video-jav.net

Kolędy jednoczą wierzących i niewierzących

- Święta i atmosfera świąteczna są wciąż potrzebne. Ludzie niewierzący potrafią śpiewać kolędy, bo są one nośnikiem nie tylko religii, ale też niezwykłego, rodzinnego czasu - powiedział dr Tomasz Nowak, w rozmowie z KAI. Muzykolog z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę na szczególne walory kolęd, które skłaniają do przemyśleń nad życiem i upływem czasu.

Polub nas na Facebooku!

POBIERZSPIEWNIKbaner

 

Anna Rasińska (KAI): Kolęda kojarzy się bezpośrednio z Bożym Narodzeniem, które jest świętem chrześcijańskim. Czy właśnie takie jest pochodzenie tego gatunku?

Dr Tomasz Nowak (muzykolog, Uniwersytet Warszawski): Na ziemiach polskich nie używano początkowo określenia “kolęda”. Kiedy pojawiły się struktury kościelne, a następnie wizyty duszpasterskie proboszcza, które wiązały się również z datkami na parafię, nazwano je “kolędą” od rzymskiego terminu “calendae”, oznaczającego pierwszy dzień miesiąca, w którym przypadał czas płacenia długów oraz wręczania podarków.

Następnie zaczęto tę nazwę przesuwać na “pieśni życzące” i dodawać do nich postać Jezusa, św. Jana… – te postacie zastąpiły stare bóstwa będące np. personifikacją sił natury. To był widoczny znak tego, że chrześcijaństwo jest coraz powszechniejsze.

Co ciekawe kolędy najpierw dotyczyły Jezusa i św. Jana, dopiero potem Maryi i Józefa. Najprawdopodobniej dlatego, że właśnie tak przebiegała katecheza.

 

Istnieją teorie, że to św. Franciszek z Asyżu był autorem pierwszej kolędy, skąd takie przypuszczenia?

Na pewno św. Franciszek i zakon Franciszkanów rozwinęli tradycję budowania żłóbków i inscenizowania sytuacji narodzin Chrystusa, a towarzyszyły temu pieśni, czyli coś co lud zawsze uwielbiał.

Biblia pauperum, którą znamy z czasów wczesnego średniowiecza, obrazująca sceny z Pisma Świętego malowane, rzeźbione na ścianach kościołów, na filarach, w ołtarzach, w kodeksach… Została rozwinięta właśnie przez św. Franciszka, który widział, że jest to wielkie pole do popisu w kwestii ewangelizacji dla ludowych misjonarzy.

Inscenizowanie żłóbka i śpiewanie prostych pieśni z przekazem religijnym, jest w dużej mierze zasługą św. Franciszka. Choć wiemy, że hymny i pieśni związane z Bożym Narodzeniem były obecne dużo wcześniej.

 

Jak dalej kształtowały się kolędy na gruncie polskim?

Była to pewna droga – od czasu kiedy zaczęliśmy przyjmować hymny łacińskie wraz z melodią, przez tworzenie tłumaczeń, potem własnych tekstów, własnych melodii, aż do momentu kiedy tworzyliśmy swoje melodie, na własnych idiomach kulturowych. Najstarsze znane nam polskie kolędy pochodzą z XV wieku.

XVII wiek, to wspaniały okres dla kolęd, kiedy zaczyna się rozwijać lokalna twórczość poetycka, szczególnie ta jarmarczna, co nie znaczy, że nieprzystojna, ale po prostu, niezbyt wyszukana, a przez swoją prostotę łatwiejsza w odbiorze.

Natomiast XVIII w. był czasem kiedy kolędowanie wchodzi na wyższy poziom i unarodowia się. Do tego doszła świadomość odrębności kulturowej m.in. za sprawą Sasów, którzy chcieli np. by na dworze tańczyć polonezy, mazury… I oto nasze kolędy stają się bardzo polonezowe, mazurowe.

W Wielkopolsce odnaleziono dużo różnych pastoreli z tego okresu – utworów, które wykonywano w niezbyt dużych miastach, przy klasztorach często w rytmice polonezowej. To dla nas jasny sygnał, że XVIII w. jest okresem świadomej twórczości, w poczuciu, że to nasza własna, odrębna kultura.

 

W niektórych kolędach można wyczuć klimat góralski, np. “Oj maluśki maluśki”, czy faktycznie takie jest ich pochodzenie?

Żadne źródło historyczne dotyczące folkloru góralskiego, nie potwierdza takiego pochodzenia tej kolędy, czy raczej pastorałki. Badacze, którzy zajmowali się tym repertuarem wskazują, że pod względem literackim, widać, że ktoś posiadał kunszt słowa, ktoś raczej stylizował na gwarę, bo jak zauważają dialektolodzy, są popełnione błędy, niekonsekwencje gwarowe. Jest to raczej twórczość literacka ze stylizacją folkloru.

Folkloryści muzyczni podkreślają, że stylistyka wcale nie jest góralska, a w formie widać wyraźne wpływy śpiewów liturgicznych. Być może kolęda ta jest autorstwa klarysek w Staniątkach, gdzie powstawało dużo ciekawych pieśni, znaleziono tam również odpis tej pastorałki.

Dzisiaj już nie sposób dyskutować o pochodzeniu tej pieśni, ponieważ górale przyjęli ją za swoją kolędę i tak się utarło, więc prawda historyczna sobie, ale pewna mitologia zrobiła swoje.

 

Kolędy w różnych momentach w dziejach Polski spełniały różne zadania. Czy można im przypisać inne funkcje? Np. do kolędy Franciszka Karpińskiego dopisano zwrotkę “Pociesz Jezu kraj płonący”.

Franciszek Karpiński jest przykładem chyba najbardziej świadomego twórcy, w momencie gdy tworzył kolędy, były już one mocno osadzone w kulturze polskiej. On sam wznosi tę twórczość na wyższy poziom. Jego kunszt jest wielki, ale w pewnym stopniu wsteczny. W czasach jemu współczesnych panował klasycyzm, a on sięga do barokowych figur artystycznych, np. używając oksymoronów – “ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice nieskończony…” . To jest też powód dla którego my tak kochamy te kolędy.

Okazuje się, że najlepiej “chwytają” kolędy, które odnoszą się do aktualnych treści i wątków muzycznych. Jeśli jakieś wątki muzyczne i słowne stają się niezrozumiałe, kolędy te odchodzą na dalszy plan.

W Polsce byliśmy długo krajem niepiśmiennym, co spowodowało, że utrwaliły się tylko te pieśni, które trafiły do ludu i były najbardziej aktualne, a pieśni, które uważano za ważne, były często aktualizowane. Polacy czuli potrzebę wyrażenie swoich przeżyć i ekspresji, w kolędzie mówiącej o Chrystusie, który towarzyszy im w tych trudnych chwilach. Np. kiedy upadały powstania dołączano patriotyczne zwrotki do kolęd.

W naszym kraju pod wpływem chwili, bardzo łatwo powstawały nowe pieśni, będące przeróbką istniejących. Np. na melodię pieśni harcerskiej “Płonie ognisko” stworzono kolędę, której dziś już nikt nie zna, ale wtedy śpiewał ją cały obóz, ponieważ to była pieśń aktualna – o Jezusku, który się urodził na zgliszczach Warszawy i towarzyszył Warszawiakom na wygnaniu. Niektóre z nich stawały się pieśniami patriotycznymi, a pierwiastek religijny został gdzieś zgubiony. To były sytuacje podczas których ludzie po prostu czuli potrzebę znalezienia otuchy, podtrzymując w sobie świadomość, że Chrystus ich nie opuszcza, nawet na wygnaniu. A .

Dzieciątko Jezus jest obecne, również z tymi dziećmi, które cierpią niedostatek w obozach

 

Myślę, że kolędy mają w sobie szczególną zdolność do otwierania przed słuchaczami bogatego pola semantycznego, przywoływania w naszej pamięci miłych skojarzeń, czy to celowy zabieg twórczy?

Uzewnętrznianie swoich przemyśleń na ten temat, rozpoczęło się dopiero w okresie romantyzmu i dzięki temu wiemy, że ckliwość, to coś, co było oczekiwane. Nie wiemy jednak jak to było przed romantyzmem.

Boże Narodzenie to okres kiedy wracamy myślą do przeszłości, do momentu kiedy byliśmy dziećmi, a rodzice, do dzieciństwa swoich pociech. To moment przemyśleń nad życiem, nad upływem czasu. Czas powrotu do wartości jaką jest rodzina. Muzyka odgrywa tu ważną rolę. Muzyka jest ciągle ważna. W wielu domach rodziny śpiewają kolędy. Niestety jest to często nucenie jednej zwrotki, bez wchodzenia w treść i przekaz tych kolęd. Często wysługujemy się muzyką nagraną na jakimś nośniku, ale kolęda wciąż jest obecna – oczekujemy stworzenia tej aury.

Widać, że jest to ciągle ważne w naszej kulturze, mimo, że sygnalizuje się poważne zmiany – instytucja rodziny nam podupada, wielu ludzi odchodzi od wiary… Mimo to widzimy, że święta i atmosfera świąteczna są wciąż potrzebne. Ludzie niewierzący potrafią śpiewać kolędy, bo są one nośnikiem nie tylko religii, ale też tego niezwykłego, rodzinnego czasu. Powinniśmy się chyba z tego bardzo cieszyć.


(KAI) Anna Rasińska / Warszawa

 

ROZMOWY

Oddawania krwi nie trzeba się bać! (ROZMOWA)

- Od honorowego oddawania krwi można się uzależnić – przekonuje ks. płk Zenon Surma, Krajowy Duszpasterz Honorowych Dawców Krwi. Na temat krwiodawstwa istnieje kilka mitów, które odstraszają potencjalnych krwiodawców. Trzeba je rozwiać - dodaje

Polub nas na Facebooku!

Do pokonania lęków przed oddawaniem krwi, która może uratować ludzkie życie, w rozmowie z KAI zachęca ks. płk Zenon Surma, Krajowy Duszpasterz Honorowych Dawców Krwi

 

Krzysztof Stępkowski (KAI): Co Ksiądz pamięta ze swojego pierwszego oddawania krwi?

Ks. płk Zenon Surma: Pierwszy raz oddałem krew w 1978 roku. Byłem po szkole średniej, pracowałem w zakładach elektronicznych „Elwro” we Wrocławiu. W radio usłyszeliśmy o wypadku w stoczni gdyńskiej. Podczas spawania nazbierało się sporo gazów i nastąpił wybuch. Kilku stoczniowców zostało rannych. Usłyszałem komunikat radiowy, w którym apelowano do wszystkich ludzi dobrej woli o oddawanie krwi na rzecz poszkodowanych. Zaproponowałem kolegom, żeby włączyć się w tę akcję. Pojechaliśmy do wrocławskiego Centrum Krwiodawstwa i tam oddaliśmy krew. Przyznam, że i kolegom, i mi towarzyszyło wiele emocji. Wszystko jednak odbyło się bardzo spokojnie i płynnie. Pobrano krew z żyły, przeprowadzono badanie. Podczas rozmowy doktor zaczęła zachęcać mnie do częstego oddawania krwi. Mówiła, że jestem bardzo zdrowy i mam rzadko spotykaną grupę krwi, która jest przez to tym cenniejsza. Myślę, że dobry kontakt z lekarzem, spokojne podejście personelu medycznego i to, że donacja krwi odbyła się bez przeszkód było niezwykle ważne. Myślę, że to także ustawiło na dalsze lata mój stosunek do honorowego krwiodawstwa.

 

Autobus_do_pobierania_krwi

fot. Nikodem Zieliński / WikimediaCommons

 

KAI: Co czuje oddający krew?

– Jest kilka niepotrzebnych mitów na ten temat, które pewnie odstraszają potencjalnych krwiodawców. Najpowszechniejszym jest strach przed zakażeniem lub zarażeniem. To zupełnie bez sensu. Ktoś kto oddawał już krew wie, że wszystkie używane podczas donacji akcesoria medyczne są jednorazowe. Nie ma szans, żeby zarazić się igłą lub woreczkiem, bo są one sterylne. Procedura zaczyna się od badania i pobrania próbki z palca. Jeśli wyniki są pozytywne to pobrane zostanie od nas 450 ml. krwi. Jeżeli krew oddajemy po raz pierwszy to dodatkowo pobrane zostanie 80 ml. na dodatkowe badania. Ważne jest, żeby zjeść w dniu donacji lekkie śniadanie wtedy unikniemy kolejnego mitu, czyli zawrotów głowy i osłabienia. To odwrotnie niż podczas badań, kiedy musimy być na czczo i oddajemy krew bez śniadania, żeby nie zakłócić wyników. W przypadku oddawania krwi warto coś zjeść właśnie po to, żeby uniknąć ewentualnych nieprzyjemności. Koniecznie jeszcze trzeba wspomnieć, że przy oddawaniu krwi potrzebny jest dowód osobisty. Bez niego nie będziemy mogli zarejestrować się, a jest to konieczne.

Po oddaniu krwi dawca odczuwa wielką radość, z możliwości udzielenia komuś pomocy. Patrząc z perspektywy wiary to przecież także szansa na ratunek dla życia wiecznego. Jeśli ktoś nie zdążył czegoś w swoim życiu zmienić, a oddana krew ratuje mu życie, to pomaga się dając czas na poprawę. Krwiodawstwo to realizowanie w praktyce słów Jezusa: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15,13). Myślę, że oddanie krwi po raz pierwszy jeszcze tę radość powiększa. Warto też pamiętać, że nasza krew naprawdę jest potrzebna, bo do tej pory nie udało się wyprodukować jej sztucznego odpowiednika. Krwią może podzielić się tylko człowiek z drugim człowiekiem.

 

krew

fot. Christine Cabalo / WikimediaCommons

 

KAI: Od czasu, gdy po raz pierwszy oddał Ksiądz krew, minęło 38 lat…

– Przez ten czas udało mi się oddać już ponad 50 litrów krwi. Wcześniej kiedy pracowałem we Wrocławiu, potem w Wyższej Szkole Oficerskiej Inżynierii Wojskowej oddawałem krew systematycznie. Poza tym, że regularnie oddaję krew, to także, dzięki życzliwości i pomocy Biskupa Polowego Józefa Guzdka, organizuję w styczniu coroczne spotkania honorowych dawców krwi w katedrze polowej. Jest Msza św., opłatek i możliwość oddania krwi w autobusie Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. W ostatnią sobotę maja organizujemy pielgrzymki na Jasną Górę, a w drugą sobotę września spotykamy się w Licheniu. Na obie pielgrzymki przyjeżdżają krwiodawcy z całej Polski. Ponadto jako duszpasterz Honorowych Dawców Krwi często uczestniczę w prelekcjach i wykładach. Zawsze pada wtedy pytanie o ilość oddanej krwi. Ponad 50 litrów na wielu robi wrażenie. W honorowym krwiodawstwie znaczenie ma nie tylko oddanie krwi, ale także nastawienie, otwartość na Boga i na drugiego człowieka. Chęć niesienia mu pomocy. Zawsze odczuwałem w swoim życiu to, że dobro, które komuś się wyświadcza wraca. Warto się więc dzielić krwią.

 

krwiodawstwo

fot. Vegasjon / WikimediaCommons

 

KAI: Powiedział Ksiądz, że nie można zarazić się podczas oddawania krwi, ale czy można zarazić się honorowym krwiodawstwem?

– Jako oficer Wojska Polskiego jestem zobowiązany do corocznych badań okresowych. Często podczas pobierania krwi pielęgniarka widząc wkłucia i nie wiedząc, że jestem honorowym krwiodawcą pyta mnie: Czy jest Ksiądz uzależniony? Odpowiadam wtedy: Tak. Wzbudza to zaniepokojenie: Co się stało? Od czego się Ksiądz uzależnił? Zwykle odpowiadam, że od „radości z oddawania krwi”. Staram się i przekonuję wszystkich, że to naprawdę wyjątkowy sposób na pomoc bliźniemu, który warto praktykować i propagować.

***

Ks. płk Zenon Surma CMF, od 1993 roku kapelan Ordynariatu Polowego, dziekan Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych i proboszcz parafii wojskowej w Bydgoszczy, delegat biskupa polowego ds. instytutów życia konsekrowanego i stowarzyszeń życia apostolskiego. Od 1997 roku Krajowy Duszpasterz Honorowych Dawców Krwi.


Krzysztof Stępkowski / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna