mówi ksiądz, rodzice, Biblia, czy Katechizm” potrafi wyjaśnić i usprawiedliwić wszystko.

Nie namawiam do skrupulanctwa i natrętnego spowiadania się każdego dnia z błahostek, tylko do weryfikowania swojego postępowania nie ze złym, który wewnątrz Ciebie będzie zwykle bagatelizował grzech, a z doświadczonym spowiednikiem czy kierownikiem duchowym, który spojrzy na problem bardziej obiektywnie.

Zamiast wdawać sie w dyskusje ze złem, lepiej powiedzieć mu: „Idź do diabla!”, krótka i cięta riposta zakańczając temat.

3. „Nie kuś mnie już więcej” , czyli myślenie strategiczne.

Nie od dzisiaj wiadomo, ze wojny wygrywają nie generałowie z najlepszymi armiami, ale ci, którzy potrafią wszystko zaplanować lepiej od przeciwnika.

Na wojnie o „lepszego/lepszą Ciebie” musisz mieć strategie.

Pistolet na święconą wodę

Po pierwsze dobrze jest stawiać sobie cele. Żydowskie przysłowie mówi: „Gdybyś przez rok walczył z jedną wadą, po 10 latach miałbyś o 10 wad mniej”. Ileż to razy spowiadając sie obiecujemy poprawę, ale tak naprawdę lata mijają, a nic sie nie zmienia i ilość wad nie maleje? Dobrze jest zacząć od konkretnego grzechu i na wieczornym rachunku sumienia (zakładam, że ludziom pracującym nad sobą praktyka takiego rachunku nie jest obca) zwrócić szczególna uwagę na okoliczności popełniania danego występku. Jeśli wiem, że jakaś „wpadka” zdarza mi sie najczęściej w takiej a nie innej sytuacji, to może rozsądnie byłoby tej sytuacji unikać.

Często nie da sie jednak tego zrobić (ktoś, kto zawsze źle życzy w myślach swojemu szefowi podczas zebrań nie może przecież nagle przestać na te zebrania chodzić), ale i wtedy można sie zawczasu przygotować. Jeśli wiesz, że dana osoba czy sytuacja prowadzi Cię do grzechu, a nie jest możliwe jej uniknięcie, dobrze jest na modlitwie zawierzyć Bogu samemu konkretne wydarzenie. „Nie wchodź do klatki z panterami bez palki” mawiali starożytni (a może nie mawiali, ale to powiedzenie świetnie tu pasuje).

Bądź gotowy na to, że w danym momencie będzie Cię czekać solidna dawka stresu lub innych negatywnych emocji i z Bożą pomocą, starannie sie do takiej „potyczki” przysposób. A jeśli to możliwe, to po prostu unikaj sytuacji, które, jak Twoje doświadczenie pokazuje, prowadzą Cię do grzechu.

4. „Jestem pod ochroną” czyli Sakramenty i Sakramentalia.

Pistolet na święconą wodę

Błędem jest myślenie, że jakaś magia wykonywana przez kapłana może automatycznie rozwiązywać problemy. Tym różnimy sie od wyznawców starożytnych pogańskich religii, że nasi szamani nie działają w sposób magiczny. Błędem jednak jest zaprzeczanie istnienia Łaski Bożej. Ten, Który Cię Kocha, chce Ci pomagać, troszczyć sie o Ciebie i Cię ochraniać. Łaska ma jednak to do siebie, że wymaga współpracy.

Samo „chodzenie do kościoła” nie ma jeszcze wartości samej w sobie, jeśli nie jest podbudowane odpowiednią motywacją i postawą pragnienia spotkania z Bogiem. To, czy myśli Ci „uciekną” podczas większej części kazania jest mniej ważne niż Twoja chęć przezywania Obecności Boga.

Uczeń, który zamiast uczyć sie zawczasu, ściska nabożnie medalik podczas egzaminu musi wydawać sie śmieszny w swoim naiwnym traktowaniu tego przedmiotu jako talizmanu czy amuletu. Jeśli jednak student, który zrobił, co mógł, solidnie wykorzystując czas na naukę, przez jakiś gest czy przedmiot materialny przypomni sobie, żeby tuż przed sprawdzianem powierzyć siebie i swoją pracę Bogu, wzywając asystencji Ducha Świętego, wówczas nie jest to już zaklinanie rzeczywistości za pomocą artefaktów. Uczestnictwo w życiu Kościoła poprzez włączanie sie w modlitwę Wspólnoty i rzeczywistość Sakramentalna, przeżywanie swojej duchowości w rytmie kalendarza liturgicznego i posługiwanie sie przedmiotami materialnymi jako widzialnymi narzędziami niewidzialnej Łaski nie jest magią, tylko pomocą w życiu bardziej świętym i unikaniu zła.

5. „Miłość i Wiara” czyli dobre czyny.

O tym, że Wiary od uczynków rozerwać nie można przekonali sie katolicy i luteranie po trwającej prawie 500 lat dyskusji. Nie zagłębiając sie w tematy teologiczne, można powiedzieć, za popularnym przysłowiem, że „mniej ma czasu na robienie zła, ten kto dobra dużo robi”. Wszystkim sfrustrowanym, znudzonym (zblazowanym) czy cierpiącym na „ból istnienia” polecam wszelkiego rodzaju prace na rzecz innych. Może to być zorganizowany wolontariat z konkretną ilością godzin w tygodniu, może prosta pomoc komuś z własnego otoczenia. Nie dla jakiejś osobistej satysfakcji, ale z czystej miłości i chęci oddawania innym tego, co sami od Boga otrzymujemy: wierzę, że jestem kochany, więc pragnę się tą Miłością dzielić z innymi. Działaność charytatywna nie musi być wielka – wystarczą małe gesty.

Jeśli zło walczy z Dobrem, to pewnie tego Dobra będzie unikać. Jednym słowem: im więcej czynisz Dobra w swoim życiu, tym bardziej utrudniasz złu dostęp do siebie.

Pistolet na święconą wodę

6. „Post i modlitwa”, czyli klasyka mistrzów duchowości.

Wartość postu jako sposobu na rozwój duchowy w niemal każdej religii jest nieoceniona. Człowiek, którego ciało odmawia sobie w sposób rozumny (nie bezkrytyczny) jakiejś niekoniecznej przyjemności, kieruje sie ku duchowi. Materia zostaje niejako „pokonana” przez rzeczywistość niewidzialną, co rodzi ogromna pokorę. Ta natomiast, (jak mawiał na przykład jeden z Ojców Pustyni – Dorotheos) „chroni dusze przed wszelka namiętnością i wszelką pokusą”. Nie da sie prowadzić wojny bez dobrego zaopatrzenia i posiłków.

Post i modlitwa zapewniają nowy przypływ sil w walce ze złem. Nie w jakiś automatyczny sposób, ale przez ćwiczenie i systematyczną pracę nad szukaniem Boga zobaczysz, że „On zawsze Jest, a my tylko czasem bywamy”.

7. „Lepiej sie poddaj!”, czyli jestem po stronie zwycięskiej!

Wiele osób traktuje tę wojnę Dobra ze złem jako walkę dwóch równorzędnych sil – raz przeważa jedna z armii, innym razem druga. Tymczasem wydarzenie Męki, Śmierci i Zmartwychwstania na zawsze zmieniło obraz tej walki: ona jest juz wygrana.

Każdy, kto w imieniu Jezusa – Mesjasza rusza na tę wojnę jest po zwycięskiej stronie. Warto to sobie uświadomić i z takim przekonaniem stawać wobec przeciwnika.

Pistolet na święconą wodę

Zdarzyło sie raz, ze Abba Mojżesz Etiopski walczył z pokusa nieczystości. Nie mogąc już wytrzymać w swojej celi, zwrócił sie z rozpaczliwą prośbą o pomoc do Abby Izydora. Ten polecił mu powrócić do celi. Mojżesz odmówił, twierdząc, że sobie nie poradzi. Wówczas Izydor wyprowadził go na dach klasztoru i kazał spojrzeć na zachód. Mnich wychylił sie i zobaczył hordę demonów kłębiąca sie w powietrzu, gotową do ataku. „A teraz popatrz na wschód” powiedział Mistrz. Odwrócili sie razem i ujrzeli niezliczone mnóstwo aniołów święcących w Chwale Pańskiej, również przysposobione do bitwy. „Popatrz na nich”, rzekł Izydor, “liczba tych, którzy są z nami jest o wiele większa niż naszych przeciwników”. Wtedy Abba Mojżesz wielbiąc Boga odzyskał swoja odwagę i wrócił do celi. I Ty zrób to samo – uwierz, że Twoja walka ze złem jest juz wygrana.

ks. Piotr Żelazko

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Żelazko
zobacz artykuly tego autora >

Mój GPS

Już na początku zaznaczę, że nie lubię GPS-u, wolę studiować mapę

Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst piosenki "GPS" z płyty "Petarda" Arki Noego, której dotyczy artykuł

GPS

Jesteś jak GPS, prowadzisz kiedy błądzę

Jadę znów, chyba że po nieznanej drodze

Wąsko tak, ciemno tak, nie mogę skręcić w lewo

Adres znam, zasięg mam, cel podróży: niebo!

To jest droga zła, uważaj nie jedź tam!

To jest droga zła, GPS mówi nam:

Jeśli to możliwe, zawróć,

nowa droga będzie lepsza!

LEPSZA!

Kiedy znów dajesz znak, że pomyliłem drogę

Z lewej rów, z prawej las, bez Ciebie nie dojadę.

Wąsko tak, ciemno tak, nie mogę walnąć w drzewo,

Adres znam, zasięg mam, cel podróży: niebo!

[01][02]

Poza trasą

Myślę, że  najważniejszym tematem piosenki GPS z płyty Arki Noego jest kwestia zaufania. Chciałbym wiedzieć komu ufam, a GPS jest czymś bardzo abstrakcyjnym. Rozumiem, że w wielu sytuacjach GPS jest dla nas ratunkiem, ale nawet jeśli „wgramy” głos ulubionego przez siebie człowieka, mamy poczucie, że jesteśmy w dialogu z jakąś skrzynką.

Z całej piosenki najbardziej przemawia do mnie fraza: „nowa droga będzie lepsza”. Teraz mam wyłączony głos w swoim GPSie, ale swego czasu miałem włączony głos Krzysztofa Hołowczyca. On mówi właśnie w ten sposób: jesteś poza trasą, nowa będzie lepsza. Wydaje mi się, że to jest bardzo trafiony tekst pokazujący, czym jest miłosierdzie: Pan Bóg nie zawsze każe nam wracać do punktu wyjścia.

Pobłądziliśmy, ale to nie oznacza od razu, że jeśli nie wrócimy z powrotem, nie ma żadnej nadziei kontynuowania drogi. Przecież nie zawsze można zawrócić, w życiu wiele rzeczy jest nieodwracalnych. Często podejmujemy decyzje tylko dlatego, że się uprzemy, że właśnie w tę stronę chcemy jechać i koniec, nikt nas nie przekona, że należałoby skręcać. Później konsekwencje są takie, że lądujemy w punkcie z którego się nie wraca. I tutaj ten tekst sprawdza się fantastycznie: jesteś poza trasą, ale nowa będzie lepsza.

Są drogi, które doprowadzają do tej właściwej, ale niekoniecznie w ten sposób, że trzeba wrócić do punktu, w którym uparłem się, że zbłądzę. To jest bardzo piękny wymiar Bożego miłosierdzia.

Pan Bóg zawsze zaczyna z nami w tym punkcie w którym jesteśmy. Niezależnie od tego, dlaczego się tam znaleźliśmy, On z tego punktu zaczyna razem z nami dalszą drogę.

To jest bardzo pozytywne, ale nie kryję, że nadal będę preferował mapę bo ta mapa została nam podarowana. To jest cała rzeczywistość objawienia Słowa Bożego i myślę, że lepiej się odważyć na trud jej studiowania i wejścia w nią. Wiadomo, że nie ja ją narysowałem i ktoś mi ją podarował, ale staje się moim trudem, moim uczeniem się i to takim uczeniem, które trwa właściwie całą trasę. Później zostaje analiza jak jakaś droga ma się do tego, co jest na mapie.

Mój GPS

Dobra mapa jest lepsza

Mapa daje staranność, daje niewątpliwie pamięć. Mapa nie pozwala na bezmyślność, natomiast GPS na nią pozwala, można zaufać mu w taki zupełnie bezrefleksyjny sposób. Jest taki fragment piosenki, który mówi, że GPS jest nam potrzebny, ponieważ ciągle jeździmy opłotkami i ten GPS jest tu pokazany w roli „reakcji na błędy”. Mam nadzieję, że w życiu nie musi tak być nieustannie. Poza tym, trudno mi postrzegać Pana Boga jako takiego „upominacza”, który ciągle stoi nade mną i mnie gdzieś szturcha albo strzela w głowę z prawej czy z lewej strony i mówi: „Znowu jedziesz źle, zmień trasę”.

Życie w wierze polega na pójściu za tym, co fascynuje, co pociąga i to nie jest tylko pasmo błędów i pomyłek. Przeciwnie, wiara zaczyna się od spotkania z Jezusem, które jest tak fascynujące, że ono wyznacza dalszy kierunek. Idę za nim, idę za nauczycielem.

Cel to za mało

W tekście piosenki brakuje mi takiego przekazu, który jest w pełni optymistyczny. Nie wystarcza mi to, że, znam cel, wiem, że jest nim niebo, ale jednocześnie ciągle potrzebuję tej nowej drogi, bo to, gdzie jestem, jest jakąś pomyłka i pułapką. Nie zawsze tak jest, choć oczywiście może się tak zdarzyć.

Kiedy jedziemy z mapą, czegoś się uczymy. Jadąc z GPSem możemy przejechać trasę bezrefleksyjnie, bo on nas poprowadził. Myślę jednak, że do tych miejsc, które naprawdę kochamy, znamy drogę i nikt nie musi nic podpowiadać, a nawet jeździmy wbrew GPS-owi i do celu trafiamy szybciej. Bardzo często jest tak, że po prostu wyłącza się GPS i jedzie „po swojemu” nie błądząc, ale mając takie poczucie, że jestem w świecie, który znam, który kocham. Każdy kamień, każde drzewo do mnie przemawia i nie potrzebuję mapy.

Myślę, że o to chodzi w wierze. Kiedy jestem w górach nie potrzebuję mapy, chyba, że jest to dla mnie zupełnie obcy teren, ale wtedy też wolałbym mapę niż GPS. Natomiast te pasma gór, które kocham, znam i chodzę po nich od małego, tam naprawdę nie biorę ze sobą mapy. Wolę patrzeć dookoła a nie na to, co mam na kartce.

Mój GPS

GPS i dobra nowina

Cel jest nam zadany od stworzenia i od odkupienia. Myślę że jest on zadawany przez Pana Boga w taki sposób, że jest naszą wewnętrzną prawdą i nie traktujemy go jako czegoś narzuconego.

Znajomość celu bierze się stąd, że Bóg jest naszym Stwórcą, naszym Ojcem i w związku z tym nie czujemy żadnego „napięcia” między tym celem, który On wyznacza a tym, do którego my sami mielibyśmy ochotę dotrzeć. Przeciwnie – gdzieś się to pokrywa.

Mamy też podarowaną przez niego mapę i drogę, którą jest Pan Jezus sam w sobie. Drogą jest dla nas Jego człowieczeństwo.

GPS jest „maszynką”, która czasem denerwuje, bo „znowu mi coś tam gada pod nosem”, ale doświadczenie nowej, lepszej drogi, w sytuacji, kiedy muszę ponieść konsekwencje wybranych przez siebie kierunków, to naprawdę bardzo dobra nowina.

Mój GPS

Mój GPS

Co może być naszym GPSem? Podstawowym jest głos sumienia, który mówi: „to rób, tego unikaj, skręć w lewo, nie skręcaj w prawo”, albo „zawróć, nie jedź dalej w tym samym kierunku”. Kwestią bardzo istotną jest to, żeby człowiek to sumienie formował. Wtedy spotykają się oba głosy – ten mój wewnętrzny, który summa summarum jest głosem Boga, nawet jeśli jestem niewierzącym człowiekiem. Sumienie jest racjonalne, sumienie jest rozumnym sądem, dlatego też jest dla człowieka czymś naturalnym, bo naturą człowieka jest rozumność. Z kolei dla kogoś, kto jest wierzący, sumienie, ta „rozumność” jest formowana tym wszystkim, czego się dowiadujemy od Boga, a tak naprawdę i ostatecznie tym jedynym słowem, którym jest Jezus Chrystus. Patrzę na niego jako na Boga, który stał się człowiekiem a jego człowieczeństwo jest drogą.

To jest to, co Ojcowie bardzo pięknie pokazywali: kiedy Jezus mówi ”Jestem drogą, prawdą i życiem”, to prawdą i życiem jest cel, którym jest dla nas ostatecznie Jezus Chrystus w swoim bóstwie, natomiast drogą jest również On, ale przez swoje człowieczeństwo. Tak naprawdę, ani mapa, ani GPS nie jest nam potrzebna, ale On, który siedzi na fotelu pasażera i jest najlepszym przewodnikiem na drogę.

Do bardzo konkretnych narzędzi, które kształtują sumienie należy m.in. stały spowiednik. To bardzo ważna osoba – ktoś, kto jest kierownikiem duchowym. Kierownictwo duchowe możliwe jest to tylko wtedy, kiedy mamy do tej osoby zaufanie, a nawet w niektórych sytuacjach powiedziałbym zaufanie, które przekłada się na posłuszeństwo. To nie musi być zawsze tylko takie proste partnerstwo. Kierownik duchowy czy stały spowiednik tylko wtedy jest dobry, kiedy pokazuje poza siebie, tzn. wtedy, kiedy ostateczna konfrontacja występuje między mną a Chrystusem i Bogiem, który się w Chrystusie objawił. Ta konfrontacja jest między mną a słowem Boga, a nie słowem spowiednika. On musi tak naprawdę odesłać mnie poza siebie, musi mnie otworzyć na czytanie Biblii, na słuchanie Kościoła, bo Biblię czytamy w tradycji i z Kościołem we wspólnocie wiary, więc tu jest wiele wymiarów.

Zdaje sobie sprawę, że to bardzo konkretny przykład, a dużo zależy od danej osoby. Nie każdy człowiek potrzebuje, nie każdy będzie też chciał wchodzić w taką relację, ale dla bardzo wielu z nas jest ona pożyteczna.

Bp Grzegorz Ryś

Bp Grzegorz Ryś

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >