Szczęście. Jan Paweł II dla średnio zaawansowanych

Prawdziwa radość jest zdobyczą, do której nie dochodzi się bez długiej i trudnej walki.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Drodzy przyjaciele, na to wasze pragnienie szczęścia, typowe dla ludzi młodych, stary Papież odpowiada słowem, które nie pochodzi od niego. Jest to słowo, które zostało wypowiedziane przed dwoma tysiącami lat: «Błogosławieni…» Kluczowym słowem nauczania Jezusa jest zapowiedź radości: «Błogosławieni…»

Człowiek został stworzony do szczęścia. Wasze pragnienie szczęścia jest więc uzasadnione. Chrystus ma odpowiedź na wasze oczekiwania. Dlatego prosi was, abyście Mu zaufali. Prawdziwa radość jest zdobyczą, do której nie dochodzi się bez długiej i trudnej walki. Chrystus zna tajemnicę zwycięstwa.

Wy wiecie, co było wcześniej. Opowiada o tym Księga Rodzaju: Bóg stworzył mężczyznę i kobietę w raju, Edenie, ponieważ chciał, aby byli szczęśliwi. Niestety, grzech zakłócił Jego pierwotne plany. Bóg zaradził na to posyłając na ziemię swojego Syna, aby na nowo roztoczyć przed człowiekiem jeszcze piękniejszą perspektywę nieba. Jak podkreślają Ojcowie Kościoła, Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się Bogiem. Takiego decydującego przełomu dokonało w historii ludzkości Wcielenie.

Prawdziwa radość jest zdobyczą, do której nie dochodzi się bez długiej i trudnej walki. Chrystus zna tajemnicę zwycięstwa

Gdzie rozgrywa się walka? Odpowiedź daje nam sam Chrystus. «On to, istniejąc w postaci Bożej — pisze św. Paweł — nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz (…) przyjąwszy postać sługi, (…) uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci» (Flp 2, 6-8). Chodzi o walkę aż po śmierć. Chrystus przeżył ją nie dla siebie, lecz dla nas. Z tej śmierci wytrysnęło życie. Grób na Kalwarii stał się kolebką nowej ludzkości, zmierzającej ku prawdziwemu szczęściu.

Kazanie na Górze wytycza mapę tej drogi. Osiem Błogosławieństw to drogowskazy ukazujące kierunek, w jakim należy iść. Jest to droga pod górę, a Jezus przeszedł ją pierwszy. I jest On gotowy przejść ją z wami jeszcze raz. Pewnego dnia powiedział: «Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności» (J 8, 12). A w innych okolicznościach dodał: «To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna» (J 15, 11).

Idąc z Chrystusem, można osiągnąć radość, prawdziwą radość! Właśnie dlatego dziś ponownie wzywa On was do radości: «Błogosławieni…».

Przyjmując teraz Jego chwalebny krzyż, ten krzyż, który towarzyszył młodym na drogach świata, pozwólcie, by w ciszy waszych serc rozbrzmiało to pocieszające i wymagające słowo: «Błogosławieni…».

Powitanie uczestników XVII Światowego Dnia Młodzieży w Toronto, 2002

 

ZADANIE

Naucz się na pamięć tego fragmentu: “Prawdziwa radość jest zdobyczą, do której nie dochodzi się bez długiej i trudnej walki. Chrystus zna tajemnicę zwycięstwa.”

 

ZOBACZ POZOSTAŁE CZĘŚCI CYKLU “JAN PAWEŁ II DLA ŚREDNIO ZAWANSOWANYCH”

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa

Bliski rodzinom, młodzieży, osobom chorym, samotnym, szukającym powołania, pasterz obdarzony niepospolitym poczuciem humoru także dziś nie zapomina o swoich owcach. Możemy być pewni, że Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tytułowymi słowami zwróciła się przełożona Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego do s. Marie Simon-Pierre Normand, chorującej na Parkinsona. Poprosiła ją jeszcze, aby napisała własnoręcznie imię papieża. Było to o tyle trudne, że siostra nie była w stanie utrzymać długopisu w ręku. Pamięta, że coś nabazgrała. Wieczorem jednak poczuła chęć, aby coś zanotować. Zdziwiła się, że jej pismo jest czytelne. O 4.30 nad ranem zeszła o własnych siłach do kaplicy – choć wcześniej każdy ruch sprawiał jej ból. Uklękła przed Najświętszym Sakramentem i odmówiła tajemnice światła, czując ogromny pokój i radość. Podczas wspólnotowej jutrzni mogła już ruszać lewą ręką (jest leworęczna), a na Mszy św. z jej twarzy ustąpił paraliż. Tak wyglądał cud wymodlony za wstawiennictwem Jana Pawła II.

 

Papież pod balkonem

Jak jednak wiemy, cuda zdarzały się już za życia papieża. I nic w tym dziwnego – człowiek tak rozmodlony, zanurzony w Bogu, był całkowicie otwarty na Jego działanie.

Pięcioletni Heron Badillo z Meksyku chorował na białaczkę, a lekarze nie dawali rodzicom nadziei. Gdy okazało się, że Jan Paweł II przylatuje do Meksyku z wizytą apostolską, pani Badillo postanowiła, ze wybiorą się z rodziną na spotkanie do Zacatecas – „w końcu to tylko dwie godziny drogi od Rio Grande!”. Mąż oponował – był lewicowym politykiem, jednak żona postawiła na swoim, co więcej, wciągnęła go do pierwszego rzędu pielgrzymów. Heron miał wypuścić gołąbka na cześć papieża. Ojciec Święty dostrzegł malca, uśmiechnął się i ucałował go w główkę. Po skończonej Mszy św. chłopiec stwierdził, że jest głodny, a najchętniej zjadłby kurczaka. Było to o tyle dziwne, że od dwóch tygodni nie przyjmował normalnych pokarmów. Białaczka ustąpiła w ciągu kilku miesięcy, a za to ojciec Herona tak się zakochał w Bogu, że – jak stwierdził zaprzyjaźniony z rodziną kard. Barragan – „Jego wiara jest większa od mojej!”.

Erich Quen był lekarzem, mieszkał w Innsbrucku i jako żywo nie interesowały go klimaty okołokościelne. Szukał sensu życia, otarł się o różne sekty, ale w swoich poszukiwaniach nigdy nie pytał o Pana Boga. Pewnego ranka obudziły go hałasy pod oknem. Okazało się, że tego dnia do jego rodzinnego miasta przyjeżdża Jan Paweł II, a trasa przejazdu papamobile wiedzie tuż przy kamienicy, w której mieszkał. „Co? Papież pod moim balkonem?”. Choć był niewierzący, z ciekawości poszedł na Mszę św. Efekt? Po kilku latach zdecydował się zostawić kitel lekarski na rzecz sutanny.

Podobną historię przeżył Michel Remery, holenderski delegat na Światowych Dniach Młodzieży w Filipinach w 1995 r. Nie był osobą praktykującą, wyjazd traktował jako egzotyczną wycieczkę. Miał jednak przeczytać w obecności Ojca Świętego przesłanie od młodzieży całego świata. Jan Paweł II również dał młodym zadanie: mówić o Chrystusie. Po powrocie Michel skończył studia, znalazł dobrą pracę, a jednak czuł, że czegoś mu brakuje. Pojechał na kolejne Dni Młodzieży – tym razem w Paryżu, a zaraz po nich rozchorował się. W trakcie rekonwalescencji zastanawiał się nad swoim powołaniem. Gdy doszedł do tego, że właściwie nie ma obiektywnych przeszkód, żeby zostać kapłanem, poczuł ogarniający go pokój i wykrzyknął: „Panie Boże, teraz obaj wiemy, czego ode mnie chcesz!”.

 

Szukałem was

Wiele cudów działo się również po śmierci tego niezwykłego świadka Chrystusa – szczególnie nawróceń, tak jakby ludzie chcieli sprawdzić, kim był Ten, komu zawierzył papież. Eleonora i Helena – obie niewierzące – w dniu śmierci Ojca Świętego znajdowały się na Placu św. Piotra. Kiedy usłyszały, że odszedł do Domu Ojca, w jednej chwili odzyskały łaskę wiary. Amerykanka Joan Lorraine nie pojawiała się w kościele od 55 lat, ale ponieważ w jej parafii po śmierci Jana Pawła II wystawiono księgę kondolencyjną, stwierdziła, że wypadałoby coś wpisać. Weszła więc do katedry i nagle… poczuła przy sobie pełną miłości Obecność. Stwierdziła, że ma ochotę paść przed ołtarzem i spędzić tam resztę życia.

A uzdrowienia fizyczne? I tych nie brakuje. Piętnastoletni Dawid cierpiał z powodu raka nerek i płuc. Liczne kuracje nie dawały efektów, nastawiał się na to, że wkrótce spotka się ze zmarłym dziadkiem. Jego rodzice i siostra wpadli na pomysł: pojadą do Rzymu, do grobu Jana Pawła II. Pomysł zwariowany o tyle, że Dawid był tak słaby, że nie mógł nawet siedzieć. Przy grobie papieża rodzina odmówiła „Ojcze nasz”, a gdy wypowiadali słowa „Bądź wola Twoja”, doświadczyli ogromnego pokoju. Co się działo później? Wieczorem chłopak mógł się już o wiele lepiej poruszać i spokojnie zjeść kolację. Następnego dnia w czwórkę zwiedzali Rzym, a po miesiącu guz zupełnie się wchłonął.

Joanna modliła się za wstawiennictwem Jana Pawła II w intencji swojej nienarodzonej córeczki. Dziecko miało nie mieć nerek, tymczasem urodziło się całe i zdrowe.

Jedenastoletnia Ada od wczesnego dzieciństwa cierpiała z powodu choroby oka – na jej tkance ocznej pojawiła się ciemna plama, która wciąż się powiększała. W dniu wyznaczonej operacji jej mama modliła się przez wstawiennictwo Jana Pawła II. A tymczasem lekarz ze zdziwieniem orzekł, że niebezpieczne znamię zniknęło!

 

Wstań, nie lękaj się!

A jak wyglądał cud kanonizacyjny? Doświadczyła go Floribeth Mora Diaz, mieszkanka Kostaryki, mama czwórki dzieci i babcia pięciorga wnucząt. Od jakiegoś czasu cierpiała na silne bóle głowy. Okazało się, że wytworzył się tętniak, ale operacja wiązałaby się z zagrożeniem życia albo uszkodzeniem mózgu. Jedyne co jej pozostało, to przyjmowanie leków przeciwbólowych (które wprawiały ją w otępienie) i oczekiwanie na śmierć w gronie rodziny. Tymczasem zbliżała się beatyfikacja Jana Pawła II. Mąż zachęcił Floribeth, aby obejrzała ją w telewizji. Mimo nocnej pory przygotowała ołtarzyk, na którym królowało zdjęcie uśmiechniętego papieża i obejrzała transmisję. A rano… usłyszała słowa: „Wstań, nie lękaj się!”. „Dobrze, wstanę” – odpowiedziała i jak gdyby nigdy nic poszła do kuchni. Nie miała już żadnych bólów głowy, a podczas badań wykonanych kilka miesięcy później okazało się, że tętniak zniknął.

To tylko kilka z wielu cudów wymadlanych przez świętego papieża. Bliski rodzinom, młodzieży, osobom chorym, samotnym, szukającym powołania, pasterz obdarzony niepospolitym poczuciem humoru także dziś nie zapomina o swoich owcach. Możemy być pewni, że Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

 

Renata Czerwińska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap