Nasze projekty
Paweł Kęska

„On się narodził!”

Jak wyglądał poród w Betlejem? Co czuła Maryja, gdy na kilka godzin przed porodem nie było dla Jej rodziny miejsca w żadnym z domów? Czego od Maryi mogą uczyć się kobiety w ciąży? O narodzinach Jezusa z „ziemskiej” perspektywy, w rozmowie z Pawłem Kęską opowiada Barbara Purgał, psycholog, absolwentka nauk o rodzinie, doula.

Reklama

Paweł Kęska: W Boże Narodzenie świętujemy to, że Bóg stał się człowiekiem. Jako noworodek pierwszy raz nabrał w płuca powietrza i poczuł zimno, a wcześniej żył życiem płodowym… Jesteśmy w szpitalu ginekologiczno-położniczym Świętej Rodziny w Warszawie. Co jakiś czas słychać płacz niemowląt. Starałem się wnikliwie przeczytać ewangeliczne opisy Bożego Narodzenia. Maryja idąca do świętej Elżbiety, która była w ciąży, pełniła funkcję douli?

Barbara Purgał: Trochę tak, ale zanim jeszcze poszła do świętej Elżbiety, użyła tego słowa w innym kontekście. To słowo pochodzi z języka greckiego i jest tym samym słowem, którego Maryja użyła w Magnificat odpowiadając archaniołowi Gabrielowi. Powiedziała – „oto ja służebnica pańska”. W oryginale to nie jest nawet „służebnica” tylko „niewolnica”, właśnie „doula”. Słowo to dziś określa zawód, który wykonuję. Wspieram niemedycznie w czasie ciąży, przy porodzie i po porodzie, czyli opiekuję się stroną emocjonalną, ale też techniczną, a po części organizacyjną. Maryja tuż po zwiastowaniu robi coś bardzo podobnego. Idzie towarzyszyć Elżbiecie w okresie ciąży i porodu i zostaje też podczas połogu swojej starszej krewnej.

Tak, jest napisane, że ona się tam udaje w szóstym miesiącu i zostaje trzy miesiące – jak w kalendarzu…

Reklama
Reklama

Maryja towarzyszy jej w trzecim trymestrze. Jest też powiedziane, że idzie do Elżbiety z pośpiechem i to jest bardzo bliskie naszej porodowej rzeczywistości, bo jako doule jeździmy do porodów „na cito” rzucając w biegu wszystkie inne obowiązki.

Maryja i Elżbieta tworzą malutki krąg kobiet w ciąży. Ich spotkanie w Ein Karem jest też radością kobiet, które siebie nawzajem potrzebują. Jest w tym zrozumienie, wspólnota, czułość.

 

I do tego Maryja też jest w stanie błogosławionym…

Reklama
Reklama

Maryja i Elżbieta tworzą malutki krąg kobiet w ciąży. Doświadczenie wspólnoty, przekonanie, że nie jest się samej w tej sytuacji, jest bardzo potrzebne w macierzyństwie. Współprowadziłam taką grupę wsparcia dla kobiet po porodzie, w pierwszym roku życia dziecka, z cyklu „Urodziłam życie” stworzonego przez Fundację Sto Pociech i bardzo je polecam. Kiedy kobieta rodzi dziecko, wszystko się nagle zmienia i bycie razem w tym momencie jest szalenie ważne. Tym bardziej, jeśli mówimy o Maryi i Elżbiecie, bo obydwie są w wyjątkowych sytuacjach. Jedna dostaje dziecko wcześniej, niż by się spodziewała, a druga dużo później i już się go w ogóle nie spodziewała. I obie mają prawdopodobnie dużo mniejsze wsparcie społeczne i zdecydowanie mniejszą możliwość proszenia o pomoc. I tak myślę, czytając o ich spotkaniu w Ein Karem, że oprócz tego, że tam się spotyka święty Jan z Jezusem, to ich spotkanie jest też radością kobiet, które siebie nawzajem potrzebują. Jest w tym zrozumienie, wspólnota, czułość.

Kiedy się spotykają, z radości porusza się dzieciątko w łonie Elżbiety. To szósty miesiąc, tak sobie liczę… Jak jest z oznakami życia w łonie matki?

To musiało być ciut później… mimo, że Maryja szła z pośpiechem, to mogło trochę potrwać nim dotarła. W siódmym miesiącu ciąży kobiety już dawno czują ruchy dziecka w macicy. Radość ze spotkania z Maryją była zapewne tak duża, że ekscytacja Elżbiety udzieliła się poprzez hormony także i jej synowi i rozradował się razem z mamą.

Reklama

Dziecko w łonie matki czuje te emocje…

Jak najbardziej. I te łatwiejsze – spokój, radość i te trudniejsze – stres, lęk, obawy.

Opis narodzin Pana Jezusa w Ewangelii św. Mateusza zaczyna się bardzo długą genealogią przodków… ważny jest taki kontekst społeczny?

Osoby działające w tematyce okołoporodowej mówią nawet o tym, że w pewnym sensie poród jest kwestią polityczną. Sposób w jaki przychodzimy na świat, wpływa na to jak generalnie funkcjonujemy jako ludzie w relacjach, nie tylko tych najbliższych. To, co kobiety słyszą o historiach porodów swoich mam, babć, cioć, wpływa na to w jaki sposób wyobrażają sobie swój własny poród – czy się go obawiają, czy czekają na niego z ekscytacją, czy czują się bezpieczne czy nie. Więc warto w ciąży świadomie szukać pozytywnych historii narodzin i nimi się otaczać.

Maryja i Józef ostatecznie trafiają do miejsca, które kompletnie nie nadaje się na poród. Ta sytuacja powinna spowodować taki stres w Maryi, że ten poród powinien się opóźnić. A ten się dzieje – być może dzięki poczuciu bezpieczeństwa, jakie Maryja dostaje od Józefa.

 

Czy Maryja czuła bezpieczeństwo idąc do Betlejem? Maryja zaufała, ale przecież nie wiedziała co zrobi Józef. On jednak z Bożą pomocą zapanował nad sytuacją.

Owszem. To świetnie pokazuje jak oparcie, które kobieta dostaje w mężczyźnie, wpływa na jej funkcjonowanie. To bezpieczeństwo, jakie dawała Maryi relacja z Józefem, świadczy o tym, że poród w Betlejem się wydarzył. Maryja prawdopodobnie nigdy wcześniej nie była w Betlejem. Było tam wtedy mnóstwo ludzi i nie można było znaleźć bezpiecznej przestrzeni. Miejsce, które najbardziej sprzyja porodowi jest ciche, ciemne, ciepłe, intymne. A tam na dodatek nie chcą ich nigdzie przyjąć. Ostatecznie trafiają do miejsca, które kompletnie się nie nadaje. Ta sytuacja powinna spowodować taki stres w Maryi, że ten poród powinien się opóźnić. Hormony sprawiają, że dziecko raczej nie urodzi się w tych warunkach, albo poród będzie się bardzo przedłużał. To proces jaki położne, lekarze, my doule, dobrze znamy. A ten poród się dzieje. Myślę, że to może być dzięki poczuciu bezpieczeństwa, jakie Maryja dostaje od Józefa.

Jezus był wyczekiwany. Z jednej strony – jak można wywnioskować z Pisma Świętego – wszystko czekało na Zbawiciela. Z drugiej, po ludzku… miał tylko Maryję i Józefa. Zaraz przychodzą pasterze, w końcu królowie. Czy ważne jest to, że ktoś czeka?

Dla dziecka i dla matki to jest bardzo ważne. Dziecko już od okresu płodowego przeżywa podobne emocje jak matka. Jej obawy, jej stres będą współdzielone z maluszkiem. I w drugą stronę. Jej poczucie bezpieczeństwa, spokój, będzie doświadczeniem dziecka. Ma znaczenie czy dziecko będzie chciane, oczekiwane w okresie płodowym, czy nie. Historia Jezusa pokazuje, że nie chodzi o to, żeby to wszystko było doskonałe. Zdarzają się dzieci, które nie były spodziewane, a są chciane i oczekiwane. Na przykład – tak jak w przypadku Elżbiety – dzieci, które przychodzą tuż przed menopauzą – taki deser życia. Często wtedy są totalnie niespodziewane. Cykl kobiecy się wtedy zmienia i czasem mimo, że nie planowane, są bardzo chciane. Również to czy dziecko jest przyjęte przez tatę, przez otoczenie, ma znaczenie dla porodu. Jak już wspomniałam, by on się wydarzył potrzebna jest oksytocyna wytwarzana w warunkach poczucia intymności i bezpieczeństwa. Relacja z tatą dziecka i otoczeniem ma też wpływ na to, jak matka będzie przeżywać połóg i pierwszy czas macierzyństwa, w którym po doświadczeniu porodu, który jest dużym wysiłkiem, ma się zregenerować.

Pan Jezus się narodził. To fakt. Chciałem wrócić do tych ludzi, którzy przychodzą i ciągle czegoś chcą, przynoszą dary – pasterze i mędrcy…

Tu obie wizyty były totalnie niezapowiedziane. Nie radzę tego. Lepiej się zapowiedzieć i upewnić, czy taka rodzina z noworodkiem chce być odwiedzona czy nie. Nie spodziewać się ciasta i herbaty…

A dlaczego?

A kto ma je zrobić?

To trzeba przynieść i przygotować.

Właśnie – może dlatego wszyscy przynoszą dary. Najlepiej zapytać, co mama chciałaby na obiad… Rosół, barszcz z uszkami, a może pierogi…

Czy kiedy rodzi się dziecko, matka jest zaniedbywana?

Tak, to się niestety dzieje często. Mama praktycznie „znika” po porodzie, a żeby dziecko dobrze się rozwijało, potrzebuje bardzo dużo dostawać od matki. Ale ona nie będzie w stanie mu dawać, zanim sama od kogoś nie dostanie, i tych podstawowych rzeczy jak fizyczne nakarmienie, zapytanie czy nie chciałaby się przespać… a my zabierzemy dziecko na spacer. Ale posiada i emocjonalne potrzeby jak troska o samopoczucie w zupełnie nowej rzeczywistości. To są rzeczy, które można zaproponować młodej mamie. Oczywiście z szacunkiem do tego, co ona nam odpowie.

Śpiewając kolędy bez problemu wyłapujemy słowa o Najświętszej Maryi Pannie i myślimy o jej historii. Natomiast w kolędach bardzo ważną rolę odgrywają też… zwierzęta!

Ostatnio trafiłam na taką historię, że kobieta będąca w pierwszej ciąży miała już od kilkunastu lat kotkę. I ta kotka zaczęła dla niej szykować legowisko w szafie do narodzenia dziecka, bo „samica ze stada” będzie rodzic i trzeba się nią zaopiekować. Jest też dużo historii porodowych, gdzie narodziny dzieją się w domu i są tam psy, które niesamowicie starają się wspierać w trakcie. Więc te wołki i osiołki mogły pełnić pozytywną rolę. To bardzo ciekawy aspekt biologiczny. Są badania wskazujące na to, że zwierzęta domowe, które żyją w relacji z ludźmi, hormonalnie wychwytują to, co się dzieje w ciąży i w porodzie.

Pierwszy oddech, poczucie zimna, światło – jak ten człowiek poznawał świat w pierwszych momentach?

Pojawienie się na świecie jest ogromnym szokiem. Dziecko odbiera dużo bodźców już przed narodzeniem, ale podczas przebywania w macicy one są przytłumione… Wtedy jeszcze, dość szybko pojawia się słuch, dotyk, smak. Zmysłem, który rozwija się najpóźniej, jest wzrok. Znalezienie się po drugiej stronie brzucha jest dla takiego maluszka ogromnym szokiem. Kiedy się rodzi, dostaje po oczach światłem. Do tej pory cały czas przebywał w wodzie, a tu dotyka różnych faktur, które nawet jeśli są bardzo miłe jak kocyki prane w płynach zmiękczających, to i tak są szokiem. Dźwięki, które były mocno wytłumione, przechodziły przez płyn, zaczynają być bardzo ostre i czasem są odbierane przez maluszka jako zagrażające.

Zawsze mnie wzruszał taki fragment Pisma Świętego, że Maryja zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu. Serce to głębia myśli, pamięci, emocji, relacja matki z dzieckiem musi być niepowtarzalna…

To, co dzieje się między kobietą a synem, córką: samo bycie w ciąży, poród, połóg, macierzyństwo bardzo zmienia. Moja znajoma, która jest doulą i mamą szóstki dzieci, zwraca uwagę na to, że po porodzie co chwilę pyta się kobietę o to, kiedy wróci do formy, kiedy wróci do tego stanu, który był przed porodem…

Nie wróci…

Nie wróci i nie chodzi o to, żeby wracała. Ona w swoim procesie bycia kobietą jest już w innym miejscu, w innej roli. Ta relacja, w którą weszła przez ciążę, poród, połóg, to będzie relacja, która będzie trwać do końca życia. Będzie ją to kształtować i będzie to na nią wpływać. Maryja już zawsze będzie matką.

Trwa Boże Narodzenie. Świętujemy nowe życie. Tutaj, w szpitalu, co jakiś czas słychać płacz niemowląt. Przejeżdżają mamy z wózkami, cały czas życie przychodzi na świat.

Chciałabym się odnieść do życzeń, które kilka lat temu dostałam na Boże Narodzenie. Były bardzo lakoniczne. „Basiu, On się narodził!!!” i nie było tam nic więcej. Do tej pory to są jedne z życzeń, które najbardziej mnie poruszają, bo zupełnie zostawiły przestrzeń na to, jak mamy to życie przyjąć, nie dyktowały tego, co ma się wydarzyć. To jest bardzo ważne przy przyjmowaniu każdego człowieka, który pojawia się na świecie. Danie mu możliwości stania się sobą, nie budowania oczekiwań, planów, danie mu wolności do tego, by był w relacji z nami taki jaki jest. Te życzenia były o tym, żeby taką wolność dać Bogu w moim życiu. Tego Państwu życzę.


Wywiad ukazał się na antenie „Radia Warszawa”

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite