Kamerun: skrzyżowanie, na którym można zawrócić swoje życie

Jest w Minkame (Kamerun, Afryka) takie skrzyżowanie, na którym może odmienić się życie młodych: albo zostaną w bezczynności, popadając w narkotyki, albo zachęceni przez obecnych tu księży marianów pójdą na “Wakacje z Bogiem”, zdobędą nowe znajomości i umiejętności i być może poukładają swoje życie.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Minkame to typowe afrykańskie przedmieścia. Nie znajdziemy tu uporządkowanych ulic, bloków ani kamienic, galerii handlowych ani kolorowych neonów. Krajobraz jest typowo afrykański: sklecone byle jak z gliny lub cegieł domki, kryte nagrzewającą się w słońcu blachą albo liśćmi palmy lub gdzieniegdzie murowane budynki, których stan w Polsce określilibyśmy jako surowy; czerwona gleba ulic, z rzadka tylko utwardzanych asfaltem. 

W takim krajobrazie działa od kilku lat parafia prowadzona przez księży marianów z Polski. Kiedy tylko tu przybyli niemal od razu zaczęli od duszpasterstwa dzieci i młodzieży, których na prowincji afrykańskiej nie brakuje. 

– Najpierw był dzień dziecka zorganizowany dla dzieci i młodzieży z kilku okolicznych wiosek – wspomina ks. Krzysztof Pazio, marianin, proboszcz parafii misyjnej w Minkame. Gry, zabawy, poczęstunek, zorganizowany ciekawie czas nie tylko przyciągnęły młodych do organizowanej tu właśnie misji, ale pokazały księżom, jak wielki jest tu głód takich działań. 

 

Jak dotrzeć do młodych?

Marianie od razu poszli za ciosem. Najpierw bardziej regularnym programem spotkań objęli dzieci przygotowujące się do I Komunii św. czy bierzmowania. Grupy były różnej wielkości, od 80 do 300 osób. Do prowadzenia spotkań służył początkowo jedynie tymczasowy barak. Nie było tam nawet wtedy kościoła, nie było plebanii, sami księża mieszkali u ludzi na wiosce. Na szczęście z pomocą przyszedł zaprzyjaźniony proboszcz z Polski, który ufundował salę do spotkań z młodzieżą i dziećmi, nazywaną tu dziś Oratorium. To tu odbywają się wszystkie aktywności, których nie da się przeprowadzić na świeżym powietrzu. Także Wakacje z Bogiem, organizowane w tym miejscu od 2014 r. 

Pomysł zaangażowania ich właśnie w wakacje narodził się z obserwacji, że to wtedy najwięcej młodych wraca do swoich domów w wioskach. Cały rok spędzają daleko od rodziny, w szkołach z internatem, z dala od domu, kończąc kolejno szkołę podstawową, college i liceum. Na wakacje wracają, by ponudzić się w domu, czasem pomagając też rodzicom w pracach polowych. 

 

 

Zapach lokalnego kakao

Dzień tylko częściowo wygląda tak, jak na typowych półkoloniach w Polsce. Dzieciaki zgłaszają się do świetlicy o 9 rano, gdzie dostają śniadanie. W powietrzu rozchodzi się wtedy zapach kakao, gotowanego na ogniu do śniadania. Kakaowiec jest jedną z podstawowych tutejszych upraw. 

– Na początku nie planowaliśmy dla uczestników śniadania, zakładaliśmy, że jedzą je w domu. Ale gdy na pierwszych zajęciach zapytaliśmy, kto jeszcze dziś nic nie jadł – w górę poszła zdecydowana większość rąk

– mówi ks. Krzysztof Pazio. 

 

Kształtowanie postaw

Po śniadaniu wszyscy idą na katechezę w grupach uzależnionych od wieku czy etapu przygotowania do sakramentów. Po lekcji następuje najczęściej czas pracy, zwykle są to drobne zajęcia przy misji. To właśnie wtedy kameruńska młodzież ma szansę spróbować swoich sił w różnych praktycznych i przydatnych na rynku pracy zawodach, jak ślusarz, murarz, stolarz czy hydraulik, ale też przejść na dostępnym tu sprzęcie szkolenie komputerowe. Ważna jest też w tym wszystkim integracja międzyludzka i nauka umiejętności współpracy, które bardzo przydają się w ich późniejszym życiu. 

– Widzimy, że naszymi działaniami pomagamy im odnaleźć się potem w dorosłości, nawet jeśli nie robią wielkich karier. Owszem, mamy wśród naszych byłych wychowanków obecnych lekarzy czy kleryków, ale też nie brakuje takich zwykłych powołań – mówi ks. Krzysztof. I dodaje – Pamiętam świadectwo pewnego 18-latka, który przychodził do nas na zajęcia. Jego dwóch starszych braci wcześniej zmarło, więc zgodnie z miejscowym zwyczajem wszyscy wokół zaczęli się bać, że ktoś na rodzinę rzucił zły czar. Tak, takie wierzenia są tu niestety ciągle obecne nawet wśród katolików. Ojciec tego chłopaka zaprowadził go więc do miejscowego marabuta. To taki rodzaj “odczyniacza złych uroków”, który odprawia ryty zdejmowania klątw. W drodze ten chłopak się jednak ojcu sprzeciwił. “Moją ochroną, moim blendażem jest Jezus Chrystus” – powiedział. To dla mnie duże świadectwo tego, że nasza misja ma sens. Dziś Depin, bo tak miał na imię ów chłopak, skończył studia, ma pracę, jest samodzielny życiowo

kończy opowieść ks. Krzysztof. 

 

 

Dotrzeć do dzieci ulicy

Czary czy wiara w zabobony to jednak niejedyny czy nawet nie najważniejszy problem, z którym spotykają się tutejsi misjonarze. Młodzież narażona jest na prostytucję, kontakt z narkotykami ale też na… niechciane ciąże. 

Jest tu u nas takie skrzyżowanie, na którym widać wszystkie te problemy. Najbardziej jednak bolą nas dzieci ulicy, które najczęściej są dziećmi nastolatek i żołnierzy ze znajdującej się w Minkama jednostki wojskowej. Żołnierze oczywiście umywają ręce, natomiast na wieść o takiej ciąży swojej niepełnoletniej córki rodzice też zwykle wyrzucają ją z domu, nie uznając tego dziecka za należące do rodziny. I te dziewczyny potem starają się jakoś radzić sobie same. Najczęściej to ich dzieci chodzą bez opieki po ulicach, nierzadko kradnąc, aby zdobyć coś do jedzenia. Nimi też staramy się opiekować – mówi polski marianin.

Zarówno te dzieci jak i ich nastoletnie mamy trafiają na Wakacje z Bogiem. Marianie bowiem nie unikają chodzenia na owo Skrzyżowanie. Rozmawiają, zachęcają, ale na siłę nikogo nie ciągną. I czasem się udaje zachęcić ich do przyjścia. – Liczymy, że przyjdą zachęceni przez znajomych – mówi ks. Krzysztof. Dzięki temu zarówno te młode mamy jak i ich dzieci mają zapewnione nie tylko jedzenie, ale i opiekę, spędzenie czasu na ciekawych zajęciach.  

 

 

Kształtować całego człowieka

Praca czy nauka to niejedyne zajęcia, jakie młodzieży i dzieciom na wakacjach oferują tu misjonarze mariańscy. Dwa dni w tygodniu zamiast bloku z pracą jest blok rozrywkowy, gdzie rozgrywane są mecze piłkarskie, dziewczęta robią popisy swoich umiejętności kulinarnych, odgrywane są sztuki biblijne czy odbywają się zajęcia kulturalne. Około 15 mogą iść do domu.

Pytam ks. Krzysztofa, co by oni wszyscy robili, gdyby nie mieli możliwości przyjść na te zajęcia?

Pewnie siedzieliby bezczynnie. Może poszliby pomóc rodzicom w polu ale tak siedzieliby w swojej chałupie lub przed nią i przede wszystkim by się nudzili. A wiadomo, co z nudy u młodego człowieka może się zrodzić. 

Młodzi Kameruńczycy w większości nie mają smartfonów, tabletów i czy laptopów, na których graliby w gry, oglądali seriale na Netfixie czy wrzucali pozowane zdjęcia na Instagrama. Te oczywiste dla polskich nastolatków gadżety mają tylko niektórzy ich rówieśnicy w Kamerunie. Wprawdzie oferta internetu mobilnego już bardziej osiągalna niż jeszcze kilka lat temu, jednak ceny telefonów w większości przypadków są zbyt wysokie dla przeciętnej rodziny utrzymującej się z pracy na roli. To było duże utrudnienie w czasie epidemii, kiedy szkoły prowadziły zajęcia za pomocą grup na WhatssAppie albo Zooma. Ci bez smartfonów brali udział w zajęciach przez radio i telewizję. 

Właśnie dlatego, o ile już dowiedzą się o Wakacjach z Bogiem u misjonarzy, tak chętnie do nich przychodzą. Najwięcej jest dzieci, tych z przedszkola czy podstawówki. W dwóch grupach jest ich łącznie 340 osób (w jednej 160 w drugiej 180). Najmniej – starszych nastolatków. Powyżej 14 roku życia na zajęcia przychodzą 92 osoby. 

 

Regularne wsparcie

W swojej pracy marianie są właściwie sami, nie przyjeżdżają do nich świeccy wolontariusze, choć ręce do pracy oferują miejscowi klerycy w seminarium. Do seminarium trafiło też już kilkoro byłych wychowanków polskich misjonarzy. Rodacy z Polski regularnie wspierają natomiast misję finansowo, bo potrzeby – co oczywiste – są ogromne. Polscy misjonarze nie tylko karmią i edukują tu młodzież, ale też często wyposażają co biedniejszych w niezbędne rzeczy, na przykład materiały szkolne. Stale też można ich wspomóc finansowo za pośrednictwem Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich>>

Zajęcia, które tak licznie gromadzą młodych Kameruńczyków w wakacje odbywają się również w ciągu roku szkolnego, choć z powodu wyjazdów do szkół z internatem chodzi na nie już znacznie mniejsza grupa. Regularnie chodzi ok. 70-80 osób. Spotkania odbywają się raz w tygodniu w piątki wieczorem. Zawsze jest Msza św., adoracja i potem zależnie od tygodnia albo lekcja katechizmu, albo lectio divina, albo szkoła biblijna.

To zaangażowanie pomaga im stale wzrastać w wierze

– zauważa polski misjonarz. 

 

Posłuchaj audycji o Kamerunie w Poranku Rozgłośni Katolickich Siódma9

 

Fot: Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
REPORTAŻE

Dom Mocarzy. Miejsce pełne miłości

– Mówimy o nich "Mocarze", bo pomimo niepełnosprawności mają swoje moce: moc uśmiechu, wdzięczności, naśladowania, dobroci – mówi siostra Elwira, zmartwychwstanka, która wraz z 7 siostrami opiekuje się niepełnosprawnymi dziećmi w ośrodku wychowawczym w Mocarzewie. To właśnie tam powstaje Dom Mocarzy – miejsce, które będzie spełnieniem marzeń Mocarzy.

Zofia Świerczyńska
Zofia
Świerczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Mocarze z supermocą

Mocarze to 80 dzieci, którymi siostry zmartwychwstanki zajmują się w ośrodku w Mocarzewie. W różnym wieku, z różnym typem niepełnosprawności – od lekkiego po głęboki stopień niepełnosprawności, z niepełnosprawnością ruchową, sprzężoną, dzieci z autyzmem, niewidome, niedosłyszące, z zaburzeniami psychicznymi. W ośrodku są także dzieci, które nie posiadają rodziców, i podlegają prawnie pod Dom Dziecka lub mają opiekunów prawnych, którymi często są właśnie siostry. 

– Mówimy o nich Mocarze, bo pomimo ich ograniczeń, niepełnosprawności, trudności, których nie szczędzi im życie, mają swoje moce: moc uśmiechu, wdzięczności, naśladowania, dobroci – wyjaśnia s. Elwira, zmartwychwstanka, która opiekuje się Mocarzami od 17 lat. – Ich czuły uśmiech, gest dobroci, słowo, które trafia w najgłębszą potrzebę. I codziennie czujemy się tak, jakby to oni, nasi Mocarze opiekowali się nami – mówi.

 

Dziś międzynarodowy Dzień Osób Niepełnosprawnych. A jak świętowanie to i prezenty. Dlatego nasi Mocarze i ich Przyjaciele mają dla Was bardzo energetyczny prezent. Dobrego słuchania!

Opublikowany przez Dom Mocarzy Wtorek, 3 grudnia 2019

 

„Wiem po co tu jestem”

Siostry Zmartwychwstanki. Jest ich osiem i niewiele mówią o sobie, całą uwagę poświęcając Mocarzom. Ich całym światem są dzieci, dla których poświęcają siebie w całości. Towarzyszą dzieciom w zmaganiu się z codziennymi małymi-wielkimi wyzwaniami, takimi jak mycie, jedzenie, poruszanie się, nauka czy współpraca z innymi Mocarzami. Posługują w szkole i ośrodku, tworząc dom dla niepełnosprawnych dzieci, który jest dla nich otwarty 24 godziny na dobę.

Dla siostry Elwiry przebywanie z dziećmi to coś więcej, niż tylko posługa czy realizowanie swojego powołania. – W każdym dziecku dostrzegam potrzebującego Jezusa i to daje mi wewnętrzną siłę i motywację do pracy z dziećmi, bo wiadomo, że bywa różnie, raz jest lepiej, raz jest gorzej. I kiedy uświadomię sobie dla kogo to robię, że w tym dziecku jest cierpiący Jezus, który potrzebuje pomocy, to wiem po co tu jestem” – zaznacza. Dla porzuconych przez rodziców dzieci czuje się jak ich rodzona mama – Spełniamy się tu też jako matki dla tych dzieciaków i dlatego to jest dla nas takie ważne i potrzebne – mówi.

 

 

Stworzyć dom

Pomysł na budowę domu dojrzewał w środowisku lokalnym, do sióstr docierało coraz więcej próśb od rodziców dzieci, szczególnie tych, które skończyły już edukację i musiały odejść z ośrodka. Według prawa, Mocarze mogą przebywać w placówkach (szkole specjalnej, ośrodku wychowawczym) tylko do ukończenia nauki, czyli najpóźniej do 25 roku życia. Potem siostry muszą ich odesłać do domów. A często zdarza się, że nie mają gdzie pójść, rodzice już nie żyją, albo są tak schorowani, że nie mogą się nimi zająć. – Wielu rodziców początkowo myślało, że dadzą sobie radę z opieką nad dzieckiem w domu, a potem zrozumieli, że to nie jest takie proste. Dziecko, które większość czasu spędzało u nas, przebywało z rówieśnikami, funkcjonowało w miarę normalnie, było samodzielne, w domu całe dnie spędzało przed telewizorem, zamykało się w sobie, popadało w depresję, przestawało jeść, bo tęskniło za tym środowiskiem, za kolegami i koleżankami – wyjaśnia s. Elwira. Siostry postanowiły odpowiedzieć na potrzebę stworzenia dostosowanego do potrzeb, zaopatrzonego w specjalistyczny sprzęt domu, w którym dzieci nie tylko otrzymają profesjonalną opiekę, ale w którym będą mogły czuć się kochane, rozumiane, ważne. Jak w prawdziwym domu.

 

Pan Bóg lubi szalone dzieła

Aby rozpocząć budowę domu, siostry wraz z rodzicami dzieci stworzyli Fundację Bogaci Miłosierdziem”. – Kiedy szukałyśmy ludzi do zarządu nie było wielu chętnych, niektórzy pukali się po głowie pytając co my to wymyśliłyśmy. Ale Pan Bóg pokazał, że to jest Jego dzieło, że jest nad tym wszystkim, bo po ludzku to jest po prostu niemożliwe – mówi s. Elwira. Pierwszy znak od Pana Boga dostały w Wielki Czwartek, tuż po założeniu Fundacji. Tego dnia napłynęła informacja, że ktoś zostawił u znajomych sióstr paczuszkę i prosił, by przekazać ją siostrom w Mocarzewie na budowę domu. – Odpakowałyśmy, a tam było… 280 tys. złotych. To było dla nas uderzenie, znak, że Pan Bóg tego chce, że nam pomoże – wspomina.

Dom buduje lokalna firma, obecnie kończy się budowa fundamentów, a siostry przygotowują się na rozpoczęcie 2 etapu budowy, na który udało się im zgromadzić potrzebne pieniądze. Rozpocznie się budowa parteru, 1 i 2 piętra oraz poddasza. Budowa fundamentów wymagała długiego czasu i wielu nakładów finansowych, gdyż w piwnicach oprócz pralni i pomieszczeń gospodarczych zaplanowane są pomieszczenia na warsztaty oraz  grota solna – Chciałyśmy od samego początku, by „dorosłe dzieci”, które skończyły 25 rok życia, miały zajęcie i się nie nudziły, by robiły to, czego się nauczyły, żeby potem nie siedzieli w swoich pokojach albo na korytarzach, ale żeby całe życie wierzyli w to, że są potrzebni, są kochani – wyjaśnia s. Elwira.

 

Dam rozkaz aniołom

Koszt budowy Domu Mocarzy to 18 milionów złotych. – Kiedy patrzymy na budowę domu z perspektywy czasu, kiedy już wiemy z czym to się wiąże, dziękujemy, że Pan Bóg nam od razu nie powiedział co nas czeka, bo byśmy się za to w ogóle nie brały – żartuje siostra Elwira. Pomimo tak wysokich kosztów siostry wierzą, że moc Mocarzy, ich potrzeby i dobro, poruszą tysiące ludzkich serc, dzięki którym uda się zebrać potrzebną kwotę.

Siostry zbierają także środki na budowę domu poprzez kwesty, opowiadają w parafiach o dzieciach, działalności domu, informują o budowie na portalach internetowych, rozdają ulotki, organizują przedstawienia. – Wierzymy, że Bóg nam to ułatwi, skoro powiedział, że „aniołom swoim dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach”. Wierzymy, że takim aniołem będziesz i Ty – piszą.

Budowę Domu Mocarzy można wesprzeć wpłacając ofiarę na konto bankowe Fundacji Bogaci Miłosierdziem (Numer konta: 98 1020 3974 0000 5202 0320 2058) z tytułem wpłaty: Darowizna na Dom Mocarzy. Od tego roku można także przekazać 1% podatku, wpisując w zeznaniu podatkowym numer KRS 0000656653.

 

Zofia Świerczyńska

Zofia Świerczyńska

Dziennikarz, sekretarz redakcji portalu Stacja7. Pracowała w Sekcji Komunikacji Komitetu Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, agencji kreatywnej, swoje teksty publikowała także na łamach tygodników katolickich. Odpowiedzialna za projekty medialne i marketingowe.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Zofia Świerczyńska
Zofia
Świerczyńska
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap