Nasze projekty
Fot. Miguel Cabrera/Wikipedia

Św. Juan Diego. Skromny i skryty biedak, któremu Matka Boża z Guadalupe powierzyła misję

Żył skromnie, był małomówny i skryty. Jednak to właśnie jego wybrała Matka Boża, by przekazał biskupowi prośbę o wybudowanie świątyni, w której Ona będzie “ocierać łzy, uspokajać i pocieszać” wszystkim tym, którzy poproszą Ją o pomoc.

Reklama

“Mówiący Orzeł”

Juan Diego urodził się w 1474 r. w małej wiosce Tlayacac, położonej 20 km od Meksyku. Rodzice dali mu indiańskie imię Cuauhtlatoatzin, które w języku Azteków oznacza: „Mówiący Orzeł”. Należał do najbiedniejszej, a zarazem najliczniejszej klasy społeczności Azteków. Na co dzień ciężko pracował na roli oraz zajmował się wyrobem słomianych mat. Posiadał kawałek ziemi i mały dom. Ożenił się z Malitzin (Marią Łucją), jednak nie posiadali dzieci. 

Gdy państwo Azteków zostało podbite przez Hiszpanów (1519-1521), Juan Diego wraz z żoną przyjęli w 1524 r. chrzest, prawdopodobnie z rąk hiszpańskiego misjonarza, franciszkanina o. Torbio de Benavente. Otrzymał imię Juan Diego. Byli jednymi z pierwszych nawróconych Azteków. Kilka lat później, w 1529 roku, Maria Łucja zmarła, nie pozostawiając potomstwa. Po jej śmierci Juan Diego przeniósł się do swego wuja do Tolpetlac.

Małomówny, skryty i… gorliwy w wierze

Jak pisze ojciec Józef Gwóźdź SVD – misjonarz, ci, którzy kiedykolwiek w swoim życiu spotkali prawdziwych Indian, wiedzą, że oni ze swej natury bardzo mało mówią. Jeżeli już zabierają głos, to w sprawach istotnych. Taki był właśnie Juan. Małomówny, skryty. 

Reklama
Reklama

Przede wszystkim jednak był gorliwym chrześcijaninem. Pomimo, że najbliższy kościół znajdował się kilka mil od miejsca jego zamieszkania, w każdą sobotę i niedzielę szedł do kościoła w Tenochtitlan, by uczestniczyć we Mszy św. i katechizacji. To właśnie podczas jednej z tych wędrówek spotkał Matkę Bożą.

“Szlachetna Pani, idę spełnić twe życzenie”

Podczas tego spotkania pomiędzy Matką Bożą a Juanem nawiązał się niesamowity dialog. Gdy Juan usłyszał pytanie: “Dokąd idziesz?”, odpowiedział: “Spieszę się, by zdążyć na Mszę świętą i wysłuchać kazania.” I wtedy usłyszał coś, czego w żaden sposób nie mógł się spodziewać: “Kocham cię, mój drogi synku. Jestem Maryją, Niepokalaną Dziewicą, Matką Prawdziwego Boga, który daje życie i je zachowuje. On jest Stwórcą wszystkiego, Panem nieba i ziemi. On jest wszechobecny.” 

Chwilę później, zanim Juan zdążył ochłonąć, dodała: “Chcę, aby w tym miejscu wybudowano świątynię, gdyż właśnie tutaj będę okazywać miłość i współczucie temu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc. Tutaj będę ocierać im łzy, uspokajać i pocieszać. Idź i powiedz biskupowi to, co tu widziałeś i słyszałeś.” Po tych słowach Juan upadł do stóp Maryi i powiedział: “Szlachetna Pani, idę spełnić twe życzenie.”

Reklama
Reklama
Fot. Miguela Cabrera/Wikipedia

Znak dla biskupa

Juan szybko przekonał się jednak, że wypełnienie prośby Maryi nie będzie wcale takie proste. On, skromny biedak ma przekonać biskupa do budowy kościoła na pustkowiu? Biskup go przyjął i wysłuchał Juana, ale poprosił o znak, który przekonałby go, że rzeczywiście spotkał Maryję. Juan w drodze powrotnej ponownie spotkał Maryję i opowiedział jej o życzeniu biskupa. Matka Boża zaproponowała, aby poszedł i odpoczął po ciężkim dniu, ale przyrzekła, że następnego dnia przekaże mu znak dla biskupa.

W tym czasie zachorował Bernardino, ukochany wuj Juana. Gdy dowiedział się o jego chorobie, natychmiast poszedł go odwiedzić. Pozostał przy jego łóżku przez całą noc. W drodze po księdza, ponownie spotkał Maryję – ta poprosiła go o zerwanie róż rosnących na wzgórzu i zaniesienie ich biskupowi. ”To jest obiecany znak, który przesyłam biskupowi” – dodała Maryja.

Reklama

Kiedy wreszcie Juan stanął przed biskupem i rozwiązał rogi swojego płaszcza wysypując z niego róże, biskup był zaskoczony – były to róże kastylijskie, ulubione kwiaty biskupa – Juana de Zumárragi – hiszpańskiego franciszkanina, który doskonale wiedział, że w Meksyku takie róże nie rosną. Wtedy róże zniknęły, a na pelerynie ukazało się przepiękne odbicie postaci Matki Bożej. W tym momencie z wielkim wzruszeniem wszyscy obecni uklękli i przez jakiś czas pozostali w wielkim zachwycie i modlitwie. 

Co działo się z Juanem Diego po objawieniu się Matki Bożej?

Juan Diego zamieszkał w pokoju przygotowanym dla niego obok świątyni. Spędził tam resztę życia, opowiadając przybywającym do sanktuarium pielgrzymom o objawieniach, wyjaśniając prawdy wiary i przygotowując wielu do chrztu. Zmarł 30 maja 1548 r. w wieku 74 lat i został pochowany na wzgórzu Tepeyac. Kult św. Juana Diego zaczął się szerzyć w Meksyku zaraz po jego śmierci.

Matka Boża z Guadalupe obiecała Juanowi Diego, że nagrodzi go za wysiłki poniesione dla Jej sprawy. Tak też się stało – 6 maja 1990 r. św. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym, a 31 lipca 2002 r., podczas swojej kolejnej pielgrzymki do Meksyku, włączył go do grona świętych. Podczas beatyfikacji, papież Jan Paweł II wysławiał cnoty Juana Diego: „jego prosta wiara, żywiąca się katechezami i otwarta na tajemnice; jego nadzieja i wiara w Boga i Dziewicę; jego miłość, spójność moralna, jego pokora i ewangeliczne ubóstwo.(…) Żyjąc życiem pustelniczym tutaj niedaleko Tepeyac, był wzorem pokory. Dziewica Maryja wybrała go spośród najbardziej pokornych jako tego, który miał otrzymać tą kochającą i łaskawą demonstrację siebie przez objawienie Guadalupe. Jej macierzyńska twarz i błogosławiony obraz, który pozostawiła nam jako bezcenny dar, jest trwałą pamiątką tego wydarzenia. W ten sposób Ona pragnęła zostawić pośród was znak komunii i jedności dla wszystkich, którzy żyją razem na tej ziemi.”

Cud Juana

Cud ten był decydującym na drodze rozpoznania świętości Juana Diego. W czasie, kiedy Ojciec Święty ogłaszał Juana Diego błogosławionym, Juan José Barragán Silva, uzależniony od narkotyków dwudziestolatek próbował popełnić samobójstwo. Jego matka, Esperanza (co znaczy: Nadzieja), próbowała go powstrzymać, lecz ten skoczył z okna z wysokości 10 metrów. Natychmiast został przewieziony do szpitala Durango w Meksyku.

Esperanza powiedziała, że podczas gdy jej syn upadał, zawierzyła go Bogu i Matce Bożej z Guadalupe. Wezwała Juana Diego i błagała: „Daj mi dowód (…) zachowaj tego mojego syna! A ty, moja Matko, wysłuchaj Juana Diego.” Nagle i nieoczekiwanie, po trzech dniach od upadku, jej syn był kompletnie wyleczony. Następujące po sobie badania potwierdziły, że nie miał żadnych neurologicznych, ani psychicznych objawów choroby, a lekarze doszli do wniosku, że jego uleczenie było „naukowo niewytłumaczalne”. 

misjapanama.pl, guadalupe.opoka.org.pl, brewiarz.pl, zś/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę