Nasze projekty
Szymon Hołownia

Ubóstwo, to nie nędza

Papież Franciszek od początku swoich rządów w Watykanie mówi o ubóstwie. Założę się, że większość z tych, którzy patrzą nań i go słuchają, odczytuje ten "message" prosto: trzeba być biednym.

Reklama

Z niewyjaśnionych powodów Pan Bóg bardziej kocha bowiem "biedaczków". Ofiary nieszczęść, własnej niezaradności, albo wyrzeczeń.

 

Pan Bóg woli jak się nie ma, niż jak się ma. Wolą Bożą jest byś – podobnie jak papież – nie kupował sobie nowych butów.

Reklama

 

W tym współczesny wierny jest wybitnym specjalistą – posłyszy jakąś wielką ideę i zamiast dać jej swobodnie pobrykać w głowie i w sercu, natychmiast ją zarzyna, by dokonawszy rozbioru doprowadzić do postaci zdatnej do skonsumowania.

 

Reklama

Nie ma już życia – jest szyneczka i flaczki, wszystko banalne, ładnie ułożone w duchowej lodówce, czekające aż przyjdzie nam ochota by coś zjeść.

 

Zanim papieskie (i Jezusowe) wezwanie rozpiszesz sobie szybciutko na plan "biednienia", polecisz wyprzedawać rodowe srebra i zadzwonisz do sklepu z odzieżą by zakomunikować im, że już nigdy więcej… przemyśl najpierw dobrze, czym jest ubóstwo.

Reklama

 

Ubóstwo, to nie nędza

Bo ono na pewno nie jest tym samym, co nędza.

 

Kaznodzieje tłumaczą (tym razem nie bez racji), że "ubogi" jest człowiek, który całą swoją ufność złożył w Bogu. Że gdy myśli o swojej przyszłości, Bóg jest jedynym zabezpieczeniem, jakie przychodzi mu do głowy.

 

Ten stan można osiągnąć mając na koncie osiem złotych i osiemdziesiąt milionów.

 

Człowiek, który ma osiem złotych niby ma trudniej, bo jak nie zdobędzie kolejnych ośmiu, jutro umrze. Przestrzegam jednak przed zbyt szybkim usunięciem z pola widzenia dramatów milionera.

 

Znam kilku. W większości to ludzie spętani lękiem o to, by z tych ośmiu następnego dnia nie zrobiło się pięć. A jak z ośmiu zrobić dziesięć? A może dałoby się i dwanaście? Trzynaście? I tak ad infinitum.

 

Mówią: broń Boże nie chodzi tu przecież o mnie! Zabezpieczam byt moich bliskich, generuję kapitał, który następnie będzie mógł pracować dla dobra świata.

 

Ubóstwo, to nie nędza

W istocie – służę mu, jak papież, tylko z innej strony. Ze stu baniek zrobię sto piętnaście – ileż szpitali będę mógł za to wyposażyć, ile miejsc pracy stworzyć! Ale jeszcze nie teraz.

 

Zabawne są te teoretyczne przewalutowania dolarów na kromki chleba, których ludzie o mentalności inwestycyjnych bankierów dokonują w głowach, wyjaśniając sobie, że kieruje nimi coś innego niż lęk i udająca zapobiegliwość chciwość.

 

I znów – robią to i bogacze i ci, co nie mają i wydaje im się, że jakby mieli więcej byliby szczęśliwsi.

 

Znam taką rodzinę, majątkowo żyją w przedziałach stanów średnich, mają skromne mieszkanie, skromne auto, nie są nędzarzami. Wsiadając do samochodu droższego niż ten ich, wchodząc do sklepu droższego od tego, w którym zawsze kupują, zachowują się jak na audiencji u samego Pana Boga.

Och, jak pięknie by się żyło, och jak cudownie by było, och, ile można by zrobić wtedy dla innych. Pieniądze im też wykreowały fikcyjny świat. Milionerzy są w nim ubogimi Matkami Teresami, biedni – Billami Gates'ami. Realny świat leży odłogiem, kwitnie paranoja.

 

Jak znów postawić sprawy na nogach, jak odciążyć udręczoną głowę?

 

Przepracowaniem prostego stwierdzenia:

 

Ubóstwo to nie stan konta, a umysłu.

 

Po pierwsze – uświadamiającego sobie, że nawet najciężej zarobione pieniądze , to nie nasza własność, a dane nam tymczasowo do ręki narzędzie do ulepszania świata. Narzędzie, z którego używania każdy będzie musiał się rozliczyć, co do grosza, przed Bogiem, dzięki któremu w ogóle na tym świecie się zjawiliśmy i zyskaliśmy okazję, by cokolwiek zarobić.

 

Pieniądze to młotek, ktoś kto zbiera młotki zamiast wbijać nimi gwoździe nie jest oszczędny, jest po prostu głupi.

 

Ubóstwo, to nie nędza

Po drugie – wyjaśniającego nam, że KAŻDY ma coś, ale nikt nie ma wszystkiego. KAŻDY więc ma obowiązek dzielić się z innymi. Ludzie, którzy nie mają pieniędzy, mają – bywa – czas. Albo uśmiech.

 

Jeśli chcesz być człowiekiem – musisz dawać. I musisz przyjmować. Wzajemna wymiana, współdziałanie, uzupełnianie, dopełnianie – przecież na tym opiera się cały ten świat na wszystkich jego wymiarach, wyłamując się z tego łańcucha podpiłowujesz więc gałąź, na której sam siedzisz (i twoi bliscy też).

 

Po trzecie – traktującego rzeczy (w tym pieniądze) "na luzie".

 

Jak święty Paweł, mówiący, że nie ma dla niego znaczenia, czy będzie bogaty czy biedny, bo jest zaprawiony do wszystkich warunków.

 

Jak uboga wdowa z Ewangelii, która zachowuje się przecież idiotycznie – zamiast dzielić się odsetkami, rozdaje kapitał!

 

Wszyscy będą ci dziś wmawiać, że twoje szczęście zależy od salda (pieniędzy, ale i osiągnięć).

Wyprowadziliśmy centrum sterowania ludzkim szczęściem z serca, a ono musi tam wrócić.

 

Kto nie wie, o czym mówię, niech pojedzie do Afryki i pogada z ludźmi, którzy według naszych kryteriów powinni siedzieć załamani i łkać, że nie mają nic. Ja zazdroszczę im szczęścia. Ci ludzie, nie mający czasem nawet na chleb, przekonują, że zdanie z Psalmu:

 

 „nie widziałem sprawiedliwego w opuszczeniu ani jego potomstwa by o chleb żebrało”

 

jest prawdziwe, nawet gdy nie ma ani pieniędzy, ani chleba.

 

Po czwarte – uczącego ciało, by umiało poprzestawać na tym, co wystarczy. Oczyścić się z nadmiaru i nie eskalować materialnych pragnień. To nie jest łatwe, bo współczesnego świata nie kręci już „dużo”, całe życie opiera się dziś na „więcej” („szybciej”, „ładniej”, „milej”, „mocniej”). Zbuntować się przeciw temu, to płynąć pod prąd, a to wymaga samozaparcia, motywacji, siły.

 

Ubóstwo, to nie nędza

Potrzebujesz nowych butów? To je sobie kup, mogą być nawet czerwone.

 

Ale – primo: podziękuj Bogu, że stworzył ci takie możliwości, że mogłeś je kupić.

 

Secundo: Sprawdź, czy poprzednia para (albo dziesięć par, które gniją w szafie, bo przecież masz tylko dwie kończyny) nie przydałaby się komuś, kto nie ma żadnej (albo od razu kup drugą, nawet tańszą parę i komuś podaruj).

 

Tertio: zastanów się, co się zmieniło w twoim życiu w chwili gdy je kupiłeś (czy jesteś lepszym człowiekiem, świat jest piękniejszy, czy po prostu masz w czym chodzić).

 

Quatro: Zapytaj sam siebie, czy choćby przez sekundę nic się w twoim sercu nie zmieniło. Bo bez wątpienia zmarnowałeś każdą chwilę życia, w której twoje serce było tam, gdzie twoje buty.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite