Nasze projekty
Fot. Bethany Beck/Unsplash

„Prosiliśmy Jana Pawła II o wstawiennictwo i cud uzdrowienia naszego syna. W szpitalu usłyszeliśmy, że guz jest prawie w całości wchłonięty!”

Gdy usłyszeli diagnozę choroby swojego syna, podjęli decyzję o pielgrzymce do grobu Jana Pawła II, by prosić go o wstawiennictwo u Boga i cud uzdrowienia syna. Po przyjeździe do szpitala i ponownych badaniach usłyszeli zaskakujące słowa... To był cud!

Reklama

Jesteśmy zwykłą katolicką rodziną, jest nas pięcioro: żona, ja i trójka kochanych
dzieci: 15-letni bliźniacy i o rok młodsza córka. Mieszkamy koło Bielska-Białej i Żywca. Pisząc to świadectwo, jestem z moim synem w Warszawie na oddziale onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka. Jutro wracamy do domu po jego długiej chorobie. Oto nasza historia…

Bolesna diagnoza

28 kwietnia 2003 r. po dokładnych badaniach syna postawiono mu pierwszą diagnozę… tzw. guz nerki Wilmsa, dużych rozmiarów i nieoperacyjny. Zostaliśmy skierowani do Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Katowicach-Ligocie; zaczęło się leczenie chemioterapią, które pozwoliło doprowadzić do, jak się później okazało, pierwszej operacji, podczas której usunięto guza razem z nerką. Chemioterapia, potem radioterapia; badania histopatologiczne wykazały guza złośliwego IV stopnia. Leczenie trwało do maja 2003 r.

Kolejny szpital, kolejny oddział…

Wydawało się, że nasze życie powoli wróci do normy, ale w kwietniu 2004 r. zdjęcia RTG ujawniły przerzut do płuc Kolejna chemioterapia, powikłania, operacja płuc niestety nieudana… Kolejny szpital, kolejny oddział… Wynik badania wycinka wykazał znowu guza złośliwego.

Reklama
Reklama

Nerka naszego synka osłabiona leczeniem coraz gorzej pracowała, wyniki prześwietleń na szczęście były zadowalające i lekarze odstąpili od zaplanowanych wcześniej dwóch ostatnich cykli chemioterapii. Był luty 2005 r. Zaplanowaliśmy wakacje, ale jeździliśmy na comiesięczne kontrole.

W lipcu pojawił się kolejny przerzut, tym razem do śródpiersia. Guz rozpanoszył
się na dobre i zaczął gwałtowanie rosnąć. Plany wakacyjne i normalne życie przestały istnieć. Na 8 sierpnia zaplanowano biopsję ze śródpiersia, która miała pomóc w zaplanowaniu dalszego leczenia. Zabieg miał się odbyć około południa, niestety guz rósł w takim tempie, że stan stał się krytyczny. Syn nasz miał kłopoty z oddychaniem, zabieg przekształcił się w operację trwającą cztery godziny… Nasz syn przestał jeść, chodzić. Karmiony był tylko workiem żywieniowym z kroplówki, a guz osiągnął wymiary 10/14 centymetrów. Na próbę nowoczesnej chemii ze Stanów Zjednoczonych organizm syna zareagował silnym wstrząsem…

„Ale ja nie mam tyle wiary”

Cały czas opisuję tylko sprawy medyczne, nie wspomniałem nic o wierze i modlitwie. Jaka ona była? Być może za słaba, bez przekonania albo z mało ufna. Modliliśmy się w wielu miejscach i wiem, że wielu ludzi modliło się za syna i za nas. Chciałbym wspomnieć ks. dziekana Stanisława z parafii w Buczkowicach i księdza proboszcza Kazimierza z rektoratu w Kalnej.

Reklama
Reklama

Być może ta modlitwa i częste sny o ukochanym Ojcu Świętym Janie Pawle II pozwoliły nam z wielką wiarą podjąć decyzję o pielgrzymce do grobu naszego Papieża. Pomimo że nasz syn jakby pogodził się ze swoim losem, bo powtarzał, że chce spokojnie umrzeć i spotkać się ze zmarłym kilka lat temu dziadkiem, na naszą propozycję wyjazdu do Rzymu odpowiedział: „Ale ja nie mam tyle wiary”.

Przekonaliśmy go, że właśnie po nią musi tam pojechać. Rozpoczęliśmy gorączkowe przygotowania do wyjazdu. Syn jechał leżąc, gdyż siedzenie było dla niego za trudne. Zatrzymaliśmy się w Padwie u Świętego Antoniego i ruszyliśmy dalej do Rzymu.

Modlitwa przy grobie Jana Pawła II. „Modlitwa inna niż do tej pory”

Przy grobie Papieża byliśmy o 17.40, tuż przed zamknięciem. Było pustawo i mieliśmy możliwość uklęknąć i dłużej się pomodlić. Oboje z żoną stwierdziliśmy później, że była to modlitwa inna niż do tej pory. Prosiliśmy naszego Ojca Świętego o wstawiennictwo u Boga, o cud uzdrowienia naszego syna, ale pierwszy raz w życiu potrafiliśmy z wiarą i ufnością powiedzieć Bogu Ojcu: „bądź wola Twoja”

Reklama

Poczuliśmy się jakoś dziwnie; nie potrafię tego opisać. Coś się w nas stało, przeniknęła nas jakąś dziwna siła ciepła, ufności i niespotykanego spokoju i, co najważniejsze, pozostała ona do dziś. W naszym domu pojawiła się codzienna modlitwa, a w naszych rękach często różaniec.

Wróciliśmy inni!

Z bazyliki wracaliśmy jacyś inni, dziękowaliśmy Bogu za to, że mogliśmy się tak modlić. Następnego dnia rano, po śniadaniu pojechaliśmy jeszcze raz na grób naszego Ojca Świętego. Nie wiedzieliśmy, jak się modlić, więc i prosiliśmy, i dziękowaliśmy. Potem zwiedzaliśmy Rzym i nasz syn chodził razem z nami o własnych siłach!

5 września stawiliśmy się w Centrum Zdrowia na zaplanowaną chemioterapię. Syn zameldował się w szpitalu uśmiechnięty, opalony i na własnych nogach. Wykonano prześwietlenie i tu stała się rzecz nieprawdopodobna. Wynik brzmiał: Guz prawie w całości wchłonięty! Wróciliśmy do domu po skończonej chemioterapii i planujemy wrócić na grób Jana Pawła II, by wyrazić naszą niewypowiedzianą wdzięczność za uratowanie życia naszemu synowi i za wiarę!

Lucyna i Mirosław


Świadectwo pochodzi z książki „100 cudów na 100-lecie urodzin Jana Pawła II” Wydawnictwa św. Stanisława BM, zawierającej historie nawróceń, odzyskanego zdrowia, daru potomstwa – które swoją modlitwą wyprosił u Boga św. Jan Paweł II.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę