Wioska Taizé: Kochaj i powiedz to swoim życiem

Z roku na rok coraz więcej młodych osób bierze udział w tygodniowych spotkaniach w Taizé. Również i ja w tegoroczne wakacje pojechałam do tej burgundzkiej wioski.

Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wioska Taizé: Kochaj i powiedz to swoim życiem
Z roku na rok coraz więcej młodych osób bierze udział w tygodniowych spotkaniach w Taizé. Również i ja w tegoroczne wakacje pojechałam do tej burgundzkiej wioski.

Taizé tak to się zaczęło

Międzynarodową wspólnotę ekumeniczną Taizé założył we Francji w 1940 r. brat Roger. Opuścił on Szwajcarię, by zamieszkać w kraju swojej matki, która była Francuzką. Od wielu lat pragnął stworzyć miejsce, które wypełniałyby modlitwa, radość, prostota i miłosierdzie. Kierował się myślą św. Augustyna: „Kochaj i powiedz to swoim życiem”.  Gdy wybuchła II wojna światowa, to właśnie w burgundzkiej wiosce Taizé schronienie znajdowali ranni i prześladowani. W następnych latach przyjeżdżali tam kolejni mężczyźni, którym była bliska jego idea. W Wielkanoc 1949 r. pierwszy raz siedmiu z nich zostało „braćmi” i oficjalnie zobowiązało się do zachowania na zawsze celibatu, życia we wspólnocie i w prostocie. Bracia utrzymywali się z pracy własnych rąk, nie przyjmowali prezentów, a wszystkie dary przeznaczali na pomoc ubogim. I tak jest do dziś. Od początku istnienia wspólnoty ważny był duch ekumenizmu, który dążył do pojednania wyznań chrześcijańskich. Brat Roger wyznawał protestantyzm, ale współpracował też z wieloma duchownymi kościoła katolickiego. Karol Wojtyła już jako arcybiskup, a później papież, odwiedził go w Taizé, a także wspólnie modlił się z braćmi i obecną tam młodzieżą.

Obecnie wspólnota liczy ponad 100 braci – katolików i ewangelików różnych Kościołów. Bracia pochodzą z 30 krajów. Nie wszyscy z nich mieszkają we francuskiej wiosce, niektórzy z nich żyją w Afryce, Azji czy Ameryce Łacińskiej, pomagając potrzebującym. Po śmierci brata Rogera, zamordowanego przez psychicznie chorą kobietę w 2005 r. w wieku 90 lat podczas wieczornej modlitwy, przełożonym wspólnoty został brat Alois – katolik pochodzący z Niemiec. W Taizé na stałe mieszka też trzech Polaków – ksiądz Marek oraz dwóch braci: Maciej i Wojciech. W wypełnianiu codziennych obowiązków pomagają siostry św. Andrzeja oraz polskie zakonnice ze Zgromadzenia Urszulanek oraz świeccy wolontariusze.

 

Taizé dla każdego

Międzynarodowe spotkania w Taizé to nie tylko okazja do podszkolenia znajomości języków obcych, ale przede wszystkim do pogłębienia relacji z Bogiem i drugim człowiekiem. Oprócz katolików przyjeżdżają tu zwłaszcza protestanci, a nawet osoby niewierzące. To właśnie w małej francuskiej wiosce po raz pierwszy tak mocno doświadczyłam idei ekumenizmu. Zauważyłam, że to miejsce przyciąga i wciąż jest żywe, gdyż przyjezdnych łączy wzajemny szacunek, a także chęć budowania jedności z jednoczesnym zachowaniem odrębności wyznań oraz kultur. Codziennie rano odprawiana jest Eucharystia, a po niej rozpoczynają się wspólne modlitwy dla wszystkich najczęściej w formie śpiewu. Ich główną cechę stanowi prosty, zazwyczaj jednozdaniowy tekst, będący najczęściej cytatem z Biblii. Myślę, że prostota kanonów pozwala jak najlepiej skupić się na jego głębokiej treści.

“Życiodajna wymiana z Bogiem dokonuje się w modlitwie: przez Ducha Świętego Bóg przychodzi zamieszkać w nas. Przez swoje Słowo i przez sakramenty Chrystus daje nam siebie. My ze swej strony możemy we wszystkim zdać się na Niego” – mówił brat Alois.

 

 

Codzienność Taizé

Ważnym punktem każdego dnia są grupki dzielenia, w których na podstawie fragmentów z Pisma Świętego rozmawiamy o naszych osobistych wyzwaniach i problemach, a także kwestiach dotyczących losów całego świata. W mojej rówieśniczej grupie były osoby z Niemiec, Szwecji, Stanów Zjednoczonych, a nawet Wenezueli. Podczas tych spotkań nie chodzi o wzajemne przekonywanie się do swoich racji czy ocenianie, ale o poznanie innego punktu widzenia, zainspirowanie się oraz wzbudzenie w sobie i innych głębszych refleksji. Codziennie odbywają się również warsztaty prowadzone przez osoby z innych krajów, co pozwala spojrzeć na rzeczywistość z szerszej perspektywy.

Myślę, że aby zrozumieć motywy postępowania drugiego człowieka, nawet te, które wydają się błędne, należy poznać jego sposób myślenia. Wtedy też możemy najlepiej pomóc, ale też, wbrew pozorom, otrzymać wiele dobra. Już samo to, że pochodzimy z różnych narodów sprawia, że wyjeżdżamy z Taizé ubogaceni. Być może wiele nas różni, ale jedno jest pewne: wszyscy potrzebujemy życzliwości i akceptacji.

 

Bóg myje nam stopy

Jednak często nie czujemy się godni miłości. Rozważania w Taizé przypominają o tym, że Bóg nas kocha, jesteśmy dla niego bardzo ważni i chce nam pomagać. Zaprasza też do tego, byśmy pokazali mu nasze „brudne stopy”, powiedzieli o swoich trudnościach. Wzywa również do wzajemnego pomagania sobie i odpowiedzialności za wspólnotę, której jest się częścią. Każdy uczestnik spotkania zgłasza się do określonej posługi, m.in. wydawania posiłków, sprzątania czy śpiewania w chórze, co jest okazją nie tylko do daru z siebie, ale również integracji z innymi.

We francuskiej wiosce Taizé nie zjemy wykwintnych żabich udek ani nie obejrzymy najnowszego filmu światowego kina, ale za to dostaniemy coś cenniejszego – poczucie wspólnoty, spokój ducha, akceptację i pogłębienie relacji z Bogiem oraz drugim człowiekiem.

 

Wrocław: Europejskie Spotkanie Młodych coraz bliżej

Co roku tuż po Świętach Bożego Narodzenia wspólnota z Taizé organizuje w jednym z europejskich miast modlitewne spotkanie ekumeniczne nazywane Pielgrzymką Zaufania przez Ziemię. Już od 28 grudnia 2019 do 1 stycznia 2020 do Wrocławia przybędą młodzi z całego świata, aby razem modlić się, budować jedność, poznawać polską kulturę i… świętować sylwestra.

Wy też jesteście zaproszeni na to wydarzenie. Tam każdy będzie mile widziany.

Więcej informacji o najbliższym Europejskim Spotkaniu Młodych w naszym kraju znajduje się na stronie taizé.fr (dostępna jest polska wersja językowa) oraz na facebookowym profilu Taizé Polska.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Maria Górczyńska

Maria Górczyńska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Górczyńska
Maria
Górczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Tam, gdzie piecze się hostie. Opłatkarnia sióstr sakramentek

W samym sercu Warszawy, w surowej zakonnej regule, modlą się i wypiekają komunikanty, nieprzerwanie od 95 lat. Siostry sakramentki potrzebują pomocy, aby kontynuować swoją pracę

Andrzej Mitek
Andrzej
Mitek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tam, gdzie piecze się hostie. Opłatkarnia sióstr sakramentek
W samym sercu Warszawy, w surowej zakonnej regule, modlą się i wypiekają komunikanty, nieprzerwanie od 95 lat. Siostry sakramentki potrzebują pomocy, aby kontynuować swoją pracę

Podczas Eucharystii chleb staje się Ciałem Chrystusa. Ponieważ ten chleb nie przypomina wyglądem chleba śniadaniowego czy kolacyjnego, łatwo zapomnieć o jego „chlebowej” istocie. A jednak – wypiekany wyłącznie z najlepszej pszennej mąki, otoczony modlitwą i pieczołowitą pracą takich zgromadzeń jak siostry benedyktynki sakramentki, jest najprawdziwszym niekwaszonym chlebem, który dzięki Łasce staje się Najświętszym Sakramentem.

 

Najpierw był kominek

Warszawa, ścisłe centrum, Nowe Miasto. Ogródki piwne, kawiarnie, brukowane uliczki. Gwarno, ruchliwie. Do rynku przyklejony klasztor benedyktynek-sakramentek, sióstr klauzurowych, o których można powiedzieć, że żyją w innym wymiarze rzeczywistości, są jak przeniesione w wehikule czasu. W oderwaniu od pędu stolicy, w odcięciu od świata, utrzymują się z wypiekania hostii. Dzięki sprzedaży opłatków i komunikantów mogą kontynuować swoją misję nieustającej adoracji Najświętszego Sakramentu, modlitwy i ekspiacji za grzechy, zwłaszcza przeciw Eucharystii. 

Hostie wypiekane są w opłatkarni, sięgającej tracycjami XX-lecia międzywojennego. Siostry zaczynały od wypiekania w kominku opalanym węglem, a następnie palnikami gazowymi. Po Wojnie, Powstaniu i wydobyciu opłatkarni z gruzów zniszczonej Warszawy wypiek odbywał się przy pomocy ręcznych maszyn elektrycznych. 

źródło: https://www.benedyktynki-sakramentki.org/

 

Opłatkarnia warszawskich Sióstr Sakramentek to miejsce niemal święte. Przesiąknięte wszechobecną modlitwą. Synonim „benedyktyńska praca” pasuje tu jak ulał. Wobec zalewu tanich komunikantów, wytwarzanych często z domieszką substancji niepszennych (które są niedozwolone), siostry nie chcą rezygnować z najwyższej jakości. Wyrabiają hostie z najlepszej mąki, dbając o każdy szczegół. Tak powstaje Chleb, który pod każdym względem jest godny sprawowania Eucharystii.

Pracy sióstr towarzyszy nieustanne wezwanie: “Ty, Panie Wszechmogący, stworzyłeś wszystko dla Imienia Twego, a Pokarm Twego Ciała dałeś ludziom na pożywienie, spraw łaskawie, by w Kościele i w Ojczyźnie naszej nigdy nie zabrakło zarówno Chleba Eucharystycznego, jak i tych, którzy Go przyjmują. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.”

 

Uratować opłatkarnię

Takie zakony i opłatkarnie to skarb naszego Kościoła. Skarb, który dzisiaj trzeba pomóc zachować. Aby móc konkurować z innymi wytwórniami, siostry potrzebują pilnie zmodernizować swoją opłatkarnię. Istnieje realne zagrożenie, że wytwórnia może upaść, a zgromadzenie zostanie bez środków utrzymania.

Źródło: https://www.benedyktynki-sakramentki.org/

 

Żeby benedyktyńska opłatkarnia nadal funkcjonowała, siostry muszą zastąpić maszyny ręczne – automatycznymi. Koszt całego przedsięwzięcia to 160 000 zł. Zebranie tej sumy pozwoli na zakup maszyny nowoczesnej i profesjonalnej, a siostrom umożliwi swobodne konkurowanie z opłatkarniami świeckimi. Dzięki Twojemu wsparciu siostry będą piekły nadal! 



 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Andrzej Mitek

Andrzej Mitek

Dyrektor zarządzający w portalu Stacja7.pl. Odpowiedzialny za realizację kluczowych projektów z obszaru IT i biznesu. Wcześniej pracował jako rzecznik prasowy jednej z największych atrakcji turystycznych na Śląsku, był także dziennikarzem "Sportu". Współtwórca podcastu „Popfiction – popkultura oczami katolików”. Zainteresowany nowymi technologiami, optymalizacją, światem internetu i rozwojem osobistym. Prywatnie szczęśliwy mąż i tata, wolne chwile przeznacza na uprawianie sportu i domowe piwowarstwo.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej Mitek
Andrzej
Mitek
zobacz artykuly tego autora >