ROZMOWY

Szkaplerz – Szata Królowej Karmelu

„Wiele razy nakładałem szkaplerz żołnierzom, którzy wyjeżdżali do Afganistanu. Przyjeżdżali do Czernej całymi rodzinami i przyjmowali szkaplerz. Czy ocaleli na wojnie? Tego nie wiem. Na pewno ten akt oddania się Matce Bożej był wołaniem o Jej opiekę i pomoc” – mówi o. Leszek Stańczewski OCD, przeor klasztoru Karmelitów Bosych w Czernej

O szacie Maryi, obowiązkach i przywilejach związanych z przyjęciem szkaplerza opowiada w rozmowie z KAI.

 

Karolina Krawczyk (KAI): Z jakimi wydarzeniami wiąże się uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel?

O. Leszek Stańczewski OCD: Wszystko zaczęło się… od kryzysu. W pierwszej połowie XIII wieku nasz zakon przeżywał ogromne trudności. Bracia w Ziemi Świętej byli prześladowani przez Saracenów i mordowani. Ci, którzy przetrwali te krwawe podboje, zostali wypędzeni z Góry Karmel i przybyli do Europy.

Niestety, tutaj też nie byli rozumiani. Ich pustelnicza mentalność i sposób życia nie spotkały się z przychylnością. Coraz częściej mówiono o kasacie zakonu. Ponieważ w XIII wieku istniały już zakony franciszkanów i dominikanów, to uważano, że to wystarczy, że kolejne zgromadzenie nie jest potrzebne.

Ówczesny generał, św. Szymon Stock, powierzył sprawy zakonu Maryi. W 1251 roku w Aylesford, w Anglii, przeżył objawienie. W nocy z 15 na 16 lipca św. Szymon widział Matkę Bożą, która wręczyła mu szkaplerz, mówiąc: „Weź, najukochańszy synu, ten szkaplerz twego zakonu jako wyróżniający znak i symbol przywilejów, który otrzymałam dla ciebie i wszystkich synów Karmelu. Jest to znak zbawienia, ratunek pośród niebezpieczeństw, przymierze pokoju i wieczystego zobowiązania. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego”.

Nasz generał przyjął ten dar Najświętszej Maryi Panny i od tamtej pory nakazał nosić szkaplerz wszystkim braciom. Zakon zaczął się dynamicznie rozwijać. W ciągu pięćdziesięciu lat powstało pięćdziesiąt domów zakonnych, a w 1397 roku zakon przybył do Polski, do Krakowa. Jako wotum wdzięczności, w nocy z 15 na 16 lipca, przeżywamy uroczyste czuwanie i dziękczynienie za dar i ocalenie. Od XVI w. dzień ten jest nazywany w zakonie „Świętem Szaty”. Właśnie wtedy dziękujemy za ten szczególny znak opieki, jakim jest szkaplerz. W Uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel świętuje cała rodzina karmelitańska: bracia, siostry i wierni świeccy.

 

KAI: Czym w takim razie jest szkaplerz i dla kogo jest przeznaczony?

– Najprościej mówiąc, szkaplerz zakonny to długi pas materiału sięgający do ziemi, który zakładamy na habit. Dla osób świeckich przeznaczony jest szkaplerz mniejszego rozmiaru, który nosi się pod ubraniem. Można także nosić medalik szkaplerzny. Szkaplerz musi zostać pobłogosławiony i nałożony przez kapłana. Nie ma jakiejś szczególnej grupy osób, które mogą go nosić. Szkaplerz, nazywany także „szatą Maryi” może przyjąć każdy, kto odczuwa taką potrzebę.

 

KAI: Maryja ze znakiem szkaplerza objawiła się także papieżowi Janowi XXII.

– Tak. Dzięki temu została ogłoszona Bulla sobotnia, w której zawarte zostały informacje o przywilejach dla tych, którzy zdecydowali się nosić szkaplerz. Wśród nich jest ten najsłynniejszy, tzw. „przywilej sobotni”. W czasie objawienia Maryja zapewniła Ojca Świętego, że uwolni z czyśćca każdą osobę odzianą w szkaplerz karmelitański w pierwszą sobotę od chwili śmierci. Powtórzyła tym samym tę obietnicę, którą wcześniej wypowiedziała w stronę św. Szymona Stocka.

 

KAI: Jak uchronić się przed tym, by nie traktować szkaplerza jako talizmanu, jako „pewnika” w drodze do nieba?

– Bardzo prosto. Trzeba pamiętać, że za szkaplerzem stoją nie tylko przywileje, ale też obowiązki. Wypełnianie ich bardzo szybko zweryfikuje naszą postawę i decyzję o przyjęciu „szaty Maryi”. Tych obowiązków jest kilka: po pierwsze, szkaplerz należy nosić zawsze i wszędzie. To może być uciążliwe, niektórzy mogą się wstydzić tego znaku. Wtedy wychodzi na jaw, jak ktoś traktuje szkaplerz – czy jest talizmanem czy raczej okazją do dawania cichego świadectwa swojej wiary. Kolejne obowiązki wynikające z przyjęcia szkaplerza to codzienna modlitwa ku czci Matki Bożej, zachowanie czystości zgodnej ze swoim stanem życia, bycie apostołem szkaplerza. Jak widać, tych obowiązków jest kilka.

 

KAI: Jak przygotować się do przyjęcia szkaplerza?

– Przede wszystkim warto rozeznać, dlaczego ktoś chce przyjąć szatę Maryi. Warto wiedzieć, jakie obowiązki z tego wynikają oraz jakie przywileje. Zachęcam do tego, żeby sięgnąć po książki dotyczące szkaplerza – tych na rynku wydawniczym jest coraz więcej.

Dobrze, aby w chwili przyjęcia szkaplerza osoba była w stanie łaski uświęcającej, po dobrze odprawionej spowiedzi. Trzeba jednak podkreślić, że to nie jest warunek sine qua non, bo szkaplerz jest sakramentalium, a nie sakramentem. Jeśli ktoś ma przeszkody do otrzymania rozgrzeszenia, ale chce przyjąć szkaplerz, to też może to zrobić. W takim wypadku należy starać się żyć najlepiej, jak tylko się potrafi, mimo różnego rodzaju przeszkód, i zrobić wszystko, by uporządkować swoje życie wg Bożego prawa.

Zachęca się także, żeby przyjmujący szkaplerz w tym dniu przyjął Komunię Świętą, ponieważ z przyjęciem szkaplerza wiąże się także łaska odpustu zupełnego.

 

KAI: Czy można przyjąć szkaplerz i „ominąć” duchowość karmelitańską? Dzieła świętych Karmelu nie są łatwą lekturą…

– Pewnie, że można, ale na pewno byłaby to ogromna szkoda dla człowieka. Duchowość Karmelu jest niezwykle bogata. Mamy wielu świętych: Jana od Krzyża, Teresę Wielką, Teresę od Dzieciątka Jezus, Benedyktę od Krzyża, Małą Arabkę… Warto zgłębiać to, czym żyli ci święci. Szkoda by było przyjąć szkaplerz i nie sięgnąć do głębi, która za nim stoi. To podobnie jak z odwiedzinami: można swoją mamę odwiedzić raz w roku, a można robić to częściej. Można szkaplerz przyjąć i wracać do tego momentu, a można też iść w głąb duchowości karmelitańskiej.

 

KAI: W takim razie jak można rozwijać swoją duchowość szkaplerzną?

– Tych propozycji ze strony naszego zakonu jest bardzo dużo. Jako zakonnicy przede wszystkim głosimy kazania i rekolekcje o tematyce szkaplerznej. Mamy swój biuletyn, stronę internetową (www.szkaplerz.pl), a w ofercie naszego wydawnictwa mamy dzieła naszych wielkich mistrzów duchowych. Ponadto coraz prężniej rozwijają się bractwa szkaplerzne. Na chwilę obecną są one w kilkudziesięciu miastach w Polsce. Co warto podkreślić, takie bractwa nie muszą należeć do naszych parafii zakonnych, ale z powodzeniem powstają także przy parafiach diecezjalnych. Jest oczywiste, że służymy także kierownictwem duchowym, indywidualną rozmową i sakramentami każdemu, kto jest w potrzebie.

 

KAI: Mnogość tytułów, jakimi opisywana jest Matka Boża może przytłaczać. Jak dobrze rozumieć i przeżywać duchowość maryjną?

– Bez wątpienia należy ciągle podkreślać, że Maryja jest oczywiście jedna. Są tacy, którzy niestety spierają się o to, które z objawień jest lepsze czy bardziej skuteczne. A to błąd. Maryja jest Królową Nieba i Ziemi, jest też Matką Kościoła, czyli każdego z nas. I właśnie dlatego dobrze by było, aby każdy wierzący znalazł swój własny sposób na relację z Maryją. Może odmawiać różaniec, może nosić szkaplerz, może pielgrzymować do różnych sanktuariów, a może po prostu swoimi słowami z Nią rozmawiać i powierzać Jej swoje sprawy. A dlaczego warto? To bardzo proste. Chyba każdy z nas kocha swoją ziemską mamę – okazuje jej wdzięczność, miłość, szacunek za trud wychowania i wszystkie poświęcenia, jakie poniosła. Tak samo jest z naszą Matką Niebieską – niech każdy sobie znajdzie swój sposób na to, by okazać jej swoją miłość i oddanie. Nie ma znaczenia, co to będzie. Tu chodzi przede wszystkim o miłość.

 

KAI: Co z osobami, którym – mimo szczerych chęci – ciężko zaakceptować kult Matki Bożej?

– Tym, którym trudno jest zrozumieć osobę Matki Bożej, polecam postawę dziecka. Zachęcam, aby powierzyć Maryi swoje sprawy, także tę trudność z zaakceptowaniem Jej. Jestem pewien, że w taki sposób najszybciej przekonają się, że Matka Boża nie chce odbierać Jezusowi należnej Mu czci i szacunku, ale robi wszystko, by każdy człowiek jeszcze bardziej kochał Jej Syna.

Maryja przyniosła nam największą łaskę, jaką możemy sobie wyobrazić. Dała nam Chrystusa. Właśnie z tego powodu nazywana jest „pośredniczką”. Ona nadal chce nam udzielać kolejnych łask, dlatego zachęcam: jak dzieci proście Matkę o pomoc, a otrzymacie to, czego potrzebujecie.

 

KAI: Na pewno Ojciec spotkał się z wieloma świadectwami związanymi ze szkaplerzem. Któreś z nich szczególnie Ojcu zapadło w pamięć?

– Najpierw powiem, że ja sam czuję opiekę Matki Bożej. Tego się nie da opisać żadnymi słowami, ale proszę mi wierzyć, że jestem pewny Jej opieki w moim życiu kapłańskim i zakonnym. Pamiętam też historię, która wydarzyła się w Truskolasach. Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus mają tam swój dom. W latach 60. XX wieku, w czasie Wielkiego Postu w tej miejscowości wybuchł pożar. Ponieważ większość domów była drewniana, ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał i szedł wprost na dom Sióstr oraz na drewniany kościół. Wtedy jedna z sióstr, s. Genowefa, ściągnęła swój szkaplerz, rzuciła w miejsce, do którego zaraz miał dotrzeć ogień i zawołała „Maryjo, ratuj!”. I ogień po prostu się zatrzymał. Ludzie po dziś dzień opowiadają o tym wydarzeniu i przekazują tę historię kolejnym pokoleniom.

Ja sam wiele razy nakładałem szkaplerz żołnierzom, którzy wyjeżdżali do Afganistanu. Przyjeżdżali do Czernej całymi rodzinami i przyjmowali szkaplerz. Czy ocaleli na wojnie? Tego nie wiem. Na pewno ten akt oddania się Matce Bożej był wołaniem o Jej opiekę i pomoc. Ale podkreślić trzeba, że przyjęcie szkaplerza nie oznacza lekkiego i bezstresowego życia. Kiedy Maryja objawiła się Szymonowi Stockowi, obiecała, że uratuje dusze przed pójściem do piekła. I przede wszystkim tak należy rozumieć tę opiekę.

 

KAI: Rok 2001 okazał się przełomowym momentem dla nabożeństwa szkaplerznego.

– Tak. Była to 750 rocznica objawienia się Maryi i podarowania nam szkaplerza. Z tej okazji papież Jan Paweł II napisał list apostolski Providentialis gratiae eventus, w ten sposób podkreślając znaczenie „szaty Maryi” nie tylko dla naszego zakonu, ale dla całego Kościoła powszechnego. W tym liście podkreślił dwie prawdy. Jedna mówi o tym, że Maryja jest naszą opiekunką zarówno w tym życiu jak i w chwili śmierci. Druga z prawd podkreśla, że nabożeństwo do Matki Bożej powinno trwać w życiu chrześcijanina nieustannie: „(…) nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny nie może ograniczać się tylko do modlitw i hołdów składanych Jej przy określonych okazjach, ale powinna stanowić “habit”, czyli nadawać stały kierunek chrześcijańskiemu postępowaniu, opartemu na modlitwie i życiu wewnętrznym poprzez częste przystępowanie do sakramentów i konkretne uczynki miłosierne co do ciała i co do duszy” – tak pisał Ojciec Święty. Warto dodać, że on sam od młodości nosił szkaplerz i wielokrotnie o tym wspominał.

 

KAI: W tym roku obchodzimy setną rocznicę objawień w Fatimie. W wydarzeniach sprzed stu lat pojawił się pewien karmelitański akcent.

– To prawda. W ostatnim objawieniu fatimskim, 13 października 1917 roku, Maryja objawiła się pastuszkom, będąc ubraną w habit karmelitański. S. Łucja, jedna ze świadków objawień wielokrotnie podkreślała, że właśnie przez to objawienie Maryja chciała nam pokazać, że różaniec i szkaplerz są nadal aktualne i bardzo potrzebne. Podkreślał to biskup da Silva, ordynariusz diecezji Leiria, który mówił, że szkaplerz jest integralną częścią orędzia fatimskiego. Warto żyć tą pobożnością, warto bliżej poznać „szatę Maryi”, a przez Matkę Najświętszą zbliżyć się jeszcze bardziej do Chrystusa.


Rozmawiała Karolina Krawczyk / Czerna

Katolicka Agencja Informacyjna

Show comments

Boże Miłosierdzie na Karaibach

- Mieszkańcy Martyniki znają historię życia św. Faustyny oraz przesłanie, które pozostawiła światu. Ludzie ją znają i co jest piękne: przyjęli z wielką ufnością nauczanie o Bożym Miłosierdziu. Czasami nawet można zazdrościć tej ufności, ponieważ jest taka naturalna. Nie jest wyuczona, ale jest po prostu zwróceniem się do Jezusa o Jego miłosierdzie. To jest wspaniałe świadectwo - powiedział w rozmowie z KAI ks. Józef Nowak, który 6 lipca w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach odebrał relikwie św. Faustyny, by zawieść je na Martynikę, jedną z wysp na Karaibach.

Ks, Józef Nowak pochodzi z Gdańska. Na Martynice pełni posługę misyjną d dziesięciu lat, a od 2015 r. jest kustoszem sanktuarium maryjnego na terenie parafii Niepokalanego Poczęcia w Le Morne Rouge na Martynice.


Liliana Leda (KAI): Jaki pod względem gospodarczym i kulturowym jest region, na którym pełni Ksiądz swoją posługę misyjną?

Ks. Józef Nowak: Martynika jest regionem zamorskim Francji, znajduje się na południu Karaibów, na Małych Antylach. Tylko część południowa wyspy jest turystyczna. Nie ma tam przemysłu, ponieważ to mała wyspa, ma 80 km długości i 40 szerokości. Ludzie zajmują się uprawą trzciny cukrowej, bananów, które trafiają na cały rynek europejski i rumu. Na wyspie mieszka 400 tys. mieszkańców. Na Martynice jest 47 parafii. Sanktuarium maryjne, które znajduje się na terenie parafii Niepokalanego Poczęcia w Le Morne Rouge, liczącej 5 tys. mieszkańców, będzie pierwszym, w którym obecne będą relikwie św. Faustyny. Jest to pierwsze i najstarsze sanktuarium na Martynice, które powstało w 1852 roku.

 

Jak wygląda życie religijne mieszkańców Martyniki?

Na Martynice znaczna większość katolików jest ochrzczona. Proporcje są bardzo podobne jak w Polsce. Natomiast jeśli chodzi o taką wiarę w praktyce to również jest bardzo dużo podobieństw. Ludzie są bardzo religijni. Religia i wiara jest częścią ich życia. Nie jest tak jak we Francji metropolitalnej. Są bardzo mocne tradycje religijne, w rodzinach, wśród dzieci, które są pielęgnowane. A to co jest piękniejsze niż w Polsce to to, że ludzie się nie wstydzą rozmawiać o Jezusie, rozważać Słowo Boże.

Rozmawiają w autobusach czy w sklepach bez żadnych problemów. Na wyspie obecni są też protestanci i bardzo maleńki procent przyjezdnych muzułmanów. To co jest urzekające to to, że mieszkańcy Martyniki zachowują też tradycję, która kiedyś u nas w Polsce była bardzo widoczna, czyli przychodzą do Kościoła całymi pokoleniami. Jest też wiele grup modlitewnych w dzielnicach miast, gdzie ludzie bardzo się angażują.

 

W jaki sposób głosi i rozpowszechnia Ksiądz kult o Bożym Miłosierdziu na tej wyspie?

Na wyspie jest nas czterech księży z Polski. Jesteśmy Polakami i z domu rodzinnego, z Ojczyzny wynieśliśmy kult Bożego Miłosierdzia. U mnie pogłębił się on podczas pobytu na misjach w Afryce. Kiedy zostałem kustoszem sanktuarium w 2015 r. rozpoczął się Rok Miłosierdzia. Zaobserwowałem wówczas ogromne działanie Jezusa, odbyło się wiele nawróceń, ludzie niesamowicie przeżywali swoją wiarę, było wiele rekolekcji, dni skupienia i pielgrzymek do naszego sanktuarium.

Widać było mocne działanie Jezusa Miłosiernego. To mi uświadomiło i spowodowało, że zacząłem na nowo myśleć o tym, że to właśnie relikwie św. Faustyny powinny być na Martynice. Widząc siłę, z jaką Jezus działał, pomyślałem, że jako następstwo tych wszystkich łask, trzeba będzie kontynuować to, co ludzie otrzymali. Uznałem, że najlepszą możliwością będzie jeśli relikwie św. Faustyny będą mogły być w naszym sanktuarium, co nam pozwoli na kult publiczny siostry Faustyny i na rozpowszechnianie i nauczanie o Bożym Miłosierdziu.

 

Czy siostra Faustyna i jej orędzie jest już dobrze znane mieszkańcom wyspy?

Mieszkańcy Martyniki bardzo dobrze znają św. Faustynę, wiele grup przyjeżdża do Łagiewnik na pielgrzymki. Mieszkańcy Martyniki znają historię życia św. Faustyny oraz przesłanie, które pozostawiła światu. Ludzie ją znają i co jest piękne: przyjęli z wielką ufnością nauczanie o Bożym Miłosierdziu. Czasami nawet można zazdrościć tej ufności, ponieważ jest taka naturalna. Nie jest wyuczona , ale jest to po prostu zwróceniem się do Jezusa o Jego miłosierdzie. To jest wspaniałe świadectwo.

 

 

Z jakimi trudnościami w swojej posłudze musi się Ksiądz mierzyć na co dzień?

O trudnościach nie chciałbym mówić, ponieważ na trudności nie zwraca się uwagi. Trudności są wszędzie i w Polsce też się zdarzają. Staram się zawsze kłaść akcent na to co jest dobre, ponieważ jest więcej dobra niż trudności. Chyba nawet nie potrafiłbym powiedzieć co nimi jest. Na pewno trudnością w naszym rejonie jest brak pracy dla młodzieży, ponieważ to mała wyspa, dlatego młodzi muszą wyjeżdżać do Francji. Drugą trudnością jest brak u nas kierunków technicznych, żeby podjąć takie studia, młodzież też musi wyjeżdżać. Często bywa tak, że trudności z jakimi się tam borykamy są niezrozumiałe dla tych, którzy nigdy nie byli na misjach.

 

A jakie najważniejsze wyzwania stoją dziś przed Kościołem na Martynice?

Obecnie trwa u nas synod diecezjalny, który zakończy się w 2020 roku. Chcemy bardzo szeroko rozwijać pojęcie misji Kościoła, jeśli chodzi o ewangelizację, wyjścia przed Kościół, „na schody Kościoła”, czyli tak jak naucza papież Franciszek. Chcemy wyjść z Kościołów i ewangelizować. Ten synod ma właśnie temu służyć, cały czas nad tym pracujemy. Chcemy głosić Słowo Boże w prosty i jasny sposób. To są wyzwania, przed którymi stoimy w tym momencie.

 

Wcześniej przebywał Ksiądz ma misjach w Kamerunie, ale zapewne praca w tamtym miejscu miała nieco inny charakter. Tam ludzie w ogóle nie słyszeli o Bogu.

Tak, tutaj rzeczywiście praca jest całkowicie inna, ponieważ tam przebywałem w lesie, daleko od jakichkolwiek ośrodków, między Pigmejami Baka. Ta praca była pierwszym głoszeniem Ewangelii, naprawdę pierwszym, czyli ludziom, którzy nigdy nie słyszeli jeszcze o Jezusie. Duży nacisk położony był na pracę charytatywną, ponieważ taka była konieczność. To taka praca misyjna u podstaw. Ale to była piękna praca.

Trudności pojawiały się, ale praktyczne np. z przemieszczaniem się, ale jeśli chodzi o głoszenie wiary to była wspaniała. Nie ma nic wspanialszego niż widok tego jak Słowo Boże trafia do ludzkich serc. Na Martynice jest inna struktura pracy, ponieważ Ewangelia jest znana tam od samego początku. To co jest bolesne dla jej historii to niewolnictwo, które wciąż stanowi głęboką ranę. Struktura pracy jest podobna jak w Polsce, czyli polega na mocnym skupieniu się na katechezie i modlitwie, na tworzeniu wspólnot.

Jest to praca misyjna, ponieważ jest mało księży i pomoc z zewnątrz jest konieczna. Chociaż w porównaniu z Francją jest u nas więcej powołań, ale wciąż niewystarczająco w porównaniu z ilością ludzi, którzy przychodzą do Kościoła. Dlatego na Martynice potrzeby również są ogromne, ponieważ umacnianie wiary i budowanie wspólnot jest ważne i konieczne.


Rozmawiała Liliana Leda / Kraków

 

Show comments