Nasze projekty
Tomasz Adamski

Kościół hamulcowym nauki? Bzdura!

Są w świecie rzeczy nierozłączne. Muzyka techno i hałas, krakowskie powietrze i smog, polskie pociągi i opóźnienia, krytyka Kościoła i zarzut antypostępowości lub wstecznictwa. Dziś zajmiemy się tym ostatnim

Reklama

W moim rodzinnym mieście, w jego bodaj najstarszej dzielnicy stoi bardzo ładna, ceglana świątynia. Kilkanaście lat temu po drugiej stronie ruchliwej ulicy, naprzeciw kościoła, postawiono jedno z największych w Polsce centrów handlowych, a dziś na samej granicy z parafią, nie więcej niż sto metrów od świątyni dobiega końca budowa hipernowoczesnego, przeszklonego biurowca. Na tle tych obiektów świątynia – choć bardzo ładna, zadbana przez wiernych i duchownych – wygląda jak stara łata doszyta do nowej marynarki. Aż kłuje w oczy.

 

Kościół przez duże K wśród Biurowców przez duże B wygląda oczywiście analogicznie nieprzystająco, po wczorajszemu. I chwała mu za to.

Reklama
Reklama

 

Bo Kościół z zasady się nie zmienia – taki stereotyp się do niego przykleił i choć wystarczy poświęcić minutę i prześledzić zdjęcia kolejnych papieży z ostatniego stulecia, żeby wiedzieć, że w tym zarzucie coś nie gra, wciąż ciężko go odlepić. Kościół zmienia się w swoim tempie i w swoim, głęboko przemyślanym kierunku. Dyktatura postępu, zmiany prowadzące donikąd, bezcelowe ganianie za własnym rewolucyjnym ogonem dla samego podtrzymania fermentu nigdy nie były i – co daj Boże! – nie będą głównymi wyznacznikami działalności Kościoła. Kościół ma inny, ważniejszy cel. I wie jak go osiągnąć. Zresztą pisałem już o tym tutaj.

 

Reklama
Reklama

I o ile wewnętrzna hermetyczność Kościoła, hamowanie własnego rozwoju i programowa niechęć do jakichkolwiek zmian przeciętnego, niezaangażowanego obserwatora debaty o Kościele nie angażuje w ogóle, o tyle Kościół hamujący rozwój nauki, czy zmiany w świecie zapala mu czerwoną lampkę. Kościół może sobie być wstecznikiem, ale we własnym sosie. Od nauki wara!

 

Kościół hamulcowym nauki? Bzdura!

Reklama

Gdyby ten zakaz potraktować poważnie już w czasach średniowiecznych, gdy duchowni byli najbardziej wykształconymi ludźmi wszystkich europejskich społeczeństw, Roger Bacon nie zgłębiałby teorii szkieł wypukłych (stąd później okulary, teleskopy, mikroskopy), Mikołaj z Kuzy nie stworzyłby jednego z pierwszych – przyznajmy: prymitywnych – barometrów, dominikanin Jordanus Nemoriarus nie podarowałby nauce prawa dźwigni, a także dziesiątki innych księży-naukowców zatrzasnęłoby się w konfesjonałach i zakonnych celach zostawiając rozwój świata obmodlonemu przypadkowi. Gdyby ten zakaz potraktować poważnie w czasach współczesnych, nie mielibyśmy również teorii Wielkiego Wybuchu (autor: ks. Georges-Henri Lemaître), którą dziś grupa domorosłych antykreacjonistów przeciwstawia Księdze Rodzaju. Zabrakłoby też polskiej szkoły bioelektroniki (twórca: ks. Włodzimierz Sedlak) i paru innych ciekawostek.

 

Bo Kościół od wieków wierzył w słowa – dziś już trochę oklepane, ale ważne i niezwykle aktualne – otwierające encyklikę Fides et Ratio: Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.

 

Kopernik i Galileusz – te dwie postaci są tutaj jokerami w talii kontrargumentów i przykładów na antynaukowość Kościoła. Joker ma jednak to do siebie, że bywa zdradliwy.

 

Kopernik był kanonikiem, duchownym. Jeśli traktować tę postać w charakterze wymownego symbolu, warto zwrócić uwagę również na ten wymiar – obowiązki astronoma przeplatane obowiązkami katolickiego duchownego.

 

Zresztą sporo o stosunku Kościoła hierarchicznego do Kopernika-astronoma mówi nam pewna ciekawa historia. Otóż dzieło życia Kopernika O obrotach sfer niebieskich zostało wydane w roku 1543, na długo po zakończeniu prac. Jak tłumaczy Tadeusz Sierotowicz w swojej książce pt. Mikołaj Kopernik, astronom zwlekał z publikacją, ponieważ bał się niezrozumienia i wyśmiania. Zwierzał się z tych wątpliwości w liście do… papieża Pawła III, który sam go do tej publikacji zachęcił.

 

Równie dużo kontekstu rozjaśnia nam postać wspomnianego wyżej, starszego o ponad 70 lat od Kopernika Mikołaja z Kuzy, który jest autorem twierdzenia, że to nie Ziemia jest centrum wszechświata. Mimo tego odważnego stwierdzenia Kuzańczyk nie popadł w spór z inkwizycją, co wykazuje w swojej książce Kościół i nauka – konflikt czy współpraca? Jose Maria Riaza Morales SJ. Dlaczego więc Kościół miał ukarać tylko Kopernika?

 

Kościół hamulcowym nauki? Bzdura!

Co ciekawe i – w kontraście do stereotypowej wiedzy – paradoksalne, Kościół nigdy kategorycznie nie zakazał dzieła kopernikańskiego. Owszem, prawdą jest, że dzieło astronoma pojawiło się na Indeksie Ksiąg Zakazanych (po 73 latach od publikacji, ponad półwieczu swobodnej dystrybucji i dysput!), ale – jak zauważa bp Jacek Jezierski w artykule Trudności w kościelnej akceptacji myśli Kopernika – tylko z zarządzeniem drobnych korekt. Dzieło nigdy nie zostało potępione lub całkowicie zakazane.

 

Co do Galileusza, to gdyby przeprowadzić ankietę ze znajomości historii i wśród pytań umieścić prośbę o jeden fakt z jego życia i nauki, spora grupa badanych – idę o zakład – opowiedziałaby o śmierci naukowca spalonego przez inkwizycję na stosie. Jest to oczywiście okrutne kłamstwo, bo astronom w ostatnich latach swojego życia żył za pensję przyznaną przez papieża w willi pod Florencją. Karą było odmawianie psalmów pokutnych co tydzień przez 3 lata. Obie jego córki (nieślubne) w międzyczasie zostały zakonnicami. Podobne fakty szerzej omawiałem tutaj.

 

Warto pamiętać, że Kościół, nawet mając ogromne wątpliwości co do odkrycia astronoma, zachowywał cywilizowane zasady tak wobec teorii, jak i jej autora. W 1624 r. paryski parlament podarł tezy zwolenników Galileusza, wygnał ich i zakazał głoszenia teorii pod karą śmierci. W Rzymie nic podobnego nie miało miejsca.

 

To wszystko historia. A dziś?

 

Dziś również Kościół patronuje rozwojowi nauki i to nie tylko – jak można by przypuszczać – teologicznej. W zeszłym miesiącu w Watykanie zorganizowano konferencję naukową, pt. Ludzie i planeta, dotycząca poszanowania środowiska, ściśle związana z encykliką Laudato Si. Na wydarzenie zaproszono wielu niekoniecznie katolickich naukowców. Regularne organizowanie spotkań ludzi nauki pod auspicjami Kościoła to nie nowa jakość, a od wieków żelazna tradycja.

 

Oprócz tego w Watykanie funkcjonuje sieć specjalistycznych Rad, zajmujących się zadaną problematyką i przedstawianiem wyników swoich prac Kongregacjom oraz papieżowi, ale oczywiście klejnotem w koronie tej działalności jest Papieska Akademia Nauk zrzeszająca najwybitniejsze umysły świata nauki. Dość powiedzieć, że aktualnie w jej szeregach pracuje kilkunastu noblistów, a w 1986 roku jej członkiem został Stephen Hawking. Nie ma drugiej takiej organizacji na świecie.

 

Kościół wbrew obiegowym półprawdom ma zaskakująco dużo naukowych zasług do wpisania w życiorys. Szkoda, że na co dzień piszą go niespecjalnie życzliwi biografowie, bo nauka nigdy nie dorobiła się mecenasa takiej skali innego niż on.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite