video-jav.net

Matka Zofia Czeska. Sarmacka feministka

Duchowa prababka wszystkich dzielnych niewiast, jedna z pierwszych z długiej galerii postaci, które przez stulecia walczyły o rozwój duchowy, ekonomiczny i intelektualny kobiet. Nie godziły się na ich marny los, prawdziwa feministka.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Oczywiście, Boża, bo dzieło matki Zofii z Maciejowskich Czeskiej, która w XVII  wieku założyła Zgromadzenie Sióstr Prezentek i pierwszą zorganizowaną w Polsce szkołę dla dziewcząt wynikało z wielkiej troski o zbawienie wieczne uczennic oraz poprawę ich doczesnego kobiecego losu. Wraz z matką Małgorzatą Szewczyk zostanie beatyfikowana 9 czerwca w krakowskich Łagiewnikach.

Pochodziła ze średnio zamożnej szlachty. Urodziła się na Ziemi Sandomierskiej w 1584 w Budziszowicach – majątku Maciejowskich. Wyszła za mąż gdy miała 16 lat za Jana Czeskiego, dziedzica wsi Czechy i szybko, gdyż po sześciu latach była już wdową. I choć została porwana przez pana Hermolausa Gładysza (była to uświęcona zwyczajem forma wywarcia presji na rodzinę oraz wybrankę, żeby szybciej podjęli decyzję o małżeństwie) odrzuciła propozycję.

Do tego momentu jej los nie różnił się od przeciętnej biografii kobiet z jej stanu, ale Zofia odmówiła, choć kandydat był majętny i wpływowy. W tym momencie zaczyna się jej pionierskie życie, bo już wówczas miała pomysł na swoje dalsze życie. Najpierw w Krakowie zaczęła systematycznie odkupywać od licznego rodzeństwa kawałek po kawałku dwie kamienice przy ulicy Szpitalnej – własność Maciejowskich. Gdy została właścicielką obu nieruchomości połączyła je w całość i dobudowała piętro.

Matka Zofia Czeska. Sarmacka feministka

Tak powstał Dom Panieński, pierwsza zorganizowana szkoła dla dziewcząt w Polsce. Chłopcy mieli swoje szkoły, w XVII w. prowadzili je jezuici i pijarzy. Bogaci rodzice zatrudniali dla synów nauczycieli. A dziewczynki… Mogły uczęszczać na naukę czytania i pisania, prowadzone przez niemal wszystkie żeńskie klasztory, ale były to nauki z pewną nutą improwizacji. Nie mogło być tej wiedzy za wiele, bo “Która czyta, śpiewa, gędzie, z tej cnotliwej nie będzie” – głosiła obiegowa mądrość. Bo dla kobiet wiedza kończyła się przepoczwarzeniem w wiedźmę, tylko niewiasty, czyli nic niewiedzące albo niewiele cieszyły się dobrą opinią.

Zofia Czeska nie przejmowała się tymi stereotypami. Czasy były ciężkie, gasła już sarmacka potęga Rzeczpospolitej, przez którą w XVII stuleciu przetoczyło się prawie 70 wojen, a do tego doszły zarazy, powodzie, pożary. Zubożała i zdziesiątkowana ludność z trudem podnosiła się po kolejnych nieszczęściach. Osieroconymi dziećmi nie miał się kto zająć, więc się marnowały, schodziły na złe drogi. Pani Czeska nie mogła się z tym pogodzić.

Po ukończeniu remontu kamienic udała się do biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego z prośbą o zatwierdzenie jej instytutu. Była roztropna i wiedziała, jak ważni dla dzieła są możni protektorzy, więc wciągnęła do ich grona i królową Konstancję i króla Zygmunta III.

Do Domu Panieńskiego przyjmowała dziewczynki w wieku około siedmiu lat by je uczyć katechizmu, czytania, pisania, rachunków, śpiewu, prac domowych, w tym przędzenia. Dużo się modliły w kaplicy pod wezwaniem Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, które stało się duchowym wzorem dla całej wspólnoty – dzieci i sióstr. Sióstr, gdyż do matki Zofii dołączały kolejne kobiety, które jej pomagały, a pracy było dużo – w domu mieszkało około 40 dziewczynek, które opuszczały go po ukończeniu 14-15 roku życia. Większość była na utrzymaniu matki Czeskiej.

Matka Zofia Czeska. Sarmacka feministka

Założycielka hojnie dzieliła się sporym majątkiem. W Krakowie i okolicach nie było chyba klasztorów czy kościołów, które nie otrzymały od niej darowizn, choćby haftowany obrus, który dostali paulini na Skałce. Fundowała Msze św., utrzymywała profesorów kolegium jezuickiego. Dlaczego jednak lwią część majątku przekazała na szkołę dla dziewcząt? – Gdyż  miała genialne wyczucie czasów i zrozumiała, jak ważna jest staranna edukacja i formacja człowieka. Po Soborze Trydenckim była to świadomość coraz bardziej powszechna i matka Zofia włączyła się w ten nurt odnowy. A co się działo na świecie i w Kościele wiedziała dzięki kontaktom z ojcami jezuitami, u których się spowiadała. Z całą pewnością sama się kształciła, do dziś zachowała się jej biblioteczka z żywotami świętych kobiet (szukała więc wzorców), ale też z polskim tłumaczeniem św. Teresy z Avili – formowała ją duchowość z  najwyższej półki.

Model wychowania – integralnego, nowoczesnego – wypracowała sama. W unikalnym dziele “Ustawy albo sposób życia Domu Panieńskiego” pisała, że zaopiekowała się dziewczynkami, bo były “najmniejsze”, a ona chciała zapewnić im dobre wychowanie i od młodości ćwiczyć je w bojaźni Bożej, ale też “robotach stanowi panieńskiemu przynależnych”. Przygotowywała uczennice do dorosłego życia w czym pomagały jej mistrzynie, które miały być jak matki dla wychowanek. Nie było w Domu Panieńskim różnic klasowych, mieszanki były traktowane na równi ze szlachciankami, opiekunkom nie było wolno wypominać dzieciom ubóstwa, szarpać, bić po twarzy i poniżać, czasem tylko rózga mogła pójść w ruch, ale delikatnie.

Matka Zofia Czeska. Sarmacka feministka

Otoczona powszechną wdzięcznością i szacunkiem matka Czeska zmarła 1 kwietnia 1650 r. i została pochowana w Bazylice Mariackiej, co świadczy o uznaniu dla jej dokonań.

Pośmiertne losy jej dzieła są równie zadziwiające jak jej życie. Mimo trudności po latach powstało czynne Zgromadzenie, którego Matka położyła fundament. Jedno z pierwszych tego typu w Kościele powszechnym, bo Sobór Trydencki zdecydował, że wszystkie zakonnice mają przebywać w klauzurze. Mimo, że Zgromadzenie było nieliczne (według ustaleń biskupa miało należeć do niego 10 sióstr), a choroby były na porządku dziennym, szkoła z internatem funkcjonowały bez przerwy i wykształciły wiele pokoleń kobiet silnych i pobożnych. Jedną z absolwentek szkoły była Helena Modrzejewska.

Dzieło matki Zofii trwa w tym miejscu ponad 380 lat, co, biorąc pod uwagę rozbiory, wojny, dwa totalitaryzmy i niezliczone przemarsze wojsk, jest unikatem. Trudno do końca odpowiedzieć na pytanie o jego żywotność. Można się jedynie domyślać, że matka Czeska zaproponowała wspaniały wzór, który zachwyca kobiety z różnych epok.

Na to pytanie wnikliwą odpowiedź dał kard. Karol Wojtyła, wielki obrońca placówki przed zakusami komunistycznych biurokratów.

„W tej szkole chodzi przede wszystkim o kobiece człowieczeństwo, dziewczęce i później kobiece, które najpełniej się rozwinie wówczas, jeśli odnajdzie swój kontakt z tym przedziwnym człowieczeństwem Bogurodzicy, z Jej macierzyństwem, a przede wszystkim dziewictwem. Tak, to wszystko zawarte jest w tajemnicy Ofiarowania – prezentacji”.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Smak zdrady

"Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, a w zamian za to otrzymuje wzgardę i zapomnienie. Ty przynajmniej staraj się mi zadośćuczynić, o ile to będzie w twojej mocy, za ich niewdzięczność."

Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czerwiec jest miesiącem, w którym Jezus odwołuje się do miłości swoich przyjaciół. Chce sprowokować naszą przyjaźń w duchu opisanym przez mądrego Syracha: „Jeżeli chcesz mieć przyjaciela, posiądź go po próbie, a niezbyt szybko mu zaufaj! (…) Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za wielką jego wartość. Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana. Kto się boi Pana, dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, bo jaki jest on, taki i jego bliźni”. (Syr 6,7.16-17).

W odpowiedzi, przyjaciele Jezusa starają się „całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Mk 12,30) stanąć wiernie obok swego Mistrza, być dla Niego „potężną obroną” i „lekarstwem życia”.

Powyższe stwierdzenie może oczywiście budzić zdziwienie i protest. Czyż nie jest bezczelnością, by grzesznicy, którzy sami potrzebują od Jezusa ratunku i zbawienia uważali samych siebie za przyjaciół wspierających Zbawiciela? No i czy obchodzenie Uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa, odprawianie dziewięciu pierwszych piątków miesiąca albo Godzin Świętych mogą zadośćuczynić Jezusowi, który złożył siebie w jedynej i doskonałej ofierze krzyża?

Byłoby tak niewątpliwie, gdyby inicjatywa wyszła od nas, słabych ludzi, którzy zawodzą Boga. Jednak pomysł stawania obok samotnego w Ogrójcu i zdradzonego przez uczniów Pana wyszedł od Niego samego.

