Gdy nie mogę zostać mamą

Być może Dzień Matki to z różnych powodów dla Ciebie trudny dzień w roku. Może nawet jeden z gorszych. Zalew dziecięcych laurek w social mediach przypomina Ci bardzo boleśnie, że taka laurka dla Ciebie jeszcze nie powstała i nie wiesz, czy ten moment kiedyś nastąpi.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Gdy nie mogę zostać mamą
Być może Dzień Matki to z różnych powodów dla Ciebie trudny dzień w roku. Może nawet jeden z gorszych. Zalew dziecięcych laurek w social mediach przypomina Ci bardzo boleśnie, że taka laurka dla Ciebie jeszcze nie powstała i nie wiesz, czy ten moment kiedyś nastąpi.

Każdego dnia stawiasz dzielnie czoło informacjom o kolejnej ciąży w rodzinie, kolejnej ciąży w pracy. Wiadomo, cieszysz się ze względu na nie, ale pytanie jak bumerang wraca…

 

Dlaczego JA?

Nikt na to pytanie nie udzieli Ci kompletnej odpowiedzi. Czasem problemy z płodnością wynikają z czynnika kobiecego, czasem z męskiego, a czasem z obniżonej płodności pary. To doskonale wiesz. Czasem jest to kwestia prostego leczenia, czasem rzetelnej diagnozy, a jeszcze kiedy indziej zwrot „niepłodność idiopatyczna” odbiera resztki sił i nadziei, bo nie wiadomo co jest przyczyną. Wiem, że to pytanie jest Twoim wiernym towarzyszem. Ale wiem też, że dobrze jest się sobą zaopiekować. Może teraz to właśnie dobry czas? Na przekór.

 

Śmiech, złość i łzy w pakiecie

Masz święte prawo do emocji – różnych. Emocje dzielą się na te przyjemne i nieprzyjemne dla nas. Wszystkie są nam potrzebne. Czas oczekiwania na dwie kreski na teście ciążowym jest momentem kryzysu psychologicznego. W zależności od tego, jaki jest schemat leczenia i kogo dotyczy bardziej – Ciebie czy Twojego Mężczyznę, możesz mieć cały wachlarz przeciwstawnych emocji. Poczucie żalu, pretensji, niekompletności ale i radość z chwil prawdziwego szczęścia, zachwytu czy spełnienia – emocjonalny rollercoster. Łzy nie są złe, mogą przynieść ukojenie, złość nie jest zła – dobrze wykorzystana nadaje nam często rozpędu i chęci walki. Wejdź w kontakt ze swoimi emocjami. One mówią o Tobie sporo. Kontakt ze sobą i emocjami służy Twojemu zdrowiu, także prokreacyjnemu.

 

Nie cieszy mnie to…

Masz prawo do szczęścia, osobistego i małżeńskiego. Choć wydaje Ci się może ono już takie zwykłe i codzienne. Nie odkładaj urlopu, jeśli właśnie go teraz potrzebujesz. Albo Twój Ukochany. Być może nie wrócisz z tego urlopu w stanie błogosławionym, ale może uda się uporządkować coś mimowolnie poza kontekstem pracy, rodziny, przykrych ponaglań. A może poczucie szczęścia da Ci wicie Waszego gniazda? My kobiety mamy przecież różne marzenia. Nie musisz rezygnować z pragnienia ciąży. Zrób coś, co pokaże Ci Twoją sprawczość i uruchomi poczucie spełnienia. Na teraz, nie za rok. Nie brak Ci przecież cierpliwości i pokory. Pozwól sobie na to, co uwolni Twoje serce i Cię ucieszy.

 

 

Kiedy Wy?

Masz święte prawo do intymności – Ty i Twój Mąż. Pytania o ciążę i ponaglania często wynikają z życzliwości, ale nieraz obcesowej. Jesteś odważna, sama wiesz, więc wykorzystaj to i powiedz najbliższym: „Bardzo chcielibyśmy mieć dziecko i jest to dla nas trudny temat. Mamy nadzieję, że będziecie nas w tym wspierać.” Ale to Ty ustalasz granicę i decydujesz, kogo wpuszczasz w tę wyjątkową przestrzeń. Asertywność wobec ciekawskich, choć pewnie i życzącym Wam dobrze, to trudna sztuka, ale dobrem nadrzędnym jest Wasza relacja i dom, który tworzycie. Stawiaj granicę tym pytaniom, a może Twojemu Mężczyźnie przyjdzie to z większą łatwością. Wy decydujecie, gdzie przebiega ta cienka linia.

 

Nie ojciec, ale Mąż

Masz prawo do szczęśliwego małżeństwa, nawet jeśli Twój Mąż jeszcze nie jest ojcem, ale jest mężem. Tym, którego wybrałaś i z którym wspólnie czekacie na Wasz Cud. Czy wiesz jak on sobie radzi z Waszym „teraz”? Jakie uczucia nim targają i jak sobie z nimi radzi? Jak możecie być teraz jeszcze bliżej siebie? Każdy z nas chciałby unikać bólu, to normalne. Ale tak przewrotnie się składa, że ból i cierpienie mogą oczyścić i scalić relacje małżeńskie. Tylko Wy wiecie ile między Wami miłości, ale ile i krzyku, i łez… To Wasza święta historia. Dbanie o siebie i Wasz związek to Twój priorytet. Wy tworzycie ten dom, jego fundament.

 

Masz to. Po prostu

Masz prawo do tęsknoty i marzeń, ale i masz prawo do skutecznego leczenia. Masz prawo do komfortu czekania na Wasze Dziecko, na Twoich zasadach, dokładnie tak, jak tego potrzebujesz i chcesz. Nie, to Cię nie określa. To wymaga zaopiekowania się Tobą, Wami. Chcę Cię dziś mocno uściskać i powiedzieć, że nie jesteś sama. I że będzie jeszcze pięknie. Może inaczej niż sobie to dziś wyobrażasz, ale będzie.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Koźlik

Anna Koźlik

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Rodzice! To najbardziej wymagające rekolekcje wielkopostne świata

Nie będziemy rozpisywać się o zaletach rolek od papieru ani o planszówkach bo takich treści jest już dzisiaj w sieci pod dostatkiem. Nasz nie-poradnik pójdzie w innym kierunku. Bo – jakby na to nie spojrzeć – właśnie zaczęły się dla nas, rodziców najlepsze i najbardziej intensywne rekolekcje wielkopostne. Jak je dobrze przeżyć? Oto nasze podpowiedzi.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Rodzice! To najbardziej wymagające rekolekcje wielkopostne świata
Nie będziemy rozpisywać się o zaletach rolek od papieru ani o planszówkach bo takich treści jest już dzisiaj w sieci pod dostatkiem. Nasz nie-poradnik pójdzie w innym kierunku. Bo – jakby na to nie spojrzeć – właśnie zaczęły się dla nas, rodziców najlepsze i najbardziej intensywne rekolekcje wielkopostne. Jak je dobrze przeżyć? Oto nasze podpowiedzi.

Powiedzmy sobie wprost – to nie będzie łatwy czas. Nim uderzę w wypracowane od lat techniki przekuwania każdego trudu w pozytyw, pozwolę sobie na chwilę biadolenia. Mieliście plany na te dwa tygodnie? Jakiś pilny projekt do dokończenia w domu? Rozpoczęcie treningów, żeby złapać formę przed latem? Wiosenne przewietrzenie szaf w pokojach dzieciaków? Szybkie malowanie kuchni? Wszystko to było realne. Już witaliśmy się z gąską marcowych wyzwań. Już czuliśmy słodki smak zwycięstwa nad okresem chorobowym w domu! Wiosna czekała już u bram! Dzieci wreszcie wróciły – pewnie na stałe – do przedszkoli i szkół! To miał być nasz marzec! A tymczasem… Życie wycięło nam naprawdę niespodziewany numer. Jesteśmy w domu, odcięci od wielkomiejskich rozrywek, placów zabaw i parków. Damy się? A skąd! Nawet jeśli ciężki sezon chorobowy za nami, nawet jeśli wydaje się, że już za moment dzieciaki zaczną rozsadzać ściany mieszkania, a my niechybnie zwariujemy – weźmy głęboki oddech, podwińmy rękawy i ruszajmy do boju! Żywych nas w końcu nie wezmą.

Sieć obiegają w ostatnim czasie setki filmików, które mają zainspirować rodziców do kreatywnych zajęć z dziećmi. Jeszcze ciekawsze są jednak wpisy rodziców stojących wobec dawno niespotykanej sytuacji: konieczności spędzenia z dziećmi w domu dłuższego czasu. Czasu nieprzerywanego szkołą, pracą, zajęciami dodatkowymi. Przygotowaliśmy nasz redakcyjny nie-poradnik na ten czas. Nie będziemy rozpisywać się o zaletach rolek od papieru ani o planszówkach bo takich treści jest już dzisiaj w sieci pod dostatkiem. Nasz nie-poradnik pójdzie w innym kierunku. Bo – jakby na to nie spojrzeć – właśnie zaczęły się dla nas – rodziców najlepsze i najbardziej intensywne rekolekcje wielkopostne. Jak je dobrze przeżyć? Oto nasze podpowiedzi:

 

1. Słuchaj

Najważniejsza zasada wychowania i najważniejsza zasada szczęśliwego małżeństwa to bardziej słuchać niż mówić. Może już dawno nie byliśmy ze sobą w takich spokojnych warunkach? Może nasze wakacje są pełne atrakcji, wyzwań, ruchu, a weekendy spędzamy w samochodzie rozwożąc dzieciaki na dodatkowe zajęcia. Czas narodowej kwarantanny może być ogromną szansą na usłyszenie melodii jaka gra w naszej rodzinie, w naszych dzieciach, ale przede wszystkim w nas samych. Nie bójmy się bójek, sprzeczek, nie bójmy się napięć, które siłą rzeczy za chwilę się pojawią. Każdy, nawet największy kryzys rodzinny przeżyty w pokorze i zasłuchaniu może prowadzić do wielkich zmian. Nie dążmy za wszelką cenę do łagodzenia konfliktów, nie pytajmy się w kółko: „Co zrobić, żeby przestały się kłócić?”, ale zacznijmy zadawać pytania: „Dlaczego…?”. Wtedy – na przykład – mamy szansę „usłyszeć”, że nasz domowy choleryk woła od dawna o przestrzeń dla siebie, a ktoś inny przeżywa ciężką frustrację w związku z sytuacją w klasie. Dzięki tej przymusowej pustyni mamy wreszcie szansę wyłapać tego typu sygnały. Zasłuchajmy się też w te trzaski drzwi naszych nastolatków. Co jest pod tą złością? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością – jakiś lęk. Może przed egzaminem ósmoklasisty? Może przed oceną rówieśników? Może przed samym sobą? A może przed naszym zbyt wymagającym spojrzeniem? Została nam dana niesamowita szansa usłyszenia siebie nawzajem. Nie zmarnujmy jej. Rozmawiajmy z naszymi dziećmi, przerzucajmy między sobą mosty życzliwości, zrozumienia, czułości i empatii. Taka praca jest bez porównania trudniejsza od najbardziej wymagających wyzwań zawodowych, ale też jak żadna inna przynosi ogromną i trwałą satysfakcję, którą niektórzy ośmielają się nazywać szczęściem.

 

 

2. Zapomnij o sobie

Mam pełną świadomość, że takie hasło jest zdecydowanie wbrew dzisiejszym modom na „tulenie” swoich potrzeb i wychodzenie naprzeciw własnym pragnieniom. Nie chcę ironizować, ani trywializować współczesnych zdobyczy psychologicznych. Sama z nich korzystam pełnymi garściami. Ale – od lat obserwuję sfrustrowane matki, które co rusz odkrywają, że „przy dzieciach naprawdę nic nie można zrobić”. Jeśli podążymy szlakiem własnych potrzeb mając wokół siebie zależne od nas istoty, bardzo szybko staniemy pod ścianą bezradności, gniewu i frustracji. Nie można wylecieć na jogging, nie można spokojnie poscrollować, nie można dłużej się pomodlić, porozmawiać, posłuchać muzyki, pobyć samemu. Dramat, prawda? 

A gdyby spróbować trochę bardziej posłuchać Boga niż ekspertów od samorozwoju? Gdyby spróbować spojrzeć na Chrystusa cierpiącego w Ogrójcu, Chrystusa biorącego krzyż na Swoje ramiona? Czy On recytował oprawcom swoje potrzeby? Czy zasłonił się nimi w Ogrójcu, przeciwstawiając woli Ojca? Nie – On po prostu wybrał miłość. I dokładnie taką samą drogą mamy iść za Nim. 

To prawda, że czasem przy dzieciach nic nie można zrobić. Ale zawsze można zrobić coś dla nich. Nie ma rodzica, który by nie stanął pod ścianą frustracji. Nie ma rodzica, który nie znałby smaku zawodu. Ale są też rodzice, którzy zaryzykowali i świadomie odwrócili się od własnych potrzeb, pragnień i oczekiwań, żeby pójść w przeciwnym kierunku: od siebie ku drugiemu. Na początku z dużym lękiem, z czasem z coraz większą wprawą wyruszyli na drogę miłości, gdzie pierwszym imieniem jest poświęcenie, a drugim zapomnienie o sobie. Czy zginęli niechybnie w żałosnym przytułku dla istot wyzutych z wszelkich pragnień i potrzeb? Po odpowiedź warto zajrzeć chociażby tutaj: J 12, 24-25. Jaki smak ma obfitość plonu, którą obiecuje Chrystus? Może warto się przekonać samemu? Następna taka okazja może się nam szybko nie przydarzyć.

 

3. Planuj!

Od 10 lat jestem z dziećmi w domu. Jedna z ważniejszych rzeczy, jakich nauczyłam się w tym czasie jest taka, że życie zaczyna mieć smak jeśli zostawimy jakiekolwiek dalekosiężne plany i skupimy się na najbliższych 8-10 godzinach. Bo to nad nimi mamy władzę. To na nie mamy realny wpływ. Dlatego – na ile to możliwe – warto planować dzień. Nie musi to być koniecznie plan godzinowy. Bardziej chodzi o stworzenie ram czasowych dla mieszkańców naszego domu po to, aby udało się wycisnąć z danego nam czasu jak najwięcej. Plany są szczególnie przydatne w tych rodzinach, w których jest – chociażby z racji wieku – duży konflikt interesów. Jeżeli umówię się z dziećmi, że rano poświęcam więcej uwagi młodszym i wyznaczę starszym na ten czas obowiązki domowe, a po południu maluchy zajmą się sobą, żebym mogła ze starszymi pograć w planszówki/dokończyć projekt o owadach/pogadać na babskie tematy, to w większości wypadków takie ustawienie domowników przynosi nad wyraz dobre rezultaty. Każdy wie, mniej więcej, co go czeka, rozumie, że rodzina widzi jego potrzeby i stara się im wyjść naprzeciw.

 

 

4. Dbajcie o siebie nawzajem

Każdy, kto poczuł rodzinnego bluesa wie, że cała ta szalona maszyna zwana rodziną ma szansę świetnie funkcjonować tylko pod jednym warunkiem – kiedy w przyjaźni żyją ze sobą rodzice. Czas, w którym jesteśmy nieustannie z dziećmi generuje bardzo wiele emocjonalnych wyzwań. Już bardzo dawno odkryliśmy z mężem, że zginęlibyśmy z kretesem gdybyśmy nie wypracowali wspólnych mechanizmów odreagowywania codzienności. Różne mamy na to sposoby. Przez lata, kiedy dzieci były malutkie, nie stać nas było na nic więcej poza kanapą, winem i filmem ambicją nie sięgającym ponad „Avengersów”. Dzisiaj, kiedy nasza rodzinna konstelacja zmieniła się na tyle, że nie wyglądamy wieczorem jak „wyplute iryski” i wciąż mamy jeszcze sporo energii – idziemy się przebiec wokół osiedla, albo podejmujemy komiczne próby wspólnych ćwiczeń w domu. 

Przez lata intensywnego rodzicielstwa nauczyliśmy się ten wspólny małżeński czas traktować jak świętość. To jest dla nas obojga najważniejszy moment dnia. Nieważne co robimy – najważniejsze, że robimy to razem. To wtedy mamy możliwość wysłuchania siebie nawzajem. To wtedy wyłapujemy które z nas dwojga jest już na pograniczu wytrzymałości psychicznej i zastanawiamy się jak by mu następnego dnia zrobić trochę przestrzeni na odreagowanie. To wtedy wreszcie, omawiamy sprawy naszych dzieciaków i próbujemy znaleźć najlepsze rozwiązania. Wczoraj wieczorem zasnęłam przy usypianiu młodszych dziewczynek. Nagle czuję dziwne trącenie w bok. Otwieram oczy, a to mój małżonek z talerzem kanapek w jednej ręce i z kubkiem herbaty dla mnie w drugiej usiłuje obudzić mnie nogą. Otwieram oczy, widzę jego zniecierpliwione spojrzenie i słyszę szept, którego długo nie zapomnę: „No chodź już! Wszystko przygotowałem! Ale bez ciebie nie zacznę!”

 

5. To, co nam się przydarzyło jest cudem!

Ten przymusowy czas wspólnego rodzinnego pobytu w domu jest jak wielkie wołanie Boga do każdego z nas: „Odkryj co tak naprawdę jest w twoim życiu ważne! Zobacz jak kruche jest wszystko inne poza wzajemną miłością, czułością i oddaniem. Przyjrzyj się pragnieniom swojego serca. Co jest dla ciebie najważniejsze? Czy jesteś gotowy zapłacić za to aż taką cenę? Czy to jest tego warte? Oto daję ci czas. Możesz wszystko zmienić, wszystko wyprostować. Poradzisz sobie. Ja pokazałem ci drogę. Ty tylko pójdź za Mną”.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap