Fot. Wes Hicks/Unsplash

“Warto mówić o wczesnej stracie dziecka”. Świadectwo Joanny

"Warto mówić o wczesnych stratach, bo one zdarzają się często, a wierzymy, że człowiekiem jest się od początku ciąży, więc zbywanie tego tematu jest nie na miejscu" - mówi Joanna Skrzymowska w swoim świadectwie wczesnej utraty dziecka.

Reklama

Jakiś czas temu skontaktowała się ze mną Asia Skrzymowska, która wyraziła chęć opowiedzenia o swoim utraconym dziecku.„Pisząc tę wiadomość mam w tyle głowy, że przecież moja historia nie jest nadzwyczajna i wywiad z kobietą, która straciła dziecko na początku ciąży już ukazał się w tym cyklu, ale pisząc kolejne słowa umacnia się we mnie przekonanie, że właśnie ta zwyczajność może jakiejś kobiecie dać siłę, wsparcie,  pokrzepienie, albo chociaż poczucie, że nie jest w tym sama”. Postanowiłam zaprosić ją do rozmowy.

Joanna Całko: Czym się zajmujesz Asiu?

Joanna Skrzymowska: Jestem doktorantką na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie, gdzie prowadzę zajęcia ze studentami z zakresu tematyki media i kościół. Wcześniej zajmowałam się social mediami w jednej redakcji, a obecnie pracuję w rodzinnej firmie.

Od niedawna jesteś także żoną?

Tak, od nieco ponad roku jesteśmy z mężem po ślubie. A od czterech miesięcy jestem mamą dziecka, które żyło w moim łonie dwa tygodnie. W zasadzie byliśmy z mężem pewni, było to oczywiste, że chcemy mieć dzieci. Mąż ma dziesięcioro rodzeństwa, a ja pięcioro. Okazało się jednak, że to wcale nie jest takie proste. Każdy miesiąc oczekiwania po ślubie na moją ciążę był dla nas dość trudny i towarzyszyła nam niepewność, kiedy to się w końcu wydarzy.

Reklama
Reklama

I wydarzyło się…

Tak. W kwietniu tego roku, podczas Triduum Paschalnego mój mąż miał takie przeczucie, którym się podzielił, że chyba jestem w ciąży. I rzeczywiście po Świętach na teście pojawiły się dwie kreski. To była ogromna radość dla nas, która niestety trwała tylko dwa tygodnie. Lekarz także zdążył potwierdzić, że noszę w brzuchu nasze maleństwo. Jednak już 1 maja dostałam krwawienia. Zgłosiliśmy się do szpitala. Przy badaniu lekarz stwierdził, że „jama macicy jest pusta”. Jak usłyszeliśmy to stwierdzenie byłam w szoku.

Na teście pojawiły się dwie kreski. To była ogromna radość dla nas, która niestety trwała tylko dwa tygodnie. Lekarz także zdążył potwierdzić, że noszę w brzuchu nasze maleństwo.

Jak zostałaś potraktowana w szpitalu?

Na szczęście moja bratowa jest położną, więc w zasadzie ona ogarnęła całą sytuację od strony medyczno- technicznej. Nie musiałam się niczym martwić. Miałam ogromne wsparcie z jej strony i ze strony męża.

Reklama
Reklama

Jak się czułaś po powrocie do domu?

Było mi ciężko, czułam ból i niedowierzanie. Przecież jeszcze rano cieszyłam się ciążą, a tu już nie ma naszego dziecka. Pamiętam, że to była niedziela i po powrocie ze szpitala chcieliśmy iść na Mszę. Częścią Eucharystii jest też uwielbienie, odśpiewanie Bogu “chwała na wysokości” i miałam ogromną trudność, nie potrafiłam tego zrobić. Myślałam, jak mam w tym bólu dziękować Ci, chwalić Cię Boże?

Jak się odnalazłaś w nowej rzeczywistości po poronieniu?

Potrzebowałam szybko wrócić do swoich zajęć, do pracy. Zaangażowałam się w codzienne aktywności już kilka dni po poronieniu. W tamtym momencie było mi to potrzebne, żeby nie zamknąć się w swoim bólu. Utwierdzanie się w tym cierpieniu, myślę, że nie pomogłoby mi, bo znam siebie.

Zdążyłaś powiedzieć komuś o ciąży?

Tak. Dowiedzieli się moi rodzice, siostra i teściowa. Dlatego też trzeba było powiedzieć im, że to już nieaktualna wiadomość.

Reklama

Jak się zachowali twoi najbliżsi?

Okazało się, że największym wsparciem była reakcja mężczyzn w moim otoczeniu. Oprócz mojego męża, który był cały czas przy mnie, mój tata i mój teść po prostu mnie przytulili i zapewnili, że będzie dobrze. Tego potrzebowałam: bez złotych rad, bez nawet próby rozmowy, tylko takie bycie obok i towarzyszenie mi.

Mój tata i mój teść po prostu mnie przytulili i zapewnili, że będzie dobrze. Tego potrzebowałam: bez złotych rad, bez nawet próby rozmowy, tylko takie bycie obok i towarzyszenie mi.

Złote rady też się zdarzały?

„Będziecie mieć kolejne dziecko”, „młodzi jesteście”, “macie czas”… Z jednej strony rozumiem takie reakcje, bo ludzie mogą nie wiedzieć co powiedzieć, a z drugiej strony takie stwierdzenie nie są do końca na miejscu.

Napisałaś mi w wiadomości – a propos reakcji otoczenia na utratę ciąży – że odkryłaś także głuchą ciszę wśród znajomych i w sobie, a ty nie możesz przecież żyć “tak jakby nic się nie stało”…

Nie twierdzę, że na każdym spotkaniu trzeba poruszać ten temat czy dopytywać się o moje samopoczucie, ale udawanie, że nic się nie stało, jest przykre dla mnie i dla męża. Nawet to osławione stwierdzenie, że „będziecie mieć kolejne dziecko” jest już lepsze niż ta głucha cisza, ignorowanie tematu, nie wspominanie nigdy o tym co się stało, tak jakby nasze dziecko nie istniało.

Natomiast wiem, że wy z mężem nie macie problemu o mówieniu wprost o poronieniu…

Dwa miesiące po stracie, więc około rok po ślubie mieliśmy dużą rodzinną uroczystość i dzień wcześniej rozmawialiśmy, że na pewno pojawią się pytania o to, kiedy będziemy mieć dziecko. Mój mąż powiedział, że będziemy wtedy odpowiadać, że mamy już jedno w Niebie. I jak ktoś się mnie pyta, to ja nie potrafię nie odpowiedzieć zgodnie z prawdą, bo to dziecko jest i ono ma wpływ na nasze życie.

W takim razie jak sobie wyobrażasz to wasze dziecko teraz?

Myślę, że jest w pełni szczęśliwe z Panem Bogiem. Towarzyszy mi myśl, że ono już osiągnęło to, na co ja muszę jeszcze tyle pracować. Czuję też w tej mierze spokój, bo czego mogłabym więcej chcieć dla własnego dziecka ponad to, żeby osiągnęło Niebo?

Mieliście okazję przeżyć pożegnanie?

Nie organizowaliśmy nabożeństwa, nawet nie wiedzieliśmy, że jest taka możliwość dla takiego maleństwa wielkości ziarenka. Każdego dnia jednak prosimy je o pomoc, bo skoro wierzymy, że jest święte, to tak jak zwracamy się z mężem do bliskich naszym sercom patronów, tak samo prosimy je o wstawiennictwo i opiekę. Czasami mam wrażenie, że nasze dziecko patrzy z Nieba i wręcz napomina nas.

Nigdy jednak nie jest za późno, żeby zorganizować takie nabożeństwo w kościele, jeśli ktoś czuje taką potrzebę pożegnania się. Jak po tym wydarzeniu, w kontekście macierzyństwa patrzysz na swoją przyszłość?

Mój lekarz ginekolog po wizycie kontrolnej po poronieniu powiedział mi, że jeśli czujemy się psychicznie gotowi na kolejną ciążę, to fizycznie nie ma żadnych przeszkód, żebyśmy mogli się starać o kolejne dzieci. Podzielił się też ze mną doświadczeniem, że oni z żoną też przeżyli stratę maleństwa. To było z jego strony bardzo ludzkie i dało mi też nadzieję na to, że możemy mieć kolejne dzieci.

To budujące, jak spotykasz kogoś, kto rozumie twoją stratę, a już zwłaszcza, jeśli jest to lekarz.

Tak. Ja z nadzieją patrzę w przyszłość, ale też z większą pokorą. Nauczyło mnie tego nie tylko poronienie, które pokazuje jak kruche jest życie i jak wiele rzeczy jest niezależne od nas, ale też ten okres oczekiwania na ciążę miesiąc po miesiącu. Pokazuje mi to, żeby nie zapominać, że jest Ten Trzeci, który jest Dawcą i wie lepiej co jest dla nas dobre.

Mówiłaś o trudnościach w wychwalaniu Boga. Czy miałaś moment pretensji do Niego o to, co się stało?

Bardziej niezrozumienia. W mojej relacji z Bogiem widzę, jak wiele jest rozumowego podejścia. Bardzo bym chciała wiedzieć, poznać przyczynę, znaleźć „winowajcę”, choć mam w głowie słowa lekarza z Izby Przyjęć, że to nie jest moja wina, ani nikogo innego, tak się po prostu zdarza. Widzę jednak, że ta potrzeba dociekania i zrozumienia, którą mam w sobie jako naukowiec, zaprowadza mnie często w ślepy zaułek. Natomiast dzięki wsparciu męża zaczęłam akceptować to, że nie poznamy przyczyny straty dziecka. Przynajmniej nie na tym świecie i szkoda tracić nerwy, nakręcać się i próbować na siłę pojąć coś, czego nie da się wytłumaczyć.

Faktycznie często jest tak, że nie poznamy przyczyny, tego jak doszło do śmierci dziecka i dlaczego. Sama tego doświadczyłam i wiem, że wiele rodziców pozostaje z taką niewiadomą, którą próbują objąć rozumem. Zastanawiam się, czy ta wiedza jest nam rzeczywiście potrzebna i czy dałaby jakiekolwiek ukojenie. Z doświadczenia skłaniam się ku stwierdzeniu, że to wiara daje ukojenie, nie wiedza. Ona może prowadzić do obwiniania się i pytania co mogłam zrobić inaczej. Co jest najtrudniejsze, kiedy doświadczasz straty dziecka?

Dla mnie najtrudniejsze było pogodzenie się z utratą moich pragnień, planów. Aplikacja wyliczyła mi termin porodu na 25 grudnia, więc już była pokusa, żeby to odczytać jako znak. I musiałam się pożegnać z tym, co sama sobie wyobraziłam i zaprojektowałam w głowie. Zderzyłam się też z prawdą, że mój scenariusz to nie jest ten najgenialniejszy wariant. Zapomniałam, że nad wszystkim czuwa Bóg. I to uczy pokory.

Jak otoczenie mogłoby wesprzeć rodziców, którzy doświadczają straty nawet na tak wczesnym etapie ciąży?

Jakkolwiek trywialnie to brzmi, najważniejsze, żeby po prostu byli. Naprawdę nie trzeba wielkich słów, a jedynie prostych rzeczy. Jeśli widzimy, że taka mama potrzebuje przytulenia, to przytulmy, jeśli widzimy, że fizycznie jest osłabiona, to zaopiekujmy się nią. Dla mnie wyrazem największej troski było to, że dzień po poronieniu moja siostra przyjechała do mnie, ugotowała nam obiad i posprzątała. To taka drobna rzecz o wielkim znaczeniu. Po prostu mi towarzyszyła, a ja mogłam zająć się sobą i swoimi emocjami. Oprócz wsparcia otoczenia najważniejsza jest dla mnie siła, którą daje mi tylko Bóg.

Minęło niewiele czasu od poronienia, ale czy widzisz już jakieś pozytywne strony tego wydarzenia?

Tak. Nigdy wcześniej nie byliśmy z mężem tak blisko, jak podczas tej straty i po niej. Nic nas tak nie zbliżyło, jak wspólne cierpienie, bo wiemy, że nikt inny nie przeżyje tego, tej konkretnej rzeczy tak jak my.

Jak podsumowałabyś emocje, które ci towarzyszyły w tamtym czasie i teraz?

Jak to się działo, to chciałam wiedzieć od razu co się stało, miałam taki niepokój, że muszę zrozumieć co się dzieje, co się stało. Teraz towarzyszy mi większy spokój. Odpuściłam. Wtedy to było wielkie niezrozumienie, ból, chęć dociekania. Obecnie ból jest nadal, ale inaczej przeżywany. Odpuściłam też gonitwę za wiedzą. Myślę też, że gdybym nie miała wcześniej mądrości od Pana Boga, daru przeżywania życia z Nim, to nie poradziłabym sobie tak dobrze z tym, co się stało.

Co powiedziałabyś mamom, które doświadczają straty?

Nie bójcie się o tym mówić. Mnie osobiście bardzo pomogły świadectwa i podzielenie się swoimi doświadczeniami przez mamy, które przeżyły stratę. To jest skarbnica pożytecznych i prostych rad oraz pokazanie ścieżki, jak można przejść przez żałobę i nie udawać, że się nic nie stało. Myślę, że warto mówić o wczesnych stratach, bo one zdarzają się często, a wierzymy, że człowiekiem jest się od początku ciąży, więc zbywanie tego tematu jest nie na miejscu, kiedy się okazuje, że taki człowiek przedwcześnie odchodzi z tego świata. I najważniejsze: jesteś mamą. To doświadczenie bycia mamą nie zostało ci odebrane wraz ze stratą dziecka.

Czym zatem jest według ciebie bycie mamą?

Mama jest jedną z trzech osób, która przywołuje na świat, która stwarza. To mama jako pierwsza wie, że pojawia się dziecko. Czy ta mama oczekuje dziecka, czy jest to niespodziewane, to ta bliskość serca do serca i ciała do ciała w żadnej innej relacji nie jest tak bliska.

Jawisz mi się jako ciepła i radosna osoba. I ta radość i spokój od ciebie bije.

Lubię się uśmiechać. Natomiast nawet jak w miarę sobie radzę ze stratą, to bywają chwile, że pojawia się ból i smutek. Mam okazję dzielić się świadectwem, że mamy dziecko w Niebie. Czasami jak o tym mówię, zdarza się, że polecą mi łzy. Trafiam też na przypadkowe, ale też znajome osoby, które przez to, że ja się otwieram na mówienie o tym, one także się otwierają i opowiadają o swoich trudnych doświadczeniach, o stracie swoich dzieci, o adopcji. Myślę, że dzięki temu, że Pan Bóg wlewa we mnie odwagę mówienia o tym, inni też mogą się otworzyć na przeżycie swojej żałoby.

Podziwiam waszą siłę i wiarę. Twoją i męża. Trwajcie w niej. Dziękuję za rozmowę.

Przeczytaj więcej rozmów Joanny Całko>>>

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę