Ks. Arkadiusz Paśnik |Fot. Agata Domańska
Pokolenie skazane na samotność? Zaskakująca opinia księdza
Myślisz, że samotność „po prostu się zdarza”? Nic bardziej mylnego. Ks. Arkadiusz Paśnik bez filtrów tłumaczy, dlaczego samotność sama nie znika nawet wtedy, gdy masz wszystko i wskazuje jedno wyjście.
Z każdego doświadczenia, nawet trudnego, można czerpać siłę, by z nadzieją patrzeć w przyszłość. Samotny nie znaczy bezwartościowy. Pod spodem cierpienia kryje się drogocenna perła do odkrycia. Jest nią prawda o sobie – podkreśla ks. Arkadiusz Paśnik, który jako kapłan, terapeuta i pisarz motywuje ludzi do poszukiwania własnej drogi życia, podejmując tematy trudne, często pomijane i niewygodne.
W najnowszej książce “Samotność” zabiera czytelnika w wymagający i odkrywczy rejs, by uwolnić stłumione uczucia, nazwać lęki, dostrzec rany – i stać się prawdziwym sobą, bez masek i udawania. Przytaczamy poniżej fragmenty wywiadu, zachęcającego do spojrzenia z nowej perspektywy na samotność.
Czy samotność to jedyny moment, w którym maski opadają i wychodzi na jaw prawda o nas samych? Jakiej prawdy boimy się najbardziej, gdy zostajemy w pokoju sami ze sobą?
Ks. Arkadiusz Paśnik: Gdy przechodziłem przez swoje etapy konfrontowania się z samotnością, to bałem się, że coś jest ze mną nie tak. Jestem samotny, bo jestem niewystarczający, niespełniający oczekiwań, nieciekawy, nie wiem jeszcze jaki. Zaglądałem w swoje serce i w pewnym momencie doszedłem do takiego przekonania, że to nic. Nawet, jeżeli taki jestem, to taki właśnie jestem, nie mogę być kimś, kim nie jestem. Nie mogę zgubić siebie, bo wtedy zostanie mi jakaś atrapa siebie, jakaś namalowana przeze mnie postać, która uśmiecha się i robi to, co ludzie wokoło chcą. W końcu okaże się, że mnie już nie ma i właśnie wtedy dopiero ludzie mnie odrzucą. A ten, kto ma mnie przyjąć prawdziwego, zrobi to lub nie, a ja nie będę musiał nikogo udawać. Najgorzej jest, kiedy my musimy ciągle odgrywać jakieś role, bo boimy się siebie prawdziwego, bo czujemy, że nikt tej wersji “nie kupi”. Skąd my to bierzemy, że chcemy, żeby nas “kupiono”? Bo wtedy czujemy się trochę lepiej: jesteśmy atrakcyjni, robią nam zdjęcia, wywiady z nami przeprowadzają, a to wszystko to jest plewa na wietrze. Prawda o sobie, przyjęcie tej prawdy, bez względu na to, jaka ona jest, jest otwarciem drzwi. Tak się zaczyna ta powieść „Samotność” – otwarciem drzwi, potem schodzimy w najgłębsze piwnice poznawania siebie.
Coraz częściej słyszymy: „Mam wszystko – pracę, pieniądze, relacje – a w środku czuję pustkę”. Czy to możliwe, że prawdziwa samotność nie wynika z braku ludzi wokół, ale z braku spotkania z samym sobą?
Myślę, że samotność ma wiele odsłon. Człowiek nigdy nie jest samotny tylko przez przypadek. Ta samotność wynika z czegoś, z jakichś trudnych rzeczy, z dziwnie lub źle przepracowanych ran. Ale też jest taka natura człowieka, że my nawet gdyby było wszystko dobrze wokół nas, to gdzieś będziemy czuć tę samotność, w głębi serca człowiek jest taką przepastną pustką. Już trochę żyję na tym świecie i widzę po sobie samym, że gdybym nawet wszystko miał tak jak chcę, to jednak gdzieś czuję jakieś niespełnienie, rozdarcie. I przeżywam je zupełnie sam. Podtytuł książki, którą napisałem brzmi “żyjemy tak jak śnimy, samotnie”. Pewnych rzeczy nie można przeżyć we dwoje, nie można umrzeć we dwoje. Nawet jeżeli byśmy umierali razem, to i tak każdy umiera oddzielnie. Jeżeli przeżywamy coś, to przeżywamy trochę osobno, bo jesteśmy osobni. I ta odrębność jest błogosławieństwem, trudnym darem, ale także i zadaniem.
Przeczytaj również
Dlaczego tak wiele osób czuje się samotnymi, będąc w stałych związkach, małżeństwach czy rodzinach? Co właściwie umiera w relacji, w której pojawia się osamotnienie?
Może warto w sytuacjach, kiedy się tak czujemy, przeredagować swoje oczekiwania, marzenia i plany wobec innych. Kiedy wchodzimy w jakieś związki, to okazuje się, że druga strona nie realizuje tych naszych oczekiwań, marzeń i pragnień. I wtedy ogarnia nas osamotnienie. Warto też rozróżniać między samotnością a osamotnieniem. Osamotnienie jest rzeczywistością troszeczkę na własne życzenie, że to my tak postępujemy, tak żyjemy, że wokół nas widzimy plecy. A samotność jest to przestrzeń między tobą a mną. To jest to powietrze niezbędne, które powoduje, że ty to ty, a ja to ja i możemy się spotkać właśnie między sobą w tej przestrzeni. To jest zaskakujące, co teraz powiem, ale samotność służy więziom.
dalsza część tekstu pod wideo
Wielu samotnych ludzi zaczyna myśleć o sobie jako o kimś wadliwym. Skąd bierze się to przekonanie, że musimy być stale otoczeni tłumem i zdobywać aprobatę innych, by czuć się wartościowymi? Czy to my jesteśmy zepsuci, czy po prostu znajdujemy się w niewłaściwym miejscu?
Życie w hałasie jest dosyć bezpieczne, bo cisza się domaga jakiejś autorefleksji, wejścia w siebie. I dlatego ogłuszamy to milczenie hałasem. My mamy taką tendencję, że jednak jak trzeba iść do lekarza, to my to odraczamy, bierzemy pigułki, dopóki się da. I tak samo jest z tym wsłuchaniem się w samotność. My się jej boimy, bo czujemy, że ona nam chce coś powiedzieć. Coś ważnego i może nawet rewolucyjnego, coś, co może zmienić nasz punkt widzenia, a także nasze życie i postępowanie. Boimy się przeredagować życie. Postawiliśmy dom, na własną rękę żeśmy to zrobili i teraz boimy się, ale nie możemy sprowadzić inżynierów i specjalistów, bo może się okazać, żeśmy wszystko źle zrobili. Ale nie ma wyjścia, trzeba to zrobić i trzeba wszystko jeszcze raz przebudować.
Dlaczego nawet sukces nie chroni nas dziś przed poczuciem bycia niewystarczającym? Jaką rolę w tym mechanizmie odgrywa nasza ucieczka przed samotnością?
Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy – wewnętrznie rozdarci i nasza droga to jest dążenie do zespolenia, do harmonii. Ale my tego finalnie nie osiągniemy tutaj. I nic nie jest w stanie nakarmić tej samotności, nawet sukces. Na chwilę – tak. To tak, jak z jedzeniem – nie można się najeść raz na zawsze. Nie można się umyć raz na zawsze albo wyspać raz na zawsze. Musimy to nieustannie pielęgnować i powtarzać. Im dłużej żyję, zauważam, że jedno z podstawowych zajęć, które musimy realizować w naszym życiu to skupić się na dźwiganiu siebie, a nie na iluzji pozbywania się samotności, uciekania od niej i pozbywania się jakichś ran, czegoś, co nam ciąży. Ja ciągle wyznaję tę zasadę i chciałbym, żeby ktoś mnie kiedyś wyprowadził z błędu, że nie da się człowieka uzdrowić. Można nauczyć go żyć z raną. To można zrobić. I to jest wielka sztuka. Jeżeli są tacy ludzie, którzy potrafią nauczyć człowieka żyć z jego deficytami, z ranami, krzywdami, to są wielcy ludzie. Boję tych, którzy mówią, zabiorę ci tę ranę, uzdrowię cię. Nie znam uzdrowionych ludzi. Można dźwigać się z pewnych słabości.
Czy dzisiejsza dorosłość polega głównie na wypieraniu emocji, żeby tylko „dawać sobie radę” i „ogarniać”? Co dzieje się z człowiekiem, który przez lata ignoruje potrzeby swojego wewnętrznego dziecka?
Ja nie wiem, czy ignorujemy to jest dobre słowo. My boimy się wewnętrznego dziecka, bo ono nam chce coś powiedzieć. W powieści, którą napisałem, próbuję podpowiedzieć, jak spotkać się z tym dzieckiem. To nie jest takie łatwe. Nie wiem, czy da się dokonać tego samemu. Trzeba czasami obok drugiego człowieka, który to przeszedł, tak jak największym wsparciem dla trzeźwiejących alkoholików jest drugi trzeźwiejący alkoholik. Robi się takie sprzężenie zwrotne i lustro terapeutyczne, on jakby demaskuje to, co jeszcze w nas jest zakamuflowane, jakieś ukryte. Człowiek, który przeszedł taką drogę i spotkał się z tym dzieckiem w sobie, jest wielkim bogactwem dla innych i nadzieją, że coś się zmieni. To jest proces. Dojrzewamy do pewnych rzeczy i stajemy się gotowi usłyszeć to, czego nie chcieliśmy usłyszeć i ponieść konsekwencje tego. To jest bardzo trudne. Dlatego żyjemy w tych iluzjach, bo lęk konfrontacji jest przerażający.
Czy te najgłębsze rany biorą się właśnie z tych momentów, gdy jako dzieci czuliśmy się niewidziani, niesłyszani i zostawieni sami sobie ze swoimi trudnościami?
Też, ale nie tylko. Będę już wierny temu, co powiedziałam na początku, że jednak jesteśmy z natury samotni. Ta samotność jest gdzieś w nas. A te sytuacje, zdarzenia, deficyty, które niesiemy z ran dzieciństwa, one tylko potęgują tę samotność i robią jeszcze większe rozdarcie, większą tęsknotę i większy ból. Tutaj może zaznaczę, że są tendencje nieustannego powrotu do przeszłości, do leczenia tej przeszłości i jej analizowania. Czasami bywa, że ludzie ukrywają się, świadomie lub też mniej, pod tymi ranami dzieciństwa. Zostałem skrzywdzony, więc mogę teraz odpuścić sobie trochę w rozwoju. Wielu psychologów to mówi, ja powtórzę, że mamy oczy z przodu, a nie z tyłu głowy. Idziemy do przodu, z tego, czego żeśmy doświadczyli, idziemy do przodu. Owszem, mam deficyty, ale mogę te deficyty przekuć na profity. To bardzo złożona sprawa, bo człowiek jest największą tajemnicą. Łatwiej na Mount Everest wejść, niż pomóc człowiekowi.
Czy można przeżyć całe życie, nigdy naprawdę nie spotykając samego siebie? Po czym poznać, że właśnie to nam się przydarza, zanim będzie już za późno na zmianę?
Zastanawiałem się nad tym. Jestem księdzem i to, co mówi Bóg, jest dla mnie najważniejsze. On zrobi wszystko, żebyśmy się ze sobą spotkali, w naturze ludzkiej pozwala nam się skonfrontować ze sobą. I dlatego każdego dnia wysyła jakieś listy, znaki, wydarzenia, żebyśmy skonfrontowali się ze sobą. Może nawet to, co teraz robimy, posłuży komuś w jakiejś konfrontacji z samym sobą. Kiedy popatrzy na cudzą samotność, może zobaczy coś ze swojej samotności. Może też przy pomocy książki, która nie jest jakąś rzeczywistością inwazyjną, można coś usłyszeć o sobie samym. Zawsze kiedy piszę jakiekolwiek książki, to myślę o drugim człowieku, który może jest teraz rozdarty, może samotny, może myśli o czymś złym, że lepiej by było, gdyby go nie było. Bo to jest taka ucieczkowość, że jak nie umiemy sobie z czymś poradzić, no to chcemy wyeliminować siebie. Tymczasem życie ma ogromny sens. Jeżeli by ktoś pytał mnie, jak żyć, to ja nie wiem, ale zawsze powtarzam, że wiem, kto wie. Bóg wie, jak żyć. Ja, ilekroć słuchałem Boga, to nigdy się nie zawiodłem.
Gdyby miał Ksiądz skierować tylko jedno zdanie do kogoś, kto czuje się dziś całkowicie nieważny, porzucony i samotny – jak by ono brzmiało?
Spotkaj się ze sobą. Wyobraź sobie, że zbliżasz się do drzwi, za którymi jest twoja droga, że musisz nacisnąć na tę klamkę i tam wejść. Możesz stać przed drzwiami i ciągle rozważać, co by było gdyby, ale nie bój się prawdy o sobie, bo tylko to masz. Jeżeli ktoś będzie z tobą do końca życia, to ty sam. To jest twój największy przyjaciel.

Samotność
Żyjemy tak, jak śnimy – samotnie
ks. Arkadiusz Paśnik
Czy każdy człowiek powinien odbyć podróż w głąb samego siebie? Jak znaleźć w sobie odwagę, by stanąć twarzą w twarz z własnymi lękami i przekroczyć niewidzialne granice? Czy samotny znaczy bezwartościowy? I wreszcie… czy wszyscy jesteśmy skazani na samotność? Ks. Arkadiusz Paśnik po raz kolejny porusza trudne i często pomijane tematy, zabierając czytelnika w odkrywczą podróż, by poznać prawdę – nie tylko o samotności, ale przede wszystkim o sobie samym.
KUP KSIĄŻKĘ>>>








