video-jav.net

Dobra spowiedź krok po kroku

Sztuką wiary i doświadczenia Boga jest to, aby za każdym razem wstawać. Pan Jezus wyciąga do nas dłoń nieskończoną ilość razy, więc tyle razy mamy Go chwytać.

Ks. Jakub Bartczak
Ks. Jakub
Bartczak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O czym pamiętać przygotowując się do spowiedzi?

Przede wszystkim trzeba pamiętać o modlitwie. Kto się słabo modli, ten ma problem z rachunkiem sumienia. Niektórzy ludzie, którzy są daleko od Kościoła, twierdzić mogą nawet, że są bez grzechu. Dlatego właśnie modlitwa warunkuje dobrą spowiedź, dobry rachunek sumienia.

 

Co zrobić, jeśli Ksiądz nie powie żadnej nauki, tylko da samą pokutę?

Omodlić to. Nieraz może się tak zdarzyć, szczególnie przy spowiedziach świątecznych, kiedy jest dużo ludzi. Gorzej, gdyby to był taki pech – mam nadzieję, że nikomu się nie zdarzyło – że ktoś nie zdąży wypowiedzieć swoich grzechów, a już dostanie pokutę. Istotą spowiedzi nie jest nauka, ale wyznanie grzechów. Te grzechy mówimy przed Panem Bogiem. I jeśli Pan Bóg nie powie Ci za dużo w konfesjonale, to dopowie Ci na osobistej modlitwie. Jeżeli ma się niedosyt w nauce księdza, to tym lepiej to omodlić, podziękować Panu Bogu za jego miłosierdzie i przyłożyć się do pokuty zadanej. Za wszystko dziękować Bogu. Nauka nie jest najważniejsza w spowiedzi. Najważniejsza jest szczerość w wyznaniu grzechów.

 

Jaka to jest “dobra” spowiedź – długa, dokładna, czy jak najczęstsza?

Rodzaj spowiedzi zależy od tego, jaką mamy osobowość, co nam jest w danym momencie potrzebne. Na pewno ważna jest dokładność, nie wyobrażam sobie żeby szczera spowiedź mogłaby być niedokładna. Ale omodlona spowiedź zawsze jest dokładna, a jak mówi Pismo– Duch Święty podpowiada nam, co mamy mówić. Długa spowiedź? Niekoniecznie – gadulstwo nie jest wskazane, choć wiadomo, że mamy różny temperament. Jak najczęstsza? Na pewno tak częsta, by być w stanie łaski uświęcającej, nie trwać w grzechu, nie przyzwyczajać się do niego. Nie przesadzajmy jednak ze skrupulanctwem.

 

Jaki sens ma przynoszenie do konfesjonału wciąż tych samych grzechów – mocne postanowienie poprawy jest, ale wychodzi jak wychodzi. Gdzie jest granica tej powtarzalności?

Granica jest tam, gdzie człowiek się poddaje. Nasze życie to ciągła walka, jesteśmy tylko ludźmi, a ludzie upadają. W momencie, kiedy człowiek daje sobie spokój, mówi że to ponad jego siły, i że wszyscy tak robią – to jest granica. Dopóki walczymy, to walczymy. Jeżeli zakładamy już, że upadniemy, to wtedy już coś jest nie tak. Każda spowiedź sprawia, że jesteśmy jako nowo narodzeni. Nie ma znaczenia, ile razy upadłeś. Sztuką wiary i doświadczenia Boga jest to, aby za każdym razem wstawać. Pan Jezus wyciąga do nas dłoń nieskończoną ilość razy, więc tyle razy mamy Go chwytać.

Ks. Jakub Bartczak

Ks. Jakub Bartczak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Jakub Bartczak
Ks. Jakub
Bartczak
zobacz artykuly tego autora >

Jak się modlić, gdy nie ma sił

Każdy z nas ma w życiu takie dni i tygodnie, kiedy czuje się jak pomarańcza przeciśnięta przez wyciskarkę. Ktoś lub coś wycisnął ze mnie wszystkie soki i teraz czuję się jak smętna kupka wytłoczyn. Poranne wstanie z łóżka urasta do rangi wejścia na Rysy. Nie mam siły, by sięgnąć po kubek z kawą, nie mam siły, by żyć, nie mam siły, żeby się modlić.

Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kawa jest mi potrzebna, żeby oprzytomnieć.

Potrzebuję modlitwy, żeby orzeźwić duszę.

Ale – nie mam siły.

Czasem to przesilenie wiosenne, czasem splot zdarzeń i okoliczności, które zaciskają wokół mnie pętlę. Coraz trudniej oddychać. Niepowodzenia w pracy, nieporozumienia w rodzinie, choroba, poczucie, że utraciłam kontrolę nad swoim życiem, uciążliwa myśl, że chciałabym być w zupełnie innym miejscu i robić coś zupełnie innego… Każdy mógłby dopisać własne punkty do tej listy smutków i trudności.

Bywa, że niepowodzenia dodają mi siły, mówię o nich wtedy: wyzwania i zakasuję rękawy. Bywa, że jest zupełnie inaczej – myślę o nich jako o problemach ciężkich jak głazy, ponad moje siły. I często tak właśnie jest – sama nie zdziałam nic. Ale mam Kogoś, kto jest moją siłą, niewyczerpanym źródłem energii – Jezusa Chrystusa. Muszę „tylko” poprosić go o pomoc. Pomodlić się. Wznieść do Niego moje myśli, choć zdają się ważyć więcej niż siaty z sobotnimi zakupami.

Kiedy czuję się pełna światła i energii, modlę się poetycko, układam własne litanie i hymny. Zagaduję Pana Boga literacką frazą. Kiedy jestem bez sił, staję się oszczędna w słowach. Modlę się najprościej, jak się da.

Znak krzyża, gdy tylko wyłączę budzik i krótkie westchnienie „Panie Boże, prowadź mnie przez dzisiejszy dzień”. W drodze do pracy odmawiam różaniec. „Klepię zdrowaśki”, jedna po drugiej, powtarzam słowa, które znam od dziecka. Różaniec to moja lina ratunkowa – w najczarniejszych dniach mojego życia, gdy byłam u kresu wytrzymałości psychicznej, chwytałam go  tak mocno, aż drewniane paciorki wbijały mi się w dłoń. Gdy klęczę przed Najświętszym Sakramentem, a w mojej głowie szumi od myśli, które pędzą we wszystkich kierunkach, zamiast układać się w modlitwę, powtarzam tylko „Jezu, ufam Tobie”. Te słowa dają mi moc, są jak espresso dla mojej duszy. Ufam Ci Jezu, że moje życie ma sens, choć w tej chwili go nie widzę, ufam Ci, że postawiłeś mnie tu i teraz w jakimś celu. Wtedy czuję na twarzy łagodny powiew ciepłego wiatru, a w duszy przybywa mi sił i energii, nawet odnawiają się we mnie pokłady cierpliwości.

Wieczorem, kiedy już ogarnę wszystko i wszystkich, i padam, padam nieprzytomna na poduszkę, moja ostatnią myślą jest „Dziękuję Ci Panie Boże za tę miękką poduszkę i za to, że przeżyłam ten dzień bez strat w ludziach. Amen”.

A jak Ty się modlisz, gdy nie masz siły?

Dorota Smoleń

Dorota Smoleń

Dziennikarka, redaktorka, blogerka, żona, matka trzech chłopców. Autorka książek „Mamo dasz radę!”, „Sześciolatki w szkole” i "Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter", koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >