KSIĄŻKI

„Ewangeliczny foch”. Co Biblia mówi o emocjach?

Czy Biblia może stać się dla nas odpowiedzią na pytanie jak radzić sobie z trudnymi emocjami?

Anna Maria Pudełko
Anna Maria
Pudełko
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ilona Kisiel: Czy Biblia może nas nauczyć przeżywania emocji? Jak Jezus radzi sobie z emocjonalnością kobiet?

S. Anna Maria Pudełko: Jezus jest niesamowity w relacji z kobietami. Ja mogę godzinami nad tym myśleć. Bardzo mnie to zachwyca i inspiruje. Przede wszystkim ma do kobiet ogromny szacunek. Do kobiet, które przez innych były traktowane z pogardą, uważane za grzesznice czy jawnogrzesznice, Jezus nigdy nie odniósł się z brakiem szacunku. Faryzeusz widzi prostytutkę, a Jezus mówi do niego: „Widzisz tę kobietę?” (Łk 7, 44). On nie widział w niej grzesznicy, On widział kobietę. Albo kiedy zwraca się „córko” do kobiety nieczystej, chorej na krwotok. Nie mówi: „To przez ciebie straciłem czystość rytualną”, kiedy ona Go dotknęła. On do niej mówi najczulej: „Córko, twoja wiara cię uzdrowiła” (Mk 5, 34). Czy kiedy Maria namaszcza mu stopy, a Judasz mówi: „Można było ten olejek spieniężyć” (por. Mt 26, 9). Jezus jest rewelacyjny, kiedy ucina krótko: „Zostaw ją. Uczyniła to dla Mnie” (Mt 26, 10). Broni, stawia granice, nie pozwala, aby Judasz dalej ją ranił.

Aneta Liberacka: Kolejny przykład to Samarytanka przy studni. „Ty, Panie, ze mną rozmawiasz, przecież wiesz, że jestem Samarytanką” (por. J 4, 7-9). Ona jest zdziwiona, z jakiej racji Żyd rozmawia z Samarytanką. A potem jeszcze się okazuje, że On wie o niej wszystko. Wie, że miała pięciu mężów, ale jej nie potępia, tylko rozmawia z nią, żeby móc jej dać wodę życia. Jezus w ten sposób pokazuje, że wszyscy zasługujemy na szacunek, bez względu na to, kim jesteśmy i co robimy.

s. Anna Maria: Jezus ma ogromny takt, szacunek. Widzi w kobiecie piękno, widzi jej godność. Wchodzi w bliskie relacje, nie boi się bliskości. Co robi, kiedy Marta, która też wyraża swoją złość i zniecierpliwienie, mówi: „Panie, powiedz coś, bo moja siostra mnie zostawiła samą”. A Jezus jej tak pięknie tłumaczy: „Marto, Marto, niepokoisz się o wiele, ale nie trzeba” (por. Łk 10, 40-42). To jest taka fochnięta siostra. Mamy tu ewangeliczny foch!

Jezus pokazuje nam inne spojrzenie, że nie zawsze to, co nam się wydaje najważniejsze na pierwszy rzut oka, jest naprawdę najważniejsze czy najlepsze. Dojrzałość, której Jezus uczy nas w tej scenie, mówi: Weź się zastanów, co jest twoją najważniejszą cząstką.

Aneta: Ewangeliczny foch – to brzmi bardzo ładnie. Marta nawet nie była pokorna… Ona była zawiedziona i zła. Przyznam, że sama też bym się wkurzyła na jej miejscu. Zapewne większość kobiet jest po stronie Marty w tej scenie. Ja sama jestem po stronie Marty, dopóki nie zacznę się zastanawiać nad tym, co mówi Jezus. No bo jak to? Ja tutaj biegam, wszystko organizuję, a ona sobie siedzi, uśmiecha się i nic nie robi. Skądś taki obrazek znamy… Tylko w tej scenie Jezus pokazuje nam inne spojrzenie, że nie zawsze to, co nam się wydaje najważniejsze na pierwszy rzut oka, jest naprawdę najważniejsze czy najlepsze. Dojrzałość, której Jezus uczy nas w tej scenie, mówi: Weź się zastanów, co jest twoją najważniejszą cząstką. Czy rzeczywiście ta bieganina? Czy nie jest ważniejsze, żebyś uporządkowała siebie i żebyś się cieszyła z tego, że jestem, żebyś umiała też wybrać i wziąć to, co najlepsze? Marta to dla nas ważna postać, właśnie dlatego, że wiele z nas identyfikuje się z jej fochem. Tym bardziej warto usiąść i dłużej się nad tym zastanowić, czym ja się zajmuję, a co jest dla mnie ważniejsze. Dojrzałość to także umiejętność zrezygnowania z pewnych rzeczy. Dojrzałość to może nawet pogodzenie się z tym, że okno będzie trochę niedomyte, ale za to wszyscy u nas w domu będą czuli się dobrze, mile widziani, wysłuchani.

s. Anna Maria: Przy czym Jezus absolutnie nie potępia krzątaniny Marty. On jest zafascynowany jej gościnnością. Tutaj musimy też spojrzeć jeszcze szerzej na postać Marty. Czytamy, że Marta „przyjęła Jezusa w swoim domu” (Łk 10, 38). Czyli jest gościnna, pełni honory pani domu. To jest coś najpiękniejszego w kobiecie – ta przestrzeń przyjmująca. Oczywiście, w pewnym momencie tak się nakręciła, że zgubiła w tym Jezusa. I dopiero w tym momencie Jezus ją zatrzymał. Nie zlekceważył ani tym bardziej nie potępił jej gościnności, jej otwartości na przyjęcie drugiego człowieka, tylko powiedział jej: „Nie o to chodzi, żeby robota była zrobiona na medal, tylko żebyś ty zasmakowała w tym, że to robisz dla Mnie”. I to też jest ważna kwestia dla nas do przemyśleń.

Aneta: To są bardzo bliskie nam obrazki. Jestem w stanie wymienić takie koleżanki czy znajome, które przez cały wieczór krzątają się w kuchni i efekt jest taki, że pani domu nie ma wśród nas. Ja bym wolała często nie zjeść, żeby ona po prostu usiadła i z nami porozmawiała. My kobiety często tak się zapędzamy.

 

Czy są jakieś modlitwy, które nam pomogą w sytuacji, kiedy nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z własnymi emocjami?

s. Anna Maria: Nie wiem, czy jednoznacznie możemy coś doradzić, bo różnym osobom różne rzeczy pomagają. Na przykład kogoś może bardzo wyciszyć i ukoić modlitwa różańcowa, ponieważ ona jest rytmiczna i powtarzalna.

 

Wystarczająco długa, żeby się opanować i żeby minął wielki foch…

s. Anna Maria: Z pewnością może zadziałać tak, żeby minął wielki foch. Samo przeniesienie uwagi na inną rzeczywistość niż ta, która powoduje w nas złość, już działa leczniczo. Jeżeli to, z czym sobie nie radzimy, przeniesiemy na przykład na jakąś tajemnicę z życia Jezusa czy Maryi i włożymy tam całą tę złość: „Panie, oddaję Ci to, co przeżywam w tym momencie”, a potem powtarzamy w powolnym rytmie Zdrowaś Maryjo, to jest spora szansa, że ukoimy swoje serce. Skierowanie uwagi na Pana Boga już jest kojące.

 

Fragment pochodzi z książki “Wielki foch. O (nie)dojrzałości kobiet” s. Anny Marii Pudełko i Anety Liberackiej

 

Anna Maria Pudełko

Anna Maria Pudełko

Zobacz inne artykuły tego autora >

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl “Rozmowy z Janem Pawłem II” oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Maria Pudełko
Anna Maria
Pudełko
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

“Wielki foch” czyli kobieto, jesteś wspaniała!

„Wielki foch” to wbrew pozorom wcale nie jest książka o naszej największej ułomności czyli o emocjach. Żadna z Autorek nie opisuje panującego w nas chaosu myśli, uczuć i pragnień jako wady, z którą wreszcie powinnyśmy coś zrobić. Wręcz przeciwnie – ta książka jest wielką afirmacją i zachwytem nad kobiecością.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Istnieją w naszym życiu pytania, wobec których pozostajemy bezradni. Spośród nich wszystkich jedno zajmuje szczególne miejsce. Jest takie pytanie, którego autorem był prawdopodobnie już sam Adam. Pytanie, które przez wieki dręczyło filozofów i teologów, a poetom, fryzjerom, i sprzedawcom torebek skutecznie spędzało sen z powiek. „O co Ci chodzi KOBIETO?” pozostawało bez odpowiedzi aż do dnia, w którym usiadły przy jednym stole dwie niezwykłe kobiety i wreszcie nam powiedziały. I to w sposób fenomenalny.

S. Anna Maria Pudełko i Aneta Liberacka stworzyły książkę, jakiej jeszcze nie było. Mamy tu dwugłos zakonnicy i kobiety zamężnej, matki duchowej i matki biologicznej, psychopedagoga powołań i redaktor naczelnej internetowego portalu. Już to samo sprawia, że mamy do czynienia z materią totalną. Po raz pierwszy recenzja sprawia mi tyle trudności. Jak podejść do takiego opus magnum? Przecież to jest książka o kobietach! Czyli jest wielowątkowa choć harmonijna, pełna humoru, ale i głębokiej refleksji, zanurzona w codzienności, ale opisywanej z perspektywy wieczności. Na potrzeby tego tekstu spisywałam sobie w zeszycie co ciekawsze cytaty. Poddałam się po czterech, drobno zapisanych stronach. Stwierdziłam, że albo dam sobie spokój, albo zamiast recenzji powklejam tu cytaty i niech się Czytelniczki same przekonają. Bo książka aż kipi od mistrzowskich spostrzeżeń i celnych uwag. Pierwszy lepszy przykład to teoria Anety Liberackiej dlaczego Pan Bóg zatrzymał się w dziele stwórczym na kobiecie.

Albo stwierdził, że stworzył tak doskonałą, zaawansowaną „technologię”, że już nic lepszego nie stworzy, albo że… przesadził i nie będzie dalej w to szedł.

„Wielki foch” to wbrew pozorom wcale nie jest książka o naszej największej ułomności czyli o emocjach i o sposobach zarządzania nimi. Żadna z Autorek nie opisuje panującego w nas chaosu myśli, uczuć i pragnień jako wady, z którą wreszcie powinnyśmy coś zrobić. Wręcz przeciwnie – ta książka jest wielką afirmacją i zachwytem nad kobiecością. „Wielki foch” to spojrzenie na naszą naturę oczami dwóch dojrzałych w wierze i życiu kobiet, które są wciąż ciekawe i głodne własnej kobiecości. A tam, gdzie spotyka się dojrzałość z ciekawością tam pojawia się łagodność i akceptacja. I o tym najbardziej jest „Wielki foch”. O odwadze bycia kobietą z całym bogactwem i ułomnością naszej natury. Od pierwszych kartek Autorki osadzają kobiecość właśnie w takiej perspektywie. Tym razem cytat s. Pudełko:

Często w życiu wychodzimy właśnie od tego, że zostałyśmy zranione. To czasem odbiera nam nadzieję. (…) Grzech pierworodny nie jest pierwszy. Pierwsza jest zawsze wielka miłość Ojca (…). Zanim był grzech, była miłość, zanim było zranienie była łaska. Taki jest nasz początek.

Na bardzo wysoki poziom wynosi książkę Aneta Liberacka. Czym? Odwagą bycia sobą. Czytelniczka będzie mogła przeglądać się w jej życiu i utożsamiać z nią na wielu płaszczyznach. Mamy tutaj i młodą żonę, i mamę czwórki dzieci. Mamy zirytowaną korkami kobietę sukcesu i pełną niepokoju mamę adopcyjną. Mamy dojrzałą żonę i fochniętą na cały świat złośnicę. Mamy wreszcie piękną kobietę, która przyznaje, że kiedyś podobały jej się w niej samej tylko uszy, a dziś marzy o byciu babcią. Bez retuszu, bez asekuracji Aneta Liberacka wciąga nas w swój wielowymiarowy, wibrujący radością, pasją i życiem świat. Najbardziej wzruszająca jest dla mnie jej bezbronność. Każda z nas ma w sobie kruchość i często wydaje się nam, że musimy zrobić wszystko, żeby się jej pozbyć. Bo to takie ułomne, groteskowe, nieprofesjonalne. Tymczasem w „Wielkim fochu” znajdziemy historię ważnej gali, na której Anecie Liberackiej załamał się głos, na której stała przed salą pełną po brzegi i nie mogła opanować wzruszenia. Czuję się ogromnie obdarowana właśnie tym fragmentem. Dla mnie miał bardzo duże znaczenie. Jeszcze nikt tak pięknie nie wziął w obronę mojej wrażliwości. Nie wywodem, nie argumentacją, ale tym co najcenniejsze – swoim świadectwem. W tej pięknej i dramatycznej zarazem scenie, odnalazłam siebie łkająca pod dziekanatem, gdzieś w parku, przed jakimś okienkiem w przychodni. Tak, jakby Autorka chciała powiedzieć każdej z nas, że nasza bezbronność jest piękna. I że mamy zrobić wszystko, aby ją w sobie ocalić.

Książka aż kipi od mistrzowskich spostrzeżeń i celnych uwag.

Drugą „rozgrywającą” „Wielkiego focha” jest s. Anna Maria Pudełko, apostolinka. Tak sobie myślę, że gdyby siostry Ani nie było, trzeba by ją było wymyślić. Macie tak czasem, że coś przeżywacie, coś czujecie, ale nie wiecie co? Albo, że chciałybyście coś opisać, ale nie macie pojęcia jak? Otóż Siostra Anna tak nie ma. Jest człowiekiem obdarzonym tą wyjątkową przenikliwością, która pozwala wytłumaczyć nawet najtrudniejsze zawiłości, opanować chaos, zdefiniować tajemnicę. I jeszcze zrobić to z lekkością biegania po wodzie. Uzupełnia pełną życia opowieść Anety swoją pełnią – wypływającą z ciszy, godzin medytacji i z upartego przemyślenia spraw do końca. Siostra Anna ma tych przemyśleń w swoim życiowym kołczanie bardzo dużo. Mają moc i prędkość strzały, i trafiają w sedno. Przeprowadza nas pewną ręką przez meandry naszej kobiecości. Bardzo urzeka mnie jej spokój. Myślę, że wiele z nas myśląc o sobie, próbując zrozumieć swoją kobiecą naturę przeraża się i traci rezon. I wtedy warto usłyszeć w tym spokojnym głosie s. Anny zapewnienie, że istnieje droga, która może doprowadzić nas do pokoju i uciszenia serca. W „Wielkim fochu” Autorki kreślą przed nami właśnie taką drogę. Prowadzą nas od zagadnienia dojrzałości, przez harmonię wewnętrzną, aż po umiejętność tworzenia dobrych, życiodajnych relacji. Nic tylko pakować plecak i ruszać za nimi w tę najpiękniejszą, i najbardziej fascynującą podróż życia: ku odkrywaniu swojego powołania.   

Na koniec słowo o Tej, której postać jest obecna od samego początku książki. Szelest Jej sukni słychać dosłownie na każdej stronie. To Ona – Maryja jest pierwszą i najważniejszą Autorką tej książki. To Jej życie jest gwarancją, że opisana w „Wielkim fochu” droga doprowadzi nas do celu czyli do świętości rozumianej jako odwaga bycia sobą do końca. Są takie momenty, w których Autorki mówią o Maryi wprost. Miałam wtedy ochotę wstać z kanapy i uklęknąć – tak wielka adoracja biła z tych słów. Nie wiem czy s. Annę Marię Pudełko i Anetę Liberacką będą błogosławić przyszłe pokolenia, ale jednego jestem pewna – wielkie rzeczy uczynił w ich życiu Wszechmocny, a one uchyliły przed nami rąbka tej tajemnicy.

 

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki – prawnik, z naprawionego błędu – dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap