video-jav.net

Franciszek: Chrystus może nam dać serce wierne

Chrystus może swoją wiernością odebrać nam serce cudzołożne, a dać nam serce wierne - mówił papież Franciszek w katechezie poświęconej szóstemu przykazaniu Bożemu. W audiencji ogólnej w Watykanie wzięło udział 20 tys. wiernych.

Polub nas na Facebooku!

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W naszym cyklu katechez o przykazaniach docieramy dziś do Szóstego Słowa, które dotyczy wymiaru uczuciowego i płciowego, a brzmi: „Nie będziesz cudzołożył”.

Jest tutaj bezpośrednie odwołanie do wierności i rzeczywiście żadna ludzka relacja bez wierności i lojalności nie jest autentyczna.

Nie można kochać jedynie tak długo, jak „to jest wygodne”. Miłość przejawia się właśnie, gdy wykraczamy poza próg własnego interesu, kiedy dajemy wszystko, bez zastrzeżeń. Jak stwierdza Katechizm: „Miłość chce być trwała; nie może być «tymczasowa»” (n. 1646). Wierność jest cechą wolnej, dojrzałej, odpowiedzialnej relacji międzyludzkiej. Również przyjaciel okazuje się prawdziwym, jeśli jest nim w każdych okolicznościach, w przeciwnym razie nie jest przyjacielem. Chrystus objawia miłość autentyczną, On żyjący bezgraniczną miłością Ojca jest z tego względu wiernym Przyjacielem, akceptującym nas nawet wtedy, gdy błądzimy i zawsze chce naszego dobra, nawet kiedy na to nie zasługujemy.

Człowiek potrzebuje miłości bezwarunkowej, a kto nie otrzymuje tej akceptacji, nosi w sobie pewną niekompletność, często o tym nie wiedząc. Ludzkie serce próbuje wypełnić tę pustkę namiastkami, godząc się na kompromisy i przeciętność, które z miłości mają jedynie miły posmak. Ryzykowne jest nazywanie „miłością” relacji przedwczesnych i niedojrzałych, łudząc się znalezieniem światła życia w czymś, co w najlepszym razie jest tylko jego odbiciem.

Tak dochodzi na przykład do przeceniania atrakcyjności fizycznej, która sama w sobie jest darem od Boga, ale ma na celu przygotowywanie drogi do autentycznej i wiernej relacji z osobą. Jak mówił Jan Paweł II, człowiek „jest wezwany do pełnej i dojrzałej spontaniczności odniesień”, która „stopniowo staje się owocem rozeznawania poruszeń własnego serca”. Jest to coś, co się zdobywa, ponieważ każda istota ludzka „musi wytrwale i konsekwentnie uczyć się znaczenia ciała” (por. Katecheza, 12 listopada 1980 r. w: Jan Paweł II, Nauczanie Papieskie, III,2, Poznań-Warszawa 1986, s. 590).

Powołanie do życia małżeńskiego wymaga zatem uważnego rozeznania jakości relacji oraz okresu narzeczeństwa, aby ją sprawdzić. Aby przystąpić do sakramentu małżeństwa, narzeczeni muszą dojrzewać w przekonaniu, że w ich więzi jest ręka Boga, uprzednia względem nich i im towarzysząca, pozwalająca im stwierdzić: „Z Bożą pomocą ślubuję Ci wierność na zawsze”. Nie mogą obiecać sobie wierności „w smutku i radości, w zdrowiu i chorobie”, kochać się nawzajem i szanować każdego dnia swojego życia jedynie na podstawie dobrej woli i nadziei, że „to się uda”. Muszą opierać się na solidnej podstawie wiernej miłości Boga.

Dlatego przed zawarciem sakramentu małżeństwa konieczne jest dokładne przygotowanie, powiedziałbym swego rodzaju katechumenat. W grę wchodzi bowiem całe życie w miłości, a z miłością nie ma żartów. Nie można nazwać przygotowaniem do małżeństwa trzech czy też czterech konferencji wygłoszonych w parafii. To nie jest przygotowanie! To udawanie przygotowania, a odpowiedzialność za takie działania ponoszą proboszcz, biskup, którzy na to pozwalają. Przygotowanie powinno być dojrzałe i wymaga ono czasu. To nie jest akt formalny lecz sakrament, na który trzeba się przygotować poprzez prawdziwy katechumenat.

Wierność jest bowiem sposobem bycia, stylem życia. Wiernie działamy, szczerze mówimy, pozostajemy wierni prawdzie we własnych myślach i działaniach, aby nas „zaraziła”. Życie utkane z wierności wyraża się we wszystkich wymiarach i prowadzi do bycia wiernymi i godnymi zaufania mężczyznami i kobietami we wszystkich okolicznościach.

Ale aby osiągnąć tak piękne życie nie wystarcza nasza ludzka natura – trzeba by wierność Boga wkroczyła w nasze życie. To Szóste Słowo wzywa nas, abyśmy zwrócili nasze spojrzenie ku Chrystusowi, który swoją wiernością może odebrać nam serce cudzołożne a dać nam serce wierne. W Nim i tylko w Nim jest miłość bez zastrzeżeń i wahania, całkowity dar z siebie, bez nawiasów i determinacja akceptacji do samego końca.

Z Jego śmierci i zmartwychwstania wypływa nasza wierność, z Jego bezwarunkowej miłości wypływa nasza stałość w relacjach. Z komunii z Nim, z Ojcem i z Duchem Świętym, wypływa komunia między nami i umiejętność wiernego przeżywania naszych więzi. Dziękuję.

Tłumaczenie: KAI

Papież odpowiadał na pytania młodzieży i osób starszych

Papież Franciszek wziął udział w dialogu z młodzieżą i z osobami starszymi, jaki odbył się 23 października w Instytucie Patrystycznym Augustinianum w Rzymie. Była to jednocześnie promocja książki „Sharing the Wisdom of Time / La saggezza del tempo” (Dzielić się mądrością czasu), jaka powstała z inspiracji Ojca Świętego, i związanego z nią światowego projektu, mającego na celu „przymierze międzypokoleniowe”.

Polub nas na Facebooku!

Książka, która ukazuje się jednocześnie w Stanach Zjednoczonych i we Włoszech, zawiera 250 świadectw, zebranych w formie wywiadów z osobami starszymi z ponad 30 krajów. Swym komentarzem opatrzył je Franciszek, z którym rozmawia o. Antonio Spadaro, dyrektor jezuickiego czasopisma „La Civiltà Cattolica”. Publikacja jest obecnie tłumaczona na wiele języków.

Witając Franciszka arcybiskup Panamy – José Domingo Ulloa Mendieta stwierdził, że dialog papieża z młodymi i dorosłymi jest coraz ważniejszy w czasach, w których dominuje kultura odrzucenia i tworzy się przepaść między pokoleniami. Poinformował, że w Panamie również stworzono przestrzeń dialogu między młodymi i starszymi w ramach przygotowań do styczniowych obchodów Światowych Dni Młodzieży. Stało się tak w odpowiedzi na radę Franciszka z ŚDM w Krakowie. Według hierarchy „zbiorowa pamięć” jest „antidotum na indywidualizm, który podważa więzi międzypokoleniowe” i jest jedną z „sił napędowych solidarności”, dającej miejsce „scenariuszom międzypokoleniowej współpracy”.

Odpowiadając na zadawane mu pytania, Franciszek sprzeciwił się „kulturze makijażu”, w której liczy się wygląd, osobisty sukces, osiągany nawet po trupach. Na „rynku hipokryzji” i konkurencji, symbolizowanym przez gest zamkniętej, zagarniającej dłoni, zaproponował gest antykonkurencji – wyciągnięcie otwartej dłoni ku innym, by witać i obejmować, bo jak mówili święci i sam Jezus: „więcej jest miłości w dawaniu niż w braniu”. W obliczu kultury, która niszczy uczucia, papież jako antidotum zaproponował służbę. – Dojrzalszymi, pewnymi siebie, uśmiechniętymi, z poczuciem humoru są ci młodzi, którzy idą naprzód, służąc – wskazał Ojciec Święty.

Wezwał młodych, by podejmowali w życiu ryzyko, bo bez tego nie osiągną dojrzałości, i by powiedzieli nie „kulturze zabezpieczeń na całe życie”, która polega na „byciu w porządku”. Zachęcił do kierowania się „kulturą wzajemnego współżycia, braterstwa, kulturą służby”, w której się otwieramy na innych i brudzimy sobie ręce.

Papież ponowił też swoje przekonanie, że wiarę zawsze przekazuje się w domu, w „dialekcie rodzinnym”. Wskazał, że w najtrudniejszych momentach historii, w czasach prześladowań religijnych, dyktatur, to babcie i dziadkowie uczyli wiary, zanosili do chrztu swoje wnuki, bo gdyby zrobili to rodzice, wówczas straciliby pracę lub padli ofiarą prześladowań.

Starszemu małżeństwu, które poruszyło temat oddalania się od wiary dzieci, którym ją przekazywali, Franciszek zalecił, by nie tracili pokoju ducha, nie starali się ich przekonywać, bo „wiara nie wzrasta na drodze prozelityzmu, lecz przez przyciąganie, jak mówił Benedykt XVI, czyli za sprawą świadectwa”. Opowiedział historię swej bezrobotnej znajomej, która się upijała. Jej matka rano przed wyjściem do pracy w milczeniu stawała przy jej łóżku i patrzyła na nią z czułością. To milczenie matki i jej czułość skłoniły młodą kobietę do zmiany życia, założenia rodziny i podjęcia kariery zawodowej. – Milczenie, które towarzyszy, a nie to, które oskarża – to cnota dziadków – dodał Ojciec Święty.

Jednocześnie stwierdził, że od wiary odciąga młodych „złe świadectwo” nie tylko w rodzinie, ale także w Kościele: „księża neurotycy, ludzie, którzy mówią, że są katolikami, a prowadzą podwójne życie”. Ci, którzy to widzą, tracą wiarę, bo „mają powód”, przyznał papież.

Zalecił rodzicom i dziadkom „wiele miłości, wiele czułości, zrozumienie, świadectwo i cierpliwość”, a także modlitwę na wzór matki św. Augustyna – św. Moniki, która „zwyciężyła łzami”. – Ale nigdy dyskutowanie, nigdy! To pułapka. Dzieci chcą wciągnąć rodziców w dysputę. Zawsze trzeba unikać bezpośredniej dysputy, bo to oddala. Zawsze [trzeba dawać] świadectwo w dialekcie, czyli z czułością, którą rozumieją – dodał Ojciec Święty.

Zachęcił swych słuchaczy, by zaczęli marzyć, tak jak w „pięknej piosence” Domenica Modugno „Volare” (Latać): „nel blu, dipinto di blu, felice di stare lassù” (w błękicie, pomalowany na błękitno, szczęśliwy, że jestem tam w górze). – Marzyć bezczelnie, bezwstydnie – podkreślił papież, dodając, że marzenia „nie znają ograniczeń”. Wyjaśnił, że oznacza to podjęcie marzeń osób starszych, co jest „sekretem relacji międzypokoleniowych”. Chodzi nie o to, by ich wysłuchać, nagrać i odejść, tylko by je nieść, gdyż marzenia, które nam przekazują są „ciężarem, odpowiedzialnością, którą musimy podjąć”, aby przyniosły owoc. Odwołał się przy tym do towarzyszącej spotkaniu ikony (pochodzącej ze wspólnoty monastycznej z Bose), na której młody mnich niesie na plecach starego mnicha, by mógł przyjąć komunię.

 

 

– To zmienia Twoje serce, sprawia Twój wzrost, pomaga Ci dojrzewać, a dojrzałość jest właściwa starszym. Poprzez swoje marzenia opowiedzą Ci oni, co robili w życiu, opowiedzą Ci o błędach, upadkach i sukcesach. Podejmij to życiowe doświadczenie i idź naprzód. Weź na siebie marzenia starszych i je ponieś, dzięki temu dojrzejesz – przekonywał Franciszek.

Za ważne uznał to, by młodzi znali skutki dwóch wojen światowych XX w. Nazwał to „negatywnym skarbem”, który trzeba przekazywać, by kształtować sumienia. Przypomniał, że ten skarb doprowadził do rozwoju włoskiej sztuki, gdyż powojenne kino włoskie było „szkołą humanizmu”. Młodzi powinni o tych wydarzeniach wiedzieć, by nie popaść w te same błędy, np. by poznać jak rodzi się populizm, czego przykładem są lata 1932-33 w Niemczech i obietnice Hitlera.

Ojciec Święty przestrzegł przed sianiem nienawiści, gdyż „tak nie da się żyć”. Przyznał, że w historii nienawiść wobec siebie siali protestanci i katolicy, ale od 50 lat powoli zdają sobie sprawę, że nie tędy droga, że trzeba starać się „siać gesty przyjaźni, a nie podziału”. Zauważył, że sianie nienawiści jest łatwe nie tylko w stosunkach międzynarodowych, ale także we własnej dzielnicy czy w rodzinie, np. poprzez plotki, które zabijają czyjąś reputację, zgodę w rodzinie lub miejscu pracy.

Papież powrócił też do swego stwierdzenia o trwającej właśnie „trzeciej wojnie światowej w kawałkach”. – Kawałek tu, kawałek tam, lecz przyjrzyjcie się miejscom konfliktów. Brak człowieczeństwa, agresja, nienawiść między kulturami, plemionami, również zniekształcanie religii, by można było lepiej nienawidzić: to jest droga samobójstwa dla ludzkości – zaznaczył Franciszek.

Przywołał słowa Alberta Einsteina, który przewidywał, że czwarta wojna światowa będzie prowadzona na kamienie i kije, bo trzecia zniszczy wszystko. Szerzenie i podsycanie nienawiści, wzbudzanie przemocy i podziałów jest „drogą zniszczenia, samobójstwa”, motywowaną np. wolnością, czystością rasy czy napływem migrantów.

– Przyjmowanie migrantów jest nakazem biblijnym – napomniał Ojciec Święty. Dodał, że Europę tworzyły fale migracyjne od dawnych czasów aż do tej pory. Zmieszały się w niej różne kultury. A w trudnych czasach Ameryka Północna i Południowa przyjęły migrantów z Europy. Dlatego zanim się wyda sąd nt. migracji, trzeba sobie zrobić powtórkę z historii Europy. – Ja sam jestem synem migranta, który wyjechał do Argentyny. W Ameryce jest tyle włoskich nazwisk… Migrantów przyjętych z otwartym sercem. Zamknięcie jest początkiem samobójstwa – przestrzegł papież.

Podkreślił, że nie wystarczy migrantów przyjąć, trzeba jeszcze im towarzyszyć, a przede wszystkim ich integrować, tak jak zrobiły władze Szwecji z migrantami z Argentyny. Jego zdaniem rząd powinien mieć otwarte serce, by przyjąć migrantów i dobre struktury, by się zakorzenili w społeczeństwie, ale także roztropność, by powiedzieć: „Tyle możemy, a więcej już nie”. Za niezwykle ważne uznał, by Europa porozumiała się w sprawie przyjmowania migrantów, gdyż problem ten jest już zbyt wielkim ciężarem dla Włoch czy Hiszpanii. – Spójrzcie na nowe europejskie cmentarze. Nazywają się: Morze Śródziemne, Morze Egejskie… – zakończył Franciszek swe improwizowane odpowiedzi.

KAI/awo