video-jav.net

Dwie strony życia: Metoda małych kroków

Metoda małych kroków nie zmieniła się od wieków. Łatwiej powiedzieć „nie” na początku, niż na końcu - wielkopostne rozważania ojca Krzysztofa Pałysa, dominikanina.

Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Po kolejnej nocy nie wiedziała, kim jest i jak właściwie ma na imię. Od lat była: "Marleną", "Mariną", "Mariką". Nigdy sobą. Resztkami sił stanęła nad umywalką i przemyła wodą twarz. Spojrzała w lustro, tępo wpatrując się w swoje odbicie. Kilka minut później włączyła laptopa i na swoim profilu społecznościowego portalu napisała: "Ciągle żyję, choć nie mam pojęcia dlaczego".

Miało być cudownie. Miała zawojować świat, pełną siłą wycisnąć życie.

Cztery lata wcześniej zdała maturę. Poprzez agencję modelek odkryła świat luksusowych bankietów, modowych wybiegów, fotograficznych sesji. Szybko pojawiła się propozycja towarzyszenia przyjaciołom agencji podczas prestiżowych zagranicznych wyjazdów. Bez kłopotliwych zobowiązań. Potraktowała to jak wyraz uznania dla jej talentu i urody. Nie wszystkie koleżanki otrzymały taką szansę. Po kilku miesiącach staje się już cenioną dziewczyną do towarzystwa. Z jej usług korzystają aktorzy popularnych seriali, a nawet piłkarze pierwszoligowego zespołu. Na początku to jej nawet imponowało, teraz nie potrafi zrezygnować. Udaje twardą, ale w głębi serca przeżywa udrękę.

Potężną pustkę, którą odczuwa w sobie po każdej nocy, zapija alkoholem. Kiedy jednak i on nie pomaga, w zapasie posiada także biały proszek, który otrzymała od swoich przyjaciół. Przywędrował dla niej z Bogoty. Na jakiś czas zabija emocjonalny ból.

Dwie strony życia: Metoda małych kroków

Metoda małych kroków nie zmieniła się od wieków. Łatwiej powiedzieć „nie” na początku, niż na końcu. Człowiek wchodząc w ich towarzystwo ma być wspólnikiem, niespodziewanie jednak staje się ofiarą.

Któregoś wieczoru od jednego ze swoich klientów usłyszała, że dobro zawiera w sobie piękno. Zapamiętała te słowa i powtarza je sobie w takich momentach jak ten.

Czy jednak z nędzy może narodzić się absolutne piękno?

Chciałbym powiedzieć, że dziewczyna stanęła na nogi, zmieniła życie i środowisko. Kilkukrotnie podejmowane były takie próby, ale po kilku miesiącach stare życie wracało na nowo. Brakowało mocnych wrażeń i codziennej dawki emocjonalnej adrenaliny. Codzienność wydawała się nudna, przewidywalna i blada. Widocznie są takie blizny, których nie sposób się pozbyć…

Nie wiem jak skończy się ta historia, gdy o niej myślę wciąż towarzyszy mi poczucie bezsilności. To jakiś dramat generacji samotników szukających kontaktu, ale niezdolnych do jego nawiązania. Ludzi dążących do chwilowej ekstazy, a zarazem rozczarowanych, że nic poza nią nie ma.

Pragnienie doku­mentowania swej obecności w ekskluzywnych miejscach, znajomość z medialnymi ludźmi, to jedynie dowód na paraliżujący lęk, aby się nie ujawniło, że w głębi siebie mam poczucie bycia nikim. Ta pustka nie została wypełniona Bogiem, dlatego szuka się bóstw.

Chcę wierzyć, jakby na przekór, że Jezusowe słowa o utożsamianiu się z tymi, którzy nawet samych siebie uważają za nic, wciąż mają datę ważności. I że to właśnie tam, gdzie wszystko się załamuje i trzeszczy, najmocniej obecny jest Bóg.

Krzysztof Pałys OP

Krzysztof Pałys OP

Dominikanin, pasjonat odnajdywania Pana Boga w ludziach, duszpasterz powołań dominikańskich. Nudny, tuzinkowy, powtarzalny. Nie potrafi grać na gitarze, śpiewać, ani być w centrum uwagi. Nie jest szalony, oryginalny, odjazdowy, błyskotliwy czy odjechany. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >

Post… i czujesz, że żyjesz!

Post uczy walki i daje wolność od płaskiego wymiaru ludzkiego życia, poszerza przestrzeń naszego serca dla Boga, służy radości i pełni życia.

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jezus w czasie swojego ziemskiego życia ściągał na siebie tyleż krytyki co ludzkiego podziwu i uwielbienia. Nazywano go przyjacielem celników i jawnogrzesznic, bo nie unikał ich towarzystwa, zasiadając z nimi do stołu i będąc gościem na ich ucztach (Mt 11,19; Łk 7,34). To sprawiło, że przylgnęła także do niego etykieta żarłoka i opoja. Na kartach Ewangelii nasz Pan rzeczywiście prezentuje się jako nauczyciel, który kocha życie i cieszy się nim. Nie ucieka od uczt i od ludzkiego towarzystwa. Jego duchowość to droga afirmacji życia i płynącej zeń radości.

Skąd więc w chrześcijaństwie wzięły się praktyki ascetyczne bardziej charakterystyczne dla judaizmu I w. niż dla uczniów Mistrza z Nazaretu?

Czy przez post i umartwienie rzeczywiście naśladujemy Jezusa?

Czy nie tracimy w ten sposób tak charakterystycznej dla jego Ewangelii radości życia?

Post i radość życia w Jezusie

Pewnego razu do Pana przyszli uczniowie Jana i zapytali Go: „Dlaczego uczniowie my i faryzeusze dużo pościmy, a Twoi uczniowie nie poszczą?” (Mt 9,14). Jezus odpowiedział wówczas pytaniem: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki Pan Młody jest z nimi?”. W tym krótkim dialogu, jaki rozegrał się wówczas, Jezus stwierdza kilka bardzo ważnych i bardzo ciekawych prawd. Po pierwsze, nie przekreśla ascetycznej drogi postu i umartwienia praktykowanej przez faryzeuszy i uczniów Jana. Droga ta, zakorzeniona w Starym Testamencie i tradycjach judaizmu, była formą pokuty i przygotowywania się na przyjście Mesjasza. To droga uniżenia, związana ze świadomością ludzkiego grzechu i chęcią zadośćuczynienia za niego.

Post… i czujesz, że żyjesz!

Jezus, uznając wagę tej duchowej tradycji, pokazuje jednak, że nie jest ona jedyną formą wyrażania swojej wiary. Obok niej stawia drogę radości z życia, w które wraz z całym bogactwem swojej miłości wkroczył przecież Bóg. Jezus nie waha się porównać siebie samego do Pana Młodego, tego, który przyszedł, aby poślubić i przyciągnąć do siebie każdego i każdą z nas. Jego uczty, do których zasiadał z grzesznikami, nazywa się także ucztami eschatologicznymi, ponieważ jak przez otwarte drzwi widać w nich zapowiedź nieba.

Niebo w Nowym Testamencie to uczta, czas wesela, zaślubiny i radość z bliskości Pana, którą przeżywać możemy już dziś. Życie ludzkie to przecież świętowanie Bożej miłości i obecności, której kiedyś doświadczymy w stopniu przekraczającym naszą wyobraźnię. Gdzie więc w tak pojętym życiu jest miejsce na post i umartwienie?

Post – poważne traktowanie grzechu

Mogłoby się wydawać, że post i radość życia to sprzeczności nie do pogodzenia. Tak nie jest. Pan kontynuując swój dialog z faryzeuszami stwierdza: „Przyjdzie jednak czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego, a wówczas będą pościć” (Mt 9,15). Jezus jest realistą. Życie ludzkie to nie ciągłe pasmo radości i bliskości naszego Boga. Zdarzy się, że nasze szczęście zostanie wstrząśnięte w posadach. Zdarzy się, że przez swój grzech i przez zło innych stracimy oparcie w bliskich i w naszym Panu. Uderzą w nas problemy, które będą nam się wydawać nie do rozwiązania. Wówczas także przychodzi czas na post.

Tu Jezus podąża za tradycją religijną Izraela, który uciekał się do postu podczas najdramatyczniejszych prób swojej narodowej historii. Kiedy wielki Dawid przez grzech z Batszebą i zgładzenie Uriasza miał stracić syna, upada na twarz i pości (2 Sm 12,16). Kiedy Bóg przez proroków zapowiada karę za grzechy, ostatnią deską ratunku jest post (Jl 3,5).

Post… i czujesz, że żyjesz!

Izajasz tłumaczy, że post to nie głowa zwieszona jak sitowie i wór jako posłanie, lecz rozerwanie kajdan zła, dzielenia chleba z potrzebującymi i troska o braci (Iz 58,5-7). Post to potężne narzędzie nawrócenia odwracające od człowieka niszczycielską moc grzechu.

W późniejszych czasach post będzie także przez Żydów praktykowany we wspomnienie tragicznych wydarzeń narodowych jak oblężenie Jerozolimy i zniszczenie świątyni. Post to zatem przejaw poważnego podejścia do ludzkiego grzechu. Pomaga neutralizować jego skutki i ostrzega przed przyszłymi upadkami i niewiernością.

Post uczy walki i daje wolność

Jezus łącząc ze sobą drogę postu i wyrzeczenia oraz drogę radości życia stwierdza także wyraźnie, że stanowią one spójną całość. Kto chce żyć tylko radością Ewangelii, pomijając ofiarę, ascezę i wyrzeczenie, szybko przekona się, że to droga donikąd.

Chrześcijańskie życie na serio wymaga walki, a ta wymaga postu.

Sam Jezus od postu na pustyni rozpoczyna swoją publiczną działalność (Mt 4,2; Łk 4,2). Jeśli Syn Boży, który jest bez grzechu, potrzebuje postu, o ileż bardziej potrzebujemy go my, grzesznicy? Czterdzieści dni spędzone przez Jezusa w umartwieniu i modlitwie na pustyni pomagają mu później wygrać w konfrontacji z pokusami Szatana. Post to fizyczno-duchowy trening, bez którego trudno toczyć zwycięską walkę ze Złym. Uczniom, którzy stają bezradni przed demonem, którego nie potrafią wypędzić z opętanego chłopca, Pan wytłumaczy, że niektóre duchy można wypędzać tylko modlitwą i postem (Mk 9,29).

Post… i czujesz, że żyjesz!

Post uczy walki i daje wolność od płaskiego, jedynie doczesnego wymiaru ludzkiego życia. Przede wszystkim jednak post poszerza przestrzeń naszego serca dla Boga, służy radości i pełni życia. Dlatego właśnie Jezus, w scenie od której zaczęliśmy, zestawia ze sobą poszczących uczniów Jana i swoich uczniów. Celem postu i umartwienia jest pokonanie tego, co oddala nas od Jezusa. Celem chrześcijańskiego życia jest nie post i umartwienie, ale przeżywanie radości bycia z Panem. Jezus konsekwentnie nauczał, że nawet najświętsze prawa Boże, takie jak szabat, są dla człowieka, nie człowiek dla szabatu (Mk 2,27; Mt 12,1-13). Nasze praktyki duchowe mają służyć naszemu szczęściu i budować autentyczną, przepełnioną radością relację z Bogiem oraz braćmi i siostrami. Post nie może czynić życia nieznośnym pasmem umartwień. Post ma sprawić, że złapiesz nowy duchowy oddech, poczujesz, że żyjesz.

Happy Lent

Dobrze przeżywany post może być ogromną szansą na poprawienie jakości mojego życia. To po pierwsze realistyczne spojrzenie na siebie samego: jestem grzesznikiem potrzebującym nawrócenia. Post jest jak czyszczenie twardego dysku, żeby poprawić parametry pracy mojego życiowego softu. Po drugie, post zwiększa siłę rażenia mojej modlitwy. Są jakieś sprawy, słabości, grzechy, z którymi zmagam się już od dawna? Sprawdźmy, jak będą się rozwiązywały, kiedy dołączymy do naszej modlitwy post i wyrzeczenie. Po trzecie wreszcie, postu nie praktykuje się tylko dla wyrobienia sobie silnej woli. To nie ćwiczenie w samodoskonaleniu, rodzaj siłowni, po której wyskoczy mi duchowy kaloryfer. Post poszerza moje serce, tak, aby było zdolne przyjąć więcej łaski Pana… So, Happy Lent, people :).

ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

prezbiter diecezji kieleckiej, doktor nauk biblijnych, doktorat obronił na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie, wykładowca Pisma Świętego w Wyższym Seminarium Duchownym w Kielcach oraz w Lublinie, adiunkt przy katedrze Teologii Biblijnej i Proforystyki w Instytucie Nauk Biblijnych KUL, redaktor naczelny kwartalnika biblijnego The Biblical Annals, sekretarz Stowarzyszenia Biblistów Polskich III kadencji. Jego pasją naukową i duszpasterską jest Biblia, w szczególności listy św. Pawła. Moderator Dzieła Biblijnego, autor scenariuszy i prowadzący programy telewizyjne i radiowe, współpracownik Stacji 7 i współtwórca cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >