Namaszczony przez Prymasa. 7 rocznica śmierci kard. Józefa Glempa

W tych trudnych latach zawsze zadawałem sobie pytane, co w takiej sytuacji zrobiłby prymas Wyszyński? - mówił kard. Józef Glemp, Prymas Polski o czasach stanu wojennego, w których przyszło mu przewodniczyć Kościołowi w Polsce. Dziś mija 7 lat od jego śmierci.

Polub nas na Facebooku!

Był ostatnim Prymasem, który łączył funkcje metropolity warszawskiego i gnieźnieńskiego. Wielu przypomina, że do tej funkcji namaścił go sam wielki Poprzednik – Prymas Tysiąclecia, którego beatyfikacja odbędzie się już za kilka miesięcy w Warszawie, 7 czerwca. Dziś, w siódmą rocznicę śmierci kard. Józefa Glempa, Mszę św. w katedrze warszawskiej, gdzie jest pochowany odprawi obecny metropolita Warszawy – kard. Kazimierz Nycz.

 

Namaszczony

Biskup Józef Glemp otrzymał nominację na Prymasa Polski 7 lipca 1981 r., w 1,5 miesiąca po śmierci prymasa Stefana Wyszyńskiego. Rządy w obu archidiecezjach kanonicznie objął 9 lipca tegoż roku, a uroczyste ingresy odbył: 13 września do bazyliki prymasowskiej w Gnieźnie i 24 września do archikatedry warszawskiej.

Nominacja biskupa warmińskiego na prymasa była dla wielu zaskoczeniem. Wśród ewentualnych kandydatów wymieniano ks. Tadeusza Fedorowicza, ks. Józefa Tischnera, czy bp. Ignacego Tokarczuka. Według tego ostatniego, o nominacji bp. Glempa zadecydowała opinia prymasa Wyszyńskiego, który go świetnie znał i przekonał Jana Pawła II, że bp Glemp jest osobą najbardziej odpowiednią na to stanowisko. – Obejmowałem swój urząd z posłuszeństwem, akceptując wolę Ojca Świętego. Czasy były trudne. Wierzyłem, że Opatrzność Boża czuwa nade mną – wspominał w wywiadzie dla KAI kard. Glemp.

Dla osób znających ówczesny Kościół nominacja biskupa warmińskiego nie była zaskoczeniem. Przez 12 lat był on najbliższym współpracownikiem prymasa Wyszyńskiego, świetnie więc znał wszystkie sprawy Kościoła. Już wtedy miał opinię człowieka niezależnie myślącego, który – jak ujawniają księża pracujący w sekretariacie Prymasa – jako jeden z nielicznych umiał przeciwstawić się w dyskusji kard. Wyszyńskiemu i mieć inne zdanie niż on.

Jako Prymas Polski został także opiekunem duszpasterstwa Polonii zagranicznej i ordynariuszem na terenie Polski dla Kościołów obrządku grekokatolickiego i ormiańskiego. Na publicznym konsystorzu w Watykanie, 2 lutego 1983 roku, otrzymał godność kardynała-prezbitera wraz z kościołem tytularnym Santa Maria in Trastevere (Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu).

Pomimo szykan ze strony SB, nie dał się zastraszyć

O mocnym charakterze i niezłomności ks. Glempa świadczą też dokumenty znajdującego się na jego temat w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. Wynika z nich, że od lat 60. Służba Bezpieczeństwa PRL próbowała skłonić ks. Glempa, aby został ich tajnym współpracownikiem. Podsłuchy, inwigilacja bezpośrednia, wezwania na rozmowy, a nawet próby skompromitowania na tle obyczajowym – to tylko niektóre z metod, jakimi przez blisko 15 lat SB próbowała zmusić ks. Glempa do donoszenia. Pomimo tych szykan nie dał się on zastraszyć, choć za uporczywe odmawianie współpracy z SB “zapłacił” pominięciem przy mianowaniu na arcybiskupa wrocławskiego, a potem poznańskiego.

 

 

Prymas na czas stanu wojennego

Zaledwie pięć miesięcy po objęciu przez niego rządów wybuchł stan wojenny. Już 13 grudnia wieczorem Prymas w kościele Matki Bożej Łaskawej w Warszawie wygłosił słynne kazanie, które wyznaczało strategię Kościoła w tym tragicznym dla Polski czasie. Powiedział wówczas: “Kościół broni każdego życia, a więc w stanie wojennym będzie wołał, gdzie tylko może o spokój, o zaniechanie gwałtu, o zażegnanie bratobójczych walk. Nie ma większej wartości nad życie ludzkie, dlatego sam będę wołał o rozsądek nawet za cenę narażenia się na zniewagi i będę prosił, nawet gdybym miał iść boso i na kolanach błagać: nie podejmujcie walki Polak przeciwko Polakowi”. Jak wspomina po latach, najważniejsze było dla niego, aby nie doszło do otwartej walki. Taka strategia spowodowała ostrą krytykę, szczególnie dotkliwą ze strony części duchownych. W dużym stopniu dzięki takiej postawie nie doszło wówczas w Polsce do poważniejszego rozlewu krwi.

W tych trudnych latach zawsze zadawałem sobie pytane, co w takiej sytuacji zrobiłby prymas Wyszyński? Starałem się jak najdokładniej kontynuować jego linię.

– W tych trudnych latach zawsze zadawałem sobie pytane, co w takiej sytuacji zrobiłby prymas Wyszyński? Starałem się jak najdokładniej kontynuować jego linię. Prymas był nieugięty, ale był i elastyczny. Ale tylko do granicy, za którą przejść nie było można – mówił. Kardynał przypomina, że Prymas Tysiąclecia doskonale wiedział, jak bardzo ideologia komunistyczna jest niebezpieczna i był jej stanowczym krytykiem. Jednakże – mimo tej negatywnej oceny komunizmu – był otwarty na rozmowy z przedstawicielami władz, o ile chodziło o obronę podstawowych interesów Kościoła i ludzi wierzących także tego wspólnego dobra, jakim jest ojczyzna. „Moja postawa w stanie wojennym oparta była dokładnie na tych samych przesłankach” – przyznawał.

Prymas i cały Kościół zaangażował się w pomoc uwięzionym i represjonowanym. Już 17 grudnia 1981 r. abp Glemp wydał dekret powołujący Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Szybko Kościół stał się jedyną przestrzenią wolności dla Polaków, dzięki któremu mogła przetrwać “Solidarność”.

Linia przyjęta przez kard. Glempa została wyraźnie potwierdzona przez Jana Pawła II podczas jego podróży do Polski w 1983 r. Oceniając okres stanu wojennego trzeba stwierdzić, że Prymas Glemp nie dopuścił do tego, aby Kościół bezpośrednio zaangażował się politycznie i stał się stroną konfliktu, a jednocześnie zrobił wszystko, aby Kościół pełnił „misję jednania” i umożliwił dialog, prowadzący do pokojowego rozwiązania. Na tym tle należy postrzegać napięcie, jakie zarysowało się pomiędzy nim a legendarnym, zamordowanym w październiku 1984 r. kapelanem „Solidarności”, ks. Jerzym Popiełuszką. Prymas niewątpliwie chciał ustrzec go przed niebezpieczeństwem, a przy tym nie dopuścić do zbyt jednostronnego – jego zdaniem – wykorzystania Kościoła przez radykalizujące się środowiska działającego w podziemiu związku.

Gdy w końcu lat 80. pojawiła się koncepcja “okrągłego stołu” Ksiądz Prymas poparł ją, mianując dwóch przedstawicieli Kościoła w osobach ks. Bronisława Dembowskiego i ks. Alojzego Orszulika.

 

Podstawowe wartości chrześcijańskie winny obowiązywać także w płaszczyźnie życia publicznego

Przemiany demokratyczne i “szczekające kundelki”

Po przełomie 1989 r. rozpoczął się w Polsce trudny czas kształtowania się demokratycznych struktur. Przed prymasem Glempem stanęło zadanie określenia w demokratycznym państwie miejsca Kościoła. Zadanie bardzo trudne, gdyż szybko okazało się, że są w Polsce siły, które nie widzą dla Kościoła miejsca w życiu publicznym. Dominująca na początku lat 90. opcja liberalno-lewicowa występowała z ostrą krytyką Kościoła, w tym także samego Prymasa. Wystarczy przypomnieć tu głośny spór o wprowadzenie religii do szkół czy o zapis o przestrzeganiu wartości chrześcijańskich w ustawie o radiofonii i telewizji.

Kard. Glemp jednoznacznie głosił zasadę, że podstawowe wartości chrześcijańskie winny obowiązywać także w płaszczyźnie życia publicznego. W niemal każdym publicznym wystąpieniu twardo przypominał fundamenty katolickiej nauki społecznej.

Jeszcze przed czerwcowymi wyborami w 1989 r. m. in. dzięki staraniom kard. Glempa doszło do przyjęcia ustawy o stosunkach między państwem a Kościołem z 17 maja tego roku. Ustawa ta oznaczała dla Kościoła w Polsce uporządkowanie stosunków z państwem, po raz pierwszy od objęcia władzy przez komunistów przyznawała Kościołowi pełną swobodę działania.

W kilka miesięcy później doszło do ustanowienia pełnych stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską w formie wymiany przedstawicieli w osobach nuncjusza i ambasadora, który przejął wszelkie uprawnienia należne oficjalnemu przedstawicielowi Ojca Świętego w danym kraju. Wówczas Prymas Polski przestał pełnić nadzwyczajną rolę w zakresie prowadzenia konsultacji związanych z wyborem nowych biskupów.

 

 

25 marca 1992 r. została przeprowadzona reforma struktur diecezjalnych Kościoła w Polsce. Oznaczała ona pewne ograniczenie funkcji piastowanych przez kard. Glempa. Kardynał przestał pełnić urząd arcybiskupa gnieźnieńskiego, co było związane z likwidacją unii personalnej Warszawy i Gniezna. Bulla postanawiała jednak, że kard. Józef Glemp ma prawo do zachowania tytułu Prymasa Polski jako „kustosz relikwii św. Wojciecha, czczonych w katedrze gnieźnieńskiej” (pkt IV bulli). Jednocześnie z olbrzymiego terenu archidiecezji warszawskiej zostały wykrojone nowe diecezje: warszawsko-praska i łowicka. Kard. Glemp nadal pełnił także rolę ordynariusza dla wiernych obrządku wschodniego żyjących w Polsce i nie mających własnego biskupa.

8 czerwca 1991 r. kard. Glemp objął przewodnictwo II Polskiego Synodu Plenarnego, którego zadaniem było ożywienie duszpasterstwa i sposobu działania Kościoła w nowej, demokratycznej rzeczywistości. Z kolei od 1998 do 2003 r. trwał IV Synod Archidiecezji Warszawskiej. Kard Glemp stał się też wielkim promotorem odtworzenia Akcji Katolickiej w Polsce.

Za jego rządów doszło także do podpisania i ratyfikacji Konkordatu. Taka linia reprezentowana przez kard. Glempa znalazła uznanie w oczach członków Episkopatu, którzy kilkakrotnie – zgodnie z przyjęciem bardziej kolegialnej formuły funkcjonowania Konferencji Episkopatu – wybrali go na stanowisko przewodniczącego.

 

Rachunek sumienia, Unia Europejska

Momentem, który w posłudze prymasowskiej kard. Glempa może zostać uznany za najważniejszy, jest bezprecedensowy publiczny rachunek sumienia. Dokonał go w imieniu Kościoła w Polsce, 20 maja 2000 r. w Warszawie, w Roku Wielkiego Jubileuszu. Przeprosił wówczas Boga m.in. za akty kolaboracji niektórych księży w okresie w PRL, za życie duchownych ponad stan i uleganie nałogom oraz tolerowanie przejawów antysemityzmu. Osobiście przepraszał za “lęk” w okresie stanu wojennego oraz za to, że nie zdołał “ocalić życia ks. Popiełuszki, mimo wysiłków podejmowanych w tym kierunku”. Publiczny rachunek sumienia dokonany przez kard. Glempa niewątpliwie wpisuje się w nurt chrześcijaństwa wyznaczony przez słynny list biskupów polskich do niemieckich z 1965 r., w którym padają słynne słowa “przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

W tym też nurcie należy odczytywać akt przeproszenia Boga za zbrodnie na Żydach w Jedwabnem. Akt ten, wypowiedziany przez Prymasa 27 maja 2001 r. odbił się szerokim echem na świecie i niewątpliwie wyznacza on standardy w podejściu do własnej historii, a także w sposobie prowadzenia dialogu z innymi religiami.

Bardzo ważnymi cechami prymasa Glempa były niezależność myślenia, nieuleganie potocznym opiniom i odwaga zajęcia stanowiska w sprawach trudnych. Cechy te niewątpliwie ujawnił pisząc list do prowincjała redemptorystów w sprawie o. Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja w grudniu 1997 r. W liście tym zarzucił on toruńskiej rozgłośni m.in. uchybienia we współpracy z hierarchią Kościoła, upolitycznienie czy uniezależnienie się od merytorycznego wpływu biskupa.

“Byłoby niedobrze, gdyby z przesłanek ewangelicznych pleciono bicz dla chłostania przeciwników. Wtedy zamyka się droga misyjna ku nawracaniu błądzących. W państwie demokratycznym do korekty spraw typu politycznego muszą się formować mechanizmy świeckie, a nie instytucje kościelne” – upominał kard. Glemp.

Wielkim wyzwaniem, przed którym stanęła Polska i Kościół, był proces jednoczenia Europy. Stanowisko Kościoła w tej sprawie, wielokrotnie wyrażane przez Jana Pawła II, było jednoznaczne: Kościół popiera budowanie wspólnej Europy, ale musi się ono odbywać na trwałych fundamentach, którymi są wartości chrześcijańskie. Wobec licznej rzeszy przeciwników integracji, którzy w retoryce antyunijnej często wykorzystywali autorytet Kościoła, jednoznaczna postawa kard. Glempa była bardzo ważna. Stąd takie wydarzenie jak wizyta przedstawicieli naszego Episkopatu na czele z ks. Prymasem w 1997 r. w Brukseli było bardzo czytelnym znakiem dla Polaków.

 

Gdybym nie podjął budowy Świątyni Opatrzności Bożej, byłby to z mojej strony „grzech zaniedbania”

 

Arcybiskup warszawski

Mimo zajęć związanych z kierowaniem całym Kościołem w Polsce, był bardzo zaangażowany w sprawy archidiecezji i z pewnością przejdzie do historii jako jeden z jej najgorliwszych pasterzy. W ciągu 25 lat wyświecił 1202 kapłanów, w tym w archidiecezji warszawskiej 681, zaś z seminarium “Redemptoris Mater” 74. Z danych tych wynika, że rocznie z samej archidiecezji święcił ponad 27 księży.

Lata jego posługi to dynamiczny rozwój budownictwa sakralnego, Prymas erygował na terenie archidiecezji 118 parafii, sam konsekrował 59 nowo wybudowanych kościołów. Jako arcybiskup warszawski kard. Glemp uczestniczył w 19 procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych.

Już w grudniu 1989 r. ks. Prymas reaktywował Caritas archidiecezji warszawskiej. Dbał także o rozwój wyższych uczelni katolickich. Jego zasługą jest przekształcenie w 1999 r. Akademii Teologii Katolickiej w Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, na którym obecnie studiuje ponad 18 tys. osób, a więc dwa razy tyle niż w roku przekształcenia.

Prymas nie tylko promował rozwój nowych ruchów religijnych, ale jako pierwszy biskup diecezjalny w Polsce w marcu 2005 r. oficjalnie zezwolił w archidiecezji warszawskiej na udzielanie Komunii św. na rękę. Wśród licznych duszpasterstw działających na terenie archidiecezji powołał w 1993 r. pierwszą w krajach postkomunistycznych kapelanię w porcie lotniczym Warszawa – Okęcie. To w stolicy prężnie rozwija się duszpasterstwo środowisk twórczych, duszpasterstwo więzienne czy obcokrajowców, m.in. dla Koreańczyków.

Materialnym symbolem prymasostwa kard. Glempa będzie zapewne Świątynia Opatrzności Bożej. Jest ona wotum wdzięczności narodu za przyjęcie Konstytucji 3 Maja, za wolność odzyskaną w 1918 r. i wywalczoną w 1989 r., a także za pontyfikat Jana Pawła II. Idei budowy świątyni nie udało się zrealizować od 200 lat, kiedy się narodziła. Kard. Glemp wyjawił w rozmowie z dziennikarzami, że gdyby nie podjął budowy Świątyni Opatrzności Bożej, byłby to z jego strony „grzech zaniedbania”.

Wobec zbliżającego się 75-lecia urodzin prymasa Glempa (18 grudnia 2005), papież Benedykt XVI wydał w lipcu tegoż roku dekret przedłużający mu pełnienie funkcji metropolity warszawskiego do 6 grudnia 2006 r. Natomiast z powodu trudności wynikających z dymisji jego następcy abp. Stanisława Wielgusa (związanej z oskarżeniami o współpracę z SB), kard. Glemp do 1 kwietnia 2007 r. pełnił funkcję administratora apostolskiego archidiecezji warszawskiej.

1 listopada 2006 r. Benedykt XVI w liście przesłanym kard. Glempowi zawiadomił go, że ma prawo do zachowania tytułu Prymasa Polski do ukończenia 80 lat, tj. do 18 grudnia 2009 r. Jednocześnie w tym samym liście zawarł decyzję, że tytuł Prymasa Polski zostanie przywrócony kolejnym metropolitom gnieźnieńskim.

Kard. Glemp został Prymasem seniorem w dniu uroczystej inauguracji posługi Prymasa Polski przez abp. Henryka Muszyńskiego, która nastąpiła w Gnieźnie 19 grudnia 2009 r. Od tego czasu kontynuuje swą posługę duszpasterską, uczestnicząc w licznych uroczystościach religijnych i wypowiadając się w ważnych sprawach kościelnych i społecznych.

W marcu 2012 r. Prymas Glemp przeszedł operację w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie. W wydanym wówczas oświadczeniu pisał, iż cierpi na chorobę nowotworową płuca. “Miałem wątpliwości, czy godzi się podejmować operację w moim podeszłym wieku. Lekarze wątpliwości nie mieli – pisał Kardynał. Następnie zwrócił się do wiernych: “Proszę o dalszą modlitwę, abym umiał dobrze wypełnić wolę Bożą także w tym doświadczeniu. Sam kieruję moje prośby przez wstawiennictwo Błogosławionego Jana Pawła II, Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę i Sługę Bożego Prymasa Stefana Wyszyńskiego”.

Kardynał Józef Glemp, Prymas Polski – senior zmarł 23 stycznia 3013 roku o godz. 21.30 w warszawskim szpitalu. Miał 83 lata. Został pochowany w kryptach archikatedry warszawskiej.

KAI/ad

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

LUDZIE

Siostra Aleksandra – matka „chińskich dzieci”

Kiedy słyszę, jakie to „nudne życie mają te biedne zakonnice” myślę sobie zawsze – widać, że nie znasz mojej cioci. Ponad 50 lat jej zakonnego życia można określić za pomocą całej listy przymiotników, ale słowo „nudne” na pewno się na niej nie znajdzie.

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Oleńka, jak mówią do dziś najbliżsi, przyszła na świat z długimi, czarnymi włosami. Cyganka – żartowali w rodzinie. Nie wiedzieli, że to określenie wróci do niej po latach… Były mroczne lata stalinizmu, „wojna ledwie trzasnęła drzwiami”, jak zaśpiewa kiedyś Rynkowski. Bieda aż piszczała, czasem brakowało nawet na chleb. Ola od zawsze trzymała się blisko Kościoła, powołanie zakiełkowało w niej jakoś tak naturalnie. Znała wiele sióstr – salezjanki, urszulanki – ale jej serce rwało się na misje, stąd wybór był oczywisty: Siostry Służebnice Ducha Świętego, których dom był w nieodległym od rodzinnego Rybnika Raciborzu. Kiedyś przyśniło jej się nawet, że jest w Brazylii i rozdziela komunię świętą. Pozostawał tylko jeden problem: bieda. Ola, najstarsza z czwórki rodzeństwa, zastanawiała się, czy nie powinna pójść do pracy, aby pomóc rodzinie. Jej mama, mądra kobieta, powiedziała wtedy: chcę, żebyś była szczęśliwa. To jej wystarczyło. W czerwcu 1968 roku odebrała świadectwo maturalne, a tydzień później przekraczała już furtę raciborskiego klasztoru.

 

Talerz i cztery łyżki

Choroba, która zaatakowała w postulacie, nie pozwoliła jej na wyjazd misyjny. Po ślubach wieczystych skończyła więc teologię, pracowała jako katechetka, aż w końcu oddelegowano ją do pracy z młodzieżą. – I zaczęła się jazda bez trzymanki – śmieje się dzisiaj. Głęboki PRL, potem stan wojenny, a ona organizuje nocne czuwania, skupienia i rekolekcje dla młodych. Na jednym wyjeździe bywało i 90 osób, a do jego zorganizowania nie mieli nawet samochodu. – Młodzi spali po kilku na jednym materacu, po chleb chodziliśmy kilka kilometrów do wsi, a na obiad często podawaliśmy jeden talerz i cztery łyżki, bo brakowało nawet naczyń! Zupę rozmnażało się przez dolewanie wody, a „jadalnią” był trawnik pod orzechem. A jednak te spartańskie warunki nie odstraszały młodych, atmosfera tamtych dni była niepowtarzalna. A ja nauczyłam się, że najważniejsze to być z ludźmi: poświęcić im czas, wysłuchać, towarzyszyć. Cała reszta to tylko dodatek. Ta wiedza przydała mi się w przyszłości – wyjaśnia siostra.

 

fot. facebook.com/Stowarzyszenie-Sinicum-im-Michała-Boyma-SJ

 

Adres zamieszkania: pociąg…

Pracę z młodzieżą po paru latach zastąpiło nowe zadanie: formacja młodych sióstr. Tu też dawała z siebie wszystko. Pewnie dlatego po paru latach z Rzymu nadeszło pismo. Siostra Aleksandra została przełożoną prowincjalną, czyli odpowiedzialną za całą prowincję – zakonną jednostką administracyjną, która w tym przypadku obejmowała całą Polskę i Ukrainę. Przez kolejne 6 lat podróżowała między domami Zgromadzenia i zakładała nowe placówki. Wtedy przypomniała sobie określenie z dzieciństwa – cyganka… Właśnie tak się czuła. Jeździła od domu do domu, nosząc torbę podróżną i żartując, że mieszka w pociągach. Na samej Ukrainie była ponad 30 razy! Czasami śmiała się, że zasypiając musi zostawiać koło łóżka kartkę z nazwą miejscowości, bo po obudzeniu mijała dłuższa chwila, nim potrafi przypomnieć sobie aktualną lokalizację… i dokąd dziś ma jechać. W tym czasie trafiła do swojej wyśnionej Brazylii – co prawda tylko na miesiąc, na spotkanie prowincjalnych, ale mogła doświadczyć atmosfery „prawdziwych” misji.

 

W ciemno

Dwie kadencje przeleciały jak z bicza strzelił. Wydawało się, że po sześciu latach czeka ją wreszcie trochę spokoju… nic bardziej mylnego. „Lecisz do Irlandii, nauczysz się języka i skończysz szkołę kierownictwa duchowego” – zdecydowali przełożeni. – Nie rozumiałam tej decyzji – wspomina. – Miałam prawie 50 lat, znałam tylko trochę angielskiego ze szkoły, bałam się, że nie podołam temu zadaniu. Ale nie buntowałam się. Mam w naturze jakąś umiejętność szybkiej aklimatyzacji do różnych warunków, więc pojechałam w ciemno…

Miał być rok – wyszły trzy lata. Miał być kurs – wyszło napisanie i obronienie magisterium, oczywiście w języku angielskim. Po powrocie do Polski władze zakonne zdecydowały, że na tym nie koniec. I tym sposobem krótko przed swoimi 55 urodzinami siostra Aleksandra obroniła doktorat z teologii duchowości. I… wróciła do pociągów. Jeździła z wykładami do seminariów, uczestniczyła w konferencjach, prowadziła rekolekcje z indywidualnym towarzyszeniem …

 

Humama, króliki i wielki błąd

Na tamto spotkanie pojechała, bo… nie było kogo tam posłać, a ona akurat była wolna. Ojcowie werbiści zaczęli zastanawiać się, jak pomóc katolikom w Chinach. Jadąc do Warszawy nie sądziła, że zaczyna się właśnie jej największa życiowa rewolucja, która zaniesie ją tysiące kilometrów, aż za Wielki Mur. Ale wtedy był 2001 rok i pierwsze przymiarki do tego, aby pomóc braciom i siostrom z kraju, który od lat systemowo walczy z chrześcijaństwem. Sześć lat później na warszawskim lotnisku wylądowały cztery chińskie siostry zakonne. Aleksandra została ich przewodniczką. Szybko nazwały ją Humama: hu od nazwiska, mama – od stosunku, jaki miała do swoich „chińskich dzieci”. W Polsce miały studiować, ale najpierw musiały poznać język – po polsku nie rozumiały nic, po angielsku znały tylko kilka prostych słów… – Było ciężko – nie ukrywa siostra – na początku rozmawiałyśmy często rękami i nogami. Zdarzało się, że po pomoc trzeba było dzwonić do byłego ambasadora Polski w Chinach, który tłumaczył telefonicznie zawiłe kwestie. Bywało też śmiesznie… Kiedyś podeszłyśmy pod seminarium, a jedna z nich stwierdziła: o, to jest dom, w którym jest dużo królików (zamiast kleryków). Poznały słowo „wiśnie” i na spacerze wołały, że na drzewie są… świnie. Na widok wielbłąda zawołały  „o, wielki błąd”… Planu nie było. Były z nami cztery siostry, szliśmy „szturchając żerdzią we mgle”, ciągle szukaliśmy drogi, co robić dalej. Ale udało się: Franciszka obroniła magisterium i wróciła do Chin, w tym roku będzie prowadzić 16 turnusów oazy. Katarzyna kończy w Polsce doktorat z Biblii. Jana i Hiacynta, obie z dyplomem artysty – plastyka, zajmują się wytwarzaniem dewocjonaliów, o które w Chinach trudno – mówi z dumą „Humama”.

 

fot. facebook.com/Stowarzyszenie-Sinicum-im-Michała-Boyma-SJ

 

Z sali wykładowej do pralni

W 2011 roku pojechała do Chin. Tam w końcu zrozumiała, w jakich warunkach żyły jej „dzieci”. Życie zakonne w Państwie Środka zaczęło odradzać się pod koniec lat 80-tych, wcześniej było zakazane. Dziś lokalne zgromadzenia mają powołania, ale potrzeba im pogłębionej formacji i formatorek, czyli osób przygotowanych do wychowania w zakonie. „Robimy” – rzuciła krótko. Dzięki temu już  ponad 100 chińskich sióstr przyjechało do Polski na kilkutygodniowe kursy formacyjne. Ale to wszystko było ciągle mało… Rok temu 70-letnia już siostra Aleksandra ruszyła więc kolejny raz pod Wielki Mur, żeby prowadzić rekolekcje dla sióstr tam, na miejscu. Ma wielką nadzieję, że nie była to jej ostatnia podróż na wschód, gdzie zostawiła kawałek serca…

A tymczasem… Tymczasem żyje jak to ona – na pełnych obrotach. Opowiadając o swoim życiu stuka maila do siostry prowincjalnej, informując o kolejnych chińskich siostrach przyjeżdżających do Polski. Nie rozstaje się z telefonem i laptopem, z którego wysyła i teksty teologiczne, i zabawne memy do najbliższych. Ze spotkania studium formacyjnego dla sióstr, którego jest szefową, biegnie na posiedzenie komisji przy Konsulcie Wyższych Przełożonych Zgromadzeń Zakonnych. Zaraz po nim wsiada w pociąg i wraca do swojego klasztoru, gdzie jest zakrystianką. Przynajmniej raz w miesiącu zakłada fartuch i dyżuruje w kuchni, gotując dla sióstr i gości domu rekolekcyjnego. Jako mistrzyni junioratu, czyli sióstr po pierwszych ślubach, jeździ po całej Polsce, zawsze jednak wraca do Sulejówka, bo na jej głowie jest też pranie i prasowanie bielizny liturgicznej z pobliskiej parafii.

Jej marzeniem jest stanąć przed Jezusem jak najlepiej przygotowaną, otoczoną ludźmi, którym w życiu pomogła.

– Jest coś, czego żałujesz? Coś, co ci się nie udało? – pytam na zakończenie naszej rozmowy.

– Tak – odpowiada – że angażowałam się jeszcze za mało… mogłam kochać Jezusa jeszcze bardziej! Przygoda z Nim i dla Niego jest cudowna!

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap