O czym przypomina nam drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia?

W pierwszym dniu Oktawy święty Szczepan przychodzi do nas trochę jak kłopotliwy gość. Jego twarda mowa i pogruchotane kamieniami kości nie bardzo pasują do naszych kolęd, pierników i choinkowych lampek. Co Kościół ma na myśli, każąc nam pamiętać o nim w tym właśnie dniu?

Ks. Andrzej Persidok
Ks. Andrzej
Persidok
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O czym przypomina nam drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia?
W pierwszym dniu Oktawy święty Szczepan przychodzi do nas trochę jak kłopotliwy gość. Jego twarda mowa i pogruchotane kamieniami kości nie bardzo pasują do naszych kolęd, pierników i choinkowych lampek. Co Kościół ma na myśli, każąc nam pamiętać o nim w tym właśnie dniu?

Po Uroczystości Narodzenia Pańskiego zaczyna się jej oktawa. Podobnie jak to jest z Wielkanocą, radość przeżywana przez Kościół nie mieści się w jednym dniu i rozlewa się na kolejne siedem. Inaczej jednak niż w przypadku Świąt Paschalnych, poszczególne dni Oktawy Bożego Narodzenia nie mają w kalendarzu liturgicznym statusu uroczystości, a jedynie status święta (stąd m.in. obowiązek postu piątkowego). Jest jeszcze druga różnica: podczas gdy Oktawa Wielkanocy jest zasadniczo jednorodna i jej jedyną treścią jest zmartwychwstanie Chrystusa, w Oktawie Bożego Narodzenia każdego niemal dnia wspomina się też jakiegoś świętego.

 

Odwaga i bezkompromisowość

Pierwszym z nich jest św. Szczepan, którego święto obchodzone jest 26 grudnia – w pierwszy dzień Oktawy, potocznie zwany drugim dniem Świąt. O Szczepanie czytamy w 6 i 7 rozdziale Dziejów Apostolskich. Nie wiemy skąd pochodził, ale imię wskazuje na korzenie greckie (Stephanos to po grecku „wieniec”). Należał do grona Siedmiu, ustanowionych przez Apostołów do posługi ubogim i tradycyjnie uznawanych za pierwszych diakonów Kościoła. Czytamy o nim, że „działał cuda i znaki wielkie wśród ludu”. Musiał być też człowiekiem odważnym i bezkompromisowym, skoro nie bał się przemówić otwarcie do swoich rodaków i wytknąć im ich niewierność Bożym wezwaniom. Właśnie to wystąpienie, zapisane w Dziejach Apostolskich, stało się przyczyną jego męczeństwa. Szczepan został ukamienowany przez rozwścieczony tłum jako pierwszy męczennik rodzącego się Kościoła, a święty Łukasz, opowiadając o jego śmierci, podkreśla, jak bardzo była ona podobna do śmierci samego Pana.

 

Dzień 26 grudnia wcale nie jest datą męczeństwa Szczepana. Został on jednak wybrany, bo właśnie 26 grudnia 415 roku relikwie męczennika zostały uroczyście przeniesione do bazyliki na Górze Syjon w Jerozolimie.

Przypadek?

Przyznajmy: w pierwszym dniu Oktawy święty Szczepan przychodzi do nas trochę jak kłopotliwy gość. Jego twarda mowa i pogruchotane kamieniami kości nie bardzo pasują do naszych kolęd, pierników i choinkowych lampek. Co Kościół ma na myśli, każąc nam pamiętać o nim w tym właśnie dniu? Dzień 26 grudnia wcale nie jest datą męczeństwa Szczepana (Dzieje Apostolskie w każdym razie milczą na ten temat). Został on jednak wybrany, bo właśnie 26 grudnia 415 roku relikwie męczennika, odnalezione po niemal czterech wiekach zapomnienia, zostały uroczyście przeniesione do bazyliki na Górze Syjon w Jerozolimie. U źródeł bliskości Bożego Narodzenia i wspomnienia pierwszego męczennika stoi więc fakt z naszej perspektywy dość przypadkowy. Czy to jednak znaczy, że takie, na pierwszy rzut oka przypadkowe zbieżności czasu nie mogą mieć zamierzonego przez Boga, ukrytego sensu?

Może tym sensem jest przypomnienie nam, że prawda o żłóbku, stajence i gwieździe, o Bogu, który rodzi się wśród ubogich i przynosi światu pokój, dotarła do naszych czasów przede wszystkim dzięki tym, którzy nie bali się za nią oddać życia? Szczepan był tutaj pierwszym w długim szeregu, do którego dołączają ciągle nowi – niemal co roku przed Bożym Narodzeniem słyszymy przecież, że chrześcijanie w wielu miejscach świata będą je świętowali w cieniu zamachów, wojen, prześladowań.

 

Chrześcijańska specjalność

Ale nie chodzi o to, że ze względu na pamięć o męczennikach nie wypada nam się cieszyć i świętować. Chesterton napisał kiedyś, że łączenie sprzeczności to chrześcijańska specjalność: w sercu chrześcijanina radość spotyka się z powagą, szczęście ze smutkiem, waleczność z umiłowaniem pokoju. Męczeństwo Szczepana, które wspominamy pośrodku bożonarodzeniowej radości, mówi nam właśnie o tym, że radość i pokój niesione przez Jezusa nie są dostępne tylko wtedy, gdy wszystko układa się dobrze. Że można cieszyć się z Narodzenia Pana, jednocześnie tęskniąc do kogoś, kogo nie ma już przy wigilijnym stole, cierpiąc z powodu toczonych przy tym stole kłótni, czy zmagając się z chorobą, swoją bądź kogoś z bliskich. Radość Świąt jest krucha, tak jak ludzkie życie, ale nie jest przez to nieprawdziwa. Światło rzucane przez betlejemską gwiazdę jest za słabe, żeby schronić się w nim przed grozą świata, ale przecież jest ono tylko znakiem większego światła, silniejszego od wszelkiej grozy – tego, które „w ciemności świeci” i którego „ciemność nie ogarnęła” (J 1, 5).

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Ks. Andrzej Persidok

Ks. Andrzej Persidok

doktor teologii fundamentalnej, wykładowca na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Andrzej Persidok
Ks. Andrzej
Persidok
zobacz artykuly tego autora >

Na Polu Pasterzy

Często nimi pogardzano. Byli odrzuceni ze względu na nieznajomość przepisów religijnych. W takim świetle zupełnie nowego znaczenia nabiera fakt, że wieść o narodzeniu Zbawiciela została jako pierwszym oznajmiona właśnie pasterzom.

ks. Mariusz
Rosik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Na Polu Pasterzy
Często nimi pogardzano. Byli odrzuceni ze względu na nieznajomość przepisów religijnych. W takim świetle zupełnie nowego znaczenia nabiera fakt, że wieść o narodzeniu Zbawiciela została jako pierwszym oznajmiona właśnie pasterzom.

Beduini to koczownicze plemiona arabskie, które żyją jeszcze na pustynnych i górzystych terenach dawnej Palestyny. Zajmują się głównie wypasem owiec. Zadziwiające, że nawet kilkudziesięciu osobowa grupa Beduinów potrafi posługiwać się sobie tylko zrozumiałym językiem i pielęgnować właściwe im zwyczaje. Żyjąc z dala od miast i większych osiedli, wieczorami zasiadają przy ognisku przed swoimi namiotami, by długo rozmawiać, śpiewać, ale także trzymać straż nocną przy swych stadach. Niekiedy okazuje się to konieczne, gdyż zdarzają się przypadki kradzieży owiec. Jeszcze niedawno izraelska prasa podawała informacje o wzajemnym wykradaniu stad wśród różnych plemion beduińskich. Niejeden pasterz postradał życie w obronie swych stad.

Poprzednikami dzisiejszych Beduinów byli palestyńscy pasterze, którzy oddali pokłon nowonarodzonemu Jezusowi. Wioska Bait Sahur, zamieszkana w większości przez ludność chrześcijańską, oddalona jest zaledwie trzy kilometry od Betlejem. Pierwsze sanktuarium, zapewne niewielkie, istniało tu już w V wieku. Zostało jednak zniszczone i długo nie było odbudowywane. Obecny kościółek, projektu włoskiego architekta Antonio Barluzzi’ego, zbudowany na bazie dziesięciokąta, powstał w połowie XX wieku. Ma kształt beduińskiego namiotu i upamiętnia pokłon pasterzy przed Jezusem – niemowlęciem. Wezwanie sanktuarium brzmi: Gloria in excelsis Deo! („Chwała na wysokości Bogu!”) i nawiązuje do anielskich śpiewów, które rozbrzmiały tu w chwili wizyty pasterzy przy żłóbku Zbawiciela. Spójrzmy na całą relację Łukasza ewangelisty:

 

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie». I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: «Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania».

Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił». Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane (Łk 2,8-20).

 

 

Ściany zewnętrzne kościoła zbudowano z grubo ciosanych szaro-różowych kamieni. Sam pokłon, a także towarzyszących scenie aniołów przedstawiają freski wewnątrz budynku. Strop podtrzymywany jest przez dziesięć filarów. W bębnie kopuły wypisano słowa anioła skierowane do pasterzy, zwiastujące narodziny Chrystusa. Tuż obok znajdują się także dwie skalne groty. Archeologowie są przekonani, że w czasach Jezusa stanowiły one doskonałe schronienie dla pasterzy. Łatwo było zaadaptować je na prymitywną noclegownię, która dawała schronienie przed trudnymi nieraz warunkami atmosferycznymi.

W Palestynie pierwszego stulecia pasterze uważani byli przez duchowych przywódców narodu za am-haarec – ludzi nie znających Prawa. Pozbawiono ich dostępu do edukacji przy-synagogalnej, gdyż od najmłodszych lat zmuszeni byli do koczowniczego trybu życia, do wędrówek w poszukiwaniu pastwisk dla swych stad. Do synagogalnych szkół chodzili żydowscy chłopcy w wieku od pięciu do dwunastu lub trzynastu lat. To tam uczyli się sztuki czytania i pisania, tam poznawali Prawo, tam uczyli się przestrzegania przepisów religijnych. Ciekawostką jest fakt, że choć na co dzień mówiono w Palestynie po aramejsku, sztukę czytania musieli posiąść po hebrajsku, bo w tym języku zapisane było Prawo. Naukę wieńczyła uroczystość zwana po aramejsku bar mitzwa (hebr. „syn przykazania”), czyli moment, kiedy chłopiec po raz pierwszy publicznie czytał w synagodze Pismo Święte.

Wracając do pasterzy, nie uznawano ich zeznań w sądach, choćby byli naocznymi świadkami przestępstw. Często pogardzano nimi. Byli odrzuceni ze względu na nieznajomość religijnych przepisów. W takim świetle zupełnie nowego znaczenia nabiera fakt, że wieść o narodzeniu Zbawiciela została jako pierwszym oznajmiona właśnie pasterzom! Pięknym komentarzem do tego wydarzenia mogą okazać się słowa św. Pawła: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1Kor 1,27-29).

Snując refleksję nad pokłonem pasterzy, warto dodać jeszcze jedno – Jezus nie urodził się zimą. Według Biblii pasterze byli z owcami na łąkach. A grudzień był w Judei miesiącem zimowym, kiedy to owce były w stajniach. Dlaczego więc i od kiedy Boże Narodzenie świętujemy 25 grudnia? Czy ta data została wybrana po to, by chrześcijańskie święto stanowiło przeciwwagę wobec święta pogańskiego? Starożytni Rzymianie świętowali tego samego dnia narodziny swego boga Mitry. Czy rzeczywiście mitraizm był zagrożeniem dla chrześcijaństwa?

Z całą pewnością Boże Narodzenie świętowano w Rzymie 25 grudnia w IV stuleciu, choć dokładna data wprowadzenia święta gubi się w mrokach przeszłości. Tradycja chrześcijańska związała je z przesileniem zimowym, które przypada kilka dni wcześniej. Dlaczego? Najbardziej prawdopodobna odpowiedź jest taka: gdy w Rzymie świętowano dzień odradzania się Słońca, chrześcijanie zaglądając do Ewangelii byli przekonani, że to właśnie Chrystus jest „z wysoka Wschodzącym Słońcem” (Łk 1,78) i „światłością świata” (J 8,12). W ten sposób przeciwstawiono rzymski dzień narodzin boga Słońca chrześcijańskiemu świętu narodzin Mesjasza, zwanego przez proroka Malachiasza „Słońcem sprawiedliwości” (Ml 3,20). 25 grudnia jest więc datą symboliczną.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ks. Mariusz Rosik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Mariusz
Rosik
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap