Sakramenty to nie magia

"Kiedy wypowiadam formułę: 'Ja ciebie chrzczę', to mówię: 'Ja, Chrystus ciebie chrzczę'. Natomiast używając formy 'my', podkreślamy, że to wspólnota chrzci. A to nie jest prawdą!". O tym, dlaczego chrzest może być nieważny, co oznacza zasada "Ecclesia supplet" i dlaczego Kościół tak wielkie znaczenie przywiązuje do konkretnych słów opowiada ks. Michał Siennicki, pallotyn, doktor prawa kanonicznego.

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Agnieszka Huf: Media katolickie obiegła kilka dni temu wiadomość, że będący trzy lata po święceniach ksiądz Matthew Hood podczas oglądania video z własnego chrztu odkrył, że udzielający go diakon użył niewłaściwej formuły chrzcielnej. Władze kościelne stwierdziły, że chrzest był nieważny, przez co wszystkie inne, przyjmowane przez niego później sakramenty również nie były ważne. Co więcej – w konsekwencji również sakramenty, które sprawował już jako kapłan, nie zaistniały, ponieważ nie miał władzy ich udzielania. Czy to pierwsza tego rodzaju sytuacja?

ks. Michał Siennicki SAC: Nie, to nie jest pierwsza taka sytuacja. 6 sierpnia tego roku Kongregacja Nauki Wiary, którą kieruje kard. Ladaria, wydała odpowiedź na pytanie, które zostało do niej skierowane: czy chrzest udzielony w formie “My ciebie chrzcimy w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” jest ważny czy nie? Kongregacja jednoznacznie odpowiedziała, że taki chrzest jest nieważny. Ale to nie jest pierwsze tego typu pytanie. I Kongregacja co jakiś czas odpowiadała, czy dany sakrament w konkretnej, opisanej formie jest ważny. Na przykład: czy do chrztu konieczna jest woda, czy może być inny płyn? Tu też odpowiedź jest jedna: musi być woda.

 

Wśród opinii, formułowanych w mediach po ujawnieniu tej sprawy, pojawiły się też wątpliwości, czy nie traktujemy sakramentów w sposób magiczny – zmiana jednego słowa unieważnia wszystko. Jak Kościół odpowiada na te zarzuty?

W tym wypadku problem polega nie na tym, że jest tylko jakaś malutka zmiana, jakiś błąd językowy. Kiedy wypowiadam formułę: „Ja ciebie chrzczę”, to mówię: „Ja, Chrystus ciebie chrzczę”. Natomiast używając formy “my” podkreślamy, że to wspólnota chrzci. A to nie jest prawdą! To jest błąd podstawowy: logiczny, doktrynalny i dogmatyczny. Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii „Sacrosanctum concillium” w nr. 7 mówi, że „kiedy kapłan chrzci, to Chrystus chrzci”. Kiedy kapłan wypowiada formułę chrzcielną, to nie ma na myśli: “Ja, ksiądz to robię” tylko “To ja, Chrystus, ciebie chrzczę”. W momencie kiedy ktoś zmienia formułę i mówi “my”, bo chce podkreślić wymiar wspólnotowy – rodzina, przyjaciele, zaproszeni goście – “my ciebie chrzcimy”, to pomija Chrystusa. To jest istota problemu. Nam się wydaje, że to zmiana jednego słówka i wtedy pojawia się oskarżenie o myślenie magiczne. Ale jeśli się zrozumie jaki jest tak naprawdę ciężar gatunkowy tej zmiany, to dostrzega się tę kolosalną różnicę.

Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii „Sacrosanctum concillium” w nr. 7 mówi, że „kiedy kapłan chrzci, to Chrystus chrzci”. Kiedy kapłan wypowiada formułę chrzcielną, to nie ma na myśli: “Ja, ksiądz to robię” tylko “To ja, Chrystus, ciebie chrzczę”.

 

Więc co jest potrzebne do ważności sakramentu chrztu?

Kościół mówi o dwóch rzeczach: materia i forma, musi być też osoba – podmiot. Czyli żeby chrzest był ważny, potrzebna jest osoba nieochrzczona, woda i formuła chrztu świętego. Zmiana formuły czyni chrzest nieważnym, zmiana materii, czyli zmiana wody na coś innego tak samo. A jeśli ta osoba została wcześniej ochrzczona, to ponowny chrzest byłby nieważny, bo można ochrzcić tylko osobę do tej pory nieochrzczoną. Ale tu akurat Kościół zostawia pewną furtkę. Kilka dni temu media katolickie informowały, że w Oknie Życia w Warszawie została odnaleziona dziewczynka. Można sobie zadać pytanie: a co, jeśli mama ją ochrzciła? Takich niejasnych sytuacji może być więcej. Wtedy mamy chrzest “sub condicione”, warunkowy – dodaje się takie słowa: “jeśli nie byłeś ochrzczony, ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.” To rzadko zachodzący problem, ale Kościół i na to jest przygotowany.

 

Czy sytuacja, w której niewielka zmiana wypowiadanych słów zmienia zupełnie znaczenie, może się zdarzyć podczas sprawowania innych sakramentów?

Tak, na przykład podczas Eucharystii. Kapłan przygotowując dary mówi: “Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg, Ojciec Wszechmogący”. A niektórzy księża, szczególnie kiedy msza jest koncelebrowana, błędnie mówią: “Módlcie się, aby naszą i waszą ofiarę”. Podkreślają, że to nasza ofiara – “nas, księży” i “was, ludu”. Ale ksiądz, który to wypowiada, zupełnie nie wie, co mówi! “Moją” oznacza Chrystusa, “waszą” – Kościoła! Jeśli ksiądz, który stoi przy ołtarzu i mówi “naszą” w sensie księży, no to przepraszam bardzo – ta msza nie ma nic wspólnego z ofiarą Chrystusa na krzyżu i z Jego zmartwychwstaniem.

 

 

Czy w takiej sytuacji msza jest nieważna?

Zastanawiam się, czy ten ksiądz wie, co celebruje. Stwierdzić czy ważna, czy nieważna może jedynie Kongregacja Nauki Wiary. Natomiast chciałbym wszystkim księżom przypomnieć, że mają obowiązek sprawować sakramenty zgodnie z wolą Kościoła i Chrystusa, czyli tak jak to jest zapisane w księgach liturgicznych. Jeśli ktoś zmienia, robi po swojemu, to nie jest wierny woli Kościoła. A ksiądz jest w trakcie sprawowania sakramentów sługą – czyli nie wymyśla, nie tworzy, tylko ma służyć wspólnocie Kościoła. Wierny ma prawo otrzymać sakramenty sprawowane według ksiąg liturgicznych, według tego, co chce Kościół. A nie według “widzimisię” tego księdza, który dzisiaj ma fantazję, że będzie zmieniał teksty liturgiczne.

Wierny ma prawo otrzymać sakramenty sprawowane według ksiąg liturgicznych, według tego, co chce Kościół. A nie według “widzimisię” tego księdza, który dzisiaj ma fantazję, że będzie zmieniał teksty liturgiczne.

 

Ks. Matthew musiał ponownie przyjąć wszystkie sakramenty. A co z Eucharystiami, które sprawował, będąc przekonanym, że jest kapłanem?

To jest ważna kwestia, bo przez te trzy lata odprawił pewnie ponad 1000 mszy świętych – pozostaje problem intencji, w których odprawiał. Czy trzeba te wszystkie msze powtórzyć? Ta sprawa na pewno zostanie przedstawiona Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, bo to ona będzie tutaj kompetentna. Natomiast ja mogę powiedzieć, jak taką sprawę rozwiązał Pius XII po II wojnie światowej. Miał świadomość tego, że bardzo wielu księży przyjęło intencje mszy, a potem zmarło w obozach koncentracyjnych nim zdążyli je odprawić. Księgi mszalne, w których wpisywano intencje, często spłonęły, zostały zniszczone. Co zrobił papież Pius XII po II wojnie światowej? Odprawił specjalną Eucharystię właśnie z taką intencją, że tą jedną mszę świętą sprawuje w tych wszystkich intencjach, które przez tragedię II wojny światowej nie zostały odprawione. Być może Kongregacja podejmie podobną decyzję i wyznaczy, że biskup diecezji albo sam ks. Matthew odprawi mszę św., w której powierzy te wszystkie intencje, które przez tyle lat odprawiał w sposób nieważny. I przed Panem Bogiem i przed Kościołem ta sprawa zostanie rozwiązana.

 

Słysząc o problemie ks. Matthew, zaczęłam się zastanawiać, czy mam się czego bać? Ja nie mam jak sprawdzić, czy ksiądz w prawidłowy sposób wypowiedział formułę…

Wiadomo, że nie da się tego sprawdzić. Ufamy, że sakramenty są ważnie, godziwie sprawowane. Ale nawet, gdyby pojawił się błąd, to w takim przypadku mamy zasadę “Ecclesia supplet”, która oznacza “Kościół dopełnia”. Ta zasada ma zastosowanie, jeśli podczas sprawowania sakramentu coś nie zostało dopełnione. Przy czym dzieje się tak tylko w sytuacji, kiedy coś takiego wydarzyło się przez nieuwagę i tylko do czasu kiedy nie wiemy, że błąd zaistniał. Natomiast w sytuacji, o której ostatnio jest głośno, ks. Matthew, który oglądał swój chrzest i dostrzegł, że sakrament jest nieważny, zgłosił to władzom, po to żeby tę sytuację rozwiązać. I wtedy jakby ustaje “Ecclesia supplet”, tylko trzeba uzupełnić wszystko, bo mamy klarowną wiedzę na temat tego, co zostało źle zrobione. I teraz to my możemy to nadrobić. W momencie kiedy nie ma takiej jasności, nie ma pewności, wtedy stosuje się zasadę “Ecclesia supplet”. Ale gdy już mamy czarno na białym dowody, że coś zostało źle zrobione i w tym przypadku chrzest jest nieważny to trzeba ważnie tego chrztu udzielić.

 

W jakich jeszcze sytuacjach działa zasada “Ecclesia supplet”?

Na przykład w sakramencie pokuty. Aby ksiądz mógł ważnie udzielić rozgrzeszenia, musi otrzymać uprawnienia od biskupa diecezjalnego. Zdarza się, że przy zmianie miejsca pobytu księdza – szczególnie dotyczy to zakonników – daty się trochę przesuwają. Biskup mówi: “Od 1 września będziesz mógł spowiadać w mojej diecezji”. A poprzedni dekret miałem np. do 30 sierpnia. Przychodzi 31 sierpnia, nie pamiętam dokładnych dat z dekretów, siadam do konfesjonału, rozgrzeszam ale nie mam władzy. W takim momencie stosuje się zasadę “Ecclesia supplet”. Ale Kościół nie może uzupełnić, jeżeli ja miałbym stuprocentową wiedzę, o tym, że nie mogę udzielić rozgrzeszenia – jeśli biskup czy mój prowincjał zakaże mi sprawowania sakramentu spowiedzi, ale ja mimo to rozgrzeszam, to robię to w sposób nieważny.

 

 

Właśnie, spowiedź. Zdarzyło mi się kiedyś, że kapłan – nie wiem, czy przez zapomnienie, czy niechlujstwo – wypowiedział słowa: “Bóg Ojciec miłosierdzia niech ci udzieli przebaczenia i pokoju w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” – zabrakło słów “ja odpuszczam tobie grzechy”. Czy w takiej sytuacji muszę powtórzyć sakrament?

W takiej sytuacji działa właśnie zasada, o której rozmawiamy. Nie podejrzewam, by ten ksiądz zrobił to specjalnie. Jeśli siedzi już drugą godzinę w konfesjonale, pomylił się ze zmęczenia, to działa zasada “Ecclesia supplet”. Natomiast jeśli z premedytacją zmieniłby formułę lub jej nie wypowiedział, sakrament jest nieważny.

Papież pisze, że jeśli ksiądz się nie przygotowuje i tłumaczy: “to Duch Święty mnie poprowadzi” to jest nieodpowiedzialny, nierzetelny. Do głoszenia homilii trzeba się odpowiednio przygotować, tak samo do sakramentów trzeba się przygotować.

 

Czy my, jako przyjmujący sakramenty ludzie świeccy, powinniśmy na coś zwracać szczególną uwagę? Czy odpowiedzialność leży wyłącznie po stronie kapłana, a my mamy tylko w odpowiedni sposób siebie przygotować do przyjęcia sakramentu?

Nie, absolutnie nie! Chciałbym mocno zachęcić osoby świeckie do tego, żeby swoim kapłanom stawiać wysokie wymagania. Tzn. żeby msza św. była sprawowana w sposób odpowiedni, właściwy, zgodnie z normami liturgicznymi, z tym wszystkim, czego pragnie Kościół. Tak samo z innymi sakramentami – oczekujcie od księży dobrego, rzetelnego sprawowania sakramentu pokuty i pojednania i wszystkich innych sakramentów! O tym przypomina również papież Franciszek w swoim dokumencie programowym, adhortacji “Evangelii Gaudium”. On mówi o homilii, ale myślę, że te słowa można rozciągnąć na wszystkie sakramenty. Papież pisze, że jeśli ksiądz się nie przygotowuje i tłumaczy: “to Duch Święty mnie poprowadzi” to jest nieodpowiedzialny, nierzetelny. Do głoszenia homilii trzeba się odpowiednio przygotować, tak samo do sakramentów trzeba się przygotować. Żeby je godnie, dobrze, pięknie sprawować. Tak jak chce Kościół.

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Powrót do szkoły. Ważne, by dziecko czuło, że mamy dla niego czas

Nic nie zastąpi osobistej wrażliwości na dziecko, kontaktu z nim i rozmowy. Warto je słuchać i być dla niego wsparciem. O tym jak po półrocznej izolacji społecznej pomóc dzieciom wrócić do nauki stacjonarnej Alicja Samolewicz-Jeglicka rozmawia z psychologiem, psychoterapeutą Martą Gabriel-Piechowską.

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Alicja Samolewicz-Jeglicka: Od marca dzieci przebywały w domu. Teraz wracają do szkół. Jak ta przerwa od stacjonarnej nauki i od spotkań z rówieśnikami na nich wpłynęła?

Marta Gabriel-Piechowska: Z pewnością to był trudny czas dla każdego dziecka. Szczególnie, że nie można było korzystać z żadnych obiektów sportowych ani spotykać się w dużych grupach. Taka izolacja społeczna zawsze skutkuje dużym stresem. A każde dziecko ten stres przeżywa inaczej. Jedno może się jeszcze bardziej zamknąć w sobie. Drugie może poczuć się komfortowo, bo w grupie nie czuje się najlepiej. Zależy to również od tego, jaki dziecko ma temperament, w jakim jest wieku oraz jakie są jego aktualne potrzeby…

 

Taką izolację społeczną bardziej przeżywały młodsze dzieci czy nastolatki?

U młodszych dzieci na pewno największym problemem był brak interakcji z innymi dziećmi, brak możliwości poznawania nowych rzeczy oraz brak ruchu fizycznego. Jeżeli rodzicom trudno było uzupełnić te potrzeby w jakikolwiek sposób, to rzeczywiście mogło być to duże obciążenie.

U nastolatków natomiast najważniejszą potrzebą jest akceptacja przez rówieśników. Dzieci, które mają w sobie dużo lęku przed relacjami społecznymi i problem z ich nawiązywaniem mogły poczuć się w czasie izolacji lepiej. Ale, tym bardziej, teraz powrót do szkoły może być dla nich dużym szokiem. Będą musiały zmierzyć się ze swoimi lękami i oporami.

Natomiast młode osoby, które nie mają problemów z nawiązywaniem relacji w czasie izolacji mogły przeżywać większy stres. W jakiś sposób kontakt z rówieśnikami uzupełniały spotkania online. Ale to na pewno nie wystarczało dzieciom dla których najważniejsza jest żywa rozmowa i spotkanie z drugim człowiekiem.

 

Jak teraz rodzice mogą pomóc swoim dzieciom w powrocie do szkoły?

Największa praca do wykonania jest przed rodzicami, których dzieci po raz pierwszy będą szły do szkoły. Młodzi, którzy pójdą do zerówki albo do pierwszej klasy spotkają się z całkowicie innymi warunkami w szkole. Myślę, że dobrym pomysłem ze strony rodziców byłby kontakt ze szkolną dyrekcją. To ważne, by dowiedzieć się jakie zmiany pojawiły się w szkole, jak będą wyglądały lekcje czy przerwy. Po zdobyciu takich informacji warto z dzieckiem usiąść, spokojnie porozmawiać i wyjaśnić jego wszelkie wątpliwości. Najmłodsze dzieci będą potrzebowały zaopiekowania. Dodatkowo – jeżeli dzieci mają swoje osobiste kłopoty, to warto, by rodzice porozmawiali o tym z nauczycielem na początku roku szkolnego.

Nic nie zastąpi osobistej wrażliwości na dziecko, kontaktu z nim i rozmowy. Warto je słuchać, być dla niego wsparciem. To ważne, by dziecko miało poczucie, że w rodzicu ma ostoję oraz pomoc w trudnościach jakie może spotkać.

Nic nie zastąpi osobistej wrażliwości na dziecko, kontaktu z nim i rozmowy. Warto je słuchać, być dla niego wsparciem. To ważne, by dziecko miało poczucie, że w rodzicu ma ostoję oraz pomoc w trudnościach jakie może spotkać.

Inaczej będzie z dziećmi, które wracają do szkół funkcjonujących w nowych warunkach. Tutaj również warto samemu dowiedzieć się jak będzie wyglądała nauka w szkole: czy trzeba będzie na przerwach ubierać maseczki, czy nauczyciele będą w przyłbicach, dlaczego potrzebny jest dystans społeczny. Taka wiedza może wzbudzić w dziecku odrobinę spokoju.

Bardzo dużej uwagi będą potrzebowały dzieci, które skończyły szkołę podstawową i idą do nowych szkół. Taka sytuacja będzie dla nich podwójnie trudna. To przede wszystkim nowe środowisko – ogromna potrzeba akceptacji przez rówieśników. To często nowy budynek i nowe zasady w nim panujące. Do tego jeszcze izolacja społeczna, która utrudniła pożegnanie z poprzednią klasą w żywy, naturalny sposób i przygotowanie do rozpoczęcia nauki w nowej szkoły. Tutaj również najważniejszy będzie kontakt z dzieckiem i rozmowa z nim. Ważne, by dziecko czuło, że jesteśmy, że mamy czas, że chcemy go słuchać.

 

Nauczyciele powinni być szczególnie uczuleni na to co dzieci mówią i jak się zachowują.

To, co Pani mówi to wskazówki dla rodziców. Pomóc najmłodszym mogą również nauczyciele…

Tak, tutaj też bardzo ważna jest obserwacja dzieci oraz rozmowa z nimi. Nauczyciele mogą organizować „spotkania – pogadanki” z uczniami, podczas których wyjaśnią zasady panujące w szkole. Warto by opowiedzieli dzieciom jakie emocje mogą towarzyszyć podczas rozpoczęcia roku szkolnego w takich warunkach; nazwać i opisać je. Takie rozmowy pomogą oswoić emocje jakie pojawiają się wśród dzieci. Nauczyciele powinni być szczególnie uczuleni na to co dzieci mówią i jak się zachowują.

 

Niestety dzieci, które na co dzień doświadczają przemocy w domu podczas izolacji społecznej były jeszcze bardziej narażone na takie zachowania. Ta izolacja społeczna to podwójna trauma dla takich dzieci.

Warto wspomnieć, że dzieci pochodzą z różnych środowisk i różnych rodzin. Niestety czasami szkoła była dla nich… wytchnieniem. Jak nauczyciele mogą pomóc takim dzieciom?

Niestety dzieci, które na co dzień doświadczają przemocy w domu podczas izolacji społecznej były jeszcze bardziej narażone na takie zachowania. Ta izolacja społeczna to podwójna trauma dla takich dzieci. Rzeczywiście sygnały, które mogą dawać będą różne… Nauczyciel może zauważyć, że dziecko inaczej się zachowuje niż do tej pory – jest bardziej wycofane, zamyślone, ma problemy z koncentracją i zapamiętywaniem. To pierwsze efekty stresu, które mogą być widoczne u dziecka. Warto obserwować też jego kontakt z rówieśnikami – czy przypadkiem nie jest jeszcze bardziej wycofane, a także jak zachowuje się w stosunku do osób dorosłych. Takie dzieci mogą mieć kłopot z nawiązywaniem relacji z nauczycielem. Sygnały, które wysyła dziecko czasami są dyskretne, ale jeżeli nauczyciel zauważy tego typu zmiany to powinien zacząć działać. Może porozmawiać o tym z rodziną dziecka, a także objąć dziecko pomocą psychologiczno-pedagogiczną.

 


Marta Gabriel – Piechowska: psycholog, psychoterapeuta, prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną „Psychology & Therapy Workshops”, jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich.


 

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ – z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Przez ponad 10 lat w Radiu Plus w Gdańsku. Obecnie w Radiu Gdańsk. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap