Kożuchowskiej recepta na szczęśliwe życie

Rodzina i miłość – to recepta na szczęśliwe życie – nie tajna, nie skrywana, choć tak mało marketingowa. Mąż, dziecko, prawdziwe życie, prawdziwy dom, a dopiero potem plan zdjęciowy, makijaż i wyuczone role. Taka jest teraz kolejność, którą wybrała jedna z najbardziej popularnych i lubianych polskich aktorek

Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Znają ją właściwie wszyscy. Z telewizji, kina czy teatru. Małgorzata Kożuchowska – słynna blond piękność. Gdy przegląda się jej filmografię, wydaje się, że jej życie składało się tylko z pracy i obecności w showbiznesie. Jakby biegała w szalonym tempie z filmu do filmu, z roli w rolę, z planu na plan, z hotelu do hotelu. Ile musiała poświęcić na to czasu? Ile energii? Ile prawdy o jej życiu pojawiło się w prasie, telewizji, internecie? A ile kłamstw, plotek…? Tym razem będzie inaczej, bo Kożuchowska opowiedziała o sobie, życiu, wyborach. Sama. Na niecodziennym spotkaniu ze studentami warszawskiego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW). Pojawiła się któregoś dnia na uczelni, usiadła naprzeciwko studenckiej młodzieży i powiedziała: RODZINA TO JEST COŚ TAKIEGO, CO ZOSTAJE NA ZAWSZE

Kożuchowskiej recepta na szczęśliwe życie

Małgorzata Kożuchowska opisała studentom dwa światy, w jakich funkcjonowała wiele lat. Świat w którym jestem na co dzień i obracam się w nim, rzeczywiście zajmuje mi bardzo dużo czasu. Jest atrakcyjny, ale jest również niebezpieczny. I gdy po całym dniu, jednym, drugim, trzecim, a czasami po miesiącu wraca się do pustego domu, gdzie nikt na ciebie nie czeka – z takiego szumu, zainteresowania, które towarzyszy w tym zawodzie aktorowi na co dzień – nagle aktor zostaje zupełnie sam. Człowiek zostaje zupełnie sam w tych czterech ścianach i musi sobie ze sobą poradzić. Musi sobie poradzić z sukcesem i porażką. Musi sobie poradzić z opiniami, które często są miłe, sympatyczne i uskrzydlające, ale też hejterskie, krzywdzące, bolesne i niesprawiedliwe. I też trzeba jakoś to udźwignąć, poradzić sobie i iść dalej do przodu.

Przez wiele lat, aktorka starała się nadać swojej pracy głębszy sens. Ale zaczęło jej czegoś brakować. Spektakle teatralne, nawet jeśli zostaną zarejestrowane na taśmie i filmy czy seriale – mimo tego, że pewnie mnie przeżyją, to one żyją jednak dość krótko. A rodzina to jest coś takiego, co zostaje na zawsze" – powiedziała.

Słynna Hanka Mostowiak z filmu "M jak miłość", Jagoda ze "Złotopolskich" i oczywiście boska Natalia, czyli Natalia Boska z "Rodzinki.pl" wie dokładnie, co to brak czasu. Kożuchowska zagrała w ponad 40 filmach i serialach. Czasami grała w kilku filmach w jednym roku! Na planie "M jak miłość" spędziła 9 lat. Do tego dochodzi mnóstwo ról teatralnych. To zawodowe życie było bardzo intensywne. Jako aktorka, Kożuchowska mogła czuć się spełniona. Ale gdzie tu czas na rodzinę, dom… We współczesnym świecie wszystko dzieje się bardzo szybko. I jesteśmy bardzo zajęci. Już na takim etapie zawodowym, na jakim ja jestem, czyli dość zaawansowanym, trochę nie ma odwrotu od pewnych decyzji. To znaczy: kiedy się powiedziało A trzeba powiedzieć B albo ponieść konsekwencje tej pierwszej decyzji. W moim zawodzie tym bardziej. To znaczy: jeśli podejmuję decyzję, że się angażuję w jakiś nowy projekt, to nie jestem w stanie na początku przewidzieć, czy on zajmie mi 3 miesiące czy 3 lata. Albo 9 lat – jak to było w przypadku serialu "M jak miłość". Pewnie dlatego tak późno wyszłam za mąż i dlatego tak późno urodziłam swoje pierwsze dziecko – tłumaczyła studentom UKSW.

