ŚWIĘCI

Ojciec życia pustelniczego. Św. Benedykt z Nursji

Był mąż, z łaski Bożej i z imienia Błogosławiony, którego życie przepełniała świętość. Od dzieciństwa miał serce dojrzałe i wyrastając daleko ponad swój wiek cnotami nie zaprzedał swej duszy żadnej rozkoszy - tymi słowami zaczynał swą opowieść o nim św. Grzegorz. Dziś w liturgii wspominamy św. Benedykta z Nursji.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ojciec życia pustelniczego. Św. Benedykt z Nursji
Był mąż, z łaski Bożej i z imienia Błogosławiony, którego życie przepełniała świętość. Od dzieciństwa miał serce dojrzałe i wyrastając daleko ponad swój wiek cnotami nie zaprzedał swej duszy żadnej rozkoszy - tymi słowami zaczynał swą opowieść o nim św. Grzegorz. Dziś w liturgii wspominamy św. Benedykta z Nursji.

Święty Benedykt urodził się około 480 roku, w położonej 170 km na północ od Rzymu Nursji. Miał siostrę – bliźniaczkę Scholastykę, z którą całe życia doskonale się rozumiał. Ich ojciec był właścicielem ziemskim. Dzięki pochodzeniu z zamożnej rodziny Benedykt kształcił się zapewne w rodzinnym mieście, później wyruszył po naukę do Rzymu. Jednak nie studiował tu długo, gdyż odkrył powołanie do życia pustelniczego. Odszedł na pustkowie w góry Prenestini, a gdy sława jego świętości zaczęła przyciągać ludzi pobożnych, ale także zwykłych ciekawskich, udał się do Subiaco, gdzie zamieszkał w grocie i spędził trzy lata w całkowitej samotności, wiodąc surowe życie pokutnika. Właśnie tu odnaleźli go młodzi ludzie, którzy także pragnęli całkowicie oddać się Bogu – wokół jego groty wybudowali dwanaście domków, w których się osiedlili. Każdy z pierwszych uczniów Benedykta został przełożonym niewielkiej wspólnoty mniszej, zaś sam mistrz zamieszkał z najmłodszymi kandydatami, by ich formować i prowadzić do Boga.

Czerpał przy tym z doświadczeń pustelników ze Wschodu, którzy już w IV w. Egipcie, Syrii i Azji Mniejszej osiedlali się na pustyni, aby z dala od świata dążyć do doskonałości chrześcijańskiej. Właśnie w Egipcie w IV w. wykształciły się zasady życia religijnego mnichów – doświadczenie, z którego czerpał później św. Benedykt.

Tymczasem sława jego świętości wciąż rosła, najbogatsze i najbardziej wpływowe rodziny zaczęły posyłać swoich synów na wychowanie i po naukę do pustelnika z Subiaco. Ten jednak zmuszony był porzucić swą pustelnię, prawdopodobnie z powodu konfliktu z miejscowym księdzem.

Około roku 529 udał się na południe i w dawnej fortecy rzymskiej i świątyni Jowisza na Monte Cassino założył nową wspólnotę. Zbudował klasztor, do którego tłumnie zaczęli napływać kandydaci. Nieopodal wspólnotę mniszek założyła także jego siostra Scholastyka.

Na Monte Cassino św. Benedykt napisał słynną „Regułę”. Nie było to dzieło oryginalne i nowe, ale genialnie i w sposób natchniony ujmowało dotychczasowe doświadczenia życia zakonnego. Wyróżnia ją umiar i roztropność. Przez lata doskonalił ją i uzupełniał, aż powstał jeden z najsławniejszych tekstów chrześcijaństwa zachodniego. „Napisaliśmy tę regułę, abyśmy przestrzegając ją w klasztorach, wykazali godziwe obyczaje i zaczątek życia monastycznego” – tłumaczy swoje intencje święty opat z Monte Cassino. Pisze w niej św. Benedykt o tym, jaki powinien być opat, jak mają modlić się zakonnicy i odprawiać oficja, o posłuszeństwie, milczeniu, pokorze i chwaleniu Boga w modlitwie. A także o tym, jak mają sypiać mnisi, o ilości pokarmu i napoju. Nakazuje braciom, by pracowali. „Lenistwo jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia powinni w pewnych godzinach zajmować się pracą ręczną, a w innych Bożym czytaniem”.

„Kimkolwiek jesteś – ty, który spieszysz do ojczyzny niebieskiej, wypełnij z pomocą Chrystusa tę najskromniejszą Regułę napisaną dla początkujących. A wtedy dojdziesz pod opieką Bożą do najwyższych szczytów mądrości i cnoty, któreśmy poprzednio przypomnieli” – pisze skromnie w ostatnim rozdziale zatytułowanym „Ta Reguła nie zawiera całości życia sprawiedliwego”.

Zmarł prawdopodobnie 21 marca 547 r. i zgodnie z życzeniem został pochowany w kaplicy św. Jana na Monte Cassino, obok ukochanej Scholastyki.

1500 lat po jej powstaniu Reguła nadal jest aktualna i wytycza drogę nie tylko zakonnikom, ale także ludziom świeckim. Przez wiele stuleci była niedoścignionym wzorem w organizowaniu życia zakonnego na Zachodzie. Dopiero w średniowieczu powstały nowe reguły. Całą Europę zachodnią pokryła sieć klasztorów benedyktyńskich, a później cysterskich, opartych także na Regule świętego ojca Benedykta. „Ora et labora” – módl się i pracuj – taka była dewiza zakonu. Gdziekolwiek docierali benedyktyni, budowali klasztory i drogi, uprawiali ziemię i uczyli uprawy miejscową ludność. W skryptoriach przepisywali Pismo Święte w całości lub we fragmentach, teksty liturgiczne, ale także dzieła starożytnych pisarzy, historyków i filozofów, ilustrując je wspaniałymi iluminacjami. Razem z opactwami zakładali szkoły i kształcili młodzież, przekazywali ludom europejskim bogate dziedzictwo cywilizacji łacińskiej.

Zakon ten dał Kościołowi setki świętych i błogosławionych. Benedyktynami byli apostołowie: Anglii – św. Augustyn, Niemiec – św. Bonifacy, krajów skandynawskich – św. Oskar, Czech, Polski i Węgier – św. Wojciech. Benedyktynami było 22 papieży i około 5 tys. biskupów. Do Polski przybyli za czasów Bolesława Chrobrego. Według podania sprowadził ich św. Wojciech. W XI w. mieli już dziewięć opactw. Benedyktynem był pierwszy dziejopis polski Gall Anonim.

Dla podkreślenia szczególnej roli, jaką zakony oparte na Regule św. Benedykta odegrały w łączeniu tradycji Wschodu i Zachodu, a także cywilizowania i kształtowania oblicza naszego kontynentu papież Paweł VI listem apostolskim „Pacis nuntius” z 24 października 1964 r. ogłosił św. Benedykta patronem Europy.


KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Święty Jan z Dukli: w zakonie i w puszczy

W swojej górskiej pustelni pokutował tak, że nie poznała go własna matka. Wygoniła go z domu wyzywając młodego Jana z Dukli od żebraków. Na co on, nie zastanawiając się długo, wstąpił do zakonu żebraczego i przyjął habit franciszkański. 8 lipca czcimy w liturgii św. Jana z Dukli.

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święty Jan z Dukli: w zakonie i w puszczy
W swojej górskiej pustelni pokutował tak, że nie poznała go własna matka. Wygoniła go z domu wyzywając młodego Jana z Dukli od żebraków. Na co on, nie zastanawiając się długo, wstąpił do zakonu żebraczego i przyjął habit franciszkański. 8 lipca czcimy w liturgii św. Jana z Dukli.

U źródeł

Choć góry i lasy Beskidu Niskiego pełne są cudownych źródełek – trudno zlokalizować to, przy którym lata swej młodości spędził Jan z Dukli. Nawet wspomnienie liturgiczne, które Kościół obchodzi 8 lipca, rozciąga się na skutek licznych podań w czasie i przestrzeni: w Trzcianie obchody przypadają na pierwszą sobotę lipca, w bernardyńskim Sanktuarium w Dukli na niedzielę po pierwszej sobocie, a na górze Cergowej przy „Złotej Studzience” świętuje się dopiero w trzecią niedzielę lipca.

Właściwie, nie ma w tym nic zdrożnego, bo nawet data urodzin, których 600 lecie oficjalnie przypada w tym roku – również ustalona została umownie, odliczając od daty śmierci cnotliwego zakonnika tak na oko 70 lat w tył. Nie powinno to jednak zniechęcać do odwiedzenia miejsc kultu tego świętego w Beskidzie Niskim, o których sam Jan Paweł II mówił, podczas kanonizacji Jana z Dukli w 1997 roku, że zawdzięcza im wiele łask.

Jedno z takich malowniczych miejsc to pustelnia na wzgórzu Zaśpit (dawniej Korodół) niedaleko miejscowości Trzciana, gdzie podziwiać możemy neogotycką kaplicę, drewniany dom pustelnika oraz taras ze sztuczną grotą, mieszczącą źródełko. Wprawdzie obiekt powstał kilkaset lat po tym, jak święty Jan zdecydował się wieść życie pustelnika, jednak cuda i łaski, których pielgrzymi doświadczają tu za orędownictwem świętego, wskazują, że pustelnik nadal czuwa nad tym miejscem.

Inna lokalizacja, która sprzyja kontemplacji to rezerwat przyrody na wzgórzu Piotruś (Petrusowa Płazyna). Znajdziemy tam trzy źródła, które tworzą niemal idealny trójkąt równoramienny: Murowana studnia, Żelazna woda i Święta woda. To ostatnie, znajdujące się tuż pod szczytem, mogło być faktycznym miejscem, w którym lata postu i modlitwy spędził młody Jan z Dukli. Położone najwyżej, w trudno dostępnym miejscu i często wysychające, tudzież zamarzające – raczej nie ułatwiało życia pobożnemu młodzieńcowi. Gdy po długim czasie umartwień zdecydował się odwiedzić rodzinny dom, młodego świętego nie poznała własna matka. Wygoniła go z domu wyzywając od żebraków, a ten – pokornie odczytując jej słowa w duchu posłuszeństwa – wstąpił do zakonu żebraczego i przyjął habit franciszkański – prawdopodobnie w pobliskim klasztorze w Krośnie.

Czeski błąd

Pragnienie surowego trybu życia Jana z Dukli nie zostało jednak w pełni zaspokojone u Franciszkanów, którzy w XV wieku zdążyli już odejść od pierwotnej reguły. Po 25 latach postanowił przenieść się do zreformowanego przez św. Bernarda ze Sieny zakonu o obostrzonej regule: Bernardynów. Potrzebował na to jednak zgody przełożonego, a ponieważ pełnił urząd kustosza kustodii i sprawował obowiązki kaznodziei, szansa na taki transfer były nikłe.

Okazja nadarzyła się w 1463, gdy zakonników odwiedził z pobliskich Czech sam prowincjał. Podczas uczty, wobec wszystkich świadków, święty Jan poprosił o pozwolenie udania się do obserwantów. Prowincjał sądząc, że Jan zamierza ich tylko odwiedzić, spontanicznie udzielił mu zgody. Jednak, gdy okazało się, że Jan opuścił klasztor i zamieszkał u Bernardynów – na zmianę decyzji było już za późno.

Święty, który młodość spędził na pustelni, wielce radował się z surowości życia, którą prowadzili Bernardyni. Jak wspomina kronikarz o. Jan z Komorowa:

„Przebywając w chórze okazywał wielką gorliwość w modlitwie” oraz, że niekiedy „znajdowano go w nocy na modlitwie zalanego łzami. Zdarzało się to najczęściej wtedy, gdy wszyscy bracia pogrążeni byli w głębokim śnie”.

U schyłku życia – jak zaznacza kronikarz, osiągnął pełnię cnót. Mimo ciężkiej choroby i utraty wzroku aż do śmierci w 1484 sprawował wszystkie swe obowiązki. O życiu w opinii świętości świadczyć może też fakt, że na jego grób pielgrzymowali i nadal pielgrzymują nie tylko katolicy, ale i prawosławni.

Sprawa polska

Do listy cnót Jana z Dukli musimy też dopisać heroizm. Podczas najazdu tatarskiego na Lwów w 1473 roku, kiedy garstka oblężonych obrońców przy klasztorze bernardynów traciła już nadzieję, święty wyszedł do walczących i pobłogosławił ich Najświętszym Sakramentem. Podniesieni na duchu ruszyli do boju i jak donoszą kroniki – zwyciężyli.

To wydarzenie sprawiło, że Jan był skutecznym orędownikiem podczas walk z najeźdźcami i jeszcze przed swoją kanonizacją, 275 lat temu, ustanowiony został patronem Polski.

Same starania o uznanie go przez Kościół jako świętego rozciągnęły się jednak w czasie na skutek wojen i rozbiorów Rzeczpospolitej, by wreszcie aktu kanonizacji mógł dokonać papież Polak w Krośnie 10 czerwca 1997 roku.

Co ciekawe, polityczne cuda Jana z Dukli nie kończą się.

W grudniu 2013 roku, Sejm RP przyjął uchwałę ustanawiającą rok 2014 Rokiem św. Jana z Dukli. W uzasadnieniu napisano: „Niech pamięć jego działań, zmierzających do troski całego Narodu o wspólne dobro w duchu sprawiedliwości społecznej i miłości bliźniego, będzie fundamentem naszej tożsamości w Europie”.
 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >