video-jav.net
WIARA

Kapłan. Służba i dyspozycyjność

Ten, kto postanowił upodobnić całe swoje życie do Jezusa, nie wybiera już swoich własnych miejsc, ale idzie tam, gdzie został posłany

Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Papież Franciszek w czasie Światowych Dni Młodzieży podczas Mszy dla kapłanów, sióstr zakonnych i kleryków w Sanktuarium Jana Pawła II powiedział: życie najbliższych uczniów [Jezusa], do których grona jesteśmy powołani, składa się z konkretnej miłości, czyli służby i dyspozycyjności; jest to życie, gdzie nie ma przestrzeni zamkniętych i własności prywatnych, dla własnej wygody. Ten, kto postanowił upodobnić całe swoje życie do Jezusa, nie wybiera już swoich własnych miejsc, ale idzie tam, gdzie został posłany. To wezwanie do służby, dyspozycyjności dla Jezusa, wyjścia z naszych przeróżnych ograniczeń było centralnym przesłaniem papieskiego orędzia dla nas, kapłanów.

Co to dla mnie konkretnie oznacza? W odpowiedzi można by wskazać wiele różnych płaszczyzn posługiwania. Z racji ograniczoności tego tekstu pozwolę sobie wskazać i rozwinąć zaledwie dwie.

Pierwsza płaszczyzna dotyczy sakramentu pokuty i pojednania, który w moim kapłaństwie odgrywa szczególną rolę. Tutaj też widzę pierwszy wymiar kapłańskiej służby, dyspozycyjności i otwartości na człowieka. Pamiętam, jak tuż przed przyjęciem przeze mnie święceń kapłańskich przeczytałem artykuł ojca Wojciecha Ziółka Brudne nogi pod ornatem. Ksiądz jako grzesznik potrzebujący przebaczenia, który niezwykle trafnie ponazywał pewne intuicje, które już wtedy rodziły się w mojej głowie i sercu. Na pytanie: Kim jest ksiądz?, o. Ziółek odpowiadał w tym artykule krótko: Ksiądz to grzesznik, któremu Pan Jezus umył nogi. Zaraz potem o. Ziółek dodał: Dla mnie najważniejsze w byciu księdzem jest doświadczenie czułej miłości Pana Jezusa, który widzi moją grzeszność, ale nie potępia mnie, tylko klęka i z czułością myje moje ubrudzone przez grzech nogi.

W żaden inny sposób nie umiem określić tego, czym jest dla mnie łaska kapłaństwa, którą zostałem obdarzony przez Pana. To wpierw doświadczenie tego, że mi, grzesznikowi, Chrystus umywa nogi, abym potem i ja stał się narzędziem, przez posługę którego, Chrystus umyje nogi mojemu bratu i mojej siostrze w konfesjonale. To doświadczenie spowiedzi zarówno celebrowanej, jak i własnego klękania u kratek konfesjonału, niejako wybija rytm mojej kapłańskiej posługi. Papież Franciszek w bulli Misericordiae vultus pisał, że: nie można być spowiednikiem z przypadku. Spowiednikami stajemy się wtedy przede wszystkim, gdy wpierw sami jako penitenci szukamy przebaczenia (nr 17). Być sługą Chrystusa oznacza wpierw przyjąć od Niego Jego służbę, aby potem Go w tej służbie naśladować.

 

28532218116_9b2f5b73fd_k

fot. EpiskopatNews/flickr

 

To właśnie w tej posłudze miłosierdzia tak nieprawdopodobnie potrzeba naszej dyspozycyjności, gotowości rezygnacji z siebie i swoich planów na rzecz godzin spędzonych w konfesjonale. To tutaj mam mieć czas dla człowieka, który pragnie spotkać się z miłosiernym Panem. Czas nie tylko na wyspowiadanie, ale na dobre wyspowiadanie: wsłuchanie się w wyznanie penitenta, porozmawianie z nim, prowadzenie go w stałym spowiednictwie czy kierownictwie jeśli o to poprosi. To w tej posłudze tak bardzo ważna jest nasza otwartość, życzliwość, kultura osobista, respekt i szacunek wobec tajemnicy jaką jest człowiek, który klęka przy moim konfesjonale. I chociaż godziny spędzone w konfesjonale są trudne, to jednak bez wątpienia są to najpiękniejsze godziny kapłańskiej posługi.

Proszę Cię, Panie, abym nigdy nie uciekał od posługi konfesjonału, abym nigdy nie przedkładał innych spraw i obowiązków przed tą posługę, abym był sługą Twojego miłosierdzie, narzędziem przez które będziesz umywał nogi swoich dzieci, aby każdy penitent wyszedł od mojego konfesjonału z doświadczeniem nadziei.

 

28050009283_139f02287d_k

fot. EpiskopatNews/flickr

 

Druga płaszczyzna dotyczy tego, co moglibyśmy zamknąć w wyrażeniu “relacje”. Mam tu na myśli cały zespół różnych elementów budujących autentyczne relacje z wiernymi. Przyświecają mi tu słowa Jezusa, że: pasterz zna swoje owce, a owce znają pasterza (por. J 10, 14). Oznacza to, że nie tylko pasterz musi poznawać swoje owce, wchodzić z nimi w relacje, rozmawiać z nimi, dawać im czas, ale musi się również wobec nich otworzyć, dzielić się własnym doświadczeniem Boga. Kapłan jest dla wiernych nie tylko w wyznaczonych godzinach posługi sakramentalnej i dyżuru w kancelarii, ale on po prostu cały i zawsze jest dla nich, dla posługi im, dla rozmowy, wsparcia, modlitwy z nimi i nad nimi. To oznacza, że mój czas, moje pieniądze (z całą świadomością, że te „moje” tak naprawdę oznacza ofiarowane mi przez wiernych), moja wiedza i talenty należą do wiernych, którym posługuję. Mają prawo z nich korzystać, bo ja jestem dla nich. I jasne, że to jest trudne, że otworzenie się może oznaczać zranienie, wykorzystanie, że często przeze mnie przemawia egoizm i skoncentrowanie na sobie i mojej wygodzie. Niestety. Ale ta otwartość i zbudowanie autentycznych relacji z wiernymi oznacza również i to, że będę miał koło siebie ludzi, którzy będą mieli odwagę powiedzieć mi prawdę. Także tę trudną prawdą. A to księżom jest bardzo potrzebne.

Piękne i owocne duszpasterstwo wpierw oznacza piękne relacje z ludźmi, których do tego duszpasterstwa się zaprasza. I bynajmniej nie chodzi tu o budowanie na siebie, koncentrowanie wszystkiego wokół siebie. Nie, tu chodzi po prostu o realizm ewangelii, o autentyczność przekazu, o spójność głoszonego słowa z życiem. O nic więcej. Chrześcijaństwo, ewangelia to rzeczywistość relacji. One się wydarzają między ludźmi i w nich – jak mówił sam Jezus odpowiadając na pytanie faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże (por. Łk 17, 21).

 

28669529275_0d701c8798_k

fot. EpiskopatNews/flickr

 

Papież Franciszek w adhortacji Evangelii Gaudium podkreślał, że aby mówić dobre homilie kapłan musi czytać dwie książki: Biblię i życie ludzi: Kaznodzieja jest człowiekiem kontemplującym Słowo, a także kontemplującym lud (nr 154). Aby czytać tę drugą księgę trzeba tworzyć piękne relacje, mieć czas dla wiernych, wyjść do nich i przystanąć po niedzielnej Mszy, aby z nimi porozmawiać, towarzyszyć rodzinom, być przy rodzinnych radościach, jak i smutkach. Po prostu być dla nich, kochać swoich parafian i powierzonych sobie wiernych, myśleć i traktować ich jak swoją rodzinę.

Proszę Cię, Panie, abym zawsze umiał patrzeć na powierzonych mi wiernych, jak na moją rodzinę. Abym tych ludzi autentycznie kochał, pragnął ich poznawać, ale też nie bał się na nich otworzyć, dzielić moim doświadczeniem Boga. Żebym po prostu dla nich był, towarzyszył im, bez szukania siebie, jakiś korzyści, uznania i własnej chwały.

 

W czasie Światowych Dni Młodzieży będąc jednym z odpowiedzialnych za przygotowanie celebracji i liturgii miałem łaskę każdego dnia spotkać się z Papieżem Franciszkiem, uścisnąć Jego dłoń, a przede wszystkim z bardzo bliska widzieć Jego gesty, reakcje, mimikę twarzy. Wyczytałem z nich jedno przesłanie:

Ewangelii nie głosi się masom, tłumowi. Ewangelię głosi się temu jednemu człowiekowi, który stoi teraz przede mną, w którego twarz teraz patrzę, którego teraz słucham. Ten człowiek, którego stawia przede mną w tym momencie Bóg jest ważny, jemu służę, żeby w moich słowach, w moim zasłuchaniu, w moim uśmiechu, otwartości, miłości i w mojej twarzy spotkał Jezusa.

Tak właśnie się czułem, kiedy papież Franciszek patrzył mi w oczy, ściskał moją dłoń i prosił mnie codziennie tylko o jedno: Proszę cię, módl się za mnie.

 

Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

2 listopada – Dzień Zaduszny

Kościół katolicki wspomina 2 listopada wszystkich wiernych zmarłych. Dzień Zaduszny to czas szczególnej modlitwy do Boga, by zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy po śmierci potrzebują oczyszczenia w miłości, czyli czyśćca, który jest "przedsionkiem nieba".

Polub nas na Facebooku!

Dogmat o istnieniu czyśćca Kościół ogłosił na Soborze w Lyonie w 1274 r. a potwierdził i wyjaśnił na Soborze Trydenckim (1545-1563) w osobnym dekrecie. Opiera się na przesłankach zawartych w Piśmie św. oraz na sięgającej II wieku tradycji kościelnej. Duży wkład w rozwój nauki o czyśćcu wniósł św. Augustyn. Dogmat podkreśla dwie prawdy: istnienie czyśćca jako pośmiertnej kary za grzechy oraz możliwość i potrzebę modlitwy i ofiary w intencji dusz czyśćcowych.

Ci zmarli, którzy po śmierci doświadczają czyśćca są już bezpieczni, bo znaleźli się w Bożych rękach. Mogą być pewni zbawienia, na którego pełnię muszą się jeszcze przygotować. Czyściec jest “przedsionkiem nieba”. Jest wyrazem Bożego miłosierdzia, które oczyszcza tych, którzy za życia na ziemi nie wydoskonalili się w pełni w miłości do Boba, bliźniego i samego siebie. Stan czyśćca nie należy pojmować jedynie jako kary lecz jako przygotowanie do pełnego zjednoczenia z Bogiem w niebie. Aby zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią, oczyszczenie winno być całkowite.

Przez czyściec przechodzą dusze, które zeszły z tego świata w grzechach powszednich i nie odbyły jeszcze na ziemi całej doczesnej kary za grzechy. Istotą kary doświadczanej po śmierci wydaje się tymczasowa rozłąka z Bogiem i oczekiwanie na spotkanie z Nim. Dusza ludzka, poznając po śmierci Boga jako pełnię miłości, pragnie zjednoczenia z Nim a równocześnie rozpoznaje, że jeszcze nie jest tego godna i szuka możliwości oczyszczenia. Bóg w swoim miłosierdziu odpowiada na to pragnienie poprzez działanie, które nazywamy czyśćcem.

W związku z okresem modlitw za zmarłych można uzyskać odpusty dla nich. Należy nawiedzić pobożnie cmentarz w dniach 1-8 listopada i modlić się za dusze zmarłych, przy zachowaniu stałych warunków odpustu: stanu łaski uświęcającej, przyjętej w danym dniu Komunii św., wolności od przywiązania do grzechu (nawet lekkiego) i modlitwy w intencjach Ojca Świętego (np. “Ojcze nasz” i “Zdrowaś Mario”). W samym dniu 2 listopada – przy zachowaniu tych samych warunków – również można uzyskać odpust za zmarłych związany z nawiedzeniem kościoła lub publicznej kaplicy i odmówieniem w nich modlitwy “Ojcze nasz” i “Wierzę w Boga”.

Pamięć o zmarłych była czczona już w czasach pogańskich. W Rzymie obchodzono pogańskie rytuały w lutym każdego roku. Chrześcijanie przejęli tę cześć obrzędów, która nie była sprzeczna z wiarą. Wspominano najbliższą rodzinę. Powszechne wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych spotykamy dopiero w VII wieku.

Narodziny Dnia Zadusznego przypadają na 998 r., kiedy to w klasztorach podległych opactwu Cluny zaczęto obchodzić 2 listopada wspomnienie zmarłych. Poprzez kluniackie klasztory zwyczaj rozpowszechnił się na północ od Alp. Dotarła także do Rzymu, ale dopiero około XII wieku. Z kolei w XV wieku wśród hiszpańskich dominikanów rozpowszechnił się zwyczaj odprawiania w tym dniu 3 Mszy św. przez każdego z kapłanów. Stopniowo papieże rozciągnęli ten przywilej wielokrotnego odprawiania Mszy św. na cały Kościół.

W obliczu Bożego Miłosierdzia, któremu zawierzamy zmarłych, nie tyle istotne wydaje się ilościowe nastawienie na wielokrotne sprawowanie tego dnia Eucharystii, ale głęboka wiara wypływająca z przeżywania paschalnej tajemnicy Chrystusa. Zreformowana liturgia mszalna odeszła od średniowiecznych form “przepełnionych lękiem – jak pisze teolog liturgii Michael Kunzler – i beznadziejną ciemnością liturgii zmarłych, nastawionej treściowo głównie na straszliwy sąd i grzeszność człowieka”.

Obecnie, w Dzień Zaduszny Kościół w modlitwie z ufnością zwraca się do Boga, by zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią.


mln, ca / Warszawa