video-jav.net

Historia Roja

Na ekrany kin wchodzi "Historia Roja" - opowieść o jednym z Żołnierzy Wyklętych, Mieczysławie Dziemieszkiewiczu. Zginął z rąk komunistów mając zaledwie 26 lat.

Polub nas na Facebooku!

Mieczysław Dziemieszkiewicz, pseudonim „Rój” był żołnierzem niepodległościowego podziemia na północnym Mazowszu. Urodził się 25 stycznia 1925 roku w Zagrobach, w patriotycznej rodzinie, jako syn Adama i Stefanii ze Świerczewskich. W materiałach UB o ojcu czytamy, że „walczył w szeregach białogwardzistów przeciwko Armii Czerwonej’’. W 1939 roku Mieczysław ukończył szkołę powszechną w Różanie. Podczas niemieckiej okupacji był za młody, aby walczyć, ale w ramach Narodowych Sił Zbrojnych przewoził materiały konspiracyjne, które przekazywał mu starszy brat Roman.

Uczestniczył w kursach tajnego nauczania w Makowie Mazowieckim, pracował również w niemieckim przedsiębiorstwie przewozowym. Wiosną 1945 roku został wcielony do tzw. ludowego Wojska Polskiego, z przydziałem do 1. zapasowego pułku piechoty w Warszawie. Z tej podporządkowanej komunistom armii zdezerterował na wiadomość o śmierci starszego brata. Porucznik Roman Dziemieszkiewicz, pseudonim „Adam”, „Pogoda”, komendant Powiatu Narodowych Sił Zbrojnych Ciechanów, został zamordowany w listopadzie 1945 roku przez żołnierzy sowieckich. „Rój” pozostawał pod wielkim wpływem brata. Teraz poprzysiągł sobie krwawą zemstę na komunistach.

 

HistoriaRoja_21

Kadr z filmu “Historia Roja”

 

Mieczysław Dziemieszkiewicz zbiegł na teren powiatu ciechanowskiego. Wkrótce został żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych/ Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, wstępując do oddziału ppor. Mariana Kraśniewskiego „Burzy” działającego w ramach XVI Okręgu NZW (Północne Mazowsze). Wtedy przybrał pseudonim „Rój”. Już jako 20-latek, decyzją dowódcy NSZ został odznaczony Krzyżem Walecznych. To jeden z dowodów jego bohaterstwa graniczącego z brawurą. „Rój” pełnił początkowo funkcję łącznika między Komendą Okręgu a Komendą Powiatu.

Od 1946 roku był dowódcą oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej NZW na terenie powiatu ciechanowskiego. Dziemieszkiewicz stworzył go na polecenie swojego przełożonego – dowódcy kompanii Mariana Koźniewskiego „Waltera”, w odpowiedzi na dokonywanie przez bezpiekę masowych aresztowań w Ciechanowie i okolicy. Gdy inni byli zmuszani do rozwiązywania oddziałów zbrojnych i zaprzestania walki, on rozwijał działalność konspiracyjną i bojową. Jego oddział, liczący przeciętnie 15-20 żołnierzy, działał zazwyczaj podzielony na trzy samodzielne patrole partyzanckie „Pilota”, „Tygrysa” i „Kaźmierczuka”. Średnia wieku wynosiła 26 lat.

20 maja 1947 roku „Rój” objął funkcję komendanta Powiatu „Ciężki”-„Wisła” (pow. Ciechanów, część pow. Płońsk i Mława). W 1948 roku, w uznaniu wybitnych zdolności dowódczych, awansowany do stopnia starszego sierżanta. Dowodził kilkudziesięcioma akcjami przeciw przedstawicielom „ludowej” władzy, przede wszystkim funkcjonariuszom komunistycznej partii, aparatu terroru, agenturze. Brał także udział w rozbiciu ubeckiego więzienia w Pułtusku (25/26 listopada 1946 roku) i uwolnieniu 65 przetrzymywanych tam kolegów. Kolejną akcją miało być wzięcie do niewoli gen. Piotra Jaroszewicza, za którego chciał zażądać zwolnienia więźniów politycznych z powiatu ciechanowskiego. Przebywający u krewnych w powiecie garwolińskim Jaroszewicz wyjechał jednak wcześniej do Warszawy i zasadzka zakończyła się niepowodzeniem.


Zobacz zwiastun filmu “Historia Roja”


W czasie walki stoczonej 25 czerwca 1948 roku pod miejscowością Kadzidło Komenda Okręgu Północne Mazowsze NZW została rozbita. Dziemieszkiewicz podjął się zadania odbudowy struktur, podporządkowując sobie kilka patroli Pogotowia Akcji Specjalnej, liczących w sumie ok. 30-40 żołnierzy. Ostatecznie, w lipcu 1948 roku, powołał samodzielną Komendę Powiatową NZW Kryptonim „Wisła” i został jej komendantem. Powołał również sekcje: Propagandy i Informacji, Uzbrojenia, Wywiadu i Kontrwywiadu, Sanitarną. Do legendy przeszedł bój jednego z takich patroli PAS, pod dowództwem Edwarda Dobrzyńskiego pseudonim „Orzyc”, kiedy 2 marca 1949 roku pod Gostkowem 8 żołnierzy NZW przez kilka godzin walczyło z grupą operacyjną KBW, liczącą… 984 żołnierzy. Walczyli do końca – 7 zginęło (4 spłonęło żywcem), 1 ciężko ranny został wzięty do niewoli.

Ale domeną Mieczysława Dziemieszkiewicza nie była tylko zbrojna walka partyzancka. Znaczną część jego działalności pochłaniała akcja propagandowa. I tak 6 listopada 1949 roku w miejscowości Gołotczyzna nieopodal Ciechanowa „Rój” zatrzymał pociąg osobowy, jego żołnierze rozdali antykomunistyczne ulotki, a sam dowódca wygłosił do pasażerów antysowieckie przemówienie. Następnie dokonano egzekucji na jadących pociągiem stalinowskich funkcjonariuszach. Akcja była bezpośrednio związana z równą, 32. rocznicą rewolucji październikowej. Podobnie było 28 sierpnia 1950 roku w Pomiechówku niedaleko Warszawy. Oddział „Roja” zatrzymał pociąg, w walce zginęło 4 funkcjonariuszy MO i Straży Ochrony Kolei, a Dziemieszkiewicz zwołał antykomunistyczny wiec. Ponownie wygłosił patriotyczne przemówienie dla miejscowej ludności.

 

HistoriaRoja_26

Kadr z filmu “Historia Roja”

 

Komunistyczna propaganda robiła z niego bandytę, krwawego watażkę i pijaka, mordującego niewinnych ludzi, w rzeczywistości zdrajców. Przypisywano mu zbrodnie, których nigdy nie popełnił (jak np. zastrzelenie kilkuletniego dziecka). Tak jak Marian E. Kofman: „Nie drgnęła nawet ręka faszystom „Roja”, kiedy serią z automatu pozbawili życia 63-letniego uczciwego i spokojnego człowieka, zasłużonego wychowawcę i pedagoga”. Patrole NZW podległe Dziemieszkiewiczowi walczyły do końca, przeprowadzając przede wszystkim akcje likwidacyjne. Do śmierci „Roja” przyczyniła się jego narzeczona Alina Burkacka. Bezpieka aresztowała rodziców dziewczyny i szantażem zmusiła ją do wydania żołnierza. Sierżant Mieczysław Dziemieszkiewicz zginął w walce 13 kwietnia 1951 roku, otoczony w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki.

Wraz z podwładnym Bronisławem Gniazdowskim, pseudonim „Mazur” próbował przedrzeć się przez obławę złożoną z ok. 270-osobowej grupy operacyjnej Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, do tego funkcjonariuszy UB i MO, wspieranych przez samolot. W momencie śmierci Mieczysław Dziemieszkiewicz miał zaledwie 26 lat. Ciała zamordowanych komuniści wystawili na widok publiczny, a zwłoki „Roja” pociągnęli za swoim samochodem. Do dziś nie wiadomo, gdzie „Rój” i „Mazur” zostali pogrzebani. 13 października 2007 roku, za wybitne zasługi dla niepodległości Polski, prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Mieczysława Dziemieszkiewicza Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Został również odznaczony Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego.

Tekst: Tadeusz Płużański

 

  ↵

Krzyszkowski_Pilecki_popr_500pcx

 

Polecamy książkę “Pilecki. Śladami mojego taty” – wywiad z Andrzejem Pileckim, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

 

 

Syn rotmistrza Pileckiego ma dziś 83 lata. Nie musi już i nie chce milczeć. Rusza śladami ojca. Trafia do miejsc, które pamiętają Witolda. I daje świadectwo o życiu jednego z największych polskich patriotów. Wszyscy powinniśmy towarzyszyć mu w tej podróży.

 

Pilecki. Śladami mojego taty

Witold Pilecki. Mój ojciec. Rozmowa z Andrzejem Pileckim, synem Witolda

Polub nas na Facebooku!

Fragmenty rozmów z Andrzejem Pileckim, synem Witolda Pileckiego, rotmistrzem kawalerii Wojska Polskiego, współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, żołnierzem Armii Krajowej, więźniem i organizatorem ruchu oporu w KL Auschwitz

 

To, co wydaje mi się dominujące u ojca, to właśnie fakt, że miał świadomość, iż nieustannie musi pracować nad sobą, wykuwać swój charakter. Tracenie czasu na czcze rozrywki, z których nic nie wynika, które nie rozwijają żadnych umiejętności, niczego nie uczą i nikomu nie służą, było według niego zwykłym marnowaniem czasu. Człowiek powinien starać się być użytecznym i pomocnym dla innych.

 

Ludzie, którzy pobieżnie zapoznali się z życiem Witolda Pileckiego, mówią czasem, że przypomina on bohatera powieści awanturniczej, poszukiwacza przygód…

 

To bardzo powierzchowna interpretacja losów ojca, jego postawy życiowej. Okres rodzinny, sukurczowski, to najlepszy czas jego życia, w którym znakomicie się odnajdował i w którym nie ma żadnych przygodowych elementów. Po prostu dla ojca wartością nadrzędną w życiu była niepodległa Polska, więc gdy ona wzywała, trzeba się było na jej wezwanie stawić, nawet rezygnując z osobistego szczęścia. Na jego pomniku w Grudziądzu, odsłoniętym w 2008 roku, napisano: „Wszystkich kochaj, wszystkim służ”. Żadne inne słowa, moim zdaniem, nie charakteryzują lepiej mojego ojca.

 

fot. archiwum prywatne Andrzeja Pileckiego

 

Czy w Sukurczach odczuwało się nadciągający kataklizm wojny?

 

Rodzice na pewno niepokoili się sytuacją w Europie, ale nam, dzieciom, nie dawali tego odczuć. My inaczej odbieraliśmy rzeczywistość, inne chyba wydarzenia zwiastowały koniec epoki, tego naszego znanego, bezpiecznego świata. (…)

 

fot. archiwum prywatne Andrzeja Pileckiego (30)

fot. archiwum prywatne Andrzeja Pileckiego

Myślisz, że wysłanie Twojego ojca przez jego dowódców do obozu koncentracyjnego, żeby zbadał, jak tam jest, i zorganizował ruch oporu, miało sens? Tajna Armia Polska postanowiła sprawdzić, co się dzieje w obozach, gdy okazało się, że wielu ze złapanych przez Niemców członków TAP trafiło do Auschwitz.

 

Przecież o obozach koncentracyjnych nie wiedziano praktycznie nic. Zastanawiano się, czym one w ogóle są. Może gdyby wiedza na ich temat była większa, nikt nie wyszedłby z pomysłem wysyłania do środka tego piekła jednego z oficerów? Może też wtedy ojciec nie przyjąłby takiej misji? Był moim zdaniem człowiekiem rozważnym, podejmującym decyzje dopiero po analizie okoliczności i szans powodzenia danego przedsięwzięcia. Przecież ojciec zgłaszał wątpliwości. Jak ma stworzyć katalog zadań dla obozu, skoro nie wiadomo, czy w warunkach obozowych możliwe będzie ich wykonanie? Skoro nie ma żadnego rozpoznania na temat obozu, brak przygotowanych kanałów łączności? To tak, jakby wysłać człowieka w czeluść bez żadnego wsparcia i powiedzieć mu: radź sobie sam. Ale chyba miało sens, właśnie dlatego, że nic nie wiedziano. Był przecież dopiero 1940 rok.

 

To major Jan Włodarkiewicz zasugerował, że jedynym oficerem, który mógłby przeniknąć do obozu z taką tajną misją, jest Twój ojciec. Miał dać się złapać Niemcom w łapance. Jak myślisz, dlaczego mimo wątpliwości zdecydował się?

 

Widocznie był przekonany, że jest to zadanie niezwykle ważne i że być może rzeczywiście tylko on jest mu w stanie podołać, bo jest do niego mentalnie przygotowany.

 

Wyjaśnijmy raz na zawsze jedną rzecz: to nie była samowolna misja, bo wtedy to byłaby głupota. Misję zleciło dowództwo Polskiego Państwa Podziemnego, a ojciec dobrowolnie się jej podjął. Nikt nie mógł wydać oficerowi rozkazu samobójstwa, a przecież była to misja niemal samobójcza. Ojciec sam musiał zdecydować, czy podejmie się tego zadania, czy też nie. I zdecydował się.

fot. archiwum prywatne Andrzeja Pileckiego

 

Sam moment zatrzymania Pileckiego przez żandarmów jest dobrze znany.

 

Tak, opisała to dokładnie wujenka Ostrowska, która była świadkiem aresztowania. 19 września 1940 roku we wczesnych godzinach rannych nastąpiła wielka obława niemiecka na mieszkańców Warszawy, naraz w kilku dzielnicach. Niemcy otaczali budynki i zatrzymywali znajdujących się w nich mężczyzn w wieku od osiemnastu do czterdziestu pięciu lat. Ojciec nocował w mieszkaniu wujenki przy alei Wojska Polskiego. Jak tylko zaczęła się łapanka, do mieszkania wujenki przybiegł dozorca Jan Kiliański, zaprzysiężony żołnierz TAP. Chciał ukryć tatę w kotłowni, ale ten odmówił. To ważne, bo często błędnie podaje się, że ojciec dołączył do ludzi zatrzymanych podczas łapanki. Nie dołączył, on czekał na żandarmów. Kiedy Niemcy stanęli w drzwiach, nie krył się, wyszedł im naprzeciw. Szepnął jeszcze wujence: „Zamelduj, gdzie trzeba, że rozkaz wykonałem”. Potem zresztą opisał to w raportach o Auschwitz – które ja wolę nazywać pamiętnikami.

 

Myślę, że legenda o ulicznej łapance była potrzebna tacie dla zapewnienia większego bezpieczeństwa i swojej misji, i najbliższym. Dzięki niej mógł uchodzić za przypadkową ofiarę represji.

 

fot. archiwum prywatne Andrzeja Pileckiego

fot. archiwum prywatne Andrzeja Pileckiego

W swoich raportach ojciec często pisze, że słabość fizyczna i utrata woli życia szybko doprowadzały inteligentów do śmierci. On sam otarł się o śmierć, chorując na zapalenie płuc, a później na tyfus. Jednak utrzymywało go przy życiu to, że był wysportowany, że w Sukurczach ciężko pracował, także fizycznie, był więc bardziej przyzwyczajony, że miał silny charakter. No i miał zadanie do wykonania. Już miesiąc po przybyciu do Auschwitz udało mu się – poprzez zwalnianego z obozu więźnia – wysłać na zewnątrz pierwszy meldunek.

 

Dotyczył życia w lagrze, traktowania więźniów, robót, do których ich przymuszano, stosowanych kar i wyżywienia. Ten meldunek dotarł do Londynu w marcu 1941 roku i był pierwszym dokumentem o Auschwitz, jaki znalazł się w posiadaniu aliantów.

 

Potem były następne, ale też nie na wiele się zdały. Alianci mało z tą wiedzą zrobili, pozostawali obojętni. Ojciec jednak robił swoje, zawiązywał w Auschwitz konspiracyjną organizację. Z czasem, gdy założony przez niego Związek Organizacji Wojskowej rozrósł się, przekazał dowództwo wyższym rangą oficerom, a sam zajmował się pracą organizacyjną.

 

Myślę, że największą jego zasługą jest to, co cechowało go już podczas tworzenia Tajnej Armii Polskiej: tacie udało się zjednoczyć w jednej organizacji i wokół jednego celu reprezentantów wszystkich grup politycznych, od Stronnictwa Narodowego po Polską Partię Socjalistyczną. Był państwowcem i uważał, że interes Polski stoi ponad interesami partyjnymi.

 

 

Jest takie zdjęcie z 1943 roku: trzech uciekinierów z obozu, Pilecki, Redzej i Ciesielski, sfotografowało się przed Koryznówką. Stoją w białych koszulach z krótkimi rękawami, uśmiechnięci, zadowoleni, jakby to było przed wojną, a oni gościli latem w dworku znajomych na wsi. Mieli fantazję.

 

fe92318493d1Trzeba przyznać, że fantazji im nie brakowało, zwłaszcza uwzględniając topografię miejsca. W czasie okupacji wokół Koryznówki nie było innych domów. Dwieście metrów poniżej dworu znajduje się piękny zamek Lubomirskich, a dwieście metrów powyżej – dawny klasztor karmelitów bosych, który od czasów austriackich był ciężkim więzieniem. Na drodze w pobliżu zamku Niemcy ustawili szlaban i urządzili punkt kontrolny. Każdy, kto szedł w stronę Koryznówki, był legitymowany i musiał wyjawić cel wizyty. Ojciec ukrywał się więc przez kilka miesięcy pod samym bokiem Niemców, tu również mieściła się placówka miejscowego AK. Na szczęście do dworu dało się też dojść od strony jaru.

 

 

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłeś ojca po jego ucieczce z Auschwitz?

 

Tato wyjechał z Nowego Wiśnicza do Warszawy w sierp-niu 1943 roku. Myśmy się z nim widywali, jednak szczegółów spotkań nie pamiętam, ale to wtedy wśród moich rzeczy znalazła się brązowa koszulka z dziurą po kuli, która trafiła ojca w trakcie ucieczki z Auschwitz w Puszczy Niepołomickiej. Niestety przez ciągłe prze-prowadzki naszej rodziny ta pamiątka mi zaginęła. Tato wrócił do Warszawy, kiedy AK zadecydowała, że ataku na obóz nie będzie. (…)

 

On nie mógł się pogodzić z faktem, że los tysięcy więźniów Auschwitz wydaje się obojętny dowódcom AK i aliantom. I nigdy się z tym nie pogodził. Przecież obiecał kolegom, że zrobi wszystko, by uwolnić więźniów obozu.

  

Krzyszkowski_Pilecki_popr_500pcx

 

Książka “Pilecki. Śladami mojego taty” autorstwa Mirosława Krzyszkowskiego i Bogdana Wasztyla którzy rozmawiali z Andrzejem Pileckim ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

 

 

Syn rotmistrza Pileckiego ma dziś 83 lata. Nie musi już i nie chce milczeć. Rusza śladami ojca. Trafia do miejsc, które pamiętają Witolda. I daje świadectwo o życiu jednego z największych polskich patriotów. Wszyscy powinniśmy towarzyszyć mu w tej podróży.