Nasze projekty
Agnieszka Huf

Sakramenty to nie magia

"Kiedy wypowiadam formułę: 'Ja ciebie chrzczę', to mówię: 'Ja, Chrystus ciebie chrzczę'. Natomiast używając formy 'my', podkreślamy, że to wspólnota chrzci. A to nie jest prawdą!". O tym, dlaczego chrzest może być nieważny, co oznacza zasada "Ecclesia supplet" i dlaczego Kościół tak wielkie znaczenie przywiązuje do konkretnych słów opowiada ks. Michał Siennicki, pallotyn, doktor prawa kanonicznego.

Reklama

Agnieszka Huf: Media katolickie obiegła kilka dni temu wiadomość, że będący trzy lata po święceniach ksiądz Matthew Hood podczas oglądania video z własnego chrztu odkrył, że udzielający go diakon użył niewłaściwej formuły chrzcielnej. Władze kościelne stwierdziły, że chrzest był nieważny, przez co wszystkie inne, przyjmowane przez niego później sakramenty również nie były ważne. Co więcej – w konsekwencji również sakramenty, które sprawował już jako kapłan, nie zaistniały, ponieważ nie miał władzy ich udzielania. Czy to pierwsza tego rodzaju sytuacja?

ks. Michał Siennicki SAC: Nie, to nie jest pierwsza taka sytuacja. 6 sierpnia tego roku Kongregacja Nauki Wiary, którą kieruje kard. Ladaria, wydała odpowiedź na pytanie, które zostało do niej skierowane: czy chrzest udzielony w formie “My ciebie chrzcimy w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” jest ważny czy nie? Kongregacja jednoznacznie odpowiedziała, że taki chrzest jest nieważny. Ale to nie jest pierwsze tego typu pytanie. I Kongregacja co jakiś czas odpowiadała, czy dany sakrament w konkretnej, opisanej formie jest ważny. Na przykład: czy do chrztu konieczna jest woda, czy może być inny płyn? Tu też odpowiedź jest jedna: musi być woda.

Reklama

Wśród opinii, formułowanych w mediach po ujawnieniu tej sprawy, pojawiły się też wątpliwości, czy nie traktujemy sakramentów w sposób magiczny – zmiana jednego słowa unieważnia wszystko. Jak Kościół odpowiada na te zarzuty?

W tym wypadku problem polega nie na tym, że jest tylko jakaś malutka zmiana, jakiś błąd językowy. Kiedy wypowiadam formułę: „Ja ciebie chrzczę”, to mówię: „Ja, Chrystus ciebie chrzczę”. Natomiast używając formy “my” podkreślamy, że to wspólnota chrzci. A to nie jest prawdą! To jest błąd podstawowy: logiczny, doktrynalny i dogmatyczny. Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii „Sacrosanctum concillium” w nr. 7 mówi, że „kiedy kapłan chrzci, to Chrystus chrzci”. Kiedy kapłan wypowiada formułę chrzcielną, to nie ma na myśli: “Ja, ksiądz to robię” tylko “To ja, Chrystus, ciebie chrzczę”. W momencie kiedy ktoś zmienia formułę i mówi “my”, bo chce podkreślić wymiar wspólnotowy – rodzina, przyjaciele, zaproszeni goście – “my ciebie chrzcimy”, to pomija Chrystusa. To jest istota problemu. Nam się wydaje, że to zmiana jednego słówka i wtedy pojawia się oskarżenie o myślenie magiczne. Ale jeśli się zrozumie jaki jest tak naprawdę ciężar gatunkowy tej zmiany, to dostrzega się tę kolosalną różnicę.

Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii „Sacrosanctum concillium” w nr. 7 mówi, że „kiedy kapłan chrzci, to Chrystus chrzci”. Kiedy kapłan wypowiada formułę chrzcielną, to nie ma na myśli: “Ja, ksiądz to robię” tylko “To ja, Chrystus, ciebie chrzczę”.

Reklama

Więc co jest potrzebne do ważności sakramentu chrztu?

Kościół mówi o dwóch rzeczach: materia i forma, musi być też osoba – podmiot. Czyli żeby chrzest był ważny, potrzebna jest osoba nieochrzczona, woda i formuła chrztu świętego. Zmiana formuły czyni chrzest nieważnym, zmiana materii, czyli zmiana wody na coś innego tak samo. A jeśli ta osoba została wcześniej ochrzczona, to ponowny chrzest byłby nieważny, bo można ochrzcić tylko osobę do tej pory nieochrzczoną. Ale tu akurat Kościół zostawia pewną furtkę. Kilka dni temu media katolickie informowały, że w Oknie Życia w Warszawie została odnaleziona dziewczynka. Można sobie zadać pytanie: a co, jeśli mama ją ochrzciła? Takich niejasnych sytuacji może być więcej. Wtedy mamy chrzest “sub condicione”, warunkowy – dodaje się takie słowa: “jeśli nie byłeś ochrzczony, ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.” To rzadko zachodzący problem, ale Kościół i na to jest przygotowany.

Reklama

Czy sytuacja, w której niewielka zmiana wypowiadanych słów zmienia zupełnie znaczenie, może się zdarzyć podczas sprawowania innych sakramentów?

Tak, na przykład podczas Eucharystii. Kapłan przygotowując dary mówi: “Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg, Ojciec Wszechmogący”. A niektórzy księża, szczególnie kiedy msza jest koncelebrowana, błędnie mówią: “Módlcie się, aby naszą i waszą ofiarę”. Podkreślają, że to nasza ofiara – “nas, księży” i “was, ludu”. Ale ksiądz, który to wypowiada, zupełnie nie wie, co mówi! “Moją” oznacza Chrystusa, “waszą” – Kościoła! Jeśli ksiądz, który stoi przy ołtarzu i mówi “naszą” w sensie księży, no to przepraszam bardzo – ta msza nie ma nic wspólnego z ofiarą Chrystusa na krzyżu i z Jego zmartwychwstaniem.

Czy w takiej sytuacji msza jest nieważna?

Zastanawiam się, czy ten ksiądz wie, co celebruje. Stwierdzić czy ważna, czy nieważna może jedynie Kongregacja Nauki Wiary. Natomiast chciałbym wszystkim księżom przypomnieć, że mają obowiązek sprawować sakramenty zgodnie z wolą Kościoła i Chrystusa, czyli tak jak to jest zapisane w księgach liturgicznych. Jeśli ktoś zmienia, robi po swojemu, to nie jest wierny woli Kościoła. A ksiądz jest w trakcie sprawowania sakramentów sługą – czyli nie wymyśla, nie tworzy, tylko ma służyć wspólnocie Kościoła. Wierny ma prawo otrzymać sakramenty sprawowane według ksiąg liturgicznych, według tego, co chce Kościół. A nie według “widzimisię” tego księdza, który dzisiaj ma fantazję, że będzie zmieniał teksty liturgiczne.

Wierny ma prawo otrzymać sakramenty sprawowane według ksiąg liturgicznych, według tego, co chce Kościół. A nie według “widzimisię” tego księdza, który dzisiaj ma fantazję, że będzie zmieniał teksty liturgiczne.

Ks. Matthew musiał ponownie przyjąć wszystkie sakramenty. A co z Eucharystiami, które sprawował, będąc przekonanym, że jest kapłanem?

To jest ważna kwestia, bo przez te trzy lata odprawił pewnie ponad 1000 mszy świętych – pozostaje problem intencji, w których odprawiał. Czy trzeba te wszystkie msze powtórzyć? Ta sprawa na pewno zostanie przedstawiona Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, bo to ona będzie tutaj kompetentna. Natomiast ja mogę powiedzieć, jak taką sprawę rozwiązał Pius XII po II wojnie światowej. Miał świadomość tego, że bardzo wielu księży przyjęło intencje mszy, a potem zmarło w obozach koncentracyjnych nim zdążyli je odprawić. Księgi mszalne, w których wpisywano intencje, często spłonęły, zostały zniszczone. Co zrobił papież Pius XII po II wojnie światowej? Odprawił specjalną Eucharystię właśnie z taką intencją, że tą jedną mszę świętą sprawuje w tych wszystkich intencjach, które przez tragedię II wojny światowej nie zostały odprawione. Być może Kongregacja podejmie podobną decyzję i wyznaczy, że biskup diecezji albo sam ks. Matthew odprawi mszę św., w której powierzy te wszystkie intencje, które przez tyle lat odprawiał w sposób nieważny. I przed Panem Bogiem i przed Kościołem ta sprawa zostanie rozwiązana.

Słysząc o problemie ks. Matthew, zaczęłam się zastanawiać, czy mam się czego bać? Ja nie mam jak sprawdzić, czy ksiądz w prawidłowy sposób wypowiedział formułę…

Wiadomo, że nie da się tego sprawdzić. Ufamy, że sakramenty są ważnie, godziwie sprawowane. Ale nawet, gdyby pojawił się błąd, to w takim przypadku mamy zasadę “Ecclesia supplet”, która oznacza “Kościół dopełnia”. Ta zasada ma zastosowanie, jeśli podczas sprawowania sakramentu coś nie zostało dopełnione. Przy czym dzieje się tak tylko w sytuacji, kiedy coś takiego wydarzyło się przez nieuwagę i tylko do czasu kiedy nie wiemy, że błąd zaistniał. Natomiast w sytuacji, o której ostatnio jest głośno, ks. Matthew, który oglądał swój chrzest i dostrzegł, że sakrament jest nieważny, zgłosił to władzom, po to żeby tę sytuację rozwiązać. I wtedy jakby ustaje “Ecclesia supplet”, tylko trzeba uzupełnić wszystko, bo mamy klarowną wiedzę na temat tego, co zostało źle zrobione. I teraz to my możemy to nadrobić. W momencie kiedy nie ma takiej jasności, nie ma pewności, wtedy stosuje się zasadę “Ecclesia supplet”. Ale gdy już mamy czarno na białym dowody, że coś zostało źle zrobione i w tym przypadku chrzest jest nieważny to trzeba ważnie tego chrztu udzielić.

W jakich jeszcze sytuacjach działa zasada “Ecclesia supplet”?

Na przykład w sakramencie pokuty. Aby ksiądz mógł ważnie udzielić rozgrzeszenia, musi otrzymać uprawnienia od biskupa diecezjalnego. Zdarza się, że przy zmianie miejsca pobytu księdza – szczególnie dotyczy to zakonników – daty się trochę przesuwają. Biskup mówi: “Od 1 września będziesz mógł spowiadać w mojej diecezji”. A poprzedni dekret miałem np. do 30 sierpnia. Przychodzi 31 sierpnia, nie pamiętam dokładnych dat z dekretów, siadam do konfesjonału, rozgrzeszam ale nie mam władzy. W takim momencie stosuje się zasadę “Ecclesia supplet”. Ale Kościół nie może uzupełnić, jeżeli ja miałbym stuprocentową wiedzę, o tym, że nie mogę udzielić rozgrzeszenia – jeśli biskup czy mój prowincjał zakaże mi sprawowania sakramentu spowiedzi, ale ja mimo to rozgrzeszam, to robię to w sposób nieważny.

Właśnie, spowiedź. Zdarzyło mi się kiedyś, że kapłan – nie wiem, czy przez zapomnienie, czy niechlujstwo – wypowiedział słowa: “Bóg Ojciec miłosierdzia niech ci udzieli przebaczenia i pokoju w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” – zabrakło słów “ja odpuszczam tobie grzechy”. Czy w takiej sytuacji muszę powtórzyć sakrament?

W takiej sytuacji działa właśnie zasada, o której rozmawiamy. Nie podejrzewam, by ten ksiądz zrobił to specjalnie. Jeśli siedzi już drugą godzinę w konfesjonale, pomylił się ze zmęczenia, to działa zasada “Ecclesia supplet”. Natomiast jeśli z premedytacją zmieniłby formułę lub jej nie wypowiedział, sakrament jest nieważny.

Papież pisze, że jeśli ksiądz się nie przygotowuje i tłumaczy: “to Duch Święty mnie poprowadzi” to jest nieodpowiedzialny, nierzetelny. Do głoszenia homilii trzeba się odpowiednio przygotować, tak samo do sakramentów trzeba się przygotować.

Czy my, jako przyjmujący sakramenty ludzie świeccy, powinniśmy na coś zwracać szczególną uwagę? Czy odpowiedzialność leży wyłącznie po stronie kapłana, a my mamy tylko w odpowiedni sposób siebie przygotować do przyjęcia sakramentu?

Nie, absolutnie nie! Chciałbym mocno zachęcić osoby świeckie do tego, żeby swoim kapłanom stawiać wysokie wymagania. Tzn. żeby msza św. była sprawowana w sposób odpowiedni, właściwy, zgodnie z normami liturgicznymi, z tym wszystkim, czego pragnie Kościół. Tak samo z innymi sakramentami – oczekujcie od księży dobrego, rzetelnego sprawowania sakramentu pokuty i pojednania i wszystkich innych sakramentów! O tym przypomina również papież Franciszek w swoim dokumencie programowym, adhortacji “Evangelii Gaudium”. On mówi o homilii, ale myślę, że te słowa można rozciągnąć na wszystkie sakramenty. Papież pisze, że jeśli ksiądz się nie przygotowuje i tłumaczy: “to Duch Święty mnie poprowadzi” to jest nieodpowiedzialny, nierzetelny. Do głoszenia homilii trzeba się odpowiednio przygotować, tak samo do sakramentów trzeba się przygotować. Żeby je godnie, dobrze, pięknie sprawować. Tak jak chce Kościół.

 

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite