video-jav.net

Ostatnia Wieczerza. Jak było naprawdę?

"Biesiada w domu Lewiego"

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W dzień przed swoją Męką, czyli w czwartek, Jezus spożywał posiłek w gronie uczniów. Była to prawdopodobnie żydowska wieczerza sederowa, czyli taka, w której czci się odzyskanie wolności. W trakcie tego posiłku Jezus umył uczniom nogi, ustanowił Eucharystię, nakazał: „czyńcie to na Moją pamiątkę” oraz zapowiedział, że zostanie zdradzony i wysłał Judasza, aby czynił to, co ma czynić. Nic dziwnego, że Ostatnia Wieczerza znalazła poczesne miejsce w historii sztuki. Temat ten został utrwalony na setkach obrazów i fresków. Przyjrzyjmy się siedmiu najbardziej oryginalnym próbom przedstawienia Ostatniej Wieczerzy.

1. Ostatnia Wieczerza na leżąco

Zacznijmy od faktów historycznych, czyli tego, jak było naprawdę. Otóż, najprawdopodobniej biesiadnicy uczestniczący w Ostatniej Wieczerzy… leżeli. Według rzymskich zwyczajów leżeli na czymś w rodzaju półokrągłego tapczanu zwanego sigma lub stibadium. Czy Jezus też tak ucztował? Prawdopodobnie tak. Niewiasta, która namaściła stopy Jezusa „stała z tyłu u jego nóg”, a nie mogłaby tego uczynić gdyby Zbawiciel siedział na ławie przy stole.

Już Pedro Chacon (Perus Ciaconus) wysunął taką hipotezę w 1588 roku, zwracając uwagę na fakt, że także wzmianka o Janie, spoczywającym głową na piersi Pana, dowodzi leżącej pozycji biesiadników. Taką Ostatnią Wieczerzę możemy zobaczyć w sztuce wczesnochrześcijańskiej, na miniaturze z VI wieku w manuskrypcie znanym jako Codex Rossanensis i na mozaice (także z VI w.) w kościele Sant’ Apollinare Nuovo w Rawennie. Zbawiciel i apostołowie na wpół leżą, na wpół siedzą na takim właśnie tapczanie.

Ostatnia Wieczerza. Jak było naprawdę?

Z kolei Goya w kaplicy Santa Cueva w Kadyksie umieścił Jezusa i apostołów na dywanach pokrywających podłogę, co wygląda trochę tak, jakby zrobili sobie piknik pod dachem. Na obrazie Williama Blake’a znajdującym się w National Gallery w Waszyngtonie apostołowie leżą zaś na grubych wojłokach na podłodze, o brzegach tak zwiniętych, aby umożliwiło to podpieranie łokci. Oczywiście w związku z tym, że zaprzestano biesiadowania w takiej pozycji, ukazywanie Ostatniej Wieczerzy „na leżąco” jest jednak czymś bardzo rzadkim i traktowanym raczej jako ciekawostka. W późniejszych czasach wydawało się bowiem, że to nie licowałoby z powagą chwili. Jezus i apostołowie musieli więc na obrazach siedzieć przy długim stole i taki wizerunek utrwalił się w naszej świadomości. O popularności jakiegoś obrazu religijnego nie rozstrzyga bowiem jego autentyzm, a sztuka religijna wytwarza własną tradycję i własną prawdę, do której się przywiązujemy.

2. Ostatnia Wieczerza z zaszyfrowanymi kodami

Niektóre dzieła sztuki zaczynają żyć własnym życiem i stają się ikonami pop-kultury. W przypadku Leonarda da Vinci taki status uzyskała Mona Lisa i Ostatnia Wieczerza. Leonardo z pewnością nie przewidział (mimo swego geniuszu i wizjonerstwa), jaką popularność zdobędzie fresk namalowany na ścianie refektarza (czyli mówiąc ludzkim językiem – na ścianie jadalni) klasztoru przy kościele Matki Boskiej Łaskawej w Mediolanie. Dzieło Leonarda ukazuje moment, kiedy Jezus powiedział: „Jeden z was mnie zdradzi”. Oblicza i gesty apostołów wyobrażają więc gamę uczuć – zdziwienie, oburzenie, szok. Leonardo nie tylko „upchnął” wszystkich uczestników wieczerzy przy jednym boku stołu (jakby pozowali do zbiorowego zdjęcia), ale jeszcze wmieszał między nich Judasza, umiejscawiając go między Andrzejem i Piotrem, po lewej stronie kadru, co było przedsięwzięciem nowatorskim, zważywszy na to, co napisałem wcześniej o traktowaniu tego apostoła.

Z Judaszem wiąże się natomiast zagadkowa sprawa dłoni, która trzyma nóż i wyłania się zza jego pleców. Ostrze skierowane jest do góry, co wskazuje na gotowość zadania ciosu, groźbę lub ostrzeżenie. Nóż znajduje się najbliżej niewidocznej dłoni Piotra, a więc może ta uzbrojona dłoń jest po prostu faktycznie jego dłonią? Być może, ale według niektórych takie wykręcenie przegubu złamałoby mu kość. Kąt nachylenia i ruch prawego ramienia oraz łokcia Piotra rzekomo wykluczają, aby to on mógł trzymać ten nóż. Jego ręka nie mogła się przecież wykręcić spiralnie, jakby była z gumy. Nie jest to także dłoń Andrzeja ani Judasza, gdyż żaden z nich nie był trójręczny (a przynajmniej Ewangelie nic nam o tym nie mówią). Rozstrzygnięcie tej tajemnicy jest o tyle trudne, że fresk dotrwał do naszych czasów w stanie nader opłakanym, jest wyblakły, pojawiły się na nim liczne przebarwienia i ubytki, a rysy postaci uległy zatarciu. Leonardo nie przewidział, że 500 lat później ludzie także chcieliby oglądać to malowidło i użył farb o znacznie krótszym terminie ważności. Istnieje oczywiście mnóstwo oleodrukowych reprodukcji, często malowanych do masowej sprzedaży i na tych reprodukcjach nie ma już wątpliwości, że nóż trzyma św. Piotr, opierając dłoń nadgarstkiem o biodro. Miałoby to nawet sens, bo przecież czymś odciął ucho jednemu z ludzi wysłanych do schwytania Jezusa.

Ostatnia Wieczerza. Jak było naprawdę?

Z kolei autor książki „Kod Leonarda da Vinci”, Dan Brown, dopatrzył się we fresku wielu zakodowanych ezoterycznych informacji o ukrywanej przez Kościół „prawdzie”, że Jezus miał… żonę. Zwrócił uwagę na postać „umiłowanego ucznia” Jezusa, utożsamianego ze św. Janem, autorem jednej z Ewangelii, który zwykle był przedstawiany na obrazach jako młodziutki chłopak. I rzeczywiście na fresku, po prawej ręce Jezusa widać młodą postać bez brody, ale Dan Brown uznał, że jest to młoda kobieta, a nie chłopiec. Co więcej Brown zauważył, że postacie Jezusa i „umiłowanego ucznia” tworzą zarys dużej litery „M”, z czego wyciągnął wniosek, że Leonardo umieścił w scenie „Ostatniej Wieczerzy” nie św. Jana, ale … Marię Magdalenę. Brown nie wziął tylko pod uwagę faktu, że Leonardo dość często przedstawiał na obrazach młodych chłopców o niewieścich rysach (tak malował np. św. Jana Chrzciciela).

3. Gdzie jest Judasz?

W okresie średniowiecza artyści umiejscawiali Jezusa i apostołów zwykle wzdłuż trzech boków stołu. Tylko Judasz (zawsze przedstawiany bez aureoli) siedział osobno, jako wyrzutek, trzymając w ręku worek z pieniędzmi. Malarzom chodziło o to, aby jak najbardziej spostponować tego zdrajcę. Judasz sadzany był po drugiej stronie stołu, a przez to doświadczał czegoś w rodzaju ekskomuniki. Izolowano go na znak pogardy, no i oczywiście po to, aby łatwiej było go rozpoznać. W ten sposób wyodrębnili zdrajcę liczni artyści – Taddeo Gaddi (uczeń Giotta) w kościele Santa Croce, czy Andrea del Castagno w kościele Santa Apollonia. Obecność zdrajcy na pierwszym planie razi jak fałszywa nuta w utworze muzycznym, jest czymś co zakłóca kompozycję i powoduje, że paradoksalnie to Judasz staje się centralną postacią. Jeśli zaś zdecydowano się Judasza nie izolować, to przynajmniej malowano go w charakterystyczny sposób: jako bardzo małego (w myśl konwencji nakazującej malować postacie świętych większe od towarzyszących im grzeszników) lub bez aureoli, choć u Giotta i u Sassetty ma on jednak nimb nad głową.

Ostatnia Wieczerza. Jak było naprawdę?

Judasz bywał też portretowany jako najbardziej żydowski, tak jakby tylko on był Żydem, a wszyscy inni w cudowny sposób przestali nimi być. Tu warto zauważyć, że nie sposób rozstrzygnąć kwestii, czy Judasz podczas Ostatniej Wieczerzy był obecny aż do chwili konsekracji chleba i wina, czy też odszedł wcześniej. W żadnej ewangelii nie umieszczono informacji, że Judasz został odprawiony przed ustanowieniem Eucharystii, które to ustanowienie nastąpiło, gdy apostołowie jeszcze jedli posiłek paschalny, a więc i Judasz też musiał być w trakcie jedzenia. Według Łukasza już po spożyciu chleba i wina, Jezus powiedział, że zdradzi go ten, kto jest z nim przy stole. Jan zaś informuje tylko, że Jezus odprawił Judasza i nie określa, czy nastąpiło to przed, czy po ustanowieniu Eucharystii (J 13:21-30). Uczestniczenie Judasza w Eucharystii, tuż przed zdradą, wydawało się jednak myślą do tego stopnia bluźnierczą, że na malowidłach w rumuńskich monastyrach (osobiście nie widziałem, ale opieram się na słowach Thomáša Špidlika) odnaleźć można wyobrażenie Ostatniej Wieczerzy jako świętej komunii, z Judaszem stojącym z boku i wymiotującym, ponieważ otrzymał on co prawda konsekrowany chleb, czyli Ciało Chrystusa, jednak nie mógł zatrzymać Go w sobie, skoro zamierzał dokonać zdrady.

4. Ostatnia wieczerza jako mega impreza

W filmie „Monty Python na żywo w Hollywood Bowl” (Monty Python Live at the Hollywood Bowl), będącym zapisem występów z roku 1980, można zobaczyć jeden z najśmieszniejszych skeczy tej brytyjskiej grupy komików, który dotyczy właśnie Ostatniej Wieczerzy, a raczej artystycznej wizji Michała Anioła, która nie znalazła uznania u papieża. Skecz niezmiennie mnie śmieszy, choć widziałem go już setki razy.

Ci, którzy liznęli jednak nieco historii sztuki, wiedzą, że ten przezabawny fikcyjny dialog między papieżem (Johnem Cleeese) i Michałem Aniołem (Eric Idle), wcale nie odbiegał aż tak bardzo od rzeczywistości. Renesansowi artyści potrafili bowiem malować Ostatnią Wieczerzę z prawdziwym rozmachem, popuszczając swobodnie wodze fantazji. Przykładem może być obraz włoskiego malarza Paola Veronesego. W 1573 namalował on Ostatnią Wieczerzę dla refektarza weneckiego klasztoru Santi Giovanni e Paoblo. Wokół suto zastawionego stołu umieścił wiele postaci, ubranych zgodnie z ówczesną dworską modą, wśród których znalazły się także postacie o dość podejrzanej proweniencji. Nie ma tam co prawda kangura, trzech Chrystusów, z których jeden gruby idealnie równoważy dwóch chudych, ani 24 apostołów (jak u Monty Pythona), ale jest na przykład mężczyzna dłubiący w zębach nożem, czarnoskórzy kelnerzy, karły oraz szwabscy żołnierze, czyli luteranie. Natomiast Chrystus i tajemnica Ostatniej Wieczerzy są właściwie mało widoczni w tym natłoku biesiadników, w tym przepychu dekoracji i mnogości postaci odciągających widza od głównego tematu obrazu. Sposób przedstawienia Ostatniej Wieczerzy jako jakiejś mega imprezy, wywołał tak wielkie oburzenie, że malarz został wezwany przez sąd inkwizycyjny w celu złożenia wyjaśnień. Podczas procesu, który odbył się 18 lipca 1573 w weneckiej kaplicy San Teodoro, Veronese powoływał się na prawo do swobody wypowiedzi artystycznej (skąd my to znamy!), cechującej błaznów i poetów. Ostatecznie osiągnięto kompromis, który polegał na tym, że Veronese zmienił tytuł na „Biesiada w domu Lewiego” i wtedy już wszystko było w porządku. Co ciekawe, inny obraz Veronese czyli „Gody w Kanie Galilejskiej”, na którym artysta przedstawił około 130 biesiadników imprezujących na słynnym weselu, podczas którego Jezus przemienił wodę w wino, często w Internecie jest błędnie podpisywany właśnie jako… Ostatnia Wieczerza, co można uznać za swoisty chichot historii.

5. Ostatnia wieczerza i święty Graal

W Nowym Testamencie czytamy, że podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus „wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 27-28). Legendy o dalszych losach tego kielicha, który nazwano świętym Graalem, zawładnęły później wyobraźnią mieszkańców Zachodu, stały się tematem niezliczonych eposów rycerskich i przedmiotem obsesji nawiedzonych poszukiwaczy skarbów. Tymczasem według wielowiekowej tradycji Kościoła, za prawdziwe naczynie używane przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy uchodzi kielich przechowywany jako relikwia w katedrze w Walencji. Był on używany do sprawowania liturgii eucharystycznej przez wielu papieży, ostatnio przez Benedykta XVI, 9 lipca 2006. Pierwotnie kielich ten miał formę kamiennej czarki (wykonanej z agatu), do której później dodano złote uchwyty i podstawę. Kielich wywiózł do Hiszpanii diakon św. Wawrzyniec, na polecenie papieża Sykstusa II (którego pontyfikat przypadł na lata 257-258). Co jednak ciekawe, na niektórych obrazach, ukazujących Ostatnią Wieczerzę, umieszczano właśnie kielich z Walencji, i to w takiej postaci, w jakiej możemy go obecnie zobaczyć, tzn. ze złotymi uchwytami. Przykładem może być obraz Juana de Juanesa. Istnieją publikacje, w których obrazy te przytacza się jako… dowód, że Kielich z Walencji jest autentycznym Świętym Graalem. W tym miejscu nie będę jednak snuł rozważań na temat tego, czym tak naprawdę jest święty Graal, bo o św. Graalu już pisałem na Stacji7 i jeśli ktoś ma ochotę zagłębić się w ten temat, może sobie poczytać tamten tekst:


 >>> Czym jest święty Graal? 7 odpowiedzi <<< 


6. Ostatnia Wieczerza jako Msza Święta

W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus zrobił coś, czego apostołowie początkowo nie rozumieli, a czego sens pojęli dopiero po Zmartwychwstaniu. A kiedy już zrozumieli, zgodnie z nakazem „To czyńcie na moją pamiątkę”, zbierali się na wspólnej modlitwie połączonej z powtarzaniem gestów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, co nazwano później uczestniczeniem we Mszy Świętej. Każda Msza Święta, w której bierzemy udział jest pamiątką Ostatniej Wieczerzy. W nauczaniu Kościoła kładziono duży nacisk, że Msza Święta jest uobecnieniem Ofiary krzyżowej Jezusa. Według encykliki „Ecclesia de Eucharistia” Jana Pawła II prawda ta nie pozostaje jednak wcale w sprzeczności z Mszą Świętą rozumianą jako uobecnienie Ostatniej Wieczerzy, w ramach której Jezus uobecnił przecież swoją Ofiarę krzyżową zanim ona jeszcze nastąpiła. Trochę to skomplikowane, prawda? Mamy tu lekkie zachwianie porządku przyczynowo-skutkowego, ale widocznie dla Boga czas i następstwo wydarzeń mają inny charakter niż dla nas. Warto też zauważyć, że o ile Ofiara krzyżowa Jezusa uobecniona jest wyłącznie podczas Przeistoczenia i Komunii Świętej, to Ostatnia Wieczerza uobecniona jest w czasie odprawiania całej Mszy Świętej, od momentu jej rozpoczęcia do momentu zakończenia. Innymi słowy, kiedy uczestniczymy we Mszy Świętej, Jezus – w trakcie jej trwania – czyni nas uczestnikami Ostatniej Wieczerzy, w czasie której karmi nas swoim Ciałem i Krwią. Nie chcę tu wchodzić w spór, czy ta Ostatnia Wieczerza była już pierwszą Mszą świętą, czy też nie. To, że Ostatnia Wieczerza jest uobecniana podczas Mszy Świętej, wcale nie musi bowiem oznaczać, że sama była Mszą Świętą. Bezpieczniej chyba powiedzieć, że była żydowską wieczerzą paschalną, w czasie której Pan Jezus ustanowił (a nie odprawił) sakrament Eucharystii. W każdym razie nie powinno nikogo dziwić, że na obrazach często uwieczniano chwilę konsekracji Chleba i Wina, jako kulminacyjny moment Wieczerzy.

Ostatnia Wieczerza. Jak było naprawdę?

Rubens, którego Ostatnia Wieczerza znajduje się w mediolańskiej galerii Brera, bardzo wyraźnie ukazał ją właśnie jako Mszę Świętą. Uczestnicy są zgromadzeni przy stole, ale siedzą jakby w kościele, bo mają za tło ołtarz z otwartym mszałem i świecami w wysokich kandelabrach. Jeśli ktoś nie ma możliwości jechać do Mediolanu, może pójść w Krakowie do klasztoru Bernardynów, gdzie w latach 1639-1664 o. Franciszek Lekszycki skopiował obraz Rubensa, z małymi tylko odchyleniami. Konsekrację malowano często w ten sposób, że ukazywano Zbawiciela podnoszącego do góry chleb, dokładnie tak, jak czyni to ksiądz podnoszący Hostię podczas Mszy. Taka Ostatnia Wieczerza z uniesieniem Hostii przez Jezusa, to już nie tylko scena pożegnania w Wieczerniku, ale wręcz unaocznienie dogmatu.

7. Sakramentalna Ostatnia Wieczerza

Salvadore Dali (wielki hochsztapler, pajac, megaloman, kabotyn i ekscentryk, którego wizytówką były długie sterczące wąsy, nacierane specjalną oliwką, w celu zwabiania much, a zarazem malarski geniusz) potrafił stworzyć dzieła tak głęboko religijne, że porażają swoją teologiczną wymową. Namalował też bardzo niezwykłą Ostatnią Wieczerzę. Obraz z roku 1955, zdobiący Narodową Galerię Sztuki w Waszyngtonie nosi tytuł „Sakramentalna Ostatnia Wieczerza” (The Sacrament of the Last Supper ) i jest swoistym traktatem sakramanetologiczno-teologicznym. Waldemar Łysiak twierdzi, że nie zna lepszej, bardziej przejmującej „Ostatniej Wieczerzy”, bo wszystkie inne, z Leonardowską włącznie, są przegadane i wręcz trywialne. U Dalego Chrystus i jego uczniowie milczą jak zaklęci. Stół przykryty jest długim obrusem, dopiero co położonym, bo jeszcze nie rozprostowały się kanty po złożeniu w kostkę. Idealna symetria: po sześciu apostołów z każdej strony, na osi środkowej Mistrz. Tylko on, piękny młody mężczyzna o długich blond włosach, podniósł swój jasny wzrok, a oni wszyscy, zakapturzeni mnisi, klęczą z pochylonymi głowami. Przedstawienie Ostatniej Wieczerzy autorstwa Dalego skupia się na boskości Chrystusa. Jego głowa jest większa niż uczniów i posiada aureolę naturalnego światła.

Ostatnia Wieczerza. Jak było naprawdę?

W twarzy Chrystusa, niektórzy doszukują się rysów twarzy żony artysty: Gali, którą Salvadorowi malował wręcz obsesyjnie (m. in. jako Madonnę). Tylko przed Jezusem, na niepokalanym obrusie, znajduje się szklanka wina czerwonego jak krew i przełamany na pół bochenek chleba. Jezus sprawia wrażenie jakby się modlił, a uczniowie z szacunku pochylają głowy jakby w geście adoracji. Można odnieść wrażenie, że ciało Zbawiciela wynurza się z wód zatoki. Wydaje się, że jest on fizycznie tej samej miary co apostołowie, ale tuż obok niego kotwiczą łodzie, które pozwalają nam dostrzec, jaki jest gigantyczny. Postać jest przejrzysta, poprzez klatkę piersiową przenika Niebo. Tłem tej Ostatniej Wieczerzy jest piękny krajobraz jeziora otoczonego masywami gór (przypomina zatokę w pobliżu jego domu w Port Lligat) podczas wschodu słońca. Nad Jezusem Dali umieścił górny tułów i ramiona anonimowej postaci. która może być interpretowana na kilka sposobów. Niewykluczone, że jest to zapowiedź zmartwychwstania Chrystusa. Niewykluczone też, że Dali postanowił namalować obecność samego Boga podczas Ostatniej Wieczerzy, który wyciąga ręce, jakby chciał objąć świat. Najbardziej zadziwiające jest jednak miejsce, w którym znajdują się apostołowie i Jezus.  Waldemar Łysiak tak scharakteryzował to pomieszczenie: „wszystko to wzięte jest w złote ramy… czego? Okna kabiny pojazdu kosmicznego, batyskafu, ultranowoczesnej willi, w kroplę szlifowanego kryształu czy w jakąś inną diamentopodobną formę?”. Może jest to taka wizualizacja Nieba, próba powiedzenia, że uczestnicząc we Mszy Świętej, przenosimy się tak naprawdę do naszej niebiańskiej ojczyzny? Przecież Biblia wyraźnie mówi, że w Niebie będziemy ucztować z Panem Bogiem, a przedsmak tego mamy już na Ziemi.

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Wstęp do Semana Santa

Sevilla na co dzień, w ciągu roku to spory koktajl sacrum-profanum. Nie jest tutaj niczym nadzwyczajnym przesiadywanie w barach spożywając różnego rodzaju napitki w towarzystwie świętych obrazków oraz figur ukazujących Matkę Boską oraz Chrystusa

Małgorzata Gogól-Górecka
Małgorzata
Gogól-Górecka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jednak okres Semana Santa to zdecydowanie punkt kulminacyjny tej mieszanki. To wielki spektakl religijnych uniesień, form i kolorów (niektóre figury niesione w procesjach to autentyczne dzieła sztuki pochodzące jeszcze z czasu średniowiecza, renesansu i baroku!) patetycznej muzyki oraz zapachów. Obchody Semana Santa przypadają bowiem na okres, kiedy w Sewilli rozkwita tysiące drzewek pomarańczowych. Zapach ich kwiatów miesza się z kadzidłami, które palone są na ulicach, w knajpach i sklepach już na wiele dni przed rozpoczęciem Świętego Tygodnia, zapowiadając ten wyjątkowy czas.

W Niedzielę Palmową (Domingo de Ramos) rozpoczyna się najważniejszy okres w roku dla mieszkańców Sevilli, do którego Andaluzyjczycy przygotowują się niekiedy przez cały rok. Semana Santa, czyli Wielki Tydzień, nie jest wydarzeniem o charakterze wyłącznie religijnym. To wielkie święto całego miasta, wszystkich jego mieszkańców, niezależnie od tego czy ktoś jest religijny czy nie. Wielka tradycja sięgająca XIV wieku, która oczywiście łączy się z religijnymi uniesieniami i przeżyciami, dla wielu pozbawiona jest wymiaru religijnego sensu stricto. Chyba trudno jest nam sobie to wyobrazić, ale prawdą jest, że dla wielu Andaluzyjczyków, którzy biorą udział w dziesiątkach procesji, jest to wydarzenie bardziej zwyczajowe niż religijne. Już w ciągu ostatnich dni dało się słyszeć na ulicy, czy nawet w barze wieczorową porą, rozmowy i ożywione dyskusje mieszkańców na temat Semana Santa. Na ekranach telewizorów wystawionych na półkach sklepowych prezentowane są fragmenty procesji z zeszłych lat a szczegółowy program wszystkich procesji podczas całego tygodnia rozdawany jest w całym mieście (wczoraj dostałam malutką książeczkę wraz z paragonem podczas zakupów w hipermarkecie!).Tutaj naprawdę wszyscy tym żyją i wyczekują tych świątecznych dni przez cały rok.

Wstęp do Semana Santa

1/5
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
2/5
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
3/5
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
4/5
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
5/5
fot. Małgorzata Gogól-Górecka
poprzednie
następne

Jestem w Sevilli pierwszy raz podczas obchodów Wielkiego Tygodnia i naprawdę ciężko jest mi sobie wyobrazić na ten moment jak z codziennej tzw. hiszpańskiej mañany może powstać tak niewiarygodnie wielkich rozmiarów spektakl, zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Póki co wierzę na słowo moim znajomym Andaluzyjczykom, a w najbliższych dniach przekonam się o tym na własnej skórze. Od dziś bowiem, przez kolejnych 7 dni wzdłuż sewiliańskich ulic przemierzać będą dziesiątki uroczystych procesji a wraz z nimi ogromne tłumy wiernych i ciekawskich.

Podczas lektury relacji z kolejnych dni Semana Santa przydatna będzie znajomość kilku podstawowych terminów związanych z obchodami Świętego Tygodnia, dlatego poniżej znajdziecie krótki słowniczek podstawowych pojęć:

Procesje organizowane są przez hermandades lub cofradías, czyli bractwa religijne zakładane przez wiernych.

Każde z bractw posiada własne pasosczyli wielkie platformy, na których zamontowane są imagenes– figury ukazujące wizerunek Matki Boskiej lub Chrystusa. Odmianą pasoz przedstawieniem scen Męki Pańskiej oraz Zmartwychwstania jest misterio, natomiast te, na których przedstawiona jest Maria, zazwyczaj w towarzystwie wielkich świec, noszą nazwę palio.

costaleros to śmiałkowie, którzy na swoich barkach niosą ważące nawet 2 tony (!) pasos. W zależności od wielkości platformy jest ich od 20 do około 60. Tragarze zmieniają się po upływie niespełna godziny. Zazwyczaj na barkach każdego z costaleros spoczywa ok 20 kilogramowy ciężar, co w przypadku kobiet (tak, obecnie nawet kobiety wcielają się w rolę costalero) jest nie lada wyzwaniem.

nazarenos penitentes – to pokutnicy, którzy towarzyszą każdej z procesji. Stereotypowo zapewne kojarzą się ze średniowieczną inkwizycją, co zawdzięczyć można ich strojowi, ale przede wszystkim nakryciu głowy. Wysoki, spiczasty kaptur zakrywający całą głowę z wyciętymi otworami jedynie na oczy. Spiczasty kaptur (antifaz) symbolizuje wznoszenie ku Bogu modlitwy pokutników, którzy zazwyczaj idą na bosaka, w samych skarpetach lub skórzanych sandałach.

Cruz de guía to krzyż niesiony na początku procesji.

Carrera Oficial – tzw. Trasa Oficjalna, przez którą przechodzą wszystkie procesje.

Małgorzata Gogól-Górecka

Małgorzata Gogól-Górecka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Małgorzata Gogól-Górecka
Małgorzata
Gogól-Górecka
zobacz artykuly tego autora >