Mesjasz z “Palestyny B”

Co zwykli Żydzi mogli myśleć o Herodzie? Jakie nastroje społeczne panowały w kraju, w którym rodził się Jezus? Rozmawiamy o tym z ks. Stanisławem Adamiakiem, historykiem Kościoła, specjalistą od starożytności.

ks. Stanisław Adamiak
ks. Stanisław
Adamiak
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Mesjasz z “Palestyny B”
Co zwykli Żydzi mogli myśleć o Herodzie? Jakie nastroje społeczne panowały w kraju, w którym rodził się Jezus? Rozmawiamy o tym z ks. Stanisławem Adamiakiem, historykiem Kościoła, specjalistą od starożytności.

Przenieśmy się do czasu, gdy narodził się Jezus. O czym mówiła wtedy “ulica”? O czym donosiłyby nagłówki gazet – gdyby istniały?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie musimy zacząć od ustalenia konkretnego roku, o którym mówimy, ponieważ w tamtych czasach wiele się działo i zmieniało. Jeśli więc przyjmiemy za Ewangelią wg Mateusza, że Pan Jezus urodził się pod koniec panowania Heroda Wielkiego, oznacza to, że urodził się przed 4 r. p.n.e. Wtedy zaś ważne jest to, co działo się jednocześnie w państwie rzymskim, oraz w samej Judei.

 

Gdy rodzi się Książę Pokoju – w cesarstwie panuje pokój

Zacznijmy od Cesarstwa Rzymskiego.

Formalnie jeszcze nie cesarstwa, jest to teoretycznie wciąż republika, w której rządzi adoptowany syn Juliusza Cezara, Oktawian August. Prawdziwy geniusz polityczny. Pomimo, że startuje mając jedynie trochę pieniędzy i status adoptowanego syna Juliusza Cezara, udaje mu się doprowadzić do zakończenia toczących republikę wojen domowych. Po kilkudziesięciu latach krwawych wojen politycznych zaprowadza wreszcie pokój. Wojny te wynikały w dużej mierze z faktu, że do czasów Juliusza Cezara państwo o obszarze porównywalnym z Unią Europejską było rządzone według zasad stworzonych do rządzenia miastem. August dlatego jest geniuszem, że udaje mu się doprowadzić do skupienia władzy w swoich rękach i jednocześnie zachować pozory, że nic się nie zmieniło, że nadal funkcjonują wszystkie instytucje republiki, a on jest tylko „pierwszym z równych” obywateli.

 

Był też chyba zręcznym propagandystą…

Tak, był propagandystą, ale nawet zakładając, że na jego poczynania patrzymy przez pryzmat jego własnej opowieści, faktem jest, że zapewnił pokój. Na to zwracają zresztą uwagę sami Ojcowie Kościoła: gdy rodzi się Książę Pokoju – w cesarstwie panuje pokój.

 

A co dzieje się w Judei?

Jest jednym z tzw. państw klienckich, czyli podległych Rzymowi, ale za pośrednictwem lokalnych władców. Rzym zamiast wcielać w swoje granice i okupować, podporządkowywał sobie kraje poprzez podporządkowanie ich władców. Nie są suwerenni. Przykładem takiego władcy jest właśnie rządzący Judeą Herod.

 

Skąd się wziął Herod?

Herod jest Idumejczykiem, pochodzi z ludu semickiego nawróconego na judaizm. Jest królem i do tego bardzo, bardzo zręcznym politykiem, który umie we właściwym czasie opowiedzieć się po stronie właściwej osoby spośród wyżej stojących od siebie. Zanim doszedł do władzy Palestyną rządziła dynastia hasmonejska, wywodząca się od Machabeuszy i łącząca w swojej ręce władzę króla i władzę najwyższego kapłana. Między braćmi z tej dynastii nieustannie wybuchały konflikty o władzę, powodując mieszanie się w sprawy Izraela obcych sił. Właśnie dzięki takiemu splotowi wydarzeń w roku 63 przed Chrystusem Jerozolimę bezpośrednio zdobywa wódz rzymski Pompejusz Wielki. Wkracza do Palestyny, bo poprosił go o to jeden z pretendentów do judejskiego tronu. Od tego momentu Judea nie jest już niezależna, ale nie jest jeszcze formalnie prowincją rzymską.

 

Herod stara się przypodobać i Żydom i Rzymianom. Jednym buduje świątynię, drugim – miasta

Widzę tu już pierwszy trop do ustalenia tematu możliwych plotek jerozolimskiej “ulicy”…

Mogło tak być, pobożnym Żydom na pewno się to nie podobało. Ale nie podoba im się również to, co dzieje się ok. 37-40 r. przed Chrystusem, czyli fakt, że władzę dostaje od Rzymian właśnie Herod.

 

Co go odróżnia od królów hasmonejskich?

Na pewno pochodzenie. Idumejczycy byli ludem wywodzącym się z Edomu – czyli według Biblii krainy należącej do pokolenia Ezawa. Herod był więc najwyżej pół-Żydem. Do tego jako pierwszy rozdzielił funkcję króla od najwyższego kapłana i zapoczątkował zwyczaj mianowania arcykapłanów przez władcę.

 

 

Dobrze więc pewnie o nim nie mówili…

Na pewno mieli powody doceniania jego geniuszu politycznego i umiejętności zaprowadzenia w krainie pokoju. Do tego rządzi dobrze i ma sukcesy. To za jego czasów kraj Żydów osiąga niemal rozmiary z czasów króla Salomona. Nie bez powodu Herod został nazwany Wielkim. Stara się również zjednywać sobie i Żydów – rozpoczynając rozbudowę świątyni w Jerozolimie, i Rzymian – budując na cześć cesarzy kolejne miasta. Tak powstaje przecież Cezarea, miasto dedykowane Augustowi, w którym będą później rezydować namiestnicy rzymscy.

 

Nie brak mu zalet…

Ale i wad. Wszyscy wiedzą, że jest tyranem, nieobliczalnym tyranem. Jest w stanie zamordować swoich własnych synów, i to tuż przed swoją śmiercią.

 

Przypomina nieco opowieść Ewangelisty o świętych Młodziankach

Tak, prawdopodobnie właśnie tak powstała ta legenda, bo według dużego prawdopodobieństwa jest to jednak legenda. O fakcie wymordowania małych chłopców z obawy przed narodzinami Mesjasza nie donoszą żadne inne źródła z tamtego okresu, ale donoszą za to o wymordowaniu przez Heroda własnych synów. Pewnie więc to przekonanie o nieobliczalności i krwiożerczości Heroda dało początek opowieści o rzezi niewiniątek.

 

Czyli jednak ogólnie miał złą opinię wśród narodu wybranego?

Odnosili się do niego na pewno ze strachem, z powodu tej nieobliczalności, ale i obrzydzeniem, z powodu pochodzenia. Pewnie wielu wolałoby już na jego miejscu Rzymianina, niż takiego pół-Żyda. Nie pomagała mu wiele nawet manifestacja oddania religii żydowskiej, jaką było rozbudowywanie świątyni jerozolimskiej.

 

I stąd, z tego “obrzydzenia” dla Heroda, brali się ci wszyscy rewolucjoniści?

Brali się z poczucia, że pomimo pokoju, pomimo rozwoju cywilizacyjnego państwa, coś ciągle było w poczuciu wielu Żydów nie tak, jak miało być. Bo niby mieli świątynię, niby prawa Bożego się przestrzegało, ofiary były składane, ale pobożność spadała, zaś świątynią rządzili kapłani uważani za bandę kolaborantów, przynajmniej ci najwyżsi rangą. Bo są mianowani nie przez Boga, a z łaski Heroda albo Rzymian. To nie tak miało być.
Dominowało poczucie niezadowolenia i przekonanie, że kiedyś było dużo lepiej. A najlepiej to w ogóle za króla Dawida.

 

Marzą o kolejnym Dawidzie?

Marzą, ponieważ Dawid był dla nich ideałem władcy. Był i swój, i potężny, i niezależny i pobożny, mianował porządnych kapłanów, i – co najważniejsze – był wybrany przez Pana Boga, a nie przez ludzi. Stąd rodzi się powoli owo oczekiwanie, że Pan Bóg zainterweniuje i że ktoś taki znów przyjdzie.

 

Od ponad 200 lat toczył się w Judei spór o to, na ile bycie Żydem da się pogodzić z rozwijającą się cywilizacją, niesioną przez pogan

Przekuwali to oczekiwanie w konkretny czyn?

Tak, choć różnie to rozumieli. Jedni uważali, i to byli tzw. saduecusze, że należy po prostu trzymać z arcykapłanami, ze świątynią. Drudzy, faryzeusze, że należy dokładnie przestrzegać Prawa. Trzeci, esseńczycy, też radykaliści, ale bardziej duchowi, większy nacisk kładli na modlitwę i odcięcie od świata, taki radykalizm bardziej duchowy, porównywalny do dzisiejszych zakonów zamkniętych. No i byli jeszcze właśnie zeloci – ponieważ to oni byli zwolennikami rozwiązań siłowych. Przede wszystkim od ponad 200 lat toczył się jednak w Judei spór o to, na ile bycie Żydem da się pogodzić z rozwijającą się cywilizacją, niesioną przez pogan. Żydzi w diasporze jakoś sobie z tym w dużej mierze radzili, zaś Żydzi w Judei – niekoniecznie.

 

A spośród tych zelotów, rewolucjonistów, działał jakiś w czasach narodzin Jezusa? Mógł to być na przykład Barabasz?

“Ten” Barabasz prawdopodobnie nie, bo raczej był rówieśnikiem Jezusa, czyli wtedy się mniej więcej dopiero rodził. Działali natomiast inni, np. Juda Gelilejczyk. W 4 r. przed Chrystusem, czyli mniej więcej właśnie gdy rodził się Jezus, zebrał niewielką armię i zdobył arsenał w Seforis w Galilei. Był synem Ezechiasza, przywódcy straconego w 47 r. przed Chr. przez Heroda właśnie za działalność rewolucyjną. Rewolucjonistów przybyło najwięcej już po śmierci króla Heroda oraz za czasów młodości Pana Jezusa i już po Jego śmierci i zmartwychwstaniu.

 

Mesjasz przychodzi inaczej: nie w pałacu, tylko w żłobie; nie z wojskiem tylko w otoczeniu pasterzy; nie od razu potężny, tylko jako dziecko; nie z królewskiej rodziny tylko w szemranych okolicznościach małżeńskich

Jakie to może mieć wszystko dla nas znaczenie? Co nam mówi ten historyczny kontekst narodzin Jezusa?

Pokazuje jak bardzo Pan Bóg działa według innego klucza niż my. Tamci Żydzi czekali na Mesjasza, który zbrojnie zaprowadzi królestwo Izraela, czyli panowanie Boga na ziemi. Do tego oczywistym było dla nich, że ktoś taki musi od początku być wyjątkowy, narodzić się raczej w królewskim pałacu lub pochodzić z arcykapłańskiego rodu. A Jezus rodzi się w “Palestynie B”, na zupełnych peryferiach, właściwie na peryferiach peryferii, bo przecież Betlejem czy Nazaret były kompletnie nieliczącymi się mieścinami w kompletnie nieliczącej się dla ówczesnego świata Judei. Przychodzi według zupełnie innego klucza, niż się spodziewali. Rozumiemy to dopiero przez pryzmat Jego nauczania. Bo przychodzi nie w pałacu, tylko w żłobie; nie z wojskiem tylko w otoczeniu pasterzy; nie od razu potężny, tylko jako dziecko; nie z królewskiej rodziny tylko w szemranych okolicznościach małżeńskich.

 

Czyli jeśli pastuszkom ukazali się aniołowie mówiąc, że to dziecko w grocie to jest ktoś specjalny, to dowierzali czy nie dowierzali raczej?

Myślę, że jak już anioł się komuś pokaże, to raczej wierzymy w to, co mówi. Tylko faktycznie, oczekiwania raczej były inne, widać to wyraźnie jeszcze w różnych wypowiedziach uczniów Jezusa, którzy z trudem przyjmowali jego nauczanie o Mesjaszu pokornym i cierpiącym, o tym, że Pan Bóg objawia się nie w sile, ale w słabości.

Rozmawiała Anna Druś

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

ks. Stanisław Adamiak

ks. Stanisław Adamiak

ur. 1980. Duchowny diecezji toruńskiej, doktor historii Kościoła. Pracownik Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizuje się w historii wczesnego chrześcijaństwa. Wykładał na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie i Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Związany z Ruchem Światło-Życie, wicepostulator procesu beatyfikacyjnego ks. Franciszka Blachnickiego.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Stanisław Adamiak
ks. Stanisław
Adamiak
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Niezwykła historia Świecy Niepodległości

– Zapalcie ją w wolnej Warszawie – powiedział 151 lat temu Pius IX, wskazując świecę. Zapalono ją w 1920 roku. Teraz znów zapłonie, zapalona przez prezydenta RP w Świątyni Opatrzności Bożej w Święto Niepodległości 11 listopada.

Polub nas na Facebooku!

Niezwykła historia Świecy Niepodległości
– Zapalcie ją w wolnej Warszawie – powiedział 151 lat temu Pius IX, wskazując świecę. Zapalono ją w 1920 roku. Teraz znów zapłonie, zapalona przez prezydenta RP w Świątyni Opatrzności Bożej w Święto Niepodległości 11 listopada.

Liczy sobie ponad 150 lat. O jej istnieniu nie pamiętał już prawie nikt, o wyjątkowej historii tym bardziej. Zdobiona, smukła świeca, była przechowywana w drewnianym stelażu po prawej stronie kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu. To tzw. Świeca Piusowa.

Był 29 czerwca 1867. W Rzymie, w Bazylice św. Piotra, trwała uroczysta kanonizacja św. Jozafata Kuncewicza.  – Polski nie było na mapie świata – opowiada ks. prałat Wiesław Kądziela. – A ta kanonizacja była kanonizacją znaczącą, bo wyniesiono na ołtarze świętego, który działał na terenach dawnej Rzeczpospolitej. Na zakończenie uroczystości papież Pius IX zwrócił się do Polaków i wskazując świecę, powiedział: “Zapalcie ją w wolnej Warszawie”.

Długo czekała na tę chwilę. Była przechowywana najpierw w Kolegium Polskim w Rzymie przy Piazza Remuria. Ale gdy 51 lat później stało się jasne, że Polska odzyskała niepodległość, świeca została wkrótce przewieziona do Warszawy, do Archikatedry św. Jana Chrzciciela i tu zapalona. Zapalił ją uroczyście jeden z senatorów, Wojciech Trąbczyński.

Wkrótce Świeca Piusowa została zapomniana. W 1939 r. została przeniesiona do w kaplicy seminaryjnej przy Krakowskim Przedmieściu. Dzięki temu dotrwała do naszych czasów, gdyż Archikatedra Warszawska legła w gruzach. Od lat 80. Świeca Piusowa była wystawiona w kościele seminaryjnym.

O jej istnieniu przypomniał ks. Wiesław Kądziela. To on zaproponował, by świeca została zapalona po raz kolejny, w setną rocznicę odzyskania Niepodległości. Świeca liczy już przynajmniej 151 lat, dlatego musiała być poddana starannym zabiegom konserwatorskim.

W tym roku płonęła już 3 czerwca w Święto Dziękczynienia za Niepodległość w Świątyni Opatrzności Bożej, ale ponownie zapali ją prezydent Andrzej Duda w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości podczas uroczystej Mszy św. z udziałem władz państwowych i warszawiaków. W wolnej Warszawie.

 

O historii świecy opowiada ks. Wiesław Kądziela

archwwa

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *