Fot. Canva
“Przekaz wiary został przerwany” – przyznaje Stolica Apostolska
Z perspektywy dwóch tysięcy lat Kościoła mamy do czynienia ze zjawiskiem nowym i niepokojącym: międzypokoleniowy przekaz wiary przestał być oczywisty - pisze Dykasteria Nauki Wiary.
O czym właściwie mowa? O doświadczeniu, które coraz częściej obserwujemy od kilku, kilkunastu lat, choć nie zawsze umiemy to dobrze wyrazić, ubrać w słowa, nazwać. Mówią to rodzice i duszpasterze: młodzi oddalają się od Kościoła, osoby dotąd zaangażowane przestają praktykować, a rodzice mówią z bólem: „Moje dziecko przestało chodzić do kościoła”. Szczególnie przejmujące są historie dzieci z domów, w których wiara była obecna i przekazywana na co dzień.
Nie jest to problem wyłącznie polski ani europejski.
Nowy dokument Dykasterii Nauki Wiary “Przyjdźcie do mnie. Refleksje o przekazie wiary w epoce zmian” pokazuje, że nie jest to problem wyłącznie polski ani europejski. Przygotowując go, Dykasteria zebrała materiały i świadectwa z różnych krajów. Te świadectwa podważają wyjaśnienie, które – w polskim kontekście – sprowadzałoby problem wyłącznie do „europeizacji” Polski, wejścia do Unii Europejskiej czy kontaktu z Zachodem i niespotykanym dotąd w historii dobrobytem.
Poważne zakłócenia w przekazie wiary – to coś, co w ostatnich dekadach nastąpiło wszędzie na świecie. Watykan, zaniepokojony sygnałami z całego świata, postanowił to zweryfikować. I właśnie potwierdził: “Przekaz wiary w wielu miejscach został przerwany”.
„Można już mówić o społeczeństwach postchrześcijańskich”
Najpierw diagnoza. Potwierdza ona intuicje wielu rodzin, duszpasterzy, publicystów, a także niepokój, który w ostatnich latach pontyfikatu wyrażał papież Franciszek. Dotąd głównymi elementami przekazu wiary w Kościele były rodzina i wspólnota kościelna (parafie). Dwie rzeczywistości w naturalny sposób współpracujące ze sobą w dotychczasowej architekturze przekazywania wiary z pokolenia na pokolenie.
Przeczytaj również
Autorzy dokumentu piszą: „Przekazywanie wiary w rodzinie, choć zachowało znaczenie w niektórych regionach Afryki i Azji, zostało przerwane w wielu częściach świata. W konsekwencji przekazywanie doświadczenia wiary chrześcijańskiej nowym pokoleniom nie odbywa się już, by tak rzec, automatycznie”. Jednym z przejawów tego kryzysu jest obecność „osób ochrzczonych, które nie żyją wymogami chrztu”.
Tu mała dygresja. Z danych, które niedawno opublikowaliśmy na Stacja7, wynika, że około 95 proc. mieszkańców Polski to ochrzczeni katolicy. W liczbach bezwzględnych wyprzedza nas… Francja, gdzie liczba ochrzczonych katolików zbliża się do 50 mln.
Sam fakt chrztu nie pozwala już automatycznie zakładać, że dana osoba wierzy i żyje wymaganiami chrztu.
Gdyby samą liczbę ochrzczonych, statystycznych katolików, uznać za obraz żywej wiary, Polska jawiłaby się jako społeczeństwo niemal całkowicie katolickie. Rzeczywistość jest inna: sam chrzest nie mówi, kto uczestniczy w katechezie, chodzi na niedzielną Mszę i na co dzień żyje wiarą. Podobnie we Francji – trudno zlepić ze sobą obraz Franci, Córy Kościoła, która odeszła od swego dziedzictwa z tymi danymi.
Bo te statystyki pokazują tylko, ilu ludzi jest ochrzczonych; niewiele mówią natomiast o tym, ilu z nich przeżywa i praktykuje wiarę. Sam fakt chrztu nie pozwala już automatycznie zakładać, że dana osoba wierzy i żyje wymaganiami chrztu. Dlatego liczba ochrzczonych ma ograniczoną wartość jako miara religijności danego kraju. Używana jako argument o sile żywej wiary staje się co najwyżej słabym argumentem PR-owym. Bo rzeczywistość jest zupełnie inna. Liczba ochrzczonych nie równa się liczbie “przeżywających swoją wiarę”.
Dykasteria stwierdza, że w krajach o dawnej tradycji chrześcijańskiej można już mówić o społeczeństwach postchrześcijańskich.
„Zmiana epoki” – powody kryzysu wiary
Powody kryzysu? Autorzy – na podstawie danych zebranych z wszystkich Episkopatów świata – wskazują między innymi na kulturę cyfrową i wielką “zmianę epoki”, o której mówił Franciszek. Zauważają, że kultura cyfrowa przekształca fundamentalne kategorie myślenia: przestrzeń, czas i autorytet. To ważne, ponieważ kategorie te należą do istotnych elementów samego pojęcia tradycji. Warto zatrzymać się przy tej diagnozie.
„W odniesieniu do przestrzeni poczucie przynależności do lokalnego i konkretnego kontekstu osłabłoby, choć nie zanikło, ponieważ ludzie są jednocześnie włączeni w globalną sieć, w której fizyczne odległości wydają się względne, a nawet pokonane”.
Wszystko spłaszcza się do swego rodzaju wiecznej teraźniejszości.
„W odniesieniu do czasu zmienia się samo znaczenie pamięci. Treści zamieszczane w sieci pozostają w niej bezterminowo, a szybkość wymiany między ludźmi przyczynia się do utraty autentycznego poczucia historii i przeszłości. Wszystko spłaszcza się do swego rodzaju wiecznej teraźniejszości. To sprawia, że użytkownicy internetu są szczególnie podatni na przemijające mody”.
„W odniesieniu do autorytetu powszechny dostęp do wielu źródeł wiedzy oraz obecność licznych głosów stawianych na tym samym poziomie, ocenianych przede wszystkim według skuteczności komunikacyjnej, poważnie podważają wiarygodność tradycyjnych instytucji. Wielu osobom nie jest już jasne, kto może wiarygodnie wypowiadać się w fundamentalnych sprawach ludzkiego życia” (tłum. własne).
Zmieniły się więc warunki, w których przekazywana jest wiara: słabnie poczucie zakorzenienia w konkretnym miejscu, przeszłość ustępuje wiecznej teraźniejszości, a autorytet tradycyjnych instytucji przeżywa kryzys. W tej diagnozie szczególnie przekonuje mnie logika wywodu. Autorzy pokazują konkretne mechanizmy, przez które przemiany kulturowe wpływają na przekaz wiary. Jedno z drugiego wynika.
O możliwościach, jakie otwiera nowa sytuacja, piszą w dalszej części dokumentu.
Co teraz? Czy można zaradzić kryzysowi wiary
Tu jednak brakuje wyraźnego ogniwa w logice wywodu: jak kryzys kategorii „czasu”, „przestrzeni” i „autorytetu” przekłada się na proponowane dalej sposoby przekazu wiary? Ta luka nie przekreśla wartości dokumentu. Po prostu łatwiej postawić diagnozę, niż znaleźć lekarstwo. Tym bardziej że nie chodzi o sferę czysto ludzką, lecz także – a może przede wszystkim – o działanie Boga, łaskę i ludzką odpowiedź na nią. Przekazu wiary nie da się naprawić jak samochodu: samo zastąpienie dotychczasowych metod nowymi albo zmiana warsztatu i mechanika nie gwarantują rozwiązania problemu. Potraktowanie go w ten sposób sprowadzałoby go do kwestii wyłącznie ludzkiej organizacji. Kościół i wiara to przecież coś więcej.
Potrzeba jednak świadomego działania człowieka, a więc także strategii – ogólnokościelnej strategii przekazu wiary w nowej epoce. Dokument zaledwie sygnalizuje jej kierunki; nie układa ich w pełny, zintegrowany program.
Z jednej strony można powiedzieć o zasygnalizowanej taktyce “świadomego wyboru pogłębienia wiary”. Dla wielu osób przestała być ona oczywistym dziedzictwem kulturowym oraz “spontanicznym przylgnięciem do wspólnego uniwersum symbolicznego”; nie odziedziczamy jej jak narodowości czy pierwszego języka. Wiara staje się “propozycją”, którą trzeba “przyjąć w wolności”. Znamienne, że podobne wnioski dokument przywołuje za biskupami Belgii i Chile, czyli z dwóch bardzo odległych miejsc świata. Sądzę, że pod tą diagnozą podpisaliby się także Polacy.
Z drugiej strony przerwanie dotychczasowego automatyzmu nie przekreśla roli rodziny ani parafii. Uświadamia raczej, że sama ich obecność nie gwarantuje już “efektu”. Rodzice pozostają pierwszymi katechetami, a wiara powinna być obecna w codziennym życiu domu. Autorzy wymieniają proste praktyki: wspólną modlitwę, czytanie Ewangelii, pamięć o świętych patronach, niedzielną Mszę, pielgrzymki do sanktuariów i pobożność ludową, troskę o ubogich, modlitwę przed posiłkiem, błogosławieństwo dla członka rodziny z okazji urodzin oraz bożonarodzeniową szopkę. Parafia ma wspierać rodzinę przez katechezę, sakramenty, wspólne przeżywanie niedzielnej Eucharystii i służbę potrzebującym oraz relacje.
Jezus, który kocha człowieka – podstawowy kierunek katechezy na kryzys wiary
Najważniejszy pozostaje kerygmat. Dokument Dykasterii przypomina, że kerygmat – pierwsze ogłoszenie, że Jezus Chrystus kocha człowieka, oddał za niego życie i jest przy nim żywy – ma stać się jej sercem i powracać na każdym etapie formacji. Przekaz wiary powinien więc prowadzić nie tylko do poznania religijnych treści, lecz także do osobistego spotkania z Chrystusem i doświadczenia Jego obecności. Dopiero na tym fundamencie wyrasta dalsze poznawanie i przeżywanie wiary. Kerygmat nie zastępuje katechezy ani nauczania doktryny, ale nadaje im kierunek. Dzięki temu początkowe, często emocjonalne poruszenie ma szanse przerodzić się w dojrzalszą wiarę.
“Venite ad me” mówi także o potrzebie duszpasterstwa dorosłych, nie tylko dzieci. To w dorosłości przeżywamy poważne kryzysy, stajemy wobec trudnych dylematów i dramatów, wtedy też zadajemy sobie najważniejsze pytania. Wiemy dobrze, jak bardzo ten okres życia został duszpastersko zaniedbany, jak bardzo byliśmy przekonani o “automatyzmie” wiary na tym etapie. Apostazje (które nie były jednak masowe), a przede wszystkim zauważalna w badaniach religijności rezygnacja z praktykowania wiary u wielu dorosłych w Polsce, pokazały skutki tego zaniedbania.
Kulturę, która wynosi na piedestał „suwerenność ja”, sprzyja indywidualizmowi i subiektywnym formom religijności
Dykasteria opisuje współczesną kulturę jako tę, która wynosi na piedestał „suwerenność ja”, sprzyja indywidualizmowi i subiektywnym formom religijności. Jednocześnie dostrzega, że media cyfrowe mogą służyć dzieleniu się świadectwem i doświadczeniem duchowym, upowszechnianiu treści katechetycznych oraz ewangelizacji. Korzystanie z tych możliwości nie powinno jednak utrwalać indywidualistycznej wizji wiary i Kościoła, sprowadzonej do zasady „ja i tylko ja”.
Okazją do głoszenia kerygmatu mogą być również chrzty, śluby i pogrzeby – czytamy w dokumencie. Brzmi to podręcznikowo, dopóki nie usłyszy się konkretnych historii. Niedawno rozmawiałem z Cyprienem Vietem, francuskim watykanistą, o fenomenie katechumenatu wśród młodych Francuzów. Opowiadał, że wielu francuskich katechumenów nie otrzymało wiary od rodziców. Niektórzy po raz pierwszy spotkali się z nią jako dorośli – na przykład podczas pogrzebu babci. Udział w liturgii, odkrycie, co znaczyło, że babcia była osobą wierzącą, dobra homilia i piękno celebracji stawały się impulsem, by zapragnąć tego samego i zrobić krok w tym kierunku. Często uruchamiało się proste pragnienie: odnaleźć coś trwałego w świecie, w którym wszystko ma być zmienne, tymczasowe, nietrwałe, wszystkiemu można zaprzeczyć, a w centrum stawia się zawsze własne „ja”. Swoją drogą, Leon XIV apelował do biskupów francuskich o szczególną troskę wobec młodych dorosłych proszących o chrzest. Mówił o przyjmowaniu ich do żywych wspólnot, zapewnieniu solidnej formacji i towarzyszeniu im także po chrzcie – tak, by uwaga pasterzy Kościoła nie kończyła się wraz z przyjęciem sakramentu chrztu.
„Refleksja”, nie „deklaracja”
Na koniec jeszcze szczegół, który wydaje się znaczący. Dokument sam określa swój gatunek: to „Rozważania”, nie nota doktrynalna, nie deklaracja, nie oświadczenie. Autorzy wyjaśniają, że chcą pobudzić refleksję Kościoła i zaangażowanie duszpasterskie wokół tematu przekazu wiary, nie zaś zamknąć dyskusję.
Z jednej strony Dykasteria uznaje zjawisko, które z perspektywy dwóch tysięcy lat Kościoła wygląda na nowe i niepokojące: międzypokoleniowy przekaz wiary przestał być oczywisty, a w wielu miejscach został wprost przerwany. Kryzys jest szczególnie wyraźny w tzw. „rozwiniętym Zachodzie”, który sam często nazywa się tzw. Pierwszym Światem (Europa i Ameryka Północna). Z drugiej strony Watykan przedstawia swoją diagnozę w rzadziej spotykanej w jej dorobku formie „Rozważań”. Widać w tym pokorę i świadomość, że Kościół wciąż szuka nowych dróg przekazu wiary – w odpowiedzi na zjawisko, którego skutki wielu z nas obserwuje z bólem.
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej: stacja7.pl









