video-jav.net

Mistyczka z warszawskiego Mokotowa

Mimo młodego wieku zdążyła zaskarbić sobie serca wielu ludzi, którzy ponad 50 lat po jej śmierci, wciąż pamiętają jej niecodzienne świadectwo wiary. Joanna Krypajtis zmarła w Warszawie w opinii świętości, w wieku niespełna 19 lat. Cud za jej wstawiennictwem, może być krokiem do beatyfikacji dziewczynki. O niezwykłym życiu "mistyczki z Mokotowa" w rozmowie z KAI, opowiada jej siostra - Jagoda Hajt.

Polub nas na Facebooku!

Mistyczka z warszawskiego Mokotowa
Mimo młodego wieku zdążyła zaskarbić sobie serca wielu ludzi, którzy ponad 50 lat po jej śmierci, wciąż pamiętają jej niecodzienne świadectwo wiary. Joanna Krypajtis zmarła w Warszawie w opinii świętości, w wieku niespełna 19 lat. Cud za jej wstawiennictwem, może być krokiem do beatyfikacji dziewczynki. O niezwykłym życiu "mistyczki z Mokotowa" w rozmowie z KAI, opowiada jej siostra - Jagoda Hajt.

Anna Rasińska (KAI): W książce “Wspomnienia o Joannie Krypajtis” czytamy: “Nikt nie przewidywał, że z Joasią będzie tak, jak z tą świecą — zgaśnie, by zabłysnąć znowu jasnym płomieniem Bożym”. Jak to się stało, że ponad 50 lat po śmierci Joanny, pamięć o niej jest wciąż żywa?

Jagoda Hajt (siostra Joanny Krypajtis): Po śmierci Joasi przyjeżdżali do nas ludzie, którzy mieli z nią kontakt. Bardzo prosili naszą mamę, żeby napisała wspomnienia Joasi, by nie była postacią, która odejdzie w zapomnienie. Mama spełniła tę prośbę, a na podstawie jej twórczości Siostry Zmartwychwstanki napisały swoją książkę “Joasia”, potem to samo zrobiły Siostry Loretanki – i tak przez te książeczki pamięć o siostrze zaczęła docierać na krańce świata. Wiele osób do dziś pamięta niebywałą siłę oraz dziecięcą wiarę Joasi.

Wszystko zaczęło się w Wilnie, za sprawą pewnej kobiety, która zapamiętała nas z tamtych lat – pani Krystyny. Dziś ma jakieś 69 lat. Obserwowała nas jako 5-letnia dziewczynka, jak chodziłyśmy z mamą do kościoła, dobrze znała historię naszej rodziny. Po latach odwiedzała nas w Warszawie i słysząc nasze opowieści o Joasi, stwierdziła, że nie można tego tak zostawić. I tak się zaczęło.

 

g4Ponoć początkowo wniosek o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego został odrzucony. Czy to prawda?

Najpierw nasza prośba została odrzucona, ale pani Krystyna nie dawała za wygraną, bo uznała, że to sprawa dużej wagi. Krąg ludzi, którym zależało na tej sprawie zaczął się poszerzać. W końcu postanowiłyśmy złożyć prośbę, w imieniu grupy czcicieli z Wilna i z Polski do kardynała Nycza. Tym razem została przyjęta. Kardynał Nycz zebrawszy wszystkie informacje dotyczące Joasi, zachęcił do szerzenia kultu prywatnego. To było w marcu. Myślę, że teraz trzeba zostawić trochę czasu na Bożą interwencję.

Teraz czekamy na ewidentny cud uzdrowienia fizycznego. Za życia Joasi zdarzały się wyjątkowe nawrócenia. Mam nadzieję, że Bóg za wstawiennictwem Joasi będzie działać. Szczególnie w intencjach młodych ludzi, którzy mając wszystko, nie widzą sensu życia.

 

Wspomniała pani o nawróceniach za wstawiennictwem Joanny Krypajtis, jak to wyglądało? Czy rozmawiała z tymi ludźmi, czy po prostu dawała świadectwo własnym życiem?

Siostra po prostu modliła się dużo za te osoby. Byłam wtedy małą dziewczynką, 4 lata młodszą od Joasi. Ona miała wtedy 19 lat, a ja 15, ale sama dotknęłam tej cudownej rzeczywistości, dlatego to pamiętam. Była słonkiem, rozweselała każdego, kto się do niej zbliżył. Mimo młodego wieku przyciągała do siebie ludzi niewiarygodną mądrością i pomagała innym w rozwiązywaniu życiowych problemów.

 

Czy jakieś wyjątkowo spektakularne nawrócenie zapadło pani w pamięć?

Pamiętam dwa spektakularne nawrócenia. Pierwszym było nawrócenie bardzo zatwardziałego sekretarza partii, który dzięki modlitwie Joasi, wrócił do Kościoła i po 40 latach zdecydował się na sakrament małżeństwa. To było bardzo mocne świadectwo.

Drugi przypadek, jaki szczególnie zapamiętałam to nawrócenie dziewczynki, będącej w wieku Joasi. Leżała w sąsiedniej sali w szpitalu. Strasznie się buntowała, była zupełnie niepogodzona ze swoim losem i chorobą. Joasia bardzo mocno się za nią modliła i któregoś dnia zupełnie niespodziewanie, ta dziewczynka przyjęła księdza, wyspowiadała się i następnego dnia zmarła.

 

Osoby, które znały Joannę wspominają, że mimo własnego cierpienia, nigdy nie odmawiała nikomu pomocy. Skąd taka młoda dziewczyna, w dodatku zmagająca się z ciężkimi chorobami, znajdowała siłę, by pomagać innym?

Joasia miała w sobie światło Ducha Świętego, sama przyznawała, że On daje jej siłę. Miała też stały kontakt z kapłanami i dużo się modliła. Odwiedzał ją m.in. ksiądz Jan Twardowski, który siadał na łóżku koło Joasi i razem odmawiali różaniec.

Poza tym tak wychowali nas rodzice, którzy ciągle odwiedzali Joasię i podtrzymywali ją na duchu. Ona tę miłość przekazywała dalej.

Bywało tak, że ludzie prosili moją siostrę o modlitwę w swoich intencjach. Na prośbę kapłanów Joasia modliła się też w intencji Soboru Watykańskiego II, by Duch Święty oświecał umysły Ojców Soboru. Głównie w tej intencji ofiarowała Bogu swoje cierpienie.

 

Czy do dziś czuje pani wstawiennictwo swojej siostry?

Oczywiście. Czuję.


Rozmawiała Anna Rasińska / KAI / Polska


Joanna Krypajtis urodziła się 23 grudnia 1944 roku w Wilnie jako trzecie dziecko Jadwigi i Józefa Krypajtisów. W wieku 16 lat zachorowała na zapalenie rdzenia kręgowego, co spowodowało paraliż nóg, rąk, przepony brzusznej i mięśni oddechowych, następnie straciła wzrok. Zmarła w wieku 19 lat w Warszawie, w opinii świętości. 27 stycznia 2016 r. Kuria Metropolitalna Warszawska, na prośbę wiernych z Wilna i Warszawy, wydała modlitwę za wstawiennictwem Joanny Krypajtis, w kierunku rozpoczęcia procesu beatyfikacji.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Lekarstwo na kaszel

Najlepszym lekarstwem na kaszel była wielka miłość i troska Matki o nas! Każdego wieczoru przed położeniem się spać Matka chodziła po dormitorium od łóżka do łóżka, sprawdzała, czy wszystkie dobrze się czujemy, i okrywała nas kocami.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Lekarstwo na kaszel
Najlepszym lekarstwem na kaszel była wielka miłość i troska Matki o nas! Każdego wieczoru przed położeniem się spać Matka chodziła po dormitorium od łóżka do łóżka, sprawdzała, czy wszystkie dobrze się czujemy, i okrywała nas kocami.

Świadectwo jednej z misjonarek miłości

Jeśli któraś z nas zachorowała, Matka trzymała się blisko jej łóżka, żeby mieć na nią oko. Jeśli któraś z sióstr zakaszlała w kaplicy, Matka zabierała ją stamtąd i owijała własnym ciepłym ubraniem, a jeśli któraś siostra kaszlała w nocy w dormitorium, Matka szła do niej i mówiła łagodnym, kochającym tonem: „Siostro, czy Matka ma przez całą noc słuchać twojego kaszlu?”. I na tym się kończyło.

Najlepszym lekarstwem na kaszel była wielka miłość i troska Matki o nas! Każdego wieczoru przed położeniem się spać Matka chodziła po dormitorium od łóżka do łóżka, sprawdzała, czy wszystkie dobrze się czujemy, i okrywała nas kocami. Jeżeli którejś wystawały nogi spod moskitiery, to ją poprawiała – chociaż miała mnóstwo listów do napisania i była bardzo zajęta. Tak bardzo tęskniłam za Matką, która bardzo mi przypominała moją mamą.


Fragment z książki “Wezwani do miłosierdzia. Serca, by kochać – ręce, by służyć”


ZOBACZ 7 NIEZWYKŁYCH HISTORII O MATCE TERESIE


Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Share via