Nasze projekty
Fot. Salve NET/YouTube

„Oddałam życie Jezusowi i na każdym kroku dzieją się cuda!” Historia Zyty

"Na rekolekcjach podjęłam jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu - oddałam życie Jezusowi. Żeby nikogo nie przestraszyć, to nie jest tak, że oddałam życie Jezusowi i od razu stwierdziłam, że idę do zakonu. Nie, oddałam swoje życie w takim sensie, że ja wiem, od kogo mam to życie, wiem do kogo to życie należy, i staram się w codzienności pokazywać Boga" - mówi Zyta.

Reklama

Zyta od dzieciństwa chodziła do kościoła, ale jak zaznacza „była to wiara tradycyjna”. Wszystko zmieniło się na rekolekcjach, na których postanowiła oddać swoje życie Jezusowi. I nie chodzi tu o wybór drogi zakonnej, ale konsekwentne życie na co dzień z Bogiem. „Oddałam Mu swoje życie, i cuda dzieją się na każdym kroku” – przekonuje. Dziś jest katechetką i pokazuje, że religia to nie jest tylko „klepanie paciorków” i „siedzenie w nudnym kościele”.

Katarzyna Supeł-Zaboklicka: Co to znaczy głosić słowo Boże, jak się do tego zabrać

Zyta:
Dla mnie głosić słowo Boże to jeździć i świadczyć, czyli mówić o tym, czego się doświadczyło.

A jakie jest twoje doświadczenie Boga?

Jest go bardzo wiele w moim życiu, zwłaszcza od momentu, kiedy tak naprawdę uwierzyłam bardziej w Boga. Od dzieciństwa chodziłam do kościoła, ale bardziej to była taka wiara tradycyjna. Kiedy po pewnych rekolekcjach uwierzyłam tak naprawdę w Jezusa i oddałam Mu swoje życie, to te cuda dzieją się na każdym kroku.

Na przykład dzisiaj, jak jechałam tutaj na świadectwo, nie mogłam znaleźć transportu. Nie wiedziałam, czy on będzie, czy nie, czy się wyrobię, czy się nie wyrobię. Tak się wszystko układało, że bez problemu bla bla carem dojechałam do Warszawy. Później z dziewczyną wsiadłam do metra, ona mnie pokierowała gdzie dalej i byłam tutaj idealnie. Dla mnie był to szok. Wszędzie jeżdżę autem, więc jak przyjechałam sobie tutaj środkami komunikacji, spodziewałam się, że długo nie znajdę celu. Mam taką zdolność do gubienia się, a tutaj od razu wiedziałam gdzie pójść.

Czy zawsze czułaś tę troskę i to, że jesteś taka zaopiekowana, że ktoś jest blisko ciebie, że jak się pogubisz, to i tak On cię znajdzie?

Od momentu nawrócenia tak, chociaż kiedy mam te trudniejsze momenty, cięższe chwile, to czasami ciężko mi w to uwierzyć i gdzieś to przyjąć, ale Pan Bóg obdarzył mnie łaską. Nie potrafię tego inaczej nazwać. To jest po prostu łaska i wiara przychodzi mi z taką łatwością, że nawet wtedy, kiedy są trudne sytuacje w moim życiu, to trzymam się Boga. Ja nie potrafię tego nazwać, bo czasami sobie myślę, że po ludzku nie powinnam być w Kościele. Tu nie ma czego ukrywać, jesteśmy tylko ludźmi i wiadomo, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, ale jesteśmy też grzesznikami, więc ranimy siebie nawzajem.

Dwukrotnie wspomniałaś o nawróceniu, jak do tego nawrócenia doszło i jakie było to życie przed nawróceniem?

Nie miałam jakiegoś takiego drastycznego nawrócenia, przejścia z takiej totalnej ciemności w totalną jasność. Byłam, tak jak mówiłam, takim zwykłym, przeciętnym katolikiem, który chodził do kościoła. U nas w parafii przyszedł do nas ksiądz, który zaprosił mnie właśnie na takie rekolekcje. Kurs „Nowe życie” to są rekolekcje charyzmatyczne, gdzie mówi się dużo o Jezusie. Ja mówiłam, że ja nie chcę w ogóle nigdzie iść, nie jadę i na początku odpuścił. Jak już chodziło o drugi termin, mówił: „musisz jechać” i pojechałam z takim zamiarem: „Dobra, jadę, nie będzie mi truł”.

Pojechałam i na tych rekolekcjach tak naprawdę podjęłam jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu, czyli po prostu oddałam życie Jezusowi. Zaprosiłam go do swojego życia. Żeby nikogo nie przestraszyć, to nie jest tak, że oddałam życie Jezusowi i od razu stwierdziłam, że idę do zakonu i po prostu zamykam się na świat. Nie, oddałam swoje życie w takim sensie, że ja wiem, od kogo mam to życie, wiem do kogo to życie należy, ale staram się po prostu w normalności i w codzienności pokazywać Boga. Tak to tam się zaczęło to nawrócenie, które tak bardzo mocno zmieniło moje w ogóle nastawienie, bo od tego momentu też zaczęłam jeździć i głosić, na początku mniej, teraz trochę bardziej. Jestem katechetką, więc poszłam też na studia teologiczne, bo chciałam właśnie pokazywać młodzieży i dzieciom, że religia to nie jest tylko, kolokwialnie mówiąc, klepanie paciorków i siedzenie w nudnym kościele, tylko że my, ludzie wiary możemy być ludźmi radosnymi.

Reklama

SalveNet,zś/Stacja7

Reklama

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę