Weź się w garść. Rada od futbolistów

Budzisz się i myślisz: „znowu poniedziałek”. Wstajesz, idziesz do pracy lub szkoły, wracasz, idziesz spać i tak w kółko. Jak nie dać się rutynie? Skąd czerpać motywację do życia? Sport jest niezwykłą alegorią życia, do której sięgamy, by dowiedzieć się co zrobić, aby każdego dnia chciało się nam „bardziej” żyć.

Zack Blair
Zachary
Blair
zobacz artykuly tego autora >
Jakub Radziszewski
Jakub
Radziszewski
zobacz artykuly tego autora >
Konrad Mariański
Konrad
Mariański
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Weź się w garść. Rada od futbolistów
Budzisz się i myślisz: „znowu poniedziałek”. Wstajesz, idziesz do pracy lub szkoły, wracasz, idziesz spać i tak w kółko. Jak nie dać się rutynie? Skąd czerpać motywację do życia? Sport jest niezwykłą alegorią życia, do której sięgamy, by dowiedzieć się co zrobić, aby każdego dnia chciało się nam „bardziej” żyć.

Zachary Blair, Konrad Mariański, Jakub Radziszewski. Oprócz wspólnej pasji jaką jest gra w futbol amerykański w białostockim klubie Lowlanders, łączy ich coś jeszcze – chęć walki o piękne, pełne wyzwań życie.

 

Futbol amerykański – sport i styl życia

„Futbol amerykański zacząłem trenować po pierwszym semestrze szkoły średniej.” – mówi Jakub Radziszewski, tegoroczny maturzysta, grający na pozycji defensywnego liniowego. „W szkole radziłem sobie słabo. I wtedy mój kolega powiedział mi, że są organizowane otwarte treningi futbolu amerykańskiego. Poszedłem na nie i już tam zostałem. Bardzo mi się podobało, że ten sport jest „inny”. Jeśli chcesz grać w piłkę nożną, to musisz już trenować od piątego roku życia, żeby coś „kumać”. A w futbolu nawet gdy zaczniesz jako 15-latek, to jest tu tyle pozycji, że każdy znajdzie coś dla siebie. Są liniowi, którzy muszą mieć masywną budowę ciała, są też ci, którzy ważą po 50 czy 60 kg, którzy biegają i łapią piłki. Kiedy wieczorem wychodzę na trening, wyładowuje tam swoje emocje, daję upust całemu „spięciu” towarzyszącemu w ciągu dnia, mam okazję, aby poćwiczyć. Kiedy wracam do domu, jestem wyluzowany. Następnego dnia czuję się świetnie, nawet jak idę do szkoły, jestem jakiś „inny”, a nawet zacząłem mieć lepsze oceny.”

Dla Konrada Mariańskiego, grającego na pozycji skrzydłowego, w futbolu amerykańskim najbardziej przyciągający jest „amerykanizm” i towarzyszące mu show. „To pewnie właśnie to skrada serca i umysły młodego adepta, który chce zacząć grać w futbol. Przychodzi i widzi, że to nie jest tylko paczka przypadkowych ludzi, która przyszła dobrze się bawić, żartować, pokopać piłkę, tylko naprawdę duża liczba (czasami nawet 70) osób na treningu. To ludzie, którzy mają wspólną pasję, wspólny cel, wspólne marzenie. I którzy nie szczędzą zdrowia, czasu – często rodzinnego, który mogliby spędzić z dziećmi, żoną, dziewczyną czy narzeczoną. Wszyscy poświęcają czas – to jest największa waluta, której nie można ani kupić, ani wymienić i poświęcają ją dla wspólnego celu i marzenia, jakim jest futbol. I to zaraża najbardziej, zostawia ludzi w tym sporcie na długo.”

Zostałem obdarzony dwiema sprawnymi nogami, mocnymi plecami, doceniam to, ale też pracuję codziennie, żeby utrzymać je w formie. Chcę wygrywać dla mojej drużyny, nie dla siebie.

„Dzięki futbolowi amerykańskiemu zmieniło się moje życie: mogłem wyjechać do Europy, grać w trzech różnych klubach” – opowiada Zachary Blair, Amerykanin grający na pozycji środkowego wspomagającego – „Dla mnie futbol to rodzina, praca zespołowa, spotykanie się z grupą chłopaków. Dla większości nie brzmi to szczególnie ciekawie, ale u mnie zmieniło to moje życie, zacząłem doceniać każdy dzień. Zostałem obdarzony dwiema sprawnymi nogami, mocnymi plecami, doceniam to, ale też pracuję codziennie, żeby utrzymać je w formie. Chcę wygrywać dla mojej drużyny, nie dla siebie. Wiem, że ci goście w Europie pracują ciężej niż inni, aby zasłużyć na wejście do drużyny futbolu amerykańskiego. W Ameryce to styl życia, w którym wychowujemy się już od dzieciństwa, jest nam łatwiej. W Europie nie ma takiej opcji, przygoda z tym sportem zaczyna się znacznie później. Gdy więc mamy w drużynie kogoś w wieku 40 lat to wiemy, że gdy wygramy, to będzie dla niego coś wielkiego i to właśnie jest moją motywacją” – dodaje.

 

Wykształcić sportowy charakter

Zawodnicy, którzy odnoszą największe sukcesy i są najskuteczniejsi w futbolu, muszą być przede wszystkim wytrwali.

Aby być wytrwałym zawodnikiem, potrzeba ciągłej pracy nad sobą – nie tylko tej fizycznej, ale przede wszystkim – psychicznej. „Zawodnicy, którzy odnoszą największe sukcesy i są najskuteczniejsi w futbolu, muszą być przede wszystkim wytrwali. Muszą być także pełni pasji i marzeń. Kiedy na początku przychodziłem grać, myślałem, że muszę być szybki, silny i to wystarczy. Ale im dłużej gram, tym bardziej widzę, że największe sukcesy odnoszą zawodnicy, którzy w pełni się poświęcają; nie załamuje ich kontuzja, gorszy mecz czy sezon. Dzielnie dążą do celu, potrafią braki motoryczne ukryć oddaniem i sercem do gry. I to jest według mnie kluczowe w grze o największe laury – może nie na początku, ale na pewno w dłuższej perspektywie.” – wyjaśnia Konrad Mariański.

„Dobry gracz posiada przede wszystkim umiejętność współpracy z innymi ludźmi. Nie ma nawet jednej pozycji na boisku, w której nie potrzebujesz wsparcia drugiego zawodnika. To mój ulubiony aspekt bycia z innymi ludźmi, musisz się nauczyć polegać na innych. Ale to również najbardziej inteligentny sport jaki znam, ponieważ musisz nauczyć się planu gry dla każdego pojedynczego zagrania.” – mówi Zachary Blair – „Musisz więc zacząć nie tyle od szybkości i siły, ale od inteligencji. Tak, mentalna strona gry w futbol jest tysiąc razy istotniejsza, niż siła mięśni czy prędkość nóg. Nigdy nie byłem największy, najszybszy ani najsilniejszy. Dla mnie ważny jest też stan umysłu, nie tylko strategia na boisku. Jeśli opierasz się na pozytywnym myśleniu, zaczynasz wygrywać. Ten stan umysłu to także świadomość, że na kogoś pracuję, że swoim wysiłkiem toruję drogę do sukcesu komuś innemu. Zresztą tak traktuję swoją drużynę: to moja rodzina, moi bracia.”

„Gram w futbol, żeby wygrywać. Kiedy złamałem palca, miałem dwa tygodnie przerwy od gry, to było dosyć skomplikowane złamanie, przeszedłem operację. Podczas tej przerwy powiedziałem mojej mamie, że idę na trening, ale tylko popatrzeć – wtedy wyrzucałem rzeczy na trening przez balkon, by moja mama nie domyśliła się, że będę trenować. Poszedłem wtedy na trening i oczywiście nie łapałem piłek, ale więcej biegałem. Nigdy nie wolno się poddać. Gram na takiej pozycji, gdzie większość zawodników jest ode mnie większa i silniejsza. I też mógłbym powiedzieć, że mi to nie wychodzi i zrezygnować, bo jestem za słaby. I oczywiście, że miałem i takie myśli, ale wtedy to inni mnie mobilizowali, że jestem przecież jeszcze młody, że nawet jak teraz mi nie wychodzi, to kiedyś będę na ich poziomie.” – opowiada Jakub Radziszewski.

 

Przeszkody są tylko w głowie

Jeśli coś się nie powiedzie, wiem, że to jest chwilowy stan, wiem, że przyjdzie ten lepszy mecz, a może uda dojść się nawet do finału. I tak samo jest w życiu. Trzeba wygrać i być na to przygotowanym.

„Do działania najbardziej motywują mnie owoce mojej pracy. W sporcie na początku były małe sukcesy – wygrany mecz, zdobyte punkty. Ale ważne jest też samo przezwyciężanie i pokonywanie przeszkód. Ponieważ zdarzają się też kontuzje i przychodzi moment, kiedy myślisz: „dobra, wystarczy, nie narażam się dalej”. Ale z drugiej strony mówisz, że nie możesz się poddać, bo włożyłeś w to tyle serca i pasji, i tak dużo zyskujesz w zamian. Każdy mecz to jest chodzenie po niebie, trzy godziny euforii, których nie można porównać nawet do żadnej używki, alkoholu. Tak samo jest później w życiu. Każdy ma gorsze dni i porażki – w pracy, w relacjach i wtedy przypominasz sobie tę alegorię do sportu. Jeśli coś się nie powiedzie, wiem, że to jest chwilowy stan, wiem, że przyjdzie ten lepszy mecz, a może uda dojść się nawet do finału. I tak samo jest w życiu. Trzeba wygrać i być na to przygotowanym” – opowiada Konrad – „Kiedy jeszcze grałem w koszykówkę, przed meczem modliłem się, żeby zagrać dobry mecz, zdobyć punkty. A przed pierwszym meczem futbolu amerykańskiego modliłem się o… zdrowie. Strach był niesamowity. W tej dyscyplinie są mocne zderzenia, są kontuzje. Strach jest o tyle duży, że człowiek widzi „na żywo”, na boisku jak ktoś rozwala sobie kolano, kostkę i kończy karierę. Po prostu musisz wyłączyć głowę. Musisz się skupić w stu procentach na meczu, a nie na tym, co może się stać. Wiesz, że każda zagrywka może być twoją ostatnią w życiu, ale starasz się to jak najdalej od siebie odsunąć i zapomnieć, bo to nie pomaga – tylko spina i prosisz się tym o kłopoty.”

„W każdym sporcie ważna jest motywacja. Oczywiście, że czasem komuś jej zabraknie. Wtedy trzeba tego kogoś wesprzeć na duchu – jeżeli chcesz osiągnąć zwycięstwo, zdobyć Mistrzostwo Polski, to musisz „cisnąć”. Futbol amerykański to nie jest dyscyplina, za której trenowanie można dostać duże pieniądze, jeżeli ktoś w ogóle dostaje. Wielu z nas ma swoją pracę, studia, rodziny, wiadomo – trzeba wtedy poświęcić swój wolny czas i przyjść na trening. Ale motywacją jest to, że pokazujemy, że stać nas na to wyrzeczenie. Nie ukrywajmy, że futbol jest ciężkim sportem, ciężko wytrzymać cztery kwarty na boisku. W drużynie juniorów zostałem wybrany na najlepszego defensywnego liniowego, dlatego zawsze jak wstaję rano, patrzę na to odznaczenie. Teraz trenuję już w seniorach i nie jest mi lekko – to ja najczęściej obrywam, bo jestem najmłodszy (śmiech). Ale zawsze wstaję, i gram dalej, robię co mam robić. Czasami mi się nie udaje, nie jestem doświadczony i silny jak oni, ale staram się” – opowiada Jakub.

 

Znajdź pasję i… działaj!

Jeżeli ktoś myśli, że ma monotonne życie, powinien zacząć robić coś nowego, coś dodatkowego. Nie mówić, że coś się zmieni, ale wziąć się w garść i po prostu zacząć to robić.

Jak zmotywować się do życia „bardziej”, „lepiej”, „więcej”? „Musisz sobie rano wmówić: „słuchaj, będzie dobrze”. Wiem, że to brzmi głupio, ale jeśli wiesz, że jest beznadziejnie i nic ci się nie chce, musisz mimo wszystko sam się uspokoić rano i wiesz, że dasz radę. Często jak wieczorem jest trening, a dzień w pracy jest straszny, to aż cię nosi, nie możesz się doczekać kiedy będziesz na boisku. I samo myślenie, że czeka cię coś fajnego wieczorem także pomaga przezwyciężyć ciężkie dni.” – przekonuje Konrad, a Jakub dodaje: „Nie ma czegoś takiego jak „monotonne życie”, trzeba po prostu chcieć zobaczyć głębię, drugą stronę medalu. Za niedługo będę pisać maturę i pomimo tego, że czasem jest ciężko, staram się chodzić na wszystkie treningi. Jestem w stanie pogodzić treningi też z tym, żeby wyjść gdzieś razem ze znajomymi. Czasami pogram sobie też na komputerze, to wszystko da się pogodzić i myślę, że jeżeli ktoś myśli, że ma monotonne życie, powinien zacząć robić coś nowego, coś dodatkowego. Nie mówić, że coś się zmieni, ale wziąć się w garść i po prostu zacząć to robić.”

„Przede wszystkim znajdź swoje miejsce zawodowe. Jeśli czujesz, że nie jesteś we właściwym miejscu, że nienawidzisz swojej pracy – nie powinieneś do niej chodzić. Motywacją dla mnie, jako sportowca, jest powtarzanie sobie: „upewnij się, że jesteś potrzebny swojej drużynie, że jesteś najlepszą osobą na danej pozycji”. Nie zawsze tak było, ale moja gotowość, ciężka praca, którą wykonałem na siłowni sprawiły, że teraz jestem w Europie i uprawiam sport, który kocham” – dodaje Zachary Blair – „Rada brzmi: staraj się spełniać swoje zawodowe marzenia najdłużej jak się da. Nigdy nie daj sobie wmówić, że powinieneś przestać robić to, co kochasz.”

 

fot. Maffoto, Interception / Lowlanders Białystok

fot. Marcin Jończyk

 


Czytaj także:

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️


 

 

Zack Blair

Zachary Blair

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jakub Radziszewski

Jakub Radziszewski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Konrad Mariański

Konrad Mariański

Zobacz inne artykuły tego autora >
Zack Blair
Zachary
Blair
zobacz artykuly tego autora >
Jakub Radziszewski
Jakub
Radziszewski
zobacz artykuly tego autora >
Konrad Mariański
Konrad
Mariański
zobacz artykuly tego autora >

Kawa – pobudza do życia i… łączy ludzi

Cenimy kawę za jej właściwości pobudzające, smak, ale przede wszystkim za jej społeczny aspekt. Jak i dlaczego kawa łączy ludzi? Zapytaliśmy o to samych Kawiarzy.

Polub nas na Facebooku!

Kawa - pobudza do życia i... łączy ludzi
Cenimy kawę za jej właściwości pobudzające, smak, ale przede wszystkim za jej społeczny aspekt. Jak i dlaczego kawa łączy ludzi? Zapytaliśmy o to samych Kawiarzy.

Wiosna – radosna? Bez kawy, nie da rady…

Małgorzata Pyzik-Turska: Wiosna. Najpiękniejsza pora roku. Pachnąca, ciepła i kolorowa. A ja czuję się jak zdechły pies. Nie mam siły podnieść ręki, poranne wstawanie urasta do rangi wspinaczki na Mount Everest, a mój budzik zaczynam darzyć uczuciem bynajmniej nie pozytywnym. I okazuje się, że nie jestem w tym odosobniona! Apatia, senność, melancholia, trudności z koncentracją i zmęczenie to główne objawy złego samopoczucia, które dotyka wiele osób podczas zmiany sezonu. Nie wiem jak inni, ale ja potrzebuję każdego ranka potężnej dawki kofeinowego uderzenia. Dzięki temu mogę leniwie podnieść lewą powiekę, następnie prawą. I nawet konieczność budzenia dzieci do przedszkola – swoista walka z wiatrakami – nie jest mi straszna.

Od kawy zaczynamy dzień w naszym domu. Dzieci piją kawę zbożową, a ja wraz z mężem możemy te kilka chwil spędzić wspólnie nad kubkiem pachnącej filiżanki, zanim wszyscy rozbiegniemy się do swoich obowiązków. I to bardzo piękne, bo choć każde z nas zajmuje się czymś innym – znajdujemy chwilę na początku dnia, aby być razem. W naszym domu to swoiste podtrzymywanie tradycji rodzinnych – zarówno ja, jak i mój mąż wywodzimy się z domów, w których od kawy zaczynało się dzień. Do dziś teść uwielbia typowo włoski sposób parzenia – mokkę, a mój tata preferuje typowo polski, choć już dziś wie, że nie do końca poprawny styl – parzochę.

 

 

Przed pierwszą kawą nie rozmawiam

Aleksandra Burdan: Mój mąż wie, że rano przed pierwszą kawą lepiej się do mnie nie odzywać. Od lat dzień zaczynam dopiero po kubku mocnego naparu. Dawniej najważniejsza była dla mnie kofeina. Rodzaj ziarna, aromat, nuty smakowe były zupełnie nieistotne w sytuacji, gdy chciałam po prostu wrócić do żywych o świcie. To podejście zaczęło się powoli zmieniać, gdy odkryłam, że istnieją kawy, które nie smakują spaloną oponą, tylko kryją w sobie bogactwo smaku i aromatu – owoców, czekolady, kwiatów, orzechów, a nawet miodu!

W poprzedniej pracy mielimy ekspres do kawy przywieziony z Włoch. Zdziwiło mnie, że jest na dwie filiżanki bez opcji wyłączenia jednej dyszy. Efekt był taki, że zawsze szukaliśmy kogoś do pary. I nagle jej przyrządzenie stało się czynnością społeczną. W biurze kawiarza jesteśmy zewsząd otoczeni kawą. Dzień zaczynamy od rytuału jej przyrządzania – najpierw decydujemy jaka mieszanka będzie nam dzisiaj towarzyszyć, czy np. słodkie ziarna z Dominikany, jaśniej palone z Kenii, czy owocowe z Peru. Potem zastanawiamy się jak ją przyrządzimy – dripper, frenchpress, kawiarka, chemex? Na końcu sprzeczamy się czyja kolej na jej parzenie i z radością zawsze przenosimy ten obowiązek na naszego grafika, który jest specjalistą od alternatywnych metod parzenia.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś potajemnie zaparza sobie kawę tylko dla siebie. Kawę pije się wspólnie, to przy niej przychodzą nam najlepsze pomysły, to przy niej spędza się przerwy. Kawa to coś więcej niż napój. Nie mówimy przecież “może umówimy się na wodę”. Wychodzi się na kawę, a pod pojęciem kawy rozumiemy też spotkanie, poznawanie się, wartościowo spędzony czas. Dlatego tak ważne jest przywiązywanie uwagi do ziarna i jakości parzenia. Szkoda życia na picie kiepskiej kawy.

 

 

Frajda z Americano

Erwin Gałan: Być może to trochę nietypowe, ale jedną z moich ulubionych czynności zimą jest wstawanie bladym świtem i picie gorącej kawy na… Mrozie. Spokojnie, nie mam skłonności do zadawania sobie krzywdy (przynajmniej do tej pory tego nie stwierdzono), a wręcz przeciwnie – szukam małych, codziennych przyjemności. Mam głębokie poczucie, że w życiu każdego z nas ukryte są czynności, które mogą przysporzyć niezwykłą frajdę, a których byśmy o to nie posądzali.

Ci, co wstają na śniadania Towarzystwa Biznesowego na godzinę 7:00, wiedzą, że zwłaszcza zimą pojawia się jakoś więcej przeciwwskazań. Nie wiem, czy da się ten poranny zimowy dyskomfort jakoś znacząco zredukować, ale wiem, że można skutecznie odwrócić od niego uwagę. Jak tego dokonać? Porządnym łykiem gorącej kawy. Nie wiem jakie metody parzenia kawy stosujecie, ale ja polecam na poranne pobudki przyrządzić sobie Americano – podwójne espresso z dodatkiem gorącej wody. Oczywiście Artemiusz – head barista Kawiarza – wystosowałby definicję na przynajmniej 10 stron maszynopisu plus trzy warianty kulturowe, ale pod jego nieobecność mogę się dopuścić takiego uproszczenia.

Dlaczego Americano? To przepis na najbardziej gorącą kawę. A mnie właśnie najbardziej ujmuje ten kontrast pomiędzy ujemną temperaturą a kubkiem gorącej kawy. Poza tym Americano jest zdrowsze dla naszego żołądka niż lungo (kawa przedłużona). A z rana to ma znaczenie. Zjedzcie więc najpierw jakiegoś rogalika. Ale to temat na inną historię.

Americano według różnych podań, pochodzi z czasów II Wojny Światowej. Amerykanie stacjonujący we Włoszech nie przywykli do skoncentrowanego espresso we włoskim stylu. Rozcieńczali więc je wodą. Taka kawa jest po prostu większa. A wiadomo, że amerykanie lubią większe rzeczy. Napój się przyjął i zdobył popularność na całym świecie. Wyruszając w bój codziennych wyzwań, przez chwilę możemy poczuć się jak żołnierz w okopach. Zbieramy myśli, budujemy się od nowa, bo wiemy, że zaraz coś się wydarzy. Nowy dzień przyniesie nowe wyzwania.

Przedsiębiorca permanentnie zastanawia się jak zrobić coś skuteczniej. Czemu nie zastanowić się jak zacząć skutecznie nowy dzień? O ileż bardziej wzrasta morale, kiedy z termosu unosi zwolna para, niesiona głębokim aromatem… Kawiarza?

 

 

“U Kawiarza” – partner wydania

Kawiarz S.A to grupa pasjonatów, która postanowiła współtworzyć historię polskiej porządnej kawy. Dlatego powstał Kawiarz S.A. – Nie chcemy być tylko kolejną marką kawy, ale uczymy także jak celebrować chwile z filiżanką pobudzającego naparu. Cenimy kawę za jej właściwości pobudzające, smak, ale przede wszystkim za jej społeczny aspekt – bo kawa łączy ludzi!

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️