Smak zdrady

To On w sposób właściwy dla czasu, w którym żyła św. Małgorzata Maria Alacoque, w słowach i ikonografii właściwej dla jej epoki, objawił, jakiej pragnie postawy od swoich uczniów.

Modliłam się przed Najświętszym Sakramentem – pisała święta wizytka – i ukazał mi się Pan Jezus jaśniejący chwałą, ze stygmatami pięciu ran, błyszczącymi jak słońce. Z Jego świętej postaci biły promienie, a z piersi płomienie jakby z ogniska gorejącego. Pan Jezus rozwarł swoją pierś i ukazał swe miłujące i najbardziej uwielbienia godne Serce, które było źródłem tych promieni. Wtedy Jezus powiedział: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, a w zamian za to otrzymuje wzgardę i zapomnienie. Ty przynajmniej staraj się mi zadośćuczynić, o ile to będzie w twojej mocy, za ich niewdzięczność.

Smak zdrady

Na pewno widziałeś niejednokrotnie obrazy wiszące w kościele albo w sypialni dziadków. Postać Jezusa z sercem otoczonym koroną cierniową, z którego wyrasta płomień ognia. Warto przebić się przez tę formę, która często kojarzy się z oleodrukowym kiczem.

Jeśli poczułeś kiedyś smak zdrady, zrozumiesz, ciernie otaczające serce Jezusa.

Jeśli kiedyś dowiedziałeś się, że Twój współmałżonek ma romans z inną osobą. Jeśli usłyszałeś, że Twój zaufany przyjaciel za plecami oskarża Cię o niecne rzeczy. Jeśli powierzyłeś komuś swoją tajemnicę, a on użył jej publicznie przeciwko Tobie. Jeśli odkryłeś, że twój współpracownik przedstawia wyniki twojej pracy jako własne i czerpie z nich korzyści.

Jeśli zostałeś zdradzony…. to wiesz, co znaczy nosić w piersi serce owinięte drutem kolczastym.

Gorycz i żal, które towarzyszą takim momentom są zaledwie nikłym cieniem tego, co przeżywa Jezus w relacji z tymi, których nazwał swoimi przyjaciółmi. Przez każdego został okłamany, przez każdego zdradzony, przez każdego zabity. Ból zwielokrotnia się przez liczbę grzeszników i całkowitą bezbronność Jezusa, który z pełną ufnością otwiera swoje kochające serce przed człowiekiem.

Co można zrobić, gdy widzimy, że ktoś został potężnie skrzywdzony? Można tłumaczyć, można wyjaśniać, można odwoływać się do rozsądku, ale są to nieskuteczne zabiegi. Znacznie sensowniej będzie w takich momentach być blisko zdradzonego: przytulić i pogłaskać, potrzymać za rękę i otulić kruchym słowem, przekazać ciepło obecności i zapewnienie, że nie zostanie sam ze złem, które na niego spadło. Można też szeptać zaklęcia nadziei o sensowności życia, pomimo, że wydaje się, iż legło ono w gruzach.

Podobnie jest w relacji z Panem Jezusem. Jego miłość jest odrzucana przez każdego z nas w momencie grzechu. Każde nieposłuszeństwo woli Boga, każda niewierność w wypełnieniu Jego przykazań, każde pójście za podszeptem złego, prowadzi do odrzucenia Jego miłości.

Czy trzeba Jezusowi tłumaczyć kondycję człowieka po grzechu pierworodnym? Przecież on ją zna lepiej niż ktokolwiek z nas. Nic nie dodamy Mu naszymi wyjaśnieniami. A jednak warto w odruchu miłości podjąć działanie, które zmierza do wynagrodzenia tego, czego wynagrodzić się nie da, ożywienia tego, co zostało grzechem zabite.

Kult Serca Pana Jezusa to zauważenie Jego znieważonej Miłości i wyznanie czynami wiary, że jest Ona silniejsza od krępującej ją mocy grzechu, jaśniejsza od mroku śmierci.

Stawanie przy zdradzonym człowieku i znieważonym Bogu mają jeszcze jedno podobieństwo. Nie znoszą sztuczności. Nie tolerują fałszywych nut.

Próba wspierania człowieka bez prawdziwego współczucia i autentycznej troski o niego zakończy się fiaskiem. Nie inaczej będzie z czerwcowymi aktami pobożności względem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Pozostaną mechanicznym rytuałem, jeśli nie wypłyną ze autentycznej miłości naszego Zbawiciela i nie zostaną wyrażone w duchu prawdziwej modlitwy.

Paweł Kozacki OP

Paweł Kozacki OP

Dominikanin, publicysta, blogger, były przeor Konwentu Świętej Trójcy w Krakowie oraz wieloletni redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Od 1 lutego 2014 r. Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Kozacki OP
Paweł
Kozacki OP
zobacz artykuly tego autora >