Kożuchowskiej recepta na szczęśliwe życie

Aktorka urodziła się w 1971 roku. A 2008 rok był pierwszym przełomem. Wtedy Małgorzata Kożuchowska wyszła za mąż za dziennikarza Bartłomieja Wróblewskiego. I w 2014 roku nastąpił drugi przełom w życiu aktorki. Na świat przyszedł ich syn – Jaś. Wtedy na portalu społecznościowym napisała: Drodzy! Wszędzie dobrze, ale w domu – wiadomo – najlepiej! Odpoczywam, nabieram sił, choć jednocześnie… jestem też trochę zajęta. W tej akurat chwili, co poniektórzy śpią… Wykorzystując ten moment, chciałabym podziękować Wam za wszystkie dowody sympatii i wsparcia: gratulacje, życzenia, sms-y, telefony, maile oraz za to, że zamieniliście mój dom w kwiaciarnię! Szczególne słowa podziękowania kieruję do lekarzy, pielęgniarek, położnych i całego personelu Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie, a także do lekarzy i pracowników Instytutu Rodziny! Najbliższe tygodnie spędzę w gronie najbliższych, ale już pod koniec roku wracam na plan rodzinki.pl.

 

W tych kilku zdaniach znalazły się ciepłe słowa o domu i rodzinie. Małgorzata Kożuchowska tego nie ukrywa, raczej promuje i przekazuje dalej: To że udało mi się, uważam, cudem urodzić jeszcze dziecko, to jest chyba moje największe szczęście w życiu, bo mam poczucie, że naprawdę coś po mnie pozostanie. I że to, czego się nauczyłam do tej pory i w życiu i w zawodzie, i od ludzi, których spotkałam na swojej drodze, będę mogła teraz przekazać tej małej istotce i to jest niezwykle ważne. A po drugie – musi być odskocznia, musi być ta druga noga we wszystkim, co się robi.

Zawody uprawiamy różne, każdy ma swoją drogę w życiu, kariera, sukcesy, pasje, ambicje – to jest wszystko bardzo ważne i niezbędne w rozwoju, ale potrzebny jest też taki kręgosłup, który daje rodzina, który się wynosi ze swojego domu.

Kiedyś myślała, że nie znajdzie swojej drugiej połówki. Że nie uda się jej dopasować z kimś, kto zaakceptuje jej styl życia. To był czas, gdy była trochę – jak mówi – niewolnikiem aktorstwa. To było jak aktor – traktor. Niezależnie od tego, która jest godzina, jaki dzień – masz się stawić i wykonać swoje zadanie. Myślałam, że to będzie bardzo trudne, znaleźć kogoś, kto mnie zaakceptuje i kogo ja tak bardzo pokocham, że będę w stanie oddać mu siebie ze wszystkim – wspomina.

Małgorzata Kożuchowska pomogła sobie prostym testem. Postanowiła, że jeśli spotka mężczyznę, dla którego będzie mogła – co nie znaczy, że musi to robić – rzucić aktorstwo, to będzie to ON. No i ktoś taki się znalazł, a raczej PAN BÓG MI GO ZNALAZŁ.

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

7 kroków do szczęścia

Bardzo bym chciał usłyszeć, jak kiedyś usłyszał od Jezusa Szymon Piotr pod Cezareą Filipową, że jestem błogosławiony, czyli szczęśliwy

Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >

Chyba wypada mi zacząć od tego, że jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem, szczęśliwym księdzem. Co rzecz jasna nie oznacza, że znam niezawodną receptę na szczęście, że sam nie mogę być bardziej szczęśliwy, i że nie zdarzają mi się dni i chwile nieszczęśliwe. Zapewne też kwestią sporną jest samo rozumienie szczęścia, gdyż słowo to – podobnie jak i słowo miłość – ma w świecie tysiące znaczeń, a może nawet i więcej, bo coraz częściej się słyszy, że każdy szczęście rozumie na swój własny, mniej lub bardziej szczęśliwy sposób.

O jakim szczęściu będę pisał, kiedy spróbuję wskazać siedem (liczba doskonała, oznaczająca pełnię, harmonię i tym samym szczęście) kroków do jego osiągnięcia? Wiemy doskonale, że słowo szczęśliwy w Biblii bardzo często występuje jako błogosławiony (greckie makarioi). Właśnie z tej perspektywy będę chciał pisać o szczęściu – jak żyć, żeby być błogosławionym.

Krok 1 – Zobacz, kim jest Jezus

W tym dialogu, w którym Piotr odpowiada na pytanie Jezusa, „za kogo Mnie uważacie”, kryje się pierwszy krok do szczęścia. „Jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” – pada odpowiedź. I to jest niewyobrażalne szczęcie – znać Jezusa. Ta wiedza zmienia wszystko w życiu. Tak naprawdę każdy kolejny krok do szczęścia jest konsekwencją tego pierwszego. Rzecz jasna w tej wiedzy o Jezusie nie chodzi tylko o to, że kiedyś o Nim słyszałem, że uczęszczałem na katechezę, ani nawet, że przeczytałem o Nim mądrą książkę. Znam Jezusa w żywym doświadczeniu, w relacji miłości.

Poznać Jezusa, to poznać Go jako zbawiciela, który mi przebacza i podnosi. Który nie przechodzi obojętnie obok mojego życia, który poruszony miłością do mnie chce być moją codziennością, chce mnie obdarzać swoim życiem i szczęściem. Jeżeli znasz Go takim, to jesteś szczęśliwy.

7 kroków do szczęścia

Krok 2 – Zobacz, że nie jesteś Bogiem

Kiedy wiem, kim jest Jezus, to wiem też, kim jest Bóg. Wiem także, że to nie ja nim jestem. Całe moje nieszczęście bierze się stąd, że ciągle próbuję zajmować Jego miejsce, że ciągle bawię się w Boga, który wszystko i wszystkich chce kontrolować. Cały dramat polega jednak na tym, że ile razy próbuję być Bogiem, tyle razy brutalnie doświadczam, że kompletnie się na tej robocie nie znam. Ani nie mam wystarczającej wiedzy, ani wystarczającej mocy. Po prostu nie jestem Bogiem. Nie muszę być wszystkim. Nie muszę wszystkiego robić sam, nie muszę we wszystkim być doskonały, bo po prostu taki nie jestem. Nie muszę także przywłaszczać sobie Bożych przywilejów, nie muszę okradać prawdziwego Boga z Jego chwały, nie muszę mieć na drzwiach swojego gabinetu tabliczki z napisem „Udaje, że jest Bogiem”, bo wiem, że – jak pisał czeski filozof ks. Tomáš Halík – „Bóg istnieje i wykonuje swój zawód dobrze, jakaż wtedy ulga, że nie muszę po amatorsku dublować tej roli, że nie muszę być Bogiem”!

Kiedy wiem, kim jest prawdziwy Bóg, wtedy mogę spokojnie wypuścić ze swoich rąk stery kierowania światem i mogę być sobą – ks. Krzysztofem Porosło. „Jaka to będzie ulga – pisał ks. Halík – gdy wypuszczę świat z rąk, jaka wolność, jaka radość, że nie jestem Bogiem”!

7 kroków do szczęścia

Krok 3 – Bądź sobą

Być sobą to znaczy siebie poznać i siebie przyjąć, w całej prawdziwie, z tym, co we mnie piękne i dobre, ale i z tym, co we mnie złe, grzeszne i niedoskonałe. Żeby być sobą trzeba być pokornym, bo pokora to znajomość i przyjęcie prawdy o sobie.Kiedy wiem, że jestem słaby, kiedy wiem, w czym niedomagam, kiedy wiem i przyjmuję, że wyglądam, jak wyglądam, to przestaję żyć marzeniami, wyobrażeniami o sobie i swoim życiu. Przestaję budować fasadową osobowość, która nijak się ma do prawdy o mnie. Szczęśliwy jest człowiek, który jest sobą. Wszelka nieprawda o nas – nawet najpiękniejsza – szczęścia nam nie da. Pięknie to wyraził kiedyś chasydzki rabin Mayer, który pisał o tym, że nie mamy udawać kogokolwiek w naszym życiu, ale po prostu żyć swoim życiem takim, jakim ono jest.

„Bóg nie będzie cię sądzić za to, że nie byłeś Abrahamem, Mojżeszem czy Samsonem. Bóg będzie cię sądzić za to, czy i w jakim stopniu byłeś Mayerem”. Jestem szczęśliwy wtedy, kiedy jestem sobą – z wadami, słabościami, niedoskonałościami, ale sobą – kiedy jestem ks. Krzysztofem Porosło, a nie utopijnym wyobrażeniem siebie.

7 kroków do szczęścia

Krok 4 – Przyjmij swoją przeszłość

Żeby być sobą trzeba przyjąć swoją przeszłość, zaakceptować ją i zobaczyć, że jest to moja własna historia zbawienia. Jak wiem, kim jest Bóg, to wiem także, że moje życie ciągle jest w Jego rękach i nigdy mu się to życie z rąk nie wymknęło. On je trzyma, prowadzi mnie, i cokolwiek się w moim życiu wydarzyło, do czegoś było to potrzebne. I nawet jeśli było to związane z grzechem moim, czy drugiego człowieka, nawet jeśli wydaje się ta historia życia beznadziejna, to tylko przyjmując ją, przebaczając krzywdę, i widząc w niej Boga działającego, mogę odzyskać szczęście. Bóg tam był, cała rzecz w tym, żeby Go w historii mojego życia zobaczyć.

Wiara i szczęście zaczynają się tam, gdzie zaczynam widzieć Boga działającego, Chrystusa, który zbawia także moją przeszłość. Im bardziej Go znam, tym bardziej wiem, że całe moje życie jest w Jego rękach – a wszystko, co jest w Jego rękach, jest szczęśliwe.

7 kroków do szczęścia

Krok 5 – Zaufaj na przyszłość

Kiedy zaakceptuję przeszłość, wtedy także wiem, że i moja przyszłość jest w rękach Boga. Jakże nieszczęśliwi są ludzie, którzy ciągle martwią się o jutro: o zdrowie, pracę, zarobki, mieszkanie, samochód, uznanie. Tak bardzo martwią się o swoje szczęście, że nawet nie widzą, że przez to zmartwienie już dawno je stracili.

Wiara w Biblii zawsze jest rozumiana jako zaufanie, a nie tylko jako teoretyczna wiedza o istnieniu Boga. Zaufać, to zdecydować się na wszystko, co przychodzi z ręki Boga, wiedząc, że to jest dla mnie dobre, najlepsze. Jak pisał ks. Andrzej Muszala: „woli Bożej nie musisz nawet szukać – ona przychodzi do ciebie sama, w każdej chwili. […] Dlatego pełnić wolę Bożą znaczy żyć chwilą obecną. Angażować się całkowicie w to, co On na nas zsyła. Dziś, nie jutro”. Chrystus do nas powiedział: „nie troszczcie się o to, co macie jeść, pić…”. I dokładnie tak jak jest napisane: NIE TROSZCZCIE SIĘ, a nie jak podają niektóre tłumaczenia zmiękczając i zafałszowując tekst: „nie troszczcie się zbytnio”.

Nie troszcz się, bo jesteś w rękach Ojca, który nie jest obojętny na ciebie, jesteś we wspólnocie, która się o ciebie zatroszczy. Bądź szczęśliwy, bo tak wiele masz od Ojca.

7 kroków do szczęścia

Krok 6 – Zobacz ile masz

Tym, co nas najbardziej zamyka na doświadczenie szczęścia jest niewidzenie tego, co mamy i zazdrość wobec tego, co mają inni. Ciągłe porównywanie się z innymi i stwierdzanie, że gdybym miał to, co mają inni, byłbym szczęśliwy, zamyka nam oczy na wszystkie dary, którymi obdarza nas Bóg. Jeśli doświadczasz tego, że Bóg jest twoim Ojcem i ciągle się o ciebie troszczy, i nie przechodzi obojętnie obok twojego życia, wtedy zaczynasz dostrzegać to wszystko, co masz, czym jesteś obdarowany.

Uciesz się autentycznie tym wszystkim, co jest twoim życiem: tym, że się obudziłeś dzisiaj, że masz zdrowie, masz co zjeść, że masz dzieci, które może i trochę rozrabiają, są twoimi ukochanymi dziećmi, że twój mąż, choć może nie zawsze potrafi okazać ci miłość, jest naprawdę dobrym chłopem, że masz telefon i tysiące innych gadżetów. Uciesz się tym, co masz, a nie smuć się z tego powodu, że ktoś inny ma więcej niż ty. Twoim szczęściem jest twoje życie, a nie życie twojego sąsiada.

Szukaj szczęścia w tym, co masz, a nie w niezadowoleniu, że kto inny posiada więcej niż ty. Zobacz, jak wiele masz i po prostu się uśmiechnij – bo masz powody do radości.

7 kroków do szczęścia

Krok 7 – Uśmiechnij się i przestań narzekać

Konsekwencją przejścia wszystkich kolejnych kroków jest doświadczenie szczęścia, które będzie wypisane na twojej twarzy. Uśmiech, radość emanująca z twojego oblicza, z twoich słów, gestów, z całego sposobu bycia. Albo to szczęście wynikające ze spotkania z Chrystusem jest prawdziwe i wtedy je w tobie i po tobie widać, albo jest tylko iluzją, totalną ściemą. Nie wierzę w te wszystkie zdania, że szczęście jest czymś wewnętrznym, że wcale nie musi się ono na zewnętrz objawiać. Po prostu w to nie wierzę, bo człowiek jest ciałem i jest duchem – to, co wewnątrz, znajduje swój wyraz w tym, co zewnętrze, w tym, co powie nasze ciało. Zatem uśmiechnij się, przyjmuj każdy kolejny dzień z radością, z przekonaniem, że to jest twój najszczęśliwszy dzień w życiu. Obudź się z przekonaniem, że jesteś szczęśliwy i uśmiechaj się do ludzi, oni też się wtedy uśmiechną do ciebie.

Doskonale rozumiem papieża Franciszka, który w jednej ze swoich homilii mówił: „Jest tyle osób, które nie umieją podziękować Bogu, zawsze szukają powodu do narzekań. Chrześcijanin nie może żyć, ciągle narzekając: nie mam tego, nie mam tamtego. To nie po chrześcijańsku”. Zatem przestań narzekać, wstań i bierz się za życie – takim jakim ono jest. Masz je tylko jedno. Albo się uśmiechniesz i przeżyjesz życie w doświadczeniu szczęścia, albo będziesz ciągle marudził, że chciałbyś być szczęśliwym.

Innego życia nie będziesz miał! Bądź sobą – to w tobie jest ukryty cały potencjał twojego szczęścia. Bo twoje życie jest darem dla ciebie od Boga.

7 kroków do szczęścia

To w twoim życiu Bóg jest obecny, w nim się wydarza. To Bóg jest twoim szczęściem.

Kiedy wiesz, kim jest Jezus, wtedy naprawdę jesteś błogosławiony. Słowa, które pod Cezareą Filipową usłyszał Szymon Piotr, Jezus kieruje do każdego z nas. Znać Jezusa to naprawdę gwarancja nieziemskiego szczęścia. Od tego wszystko się zaczyna – to pierwszy krok, sześć następnych jest tylko konsekwencją pierwszego.

Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Porosło
Ks. Krzysztof
Porosło
zobacz artykuly tego autora >