Załatw to, a będzie Ci lżej

Dlaczego szukamy upewnienia w człowieku, a nie w Bogu? Z pozoru odpowiedź wydaje się prosta: bo nie wierzymy w Boga, tylko w człowieka.

Tomasz Samołyk
Tomasz
Samołyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Fakt istnienia istoty ludzkiej jest bowiem niezaprzeczalny, a jej sprawczość namacalna. Wiara w Boga natomiast, podważana jest od wieków, a sprawczość Absolutu kwestionowana nawet przez niektórych wierzących, którzy powtarzają w kryzysowych sytuacjach: “tu nie ma się co modlić, tu trzeba działać!”.

Nie będę wcielał się w rolę naukowca, który przedstawi analizę powyższego stanu rzeczy. Nie będę dawał recept, które rozwiążą tę sytuację. Opowiem o swoim doświadczeniu.

 

Rozdźwięk

Zacznę od przeszkody. Przez większość życia byłem przekonany o tym, że radzę sobie doskonale. Wyrastałem w środowisku, w którym nietaktem było przyznać się do słabości. Świat filmów, muzyki i idoli wzywał mnie do brania udziału w codziennym wyścigu na najciekawszą osobowość, najsilniejszy charakter i najpiękniejsze ciało. Porównaliśmy się zawsze do najlepszych, najbardziej uśmiechniętych, bogatych, a przede wszystkim do, jak się nam wydawało, nieposiadających problemów. Brzmi znajomo? Mam wrażenie, że niewiele się zmieniło.

Można było się spodziewać, że postępujący rozdźwięk między oczekiwaniami tego świata, a rzeczywistością mojego życia, doprowadzi do wybuchu frustracji. Tak też się stało. Jej punktem kulminacyjnym był mój spektakularny upadek i dobitne poznanie własnej bezsilności.

Być może zatem oś podziału jest inna niż ta, który zarysowałem na początku. Może to nie rozdział na wierzących i niewierzących jest prawdziwy? Może bliżej prawdy jest dychotomia, która wyraża się następujący sposób: poszukujący nasycenia światem vs. ci, którzy twierdzą, że nasycenia tutaj nie dostąpią.

 

Pokora

Truizmem jest stwierdzenie, że każdy człowiek zmaga się ze swoim krzyżem. Nie każdy jednak go dostrzega albo potrafi się do niego przyznać: przed innymi, a przede wszystkim, przed samym sobą. Pewne jest jednak, że każdy go posiada, choć może inaczej go definiuje. Życiowym game changerem jest jego odkrycie, przyznanie się do niego i prośba o pomoc w jego dźwiganiu.

Kluczem do tego odkrycia jest stawianie sobie codziennego pytania: czy popełniłem w życiu jakiś błąd? Czy umiem się przyznać, choćby przed samym sobą, że przez jakiś czas, czyniłem bądź czynię coś źle względem Boga, drugiego człowieka, siebie samego?

Przez większość mojego życia w ogóle nie stawiałem sobie takich pytań. Gdy zdarzyło mi się z nimi zmierzyć, to zawsze odpowiadałem przecząco. I latami u innych szukałem potwierdzenia: swojej wartości, prawdziwości przytaczanych tez, oceny moralności własnych działań etc. Najchętniej przyjmowałem te odpowiedzi ludzi, które pasują do mojego ówczesnego stylu życia. Dokonywałem takiego wyboru, bo wciąż chciałem wygrać ten wyścig: pod żadnym pozorem nie mogłem dostrzec i przyznać się do swojej słabości. A człowiek, który nie dostrzega własnej biedy, ledwo dostrzega ją u drugiego.

 

Prawda

Jeżeli zaś zobaczę swój błąd i pokornie uznam własne, regularnie pojawiające się słabości, to nie tylko odkryję tajemnicę wszystkich ludzkich niedoskonałości, ale uzbroję się w ogromną empatię. Trudniej przyjdzie mi ocena drugiego, gdy sam u siebie zobaczę podstawy do wystawienia negatywnych cenzurek. Drugi człowiek przestaje być wówczas wyrocznią, w której szuka się potwierdzenia, a zaczyna być bratem w biedzie czy współcierpieniu. Bratem, w stosunku do którego wreszcie zaczynam odczuwać bezinteresowną miłość.

I właśnie wtedy pojawia się szansa na to, by wzajemnie się wspierać, służyć sobie i po prostu kochać bliźniego jak siebie samego: z pokorą, świadomością ograniczeń i pewnością, że źródła potwierdzenia siebie należy szukać zupełnie gdzie indziej.

Przejrzysta na wskroś staje się wówczas prawda, że Bóg owszem jest w drugim człowieku, ale to nie człowiek jest bogiem.

 

Tomasz Samołyk

Tomasz Samołyk

Pisarz, publicysta, vloger, redaktor, dziennikarz, montażysta i muzyk. Na swoim kanale na YouTube komentuje wydarzenia społeczne, polityczne, kulturalne i religijne. Jego mistrzem duchowym jest Tomasz à Kempis.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Tomasz Samołyk
Tomasz
Samołyk
zobacz artykuly tego autora >

Łysy kocur i król świata

Człowiek przedrzeźniający Boga jest jak udający człowieka kot, który ogolony z sierści, ubrany w sukienkę lub garnitur, pomiaukuje pod nosem.

Radosław
Więcławek OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Królowie świata. Niemal każdy kot domowy zachowuje się, jakby był suwerennym władcą nad przestrzenią, w której przebywa. Bo przecież kot nie zajmuje po prostu części kanapy, która wystarcza dla jego komfortu, ale zapełnia swoim ciałem tyle miejsca, ile potrzeba by nikt więcej nie mógł się na niej zmieścić. Broni też gorliwie swojej przestrzeni. Raz pozwala okazywać sobie względy przez pieszczoty, a innym razem każda próba kontaktu może wiązać się z popadnięciem w niełaskę (nie mówiąc już o zadrapaniach). Poza tym tylko on kontroluje rytm swojego funkcjonowania.

Żaden zewnętrzny argument nie jest w stanie zmienić jego decyzji, by w akurat wybranym miejscu i w tym a nie innym momencie wylizać okolice ogona. W końcu, karmienie czy pielęgnację przyjmuje ze zniecierpliwieniem jako coś, co mu się należy. Ale czy ktoś, kto zdecydował się na to, żeby mieć w domu kota, będzie miał do niego pretensje, że jest po prostu sobą? Nie wydaje mi się. Kiedyś miałem dachowca. Wołaliśmy na niego Brutus. Najbardziej ujmujące w nim było dla mnie właśnie to kocie połączenie dystansu i bliskości, niezależności i przywiązania, rozpychania się i dopasowania. Był jak członek rodziny. Podobnie jest między nami a Bogiem.

Nic więc dziwnego, że chcemy być jak Bóg, bo on też tego chce. Gorzej, jeśli chcemy mieć władzę Boga, ale nie chcemy mieć innych Jego cech. Wtedy dążenie do upodobnienia się do Boga staje się raczej przedrzeźnianiem niż naśladowaniem

Proszę mnie nie zrozumieć źle. Nie mam na myśli tego, że Bóg traktuje każdego z nas jak puchatego pieszczoszka, którego niemało posiadaczy kotów uważa za żywą zabawkę. Bóg szanuje to, kim jesteśmy i jacy jesteśmy, bo sam nas powołał do istnienia i dał nam wolną wolę. Bóg stworzył dla nas dom – świat, troszczy się o nas, karmi, daje światło, wodę, a nade wszystko jest blisko każdego z nas. Co więcej dał nam możliwość zachowania dystansu, niezależność i możliwość poszerzania naszego wpływu na rzeczywistość. Przecież sam powiedział o ziemi, żebyśmy „uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1, 28). A w dodatku On, Król Świata, stworzył nas „na swój obraz” (Rdz 1, 27).

Nic więc dziwnego, że chcemy być jak Bóg, bo on też tego chce. Gorzej, jeśli chcemy mieć władzę Boga, ale nie chcemy mieć innych Jego cech. Wtedy dążenie do upodobnienia się do Boga staje się raczej przedrzeźnianiem niż naśladowaniem. Dzieje się tak, gdy rezygnujemy z cech Boga, które łączy z wszechmocą i wszechwładzą – z szacunku do wolności innych, z przebaczenia, z akceptacji faktu, że nie wszyscy są równie doskonali jak my.

To przedrzeźnianie Boga prowadzi do tego, że Jego obraz, który nosimy, staje się karykaturą. Człowiek przedrzeźniający Boga jest jak udający człowieka kot, który ogolony z sierści, ubrany w sukienkę lub garnitur, pomiaukuje pod nosem. A w istocie rzeczy Bóg nie jest zazdrosny o panowanie i moc. On chce tego, żebyśmy stawali się coraz bardziej do Niego podobni. Z resztą św. Ireneusz twierdził nawet, że Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem.

Pozwólmy Bogu być Bogiem, a On pomoże nam być ludźmi w taki sposób, żebyśmy mieli udział w Jego potędze, wspaniałości i królowaniu. Bo jesteśmy członkami Jego rodziny. Nie bądźmy łysymi kocurami i kotkami. Bądźmy królami świata.

Radosław Więcławek OP

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Radosław
Więcławek OP
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap