video-jav.net

Rycerze na Dalekim Wschodzie

„Ma ojciec pieniądze?” „Nie”. „Zna ojciec japoński?” „Nie, ale się nauczę”. „Ma ojciec jakichś znajomych na miejscu, zaplecze?” „Nie, ale Niepokalana zaradzi”. Tak zaczyna się przygoda św. Maksymiliana Kolbego i jego współbraci w Kraju Kwitnącej Wiśni. Owoce tej tej przygody trwają do dziś.

Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Rycerze na Dalekim Wschodzie
„Ma ojciec pieniądze?” „Nie”. „Zna ojciec japoński?” „Nie, ale się nauczę”. „Ma ojciec jakichś znajomych na miejscu, zaplecze?” „Nie, ale Niepokalana zaradzi”. Tak zaczyna się przygoda św. Maksymiliana Kolbego i jego współbraci w Kraju Kwitnącej Wiśni. Owoce tej tej przygody trwają do dziś.

„Szalony Maksiu”

Jego mama, Marianna, martwiła się, co wyrośnie z małego Mundka. Kilkanaście lat później młodego, inteligentnego franciszkanina, który przyjął zakonne imię Maksymilian, zaczęto zwać „szalonym Maksiem”. Choroba płuc nie przeszkadza mu w tym, by „zdobyć cały świat dla Niepokalanej, a przez Nią – dla Chrystusa”. Znana jest opowieść o tym, jak będąc w Zakopanem ewangelizował studentów. Kiedy zakazano mu przestępować drzwi ośrodka, w którym mieszkali… wchodził oknem, zresztą ku uciesze i zadowoleniu żaków.

Trudno się dziwić, by ten, którego pasją było głoszenie Chrystusa, nie wykorzystał do tego wszystkich znanych sobie środków. Z wiary w Opatrzność Bożą i wstawiennictwo Maryi zakłada czasopismo „Rycerz Niepokalanej”. Kiedy w 1922 r. Maksymilian przenosi redakcję z Krakowa do Grodna, wydawnictwo mieści się w walizce. W ciągu kilku lat „Rycerz” zwiększa nakład tak bardzo, że trzeba znaleźć nowe miejsce do jego wydawania. Tak powstaje Niepokalanów pod Teresinem, a maszyny poligraficzne przyjeżdżają z Grodna pociągiem. W krótkim czasie powstaje tam małe zakonne miasteczko, z własną drukarnią, szwalnią, stolarnią, piekarnią, szpitalem (infirmerią) i apteką, a nawet jednostką straży pożarnej, działającą zresztą po dziś dzień. Wielką rolę w dziele ewangelizacji Maksymilian przypisuje nie tylko ochoczo pracującym braciom, ale i tym, którzy wspomagają dzieło cierpieniem i modlitwą.

 

Nowy Niepokalanów

Lata 20. XX wieku to czas, kiedy w Kościele dużo mówi się o misjach – także w Polsce. W 1927 r. w Poznaniu odbywa się Międzynarodowy Kongres Misyjny. Oczywiście o. Kolbe nie trzeba wiele powtarzać. Na początku chce założyć wydawnictwo w Chinach, okazuje się jednak, że z misją trzeba przenieść się dalej. Japonia zaledwie 50 lat wcześniej przywróciła katolikom wolność religijną. Ludzie są tam zdystansowani, nieufni. Maksymilian jednak pragnie „zdobyć całą Japonię, wszystkie dusze i każdą z osobna, które są i będą, Niepokalanej, a przez Nią Przenajświętszemu Sercu Pana Jezusa i to… jak najprędzej”.

Pierwsze pytanie: gdzie założyć nowy Niepokalanów? Początkowo bracia zastanawiają się nad dużym placem przed katedrą Matki Bożej w Nagasaki, największą świątynią chrześcijańską ówczesnego dalekiego Wschodu, położoną w dzielnicy Urakami, zamieszkałej przez bez mała 15 000 katolików. To miasto, naznaczone historią męczenników, po dziś dzień jest największym skupiskiem wyznawców Chrystusa w Japonii. A jednak święty, który wszystkie sprawy przedkłada Niepokalanej na modlitwie, ostrzega: „Tu nie możemy zbudować klasztoru. Wkrótce spadnie tu ognista kula i wszystko zniszczy”. Ostatecznie franciszkanie znajdują domek na obrzeżach, w dzielnicy Hongochi. To dzielnica całkowicie pogańska. Mimo trudności i ubóstwa bracia nie zniechęcają się: „Czujemy się bardzo szczęśliwi, że Niepokalana Mamusia taką łaskę nam wyświadczyła, iż możemy dla Niej pracować, nieraz się zmęczyć, a tymi drobnymi ofiarami pomagać do zbawienia biednych pogan”.

 

 

Niebieskie znajomości

Już w miesiąc po wylądowaniu u brzegów Japonii Maksymilian wydaje Rycerza Niepokalanej, co więcej, czasopismo – mimo ówczesnego kryzysu prasowego w tym kraju – błyskawicznie zwiększa swój nakład, w 5 lat  później rozchodząc się w 65 000 egzemplarzy. Jak to możliwe, skoro święty nie zna japońskiego? Pisze artykuły po łacinie, a tłumaczy je o. Mirosław Mirochna albo klerycy i profesorowie z miejscowego seminarium, z którymi jako wykładowca szybko znalazł dobry kontakt. „Nadarzył się [również] poczciwy pastor protestancki, który z miłości ku św. Franciszkowi, naszemu Patriarsze, stale i nawet bezinteresownie dla Niepokalanej tłumaczy z włoskiego”.

Maszyny drukarskie oraz grunt pod japoński Niepokalanów święty kupuje, ufając Opatrzności Bożej. Choć sam nie ma grosza przy duszy, w ostatniej chwili zawsze pojawia się anonimowa osoba, która chce wesprzeć dzieło dokładnie taką sumą, jaka jest potrzebna. Cudowne interwencje przypisuje wstawiennictwu Matki Bożej, którą także japońscy katolicy otaczają szczególną czcią.

Maksymilian pisze: „Społeczeństwo japońskie odnosi się do nas z rosnącą sympatią. Rozumieją nas coraz bardziej, a nawet ostatnio nie pobierają już cła z przedmiotów, które Niepokalanów polski nadsyła, gdyż uznają nas za ubogich zakonników, pracujących dla dobra Japończyków”. A jednak prócz osób, które chcą poznać życie franciszkanów i pomóc im w wydawaniu „Seibo no Kishi”, do Rycerstwa Niepokalanej wstępują również… szpiedzy. Jest nim chociażby oficer policji, Yoshino, oddelegowany do kontroli działalności cudzoziemców. Ostatecznie tak się nią zachwycił, że poprosił o chrzest. A jak Japończycy odbierali lekturę czasopisma? Święty w swoich listach przytacza wypowiedzi m.in. ojca umierającego dziecka,  młodej małżonki, która po kryjomu uczyła się katechizmu, kobiety, której ojciec otrzymał gazetę w pociągu, a nawet pewnego protestanta. Dla każdej z tych osób czytane treści są ogromną pomocą i budują ich wiarę. „Ta książeczka zmieniła mi serce” – piszą.

 

Ognista kula

Wielu świadków słyszy, jak Maksymilian gorąco prosi Maryję, aby opiekowała się licznymi sierotami. Tymczasem w 1936 r., kiedy ze względów zdrowotnych musi opuścić Japonię (choć marzył, by być pochowanym na tej ziemi), franciszkanie prowadzą drukarnię i wydawnictwo – ale nie sierociniec.

Wszystko wyjaśnia się kilka lat później. 9 sierpnia 1945 r. na Nagasaki zostaje zrzucona bomba atomowa. Z powodu dużego zachmurzenia pilot zmienia cel i trafia w pierwszy namierzony budynek – katedrę św. Marii. W ciągu kilku sekund ginie 10 000 osób, w następnych dniach na skutek ran i choroby popromiennej – 70 000. Z klasztoru franciszkanów, oddalonego od epicentrum zaledwie o 6 km, ale osłoniętego przez góry, wylatują tylko szyby z okien. Ojcowie ofiarnie pomagają poszkodowanym. Kochany przez mieszkańców Nagasaki brat Zeno (Józef Żebrowski), chociaż ciągle porozumiewa się łamaną japońszczyzną, chodzi po ulicach miasta, przyprowadzając ze sobą do klasztoru błąkające się dzieci. W ciągu kilku lat założy kilka sierocińców, nad którymi opiekę podejmie nowo powstałe zgromadzenie: Sióstr Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej. Siostry zaopiekują się też dziećmi upośledzonymi.

Dziś Rycerz Niepokalanej wychodzi w Japonii w mniejszym nakładzie – 10 000 egzemplarzy. Jednak na zboczu góry Hikosan ciągle wznosi się Ogród Maryi, kościół, klasztor franciszkanów, małe seminarium, zakład opieki nad niepełnosprawnymi i muzeum św. Maksymiliana. W Mugenzai no Sono ciągle rodzą się nowe powołania kapłańskie, a Japończycy nie zapominają o rycerzach Maryi z dalekiego kraju.

 

 


 


Partnerem wydania “Szlakiem świętych” jest biuro pielgrzymkowe Misja Travel


Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 POSŁUCHAJ PODCASTU TEOLOGIA TOLKIENA:



 

 

Renata Czerwińska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >

Matteo Ricci. Zakonnik, który zachwycił chińską elitę

Urodzony 6 października 1552 włoski misjonarz, przybył w 1578 r. statkiem z Lizbony do Goa, stolicy Indii portugalskich. Fakt, że umiał sporządzać mapy, zegary i globusy okazał się dla chińskiej elity bezcenną umiejętnością, dzięki czemu słuch o nim zaczął się szeroko roznosić.

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Matteo Ricci. Zakonnik, który zachwycił chińską elitę
Urodzony 6 października 1552 włoski misjonarz, przybył w 1578 r. statkiem z Lizbony do Goa, stolicy Indii portugalskich. Fakt, że umiał sporządzać mapy, zegary i globusy okazał się dla chińskiej elity bezcenną umiejętnością, dzięki czemu słuch o nim zaczął się szeroko roznosić.

Sługa Boży Matteo Ricci był synem patrycjusza, w którym ojciec widział prawnika, a nie misjonarza. Wychowanek jezuickich szkół, który wybierając drogę kapłaństwa stał się Apostołem Chin. Jest dla nas wzorem owocnego spotkania pomiędzy cywilizacją europejską i chińską.

Astronom, matematyk i tłumacz

Ricci przybył do południowych Chin w 1582, a do Pekinu w 1601, gdzie złożył wizytę na dworze cesarza Chin Wanli. Wzbudzający ciekawość ludzi wschodu astronom i matematyk przywiózł dla cesarza wiele darów. Wśród nich warto wspomnieć: obraz Zbawiciela, dwa obrazy Matki Bożej, brewiarz, krucyfiks wysadzany drogimi kamieniami, dwa zegary, dwie klepsydry, klawesyn, osiem zwierciadeł oraz róg nosorożca.

Działalność, którą prowadził w Chinach można by określić mianem “naukowo-misyjnej”.  Napisał słowniczek portugalsko-włosko-chiński, przetłumaczył dwa podstawowe teksty konfucjańskie i naukowe dzieła europejskie, w tym “Elementy” Euklidesa, układał pieśni, wszedł do kanonu chińskiej literatury. Posiadł ogromną wiedzę matematyczną, astronomiczną i geograficzną. Jednym z jego największych dokonań było opracowanie mapy świata z centralnie usytuowanym Państwem Środka, która przybliżyła Chiny europejczykom.

 

 

Strategia ewangelizacyjna

Ricci, był przekonany o bliskich związkach chińskiej kultury z filozofią konfucjańską i wiedział, że aby w Chinach przyjęło się chrześcijaństwo, musi zostać zaadaptowane do tamtejszych realiów. Proces inkulturacji (tj. zakorzenienia Ewangelii w różnych kulturach, wewnętrzne przekształcenie autentycznych wartości kulturowych przez ich integrację w chrześcijaństwie i zakorzenienie chrześcijaństwa w innych kulturach) stał się jego strategią ewangelizacyjną. O. Matteo razem z posłanym do współpracy o. Michałem Ruggieri początkowo ubierał się jak mnich buddyjski – zgolił brodę, ostrzygł włosy. Przez brak społecznego poszanowania dla mnichów, niedługo później zmienił swój ubiór i wygląd. Zaczął nosić jedwabne szaty i pasy mandarynów, z powrotem zapuścił brodę i włosy.

Ricci przyjął chińskie imię mistrza Li Ma-tou. (Li to pierwsza sylaba jego prawdziwego nazwiska, wymawiana w języku chińskim, Ma-tou to schińszczone Matteo). Na imię honorowe wymagane przez społeczeństwo o.Ricci wybrał Si-t’ai, co oznacza Daleki Zachód. Można w tym zachowaniu dostrzec podążanie za słowami założyciela jezuitów, który wskazywał, żeby w pracy misjonarskiej unikać wszystkiego, co mogłoby urazić ludzi przywykłych od pokoleń do innego sposobu życia.

 

Dokonać niemożliwego

Sam Jan Paweł II w Auli Uniwersytetu Gregoriańskiego w 1982 roku mówił tak o mnichu:  «Dzięki tej pracy zakorzeniania się w kulturze, ojciec Matteo Ricci zdołał z pomocą swych chińskich współpracowników dokonać dzieła uchodzącego za niemożliwe, to znaczy wypracować katolicką terminologię teologiczną i liturgiczną w języku chińskim, i w ten sposób stworzyć warunki pozwalające na poznanie Chrystusa oraz wcielenie orędzia ewangelicznego i Kościoła w kontekst chińskiej kultury».

W dzisiejszym świecie nawołującym do otwartości, różnorodności i dialogu pełnego zrozumienia o. Matteo daje się poznać jako wzór mądrej ewangelizacji, poświęcenia i wierności.

 

 


 


Partnerem wydania “Szlakiem świętych” jest biuro pielgrzymkowe Misja Travel


Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 POSŁUCHAJ PODCASTU POPFICTION:


 

 

Paulina Malczyk

Paulina Malczyk

Uwielbia jazdę pociągami, czarną mocną kawę, wygodne sukienki, sernik, kolor niebieski i pracę z kalendarzem w ręce. W wolnych chwilach czyta książki kucharskie, śpiewa, dyryguje i robi albumy ze zdjęciami. Z wykształcenia manager kultury, z doświadczenia superniania, wieloletnia autorka kulinarnego bloga Lendryggen.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >
Share via