Nasze projekty

O czym przypomina nam drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia?

W pierwszym dniu Oktawy święty Szczepan przychodzi do nas trochę jak kłopotliwy gość. Jego twarda mowa i pogruchotane kamieniami kości nie bardzo pasują do naszych kolęd, pierników i choinkowych lampek. Co Kościół ma na myśli, każąc nam pamiętać o nim w tym właśnie dniu?

Reklama

Po Uroczystości Narodzenia Pańskiego zaczyna się jej oktawa. Podobnie jak to jest z Wielkanocą, radość przeżywana przez Kościół nie mieści się w jednym dniu i rozlewa się na kolejne siedem. Inaczej jednak niż w przypadku Świąt Paschalnych, poszczególne dni Oktawy Bożego Narodzenia nie mają w kalendarzu liturgicznym statusu uroczystości, a jedynie status święta (stąd m.in. obowiązek postu piątkowego). Jest jeszcze druga różnica: podczas gdy Oktawa Wielkanocy jest zasadniczo jednorodna i jej jedyną treścią jest zmartwychwstanie Chrystusa, w Oktawie Bożego Narodzenia każdego niemal dnia wspomina się też jakiegoś świętego.

Odwaga i bezkompromisowość

Pierwszym z nich jest św. Szczepan, którego święto obchodzone jest 26 grudnia – w pierwszy dzień Oktawy, potocznie zwany drugim dniem Świąt. O Szczepanie czytamy w 6 i 7 rozdziale Dziejów Apostolskich. Nie wiemy skąd pochodził, ale imię wskazuje na korzenie greckie (Stephanos to po grecku „wieniec”). Należał do grona Siedmiu, ustanowionych przez Apostołów do posługi ubogim i tradycyjnie uznawanych za pierwszych diakonów Kościoła. Czytamy o nim, że „działał cuda i znaki wielkie wśród ludu”. Musiał być też człowiekiem odważnym i bezkompromisowym, skoro nie bał się przemówić otwarcie do swoich rodaków i wytknąć im ich niewierność Bożym wezwaniom. Właśnie to wystąpienie, zapisane w Dziejach Apostolskich, stało się przyczyną jego męczeństwa. Szczepan został ukamienowany przez rozwścieczony tłum jako pierwszy męczennik rodzącego się Kościoła, a święty Łukasz, opowiadając o jego śmierci, podkreśla, jak bardzo była ona podobna do śmierci samego Pana.

Reklama
Reklama
Dzień 26 grudnia wcale nie jest datą męczeństwa Szczepana. Został on jednak wybrany, bo właśnie 26 grudnia 415 roku relikwie męczennika zostały uroczyście przeniesione do bazyliki na Górze Syjon w Jerozolimie.

Przypadek?

Przyznajmy: w pierwszym dniu Oktawy święty Szczepan przychodzi do nas trochę jak kłopotliwy gość. Jego twarda mowa i pogruchotane kamieniami kości nie bardzo pasują do naszych kolęd, pierników i choinkowych lampek. Co Kościół ma na myśli, każąc nam pamiętać o nim w tym właśnie dniu? Dzień 26 grudnia wcale nie jest datą męczeństwa Szczepana (Dzieje Apostolskie w każdym razie milczą na ten temat). Został on jednak wybrany, bo właśnie 26 grudnia 415 roku relikwie męczennika, odnalezione po niemal czterech wiekach zapomnienia, zostały uroczyście przeniesione do bazyliki na Górze Syjon w Jerozolimie. U źródeł bliskości Bożego Narodzenia i wspomnienia pierwszego męczennika stoi więc fakt z naszej perspektywy dość przypadkowy. Czy to jednak znaczy, że takie, na pierwszy rzut oka przypadkowe zbieżności czasu nie mogą mieć zamierzonego przez Boga, ukrytego sensu?

Może tym sensem jest przypomnienie nam, że prawda o żłóbku, stajence i gwieździe, o Bogu, który rodzi się wśród ubogich i przynosi światu pokój, dotarła do naszych czasów przede wszystkim dzięki tym, którzy nie bali się za nią oddać życia? Szczepan był tutaj pierwszym w długim szeregu, do którego dołączają ciągle nowi – niemal co roku przed Bożym Narodzeniem słyszymy przecież, że chrześcijanie w wielu miejscach świata będą je świętowali w cieniu zamachów, wojen, prześladowań.

Reklama
Reklama

Chrześcijańska specjalność

Ale nie chodzi o to, że ze względu na pamięć o męczennikach nie wypada nam się cieszyć i świętować. Chesterton napisał kiedyś, że łączenie sprzeczności to chrześcijańska specjalność: w sercu chrześcijanina radość spotyka się z powagą, szczęście ze smutkiem, waleczność z umiłowaniem pokoju. Męczeństwo Szczepana, które wspominamy pośrodku bożonarodzeniowej radości, mówi nam właśnie o tym, że radość i pokój niesione przez Jezusa nie są dostępne tylko wtedy, gdy wszystko układa się dobrze. Że można cieszyć się z Narodzenia Pana, jednocześnie tęskniąc do kogoś, kogo nie ma już przy wigilijnym stole, cierpiąc z powodu toczonych przy tym stole kłótni, czy zmagając się z chorobą, swoją bądź kogoś z bliskich. Radość Świąt jest krucha, tak jak ludzkie życie, ale nie jest przez to nieprawdziwa. Światło rzucane przez betlejemską gwiazdę jest za słabe, żeby schronić się w nim przed grozą świata, ale przecież jest ono tylko znakiem większego światła, silniejszego od wszelkiej grozy – tego, które „w ciemności świeci” i którego „ciemność nie ogarnęła” (J 1, 5).

Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę