Nasze projekty

Pobożność ludowa i katolik BMW. Ks. Pawlukiewicz o fundamencie życia

"Chociaż sam nie zostałem wychowany w religii tradycyjnej i jestem z nią na bakier, to jednak biorę w obronę religijność w wymiarze tradycyjnym. Ona daje nam zabezpieczenie, jest mocnym fundamentem dla życia każdego człowieka" - dzielił się w swojej ostatniej rozmowie ks. Pawlukiewicz.

Reklama

Renata Czerwicka: Co, zdaniem Księdza, mogłoby przyciągnąć dzisiaj ludzi do Kościoła? Czy o ogóle chodzi o to, żeby przyciągać za wszelką cenę?

Ks. Piotr Pawlukiewicz: Trzeba by zapytać o to tych, którzy nie mogą się odnaleźć w Kościele. Nie mogą w nim odnaleźć swoich tekstów, swoich słów, swojej muzyki.

W książce Ty jesteś marką opowiadał Ksiądz o pewnym plakacie zachęcającym do wstąpienia do zakonu…
Wspominałem o tym plakacie z Góry Świętej Anny? Były tam różne piękne plakaty, kolorowe, wydrukowane na kredowym papierze: „Przyjdź do nas, zaniesiemy Chrystusa światu”, „Wstąp do nas, a odnajdziesz pokój serca”. I był też plakat na szarym papierze, z tekstem napisanym plakatówką: „Nie wiem, czy zrobisz coś wielkiego. Wstąp do nas, spróbujemy nie zmarnować życia”. Taka jest prawda. Nie wiemy, czy dokonamy w życiu czegoś wielkiego. Cieszmy się, jeśli nie zmarnujemy życia.

O tym właśnie Ksiądz myślał, kiedy szedł do seminarium?
Właśnie. Bo ja nie miałem takiej… ludowej pobożności, jaką wielu kleryków przynosiło ze swoich rodzinnych domów.

Jak to jest, że skupiamy się chętnie na obrzędach, a ciągle nie mamy pojęcia, co Pan Jezus myśli na jakiś temat i co On by zrobił w danym momencie?
Chociaż sam nie zostałem wychowany w religii tradycyjnej i jestem z nią na bakier, to jednak biorę w obronę religijność w wymiarze tradycyjnym. Ona daje nam zabezpieczenie, jest mocnym fundamentem dla życia każdego człowieka. To, co nasz ojciec powiedział nam o Bogu, kiedy byliśmy dziećmi, to człowiek będzie pamiętał przez całe życie. Moja mama była na przykład bardzo wrażliwa na tych wszystkich ludzi, co chodzili po domach i żebrali, wykorzystując ludzką naiwność. Gdy tylko widziała na progu takiego menela, to od razu zamykała mu drzwi przed nosem. Mówiła: „Ludzie pracowici nie muszą żebrać po domach, tylko sami sobie nazbierają”.

Wspominałem o tych mirabelkach, prawda? Kiedyś zastukał ktoś do drzwi. Mama otworzyła. Stał tam taki brudny menel, fatalnie wyglądał. I poprosił o kubek wody. A wtedy ku mojemu zdziwieniu mama nalała kubek wody i wyniosła na klatkę schodową, żeby się napił. Powiedziała: „Bo kubka wody nie można człowiekowi odmówić, jak prosi”. To jest dla mnie lekcja miłosierdzia, której nigdy nie zapomnę. Ktoś powie, że to nic takiego, podać kubek wody. Dla mnie to jest wielkie. Jak ktoś prosi o kubek wody, to bez żartów, trzeba mu dać…

Moja babcia lubiła chodzić do kościoła na dziesiątą. Zawsze chodziła na tę samą mszę. Tego, co Pani teraz powiem, nikomu nie opowiadałem. Mówiła, że lubi tę właśnie mszę, bo ksiądz tak powoli ręce rozkłada (pokazuje gest rozkładania rąk). To się starszej pani spodobało. I proszę mi wierzyć, dziesiątki razy już w życiu odprawiałem mszę świętą i za każdym razem, zawsze staram się bardzo powoli ręce rozkładać, bo to się mojej babci podobało. Takie lekcje religii pamięta się przez całe życie.

Jak w świecie, w którym nie doświadcza się cudów i „wielkich rzeczy” na co dzień, budować relację z Panem Jezusem?
Właśnie na tej religijności powszedniej. Ten pacierz, ten różaniec, te Gorzkie żale, Droga krzyżowa. Ja osobiście uważam się za bardzo niepobożnego księdza, bo już od dawna nie chodzę na wszystkie Drogi krzyżowe, Gorzkie żale i nabożeństwa majowe… To niesamowite, że człowiek może jednego dnia uważać się za całkiem pobożnego, bo ktoś mu napisał maila: „Ksiądz uratował mi życie”, a następnego dnia uznaje się za grzesznika, bo od iluś tam lat nie był na żadnym nabożeństwie…

Nie jest tak, że Pan Bóg wykorzystuje nasze słabości? Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka…
No tak, tak. Moi rodzice odeszli, zostałem tylko sam z bratem. Nie mamy już żadnej cioci, żadnego wujka, żadnego bratanka ani siostrzeńca. Z drugiej strony, przez ten rok od śmierci mojej mamy powiedzieliśmy sobie więcej niż przez całe życie. U nas w domu nie uzewnętrzniało się uczuć… Miałem z tym zawsze duży kłopot. Było tylko to, o czym już mówiłem: każdy miał swoją książeczkę do nabożeństwa. I z nią się zmagał.

Reklama
Reklama

Zapytam o katolika BMW…
Bierny, mierny, ale wierny…

Co zrobić, aby nie stać się katolikiem BMW?
Tak sobie myślę… Nie miałem nigdy żadnego widzenia, ani w windzie, ani w piwnicy, ani w galerii handlowej. Może powinienem to traktować jako wyróżnienie?

Dlaczego?
To tak, jakby Pan Bóg mi mówił: „Ty jesteś od czarnej roboty. Inni będą mieli widzenia i poruszenia, a ty będziesz zasuwał”. Pan Jezus to jest firma. Robię, co do mnie należy, staram się wygłosić ciekawe kazanie, dobre gadanie. To jest umowa wiązana: Ja Mu robię robotę na ambonie, a On mi zapewnia codzienność. Nie brakuje mi jedzenia, mam gdzie spać, ba, stać mnie na dobry samochód i na sprzęt za dwadzieścia tysięcy… W tej sytuacji nie mogę głosić złych kazań.

Reklama
Reklama

Dudnicie z Panem Jezusem jak w tym kawale o mrówce i słoniu? Mrówka idzie ze słoniem po moście i mówi: „Słoniu, ale dudnimy”…
Tak, dudnimy z Panem Jezusem. Coś w tym stylu…

A czuł czasem Ksiądz, że prawie nic nie miał do powiedzenia, a jednak Pan Jezus przez niego podudnił trochę?
„Pyknę kazanko i w trzydzieści sekund ich oczaruję. Zrobię wielkie wrażenie”… – Wiele razy tak sobie myślałem po ludzku i byłem spokojny, że mam co mówić na ten temat, bo mówiłem już o tym wielokrotnie. A tu przyjeżdżam na miejsce i nie wiem dlaczego, ale jest katastrofa. Nie mam pojęcia, co powiedzieć.

Raz tak się zaciąłem przed ludźmi, że nie mogłem z tego wybrnąć. To było w Poznaniu. Mieliśmy takie kameralne spotkanie z rodzicami dzieci, które chodziły do przedszkola prowadzonego przez siostry. Otworzyłem notatki. Znam te myśli, znam ten charakter pisma i mimo tego nic. Ja siedzę, oni siedzą i nic. Myślę: „Kurczę, no zaraz wstanę i powiem »Przepraszam państwa, ale ja nic nie mogę wam powiedzieć, nie wiem, dlaczego«”. A potem jak już ruszyło, to poszło.

Wspominałem, że mam słabą pamięć i nie pamiętam nawet dziesięciu przykazań? To mnie zmusza do ciągłego przemyśliwania jeszcze raz danego problemu, danego fragmentu Pisma Świętego. Gdybym tego nie robił, to bym tylko leciał, powtarzając latami te same treści. A ponieważ ja zapominam, to wciąż odkrywam wszystko na nowo. Zawsze się boję, że ktoś mnie zdemaskuje. Tak jak pewna starsza siostra zakonna. Miała zaniki pamięci i gdy przyjeżdżałem do nich mówić kazanie, to ona za każdym razem przerywała mi i na cały głos wołała: „To już było! To też już było. No mówił to przecież!”.

Fragment „Z braku rodzi się lepsze…”, jedynej autobiografii ks. Piotra Pawlukiewicza

Reklama

„Z braku rodzi się lepsze” – kolekcjonerski album

Album 5-płytowy, w skład którego wchodzą:

  • audiobook do książki ks. Piotra Pawlukiewicza „Z braku rodzi się lepsze…” w wykonaniu Małgorzaty Kożuchowskiej i Dariusza Odiji
  • Platynowa Płyta muzyczna Krzysztofa Antkowiaka “Zostanie mi muzyka…” z bonusowym utworem przygotowanym tylko na edycję specjalną
  • niepublikowane wcześniej fragmenty oryginalnego wywiadu z ks. Piotrem
  • utwór muzyczny w wykonaniu młodego ks. Piotra
  • specjalnie na tę edycję skomponowany utwór do słów ks. Piotra w wykonaniu Józefa Skrzeka – największego idola muzycznego ks. Piotra!
  • a także… liczne zdjęcia, teksty utworów muzycznych ks. Piotra i wypowiedzi bliskich o nim!

KUP KOLEKCJONERSKI ALBUM>>>

Książka „Z braku rodzi się lepsze” dostępna na dobroci.pl>>>

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę