Zdjęcie ilustracyjne, Fot. ELG21/Pixabay

Jak Bóg wyprowadził moją rodzinę z terenów wojennych. Świadectwo Ukrainki Alisy Staniszewskiej

Uczestnicząc w pomocy dla uchodźców wojennych z Ukrainy doświadczam, jak bardzo jest to Boża sprawa. Nie wątpię, że Bóg pragnie ochronić przed koszmarem wojny jak najwięcej osób bezbronnych - kobiet, dzieci, ludzi starszych. Chcę zaświadczyć, jak Pan Bóg uchronił kobiety i dzieci w mojej rodzinie i jak dało się ewakuować ich z terenów wojennych.

Reklama

Z naszej strony jest to czas na prawdziwe biblijne dzieła miłosierdzia – głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć. Szczególnie w czasie Wielkiego Postu. To jest czas i możliwość, żeby zaświadczyć naszą wiarę nie tylko słowem, ale i działaniem

Wojna jest straszna, wiele osób potrzebuje pomocy i opieki. Wierzę, że ile by to nas nie kosztowało, nawet jeżeli będziemy nieraz zmęczeni i zawiedzeni, to nagroda nikogo nie minie – zbieramy wielki skarb w niebie. „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25.40)

„Cały czas było słychać strzały”

Chcę zaświadczyć, jak Pan Bóg uchronił kobiety i dzieci w mojej rodzinie i jak dało się ewakuować je z terenów wojennych.

Reklama
Reklama

Jestem Alisa, mam 28 lat, pochodzę z terenów rosyjskojęzycznych na południu Ukrainy. Od jakiegoś czasu mieszkam w Polsce. Niestety wojna przyszła także do mojego rodzinnego miasta Mikołajowa, blisko Morza Czarnego. Miasto jest regularnie ostrzeliwane ciężką bronią, bo dzięki temu, że leży na półwyspie, trudno je zdobyć.

Z relacji mojej rodziny – po tym, jak był ostrzeliwany rejon mojej babci, wyleciało jej w nocy szkło z szyb. Musiała przez dłuższy czas siedzieć w piwnicy, potem zdecydowała się wyjechać za miasto na wieś.

Mój kuzyn z rodziną – żoną i dwójką dzieci – mieszka na obrzeżach miasta, które jest regularnie atakowane. Od początku wojny większość czasu spędzili w piwnicy, prawie nie wychodzili na zewnątrz, kryjąc się w mieszkaniu. Wiele sklepów było zamkniętych, pojawiły się problemy z kupnem żywności. Cały czas było słychać strzały. Dzieci były bardzo przestraszone. Kiedy sytuacja się zaostrzyła, kuzyn poprosił mnie o schronienie żony i dzieci w Polsce.

Reklama
Reklama

„Zaczęłam się modlić…”

Zaczęłam się modlić w tej intencji, bo wyjazd z terenów wojennych graniczy z cudem. Nie jeżdżą autobusy regularne, prawie nie ma komunikacji miejskiej, nie działa większość stacji benzynowych. W tym czasie doświadczam ogromnej mocy modlitwy, wręcz namacalnie widzę, jak ona działa, bo ludzie, za których się modlę, wydobywają się z sytuacji najtrudniejszych na Ukrainie

Tak się stało z moją rodziną. Po modlitwie dostałam wiadomość od kolegi, który rozwoził pomoc humanitarną, że jedzie do Mikołajowa i z powrotem może zabrać trzy osoby do granicy słowackiej. Od razu zgłosiłam rodzinę kuzyna. Mieli noc, żeby się pozbierać i wyruszyć rano w drogę. Bardzo się martwiłam o całą akcję, bo wzięłam odpowiedzialność za planowanie ich ewakuacji do Polski. Staram się maksymalnie dokładnie wszystko zaplanować, lecz przekonałam się, że szczególnie w takiej sytuacji działa Boże prowadzenie, a nie nasze plany.

Zmiana trasy, zmiana planów

W trakcie drogi kierowcy zmieniono trasę i powiedział, że może w sąsiednim dużym mieście, Odessie, wsadzić moją rodzinę do pociągu ewakuacyjnego, jadącego w stronę granicy ze Słowacją. Bardzo się tego bałam, bo na dworcach są tłumy, tysiące ludzi. W tych pociągach ludzie jadą na stojąco lub śpią na korytarzu na podłodze.

Reklama

Była to najtrudniejsza chwila i dla nich i dla mnie. Zaczęłam się modlić do Maryi i w pewnym momencie poczułam duży spokój i wiedziałam, że Maryja się zaopiekuje moją rodziną. Trafili do pociągu i dostali całą kuszetkę na trzy osoby. Tak jechali przez 20 godzin – w obecnej sytuacji są to bardzo dobre warunki. W dodatku pociągi są teraz bezpieczniejsze, niż podróż autem przez cały kraj.

Boże „przypadki”

W Użgorodzie Bożym „przypadkiem”, po wyjściu z pociągu “załapali się” na kierowcę, który jechał w stronę granicy i odwiózł ich na mniej zatłoczone przejście graniczne, z którego w miarę szybko przedostali się do Słowacji.

W tym czasie załatwiałam dla nich miejsce pobytu i przejazd. Doświadczyłam w tym wielkiej pomocy mojej wspólnoty – Szkoły Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji („Szkoła Maryi”), bo sama nie mam nic – ani mieszkania, ani auta w Polsce. Mieszkam w bursie u sióstr zakonnych, a moi rodzice w malutkim mieszkaniu. 

Sprawy potoczyły się jakby “same”. Najpierw zgłosił się z pomocą lider wspólnoty Szkoły Maryi w Krakowie, żeby zabrać ich autem ze Słowacji – powiedział, że dzień wcześniej poczuł, żeby do mnie zadzwonić i zapytać, czy przypadkiem nie potrzebuję pomocy, a ja właśnie bardzo potrzebowałam transportu. Mam też wielką wdzięczność dla zaprzyjaźnionego małżeństwa ze Szkoły Maryi za nocleg w Krakowie i nakarmienie głodnych podróżników. Obecnie moja rodzina przebywa u uczestniczki Szkoły Maryi w Opolu – są ciepło i serdecznie przyjęci i dostali niezbędną pomoc. Dzieci poszły do liceum i  są bardzo zadowolone.

„Okazane dobro na zawsze zostanie w pamięci”

Mamy wielką nadzieję, że wojna się skończy, lecz okazane dobro na zawsze zostanie w pamięci. Wierzę, że Bóg to szczególnie wynagrodzi. Jestem niezmiernie wdzięczna Polakom, za tak otwarte serca na pomoc uchodźcom z Ukrainy, a również mojej Wspólnocie, która ze wszelkich stron pomogła mojej rodzinie schronić się na czas wojny w Polsce.

Wierzę, że Bóg, Maryja i dobro zwyciężą, dlatego też serdecznie zachęcam, by dołączyć się do zawierzenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi 25 marca w łączności z Ojcem Świętym i całym światem, jak Matka prosiła w czasie objawień fatimskich.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę