Nasze projekty

Papież ostatnim pociągnięciem pędzla zakończył prace nad… muralem

Papież spotkał się w czwartek, 3 sierpnia z młodzieżą placówki ruchu edukacyjnego Scholas Occurentes. Podczas spotkania Franciszek zakończył tworzenie jednego z największych murali na świecie. "Jest jak Kaplica Sykstyńska" – zażartował.

fot. Vatican News/Youtube.com

W drugim dniu wizyty z okazji 37. Światowych Dni Młodzieży papież w Cascais pod Lizboną spotkał się z młodzieżą placówki ruchu edukacyjnego Scholas Occurentes. Podczas spotkania Franciszek zakończył tworzenie jednego z największych murali na świecie. Jest jak Kaplica Sykstyńska – zażartował i odpowiadał na pytania młodych ludzi. Mówiąc o kryzysie stwierdził: Życie bez kryzysu jest bezużyteczne. Zachęcił też młodych do „pobrudzenia sobie rąk, aby nie pobrudzić sobie życia”. W spotkaniu uczestniczył prezydent Portugalii Marcelo Rebelo de Sousa.

Witając Ojca Świętego w Cascais przewodniczący międzynarodowego ruchu Scholas Occurrentes, José María Del Corral, podziękował Franciszkowi za towarzyszenie działaniom młodych na rzecz kultury spotkania. Przypomniał jego słowa, wskazujące na konieczność integracji w ludziach młodych języka serca z językiem umysłu i rąk. Dlatego Scholas Occurentes, od czasu, gdy Franciszek był biskupem Buenos Aires, oferuje młodym poprzez sport, sztukę i technologię propozycję sensownego życia. Dodał, że edukacja, która nie rodzi sensu, generuje przemoc, wojnę i wykluczenie. Dziękujemy za to, że nadal Wasza Świątobliwość ma tyle młodości w swoich latach mądrości – zaznaczył Del Corral. Dodał, że młodzi ludzie przygotowali dla Ojca Świętego pokój równie wygodny jak ten w Domu Świętej Marty, mając nadzieję, że zechce zatrzymać się na dłużej.

„Wchodzimy do szkoły, nie odkładając na bok naszej religii”

Młodzi ludzie z różnych części świata, ale także z różnych religii, zadawali papieżowi pytania lub dzielili się swoimi wrażeniami z tego projektu, który łączy sztukę, kulturę i w pewien sposób wiarę. Paulo, ewangelik, który mówił, że jest zadowolony, ponieważ „ludzie, którzy wyrażają siebie nawzajem w różnych religiach, różnych kulturach, to nie ma znaczenia, wszyscy są mile widziani w Scholas”.

ZOBACZ: Franciszek do studentów: szukajcie i podejmujcie ryzyko

Następnie Mariana, katoliczka, która mówi o muralu jako o czymś, co jest „czymś więcej niż obrazem lub byciem razem”, ale raczej zbiorem „historii, życia i dzielenia się, dzielenia się, które nie było powierzchownym dzieleniem się lub dzieleniem się polubieniami na Instagramie”. Myślę, że w dzisiejszych czasach w ludziach jest mało nadziei i musimy naprawdę zrozumieć, że w ludziach jest także nadzieja i wola życia, nawet jeśli czasami jest ukryta za małym uśmiechem – mówiła.

Reklama

Wreszcie Aladje, muzułmanin, który ujawnił, że „zakochał się” w tym ruchu, który „nie widzi rasy, nie widzi religii, nie widzi naszej kultury jako takiej, ale ceni międzykulturowość, która istnieje i pomaga ludziom z różnych środowisk”. Scholas jest w tym sensie przestrzenią wielokulturową i wchodzimy do szkoły, nie odkładając na bok naszej religii – powiedział.

Papież wysłuchał młodych, a następnie odpowiadał po hiszpańsku. Skupił się przede wszystkim na pojęciu „kryzysów”. Te, które mają negatywne znaczenie, ale z których mogą narodzić się owoce dobra. W kryzysach musimy iść, rzadko sami i to jest również ważne. Aby wspólnie stawić czoła kryzysowi i iść naprzód, rozwijając się – mówił. Życie bez kryzysu jest jak woda destylowana. Jest aseptyczna, bez smaku, nie można jej pić, nie ma z niej żadnego pożytku poza konserwacją. Kryzys natomiast, według papieża Bergoglio, „trzeba uczynić własnym, trzeba go zaakceptować, stawić mu czoła i rozwiązać”. Również dlatego, że z niego, to znaczy z tego „chaosu”, którego „każdy z nas” doświadcza w życiu, może narodzić się „kosmos”.

Reklama

CZYTAJ: Papież spotkał się z ofiarami wykorzystywanymi przez duchowieństwo

Był ktoś, kto powiedział, że ścieżką człowieka, ludzkiego życia, jest stworzenie z chaosu kosmos – mówił Franciszek odnosząc się do szwajcarskiego psychiatry Carla Gustava Junga. Z tego, co nie ma sensu, co jest nieuporządkowane, stworzyć kosmos. Z otwartym, zapraszającym, włączającym sensem. Nie chcę stać się tutaj katechetą, ale sama narracja o stworzeniu, z poetyckim językiem, pokazuje to: z niczego powstaje coś: Bóg pewnego dnia czyni światło i idzie przekształcać rzeczy. W naszym życiu dzieje się to samo: są momenty krytyczne, bardzo chaotyczne, w których nie wiemy, jak się zachować. Wszyscy przechodzimy przez takie momenty… – mówił papież dodając: I to jest miejsce, w którym praca osobista i praca grupy przejmują kontrolę. Tworzycie kosmos. Nigdy o tym nie zapominajcie.

„Czasami w życiu trzeba pobrudzić sobie ręce, aby nie pobrudzić serca”

Po rozmowie Franciszka młodym zaprezentowano 3-kilometrowy artystyczny mural. Papież zakończył prace nad muralem, co upamiętnia też jego wizytę w portugalskiej siedzibie Scholas Occurrentes, wykonując zieloną farbą okrąg.

W prezencie Franciszek ofiarował ikonę „Miłosiernego Samarytanina”. Nikt nie ma pewności, że będzie dobrym Samarytaninem, ale musimy być dla wszystkich – zachęcił Franciszek wyjaśniając przypowieść o dobrym Samarytaninie, historię człowieka leżącego na ziemi, rannego, ignorowanego przez przechodniów również dlatego, że krwawił, a „zgodnie z ówczesnym prawem, kto dotykał krwi, pozostawał nieczysty”. Jakże często rytualna czystość przedkładana jest nad ludzką bliskość – zauważył papież i dodał: Wtedy pojawia się Samarytanin, w mentalności czasu postać nieco podejrzana, sklepikarz… nieczysty… a ten zatrzymuje się, widzi go i odczuwa współczucie.

Zostawiam cię z pytaniem: co sprawia, że czujesz współczucie? A może masz tak wysuszone serce, że nie potrafisz współczuć? Co się dzieje? – pytał młodych papież i dodał: Czasami w życiu trzeba pobrudzić sobie ręce, aby nie pobrudzić serca.

Na zakończenie wizyty, po odmówieniu Modlitwy Pańskiej i końcowym błogosławieństwie, Ojciec Święty pobłogosławił i symbolicznie podlał drzewko oliwne pokoju zasadzone przez młodych ludzi. Towarzyszyła temu narodowa melancholijna pieśń ubogich Portugalczyków – „fado”.

Wśród oklasków Franciszek opuścił Cascais, zapewniając o swoim błogosławieństwie: Dam ci moje błogosławieństwo, ale obiecaj mi, że będziesz się za mnie modlił. Módlcie się, aby Pan mi błogosławił. A kto się nie modli, niech wyśle mi pozytywne fale – mówił. Papież złożył podpis na piłce ręcznej.

Opuszczającemu ośrodek papieżowi towarzyszyła pieśń „Ave Maria” z towarzyszeniem dwóch gitar, w stylu fado. Franciszek powrócił samochodem do Nuncjatury Apostolskiej w Lizbonie, gdzie zje obiad w prywatnym gronie.

ZOBACZ: Papież zakończy prace nad… muralem. To pamiątka jego wizyty w Scholas Occurrentes

KAI/Stacja7

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę