video-jav.net

Franciszek: W “Ojcze nasz” brakuje słowa “ja”

W modlitwie Pańskiej brakuje słowa "ja", ponieważ w dialogu z Bogiem nie ma miejsca na indywidualizm – zauważył Ojciec Święty podczas środowej audiencji ogólnej. W swej katechezie Franciszek powrócił do rozważania treści modlitwy „Ojcze nasz” a jego słów w auli Pawła VI wysłuchało około 7 tys. osób.

Polub nas na Facebooku!

Na wstępie papież zauważył, że prawdziwa modlitwa to taka, która odbywa się w tajemnicy sumienia, serca, brzydzi się fałszem, a u jej podstaw tkwi milczący dialog, jak wymiana spojrzeń między dwojgiem osób, które się miłują: człowiekiem a Bogiem. Nigdy nie popada w ukazywanie przeżyć wewnętrznych, niosąc różne osoby i sytuacje świata. Podkreślił, że w modlitwie „Ojcze nasz” nie ma odmienianego przez wszystkie przypadki słowa „ja”, natomiast wszystkie prośby wyrażone są w liczbie mnogiej.

„W dialogu z Bogiem nie ma miejsca na indywidualizm. Nie ma afiszowania się swoimi problemami, jakbyśmy byli jedynymi cierpiącymi na świecie. Nie ma modlitwy wznoszonej do Boga, która nie byłaby modlitwą wspólnoty braci i sióstr” – powiedział Ojciec Święty.

Franciszek podkreślił znaczenie współczucia pobudzającego chrześcijanina do modlitwy w potrzebach swych bliźnich, by uniknąć zatwardziałości serca. Modlitwa nie ma być bowiem swoistym znieczuleniem, by uspokoić samego siebie, ale ma wyrażać naszą odpowiedzialność za braci i siostry. Ma obejmować również tych, którzy nie szukają Boga. „Uczymy się od Boga, który zawsze jest dobry dla wszystkich, w przeciwieństwie do nas, którzy potrafimy być dobrymi tylko wobec niektórych”- wskazał papież.

Oto pełny tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na j. polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Kontynuujemy nasze starania, by coraz lepiej nauczyć się modlić, tak jak nas nauczył Pan Jezus.

Powiedział On: kiedy się modlisz, wejdź w ciszę twego pokoju, wycofaj się ze świata i zwróć się ku Bogu, nazywając go „Ojcem!”. Jezus chce, żeby jego uczniowie nie byli jak obłudnicy, którzy modlą się wystając na placach, chcąc być podziwianymi przez ludzi (por. Mt 6,5). Jezus nie chce hipokryzji. Prawdziwa modlitwa to taka, która odbywa się w tajemnicy sumienia, w sercu, nieprzenikniona, widzialna tylko dla Boga: ja i Bóg. Brzydzi się fałszem: nie można udawać wobec Boga. W obliczu Boga nie ma oszustwa, które mogło być mieć jakąś władzę. Bóg zna nas takimi odkrytymi w naszym sumieniu i fałsz nie jest możliwy. U podstaw relacji człowieka z Bogiem tkwi milczący dialog, jak wymiana spojrzeń między dwojgiem osób, które się miłują: człowiekiem a Bogiem. I ta wymiana spojrzeń jest modlitwą: spoglądanie na Boga i pozwolenie, by Bóg na nas patrzył. „Ależ Ojcze, ja nie wypowiadam słów!”. – Patrz na Boga i pozwól, by On patrzył na ciebie. To już jest modlitwa i to piękna modlitwa!

Pomimo że modlitwa ucznia jest całkowicie poufna, nigdy nie popada w ukazywanie przeżyć wewnętrznych. W tajemnicy swego sumienia chrześcijanin nie pozostawia świata za drzwiami swojego pokoju, ale niesie w swoim sercu ludzi i sytuacje, problemy, wiele spraw, wszystkie je niesie w modlitwie.

W tekście „Ojcze nasz” jest pewien niesamowity brak. Gdybym was zapytał co to za niesamowity brak w tekście „Ojcze nasz” , odpowiedź nie byłaby łatwa. Brakuje jednego słowa, a wszyscy myślą, czegoż to tak brakuje w tekście „Ojcze nasz”? Słowa, które w naszych czasach – ale być może zawsze – jest bardzo cenione. Cóż to za brakujące słowo w odmawianym codziennie „Ojcze nasz”? By nie marnować czasu odpowiem: brakuje słowa „ja”. Jezus uczy nas, byśmy się modlili mając na ustach przede wszystkim „Ty”, ponieważ modlitwa chrześcijańska jest dialogiem: „Święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja”. A nie moje królestwo, moje imię, moja wola. A potem przechodzi do „my”. Cała druga część „Ojcze Nasz” jest wyrażona w pierwszej osobie liczby mnogiej: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, nie wódź nas na pokuszenie; ale nas zbaw od złego”. Nawet najbardziej podstawowe ludzkie prośby – jak ta, by mieć pożywienie dla zaspokojenia głodu – wszystkie są w liczbie mnogiej. W modlitwie chrześcijańskiej nikt nie prosi o chleb dla siebie: daj mi chleba na dzisiaj – nie daj nam, błaga go dla wszystkich ubogich na świecie. Nie zapominajmy o tym, że tekście „Ojcze nasz” brakuje słowa „ja”. Modlimy się używając „Ty” i „my”. Dobre nauczanie Jezusa. Nie zapominajmy go.

Dlaczego? Bo w dialogu z Bogiem nie ma miejsca na indywidualizm. Nie ma afiszowania się swoimi problemami, jakbyśmy byli jedynymi cierpiącymi na świecie. Nie ma modlitwy wznoszonej do Boga, która nie byłaby modlitwą wspólnoty braci i sióstr, „my”. Jesteśmy wspólnotą, braćmi i siostrami, jesteśmy modlącym się ludem, „my”.

Kiedyś pewien kapelan więzienia zadał mi pytanie: „Powiedz mi Ojcze, które słowo jest przeciwieństwem «ja»?”. Naiwnie powiedziałem „ty”. Od tego zaczyna się wojna. Słowem przeciwnym „ja” jest „my” – gdzie jest pokój, wszyscy jesteśmy razem. To piękna nauka, jaką otrzymałem od tego księdza.

W modlitwie chrześcijanin niesie wszystkie trudności osób żyjących obok: gdy zapada noc, opowiada Bogu o cierpieniach jakie napotkał tego dnia; przedkłada Jemu wiele twarzy, przyjaznych, a nawet wrogich; nie odpędza ich jako niebezpiecznych rozproszeń. Jeśli ktoś nie zauważył, że wokół niego jest wielu ludzi cierpiących, jeśli nie wzruszy się z powodu łez osób ubogich, jeśli przyzwyczaił się do wszystkiego, to znaczy, że jego serce jest – jakie – leniwe? Nie gorzej – z kamienia. W tym przypadku dobrze jest błagać Pana, aby dotknął nas swoim Duchem i wzruszył nasze serce. To piękna modlitwa. „Panie porusz moje serce, by mogło zrozumieć, wziąć na siebie wszystkie problemy, wszystkie cierpienia innych osób. Chrystus nie przeszedł obojętnie obok nieszczęść świata: za każdym razem, gdy dostrzegał samotność, cierpienie ciała lub ducha odczuwał silne współczucie, jak wnętrze matki. To „odczuwanie współczucia” jest jednym z kluczowych słów Ewangelii – nie zapominajmy tego tak bardzo chrześcijańskiego słowa: to właśnie ono pobudziło Miłosiernego Samarytanina by podejść do człowieka poranionego na skraju drogi, w przeciwieństwie do innych, którzy mieli serce twarde.

Polecamy

Możemy zadać sobie pytanie: czy modląc się, otwieram się na krzyk wielu osób bliskich i dalekich? Czy może myślę o modlitwie jako o swego rodzaju znieczuleniu, żeby się uspokoić? W takim przypadku stałbym się ofiarą strasznego nieporozumienia. Oczywiście moja modlitwa nie byłaby już modlitwą chrześcijańską. Ponieważ to „my”, którego nauczył nas Jezus, nie pozwala mi zaznawać pokoju samotnie i sprawia, że czuję się odpowiedzialny za moich braci i siostry.

Są ludzie, którzy najwyraźniej nie szukają Boga, ale Pan Jezus sprawia, że modlimy się za nich, ponieważ Bóg szuka tych ludzi ponad wszystko. Jezus nie przyszedł do zdrowych, ale do chorych i grzeszników (por. Łk 5,31) – czyli dla wszystkich, bo kto myśli, że jest zdrowy, to faktycznie nim nie jest. Jeśli działamy na rzecz sprawiedliwości, nie czujmy się lepszymi od innych: Ojciec sprawia, że Jego słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi (por. Mt 5,45) – Ojciec kocha wszystkich. Uczymy się od Boga, który zawsze jest dobry dla wszystkich, w przeciwieństwie do nas, którzy potrafimy być dobrymi tylko wobec niektórych, tylko tych, którzy się nam podobają.

Bracia i siostry,
Święci i grzesznicy, wszyscy jesteśmy braćmi umiłowanymi przez tego samego Ojca. A pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości – jak miłowaliśmy. Nie tylko miłości sentymentalnej, ale współczującej i konkretnej, zgodnie z ewangeliczną zasadą, o której nie wolno zapominać: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Tak mówi Pan. Dziękuję.

Polecamy

21 czerwca Ojciec Święty pojedzie do Neapolu

21 czerwca Ojciec Święty pojedzie do Neapolu, gdzie weźmie udział w spotkaniu na temat „Teologia po Veritatis Gaudium w kontekście śródziemnomorskim”, organizowanym Papieski Wydział Teologiczny Południowych Włoch – poinformował tymczasowy dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, Alessandro Gisotti.

Polub nas na Facebooku!

Poinformowano, że papież przybędzie do Neapolu około godziny 9:00. Franciszek zostanie powitany m.in. przez arcybiskupa Neapolu i wielkiego kanclerza wydziału – kardynała Crescenzio Sepe; biskupa Noli, Francesco Marino, oraz od przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego, ks. Arturo Sosa Abascala.

Publiczna sesja odbędzie się na placu przed Wydziałem. Papież wygłosi przemówienie dotyczące tematu spotkania, a po obiedzie wczesnym popołudniem powróci do Rzymu.

KAI/ad

Polecamy
Share via