video-jav.net

Przyszłość naszej Ojczyzny zależy od odnowy wiary

Stabilna przyszłość naszej Ojczyzny zależy najpierw od odnowy naszej wiary - mówił dziś podczas homilii abp Stanisław Gądecki podczas uroczystej Mszy św. w Świątyni Opatrzności Bożej.

Polub nas na Facebooku!

W Eucharystii 11 listopada z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości wzięły udział najwyższe władze państwowe na czele z Prezydentem Andrzejem Dudą oraz Premierem Mateuszem Morawieckim.

Publikujemy pełną treść homilii:

Wołanie o odnowę Ojczyzny

„Spojrzał Bóg na ucisk swojego ludu w niewoli, wysłuchał jego jęczenia (Wj 3,7-9), zlitował się i stanął po naszej stronie, aby skruszył nieznośne nam więzy i oddał nam wolną, niezależną i zjednoczoną ziemię ojców naszych” – tak pisał w Warszawie kard. Aleksander Kakowski nazajutrz po odzyskaniu niepodległości.

A dzisiaj – w stulecie tamtego wydarzenia – pragniemy podczas tej Eucharystii podziękować Bożej Opatrzności za otrzymany wówczas dar. Chcemy złożyć przed Bożym obliczem wszystko, co było treścią minionego stulecia, a także to, czego Opatrzność od nas oczekuje w przyszłości.

Zastanawiając się nad treścią dzisiejszych czytań liturgicznych i konfrontując to z 100. jubileuszem niepodległości chciałbym zwrócić Waszą uwagę, Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie, na trzy sprawy; najpierw na bałwochwalstwo jako praźródło niewoli, następnie na nakaz miłości nieprzyjaciół, wreszcie na stojące przed nami zadania.

1.„NARÓD KROCZĄCY W CIEMNOŚCIACH”

a.„Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką”. To pierwsze z dzisiejszych czytań (Iz 9,1-6) pochodzi z VIII wieku przed Chr. i zapowiada narodziny Ezechiasza (728-699), syna króla Achaza. Zapowiada narodziny idealnego władcy z rodu Dawida, który to władca – wyposażony w dary Ducha Bożego – zaprowadzi w kraju rajski porządek (Iz 42,4).

Władca ten – dzięki praktyce sprawiedliwości – przyczyni się do pogodzenia w ludziach tych sprzeczności, które w zwykłych okolicznościach są nie do pogodzenia. „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał” (Iz 11,6). Tę wizję Księga Syracha skomentuje zwięźle: „Co ma wspólnego wilk z jagnięciem? …grzesznik ze sprawiedliwym?” (Syr 13,17).

Ezechiasz – zastanawiając się dogłębnie nad przyczynami utraty niepodległości przez ówczesne państwo Izrael – doszedł do wniosku, że praprzyczyną niewoli było bałwochwalstwo, tzn. ubóstwianie stworzenia zamiast Stwórcy: „Albowiem sprzeniewierzyli się nasi przodkowie i czynili to, co jest złe w oczach Pana, Boga naszego, opuścili Go i odwrócili twarz od przybytku Pańskiego, a tyłem do niego się obrócili. […] Dlatego spadł gniew Pana na Judę i na Jerozolimę. I uczynił On z nich przedmiot lęku, zdumienia i drwin” (2 Krn 29,6-9). Podobnie i my, szukając najgłębszych przyczyn naszych rozbiorów, dostrzeżemy, iż ostatecznie przyczyną tego nieszczęścia było bałwochwalstwo naszych przodków; cześć boska oddawana stworzeniu zamiast Stwórcy.

A poza tym, historia Ezechiasza uczy nas tego, że cała godność władzy wynika tylko i wyłącznie stąd, iż „pełni ona swoje zadania w granicach porządku moralnego, którego źródłem i celem jest Bóg”. Gdziekolwiek ta zasada zostaje poddana w wątpliwość, tam chwieją się same podstawy porządku państwowego, a rządy sprowadzają się do pragmatycznej regulacji różnych i przeciwstawnych interesów (por. KNSK, 396-397).

b. W setną rocznicę odzyskania niepodległości najpierw oddajemy cześć polskiemu domowi czasu zaborów i jego staraniom na rzecz podtrzymania miłości do Ojczyzny. Wyrażamy nasze uznanie wszystkim organizatorom pracy u podstaw, którzy krzewili gospodarność, pracowitość, oświatę pośród uboższej ludności i przygotowywali ją do konkurencji z zaborcami. Oddajemy szacunek wszystkim twórcom ówczesnej kultury, która kształtowała dusze Polaków, gwarantując im zachowanie ich tożsamości. Dziękujemy duchowieństwu, które pracowało wówczas nad świętością ludu polskiego. A przede wszystkim oddajemy chwałę tym, którzy w kolejnych pokoleniach, walcząc z zaborcami, złożyli najwyższą ofiarę krwi.

Tak, historię nie pisze sam czas ani wydarzenia społeczno-polityczne, lecz piszą ją ludzkie sumienia, odsłaniając głębsze, duchowe znaczenie czasu. „Historia warstwą wydarzeń powleka zmagania sumień. W warstwie tej drgają zwycięstwa i upadki. Historia ich nie pokrywa, lecz uwydatnia… Czy może historia popłynąć przeciw prądowi sumień?” – pytał w 1974 roku Karol Wojtyła

Czas zaborów to także okres wielkiego zmagania ludzkich sumień. Prawdopodobnie większość Polaków zachowała w tym czasie wierność Ewangelii. Część z nich jednak zaciągnęła winę kryminalną, inni polityczną, inni jeszcze moralną a wszyscy winę metafizyczną; istnieje bowiem solidarność między ludźmi jako ludźmi, na mocy której każdy jest obarczony odpowiedzialnością za wszelkie zło i niesprawiedliwość na ziemi, jeśli to zło zostało dokonane w jego obecności lub z jego wiedzą (Karl Jaspers, Problem winy, Warszawa 2018). Gdyby ludzie mogli uwolnić się od winy metafizycznej, byliby aniołami, a pozostałe pojęcia winy stałyby się bezprzedmiotowe. W takiej sytuacji konieczną jest nasza prośba o przebaczenie win, które zostały popełnione w tamtym okresie przeciwko Ewangelii, przeciwko Kościołowi i polskiemu społeczeństwu.

2. „MIŁUJCIE WASZYCH NIEPRZYJACIÓŁ”

a. Drugi temat to miłość nieprzyjaciół. Tak Kodeks Hammurabiego jak i Prawo Starego Testamentu dopuszczały prawo odwetu: „życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę…” (Wj 21,23nn). Prawo odwetu miało wyeliminować prawo do nieproporcjonalnie wysokiej zemsty a jednocześnie chronić porządek publiczny, odstraszając agresora.

Jezus zniósł prawo odwetu, zastępując je prawem miłości, co św. Paweł streścił w słowach: „Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 21). Poprzez rezygnację z własnych – nawet słusznych – praw i przez pragnienie dobra drugiej osoby, uczeń Chrystusa może przyczynić się do nawrócenia agresora i zmiany jego życia. Najpierw trzeba uśmierzyć agresję łagodnością, a dopiero wtedy można odwołać się do prawdy i sprawiedliwości. W przeciwnym razie przemoc zrodzi dalszą przemoc i zrodzi się zamknięte koło zła.

b. Ilustracją trudności, jakie powstały pośród duchowieństwa okresu zaborów z tytułu Jezusowego nakazu: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” bardzo wnikliwie przeanalizował arcybiskup warszawski Zygmunt Szczęsny Feliński: „Do obozu patriotów – pisał on – należeli znowu duchowni gorącego i szlachetnego serca, ale nie dość kościelnego ducha, których głównym zadaniem było nie to, aby naród pozyskać Kościołowi, lecz aby przez katolicyzm wskrzesić ojczyznę, a przynajmniej zachować naród od zagłady. Czuli oni, że katolicyzm jest najgłówniejszą przeszkodą do naszego wynarodowienia, ale zamiast widzieć w nim jedynie zbawiający pierwiastek, co narodowi wiekuisty zapewnia żywot, oni widzieli w nim po prostu kamień węgielny polskiej narodowości, z wywróceniem którego runęłoby całe budowanie. Jakkolwiek przeto gorliwie i nieraz z narażeniem siebie bronili zasad katolickich i kościelnej w kraju organizacji, czuć jednak było, że nie tyle chodziło im o chwałę Bożą i dusz zbawienie, ile o sprawę polską.

Nie powiem, aby ci księża nie mieli wiary lub kapłańskiej gorliwości, wielu z nich owszem przykładnymi było kapłanami, ale ową Bożą rozczynę [ów Boży zaczyn] okwaszał [zakwaszał] zawsze ziemski pierwiastek opartego na nienawiści patriotyzmu, który nie pozwalał im nigdy wnieść się na wyżyny prawdziwie chrześcijańskiej miłości. Nie tylko nie troszczyli się oni wcale o nawrócenie swoich prześladowców, lecz zbyt swobodnie pojmując obowiązki podbitego narodu względem zaborczej władzy, nie poprzestawali oni na upoważnieniu biernego oporu w rzeczach przeciwnych sumieniu i zastrzeżeniu praw swoich […]. Służąc przede wszystkim krajowi, a nie Kościołowi, mniej oglądali się oni na rady i ostrzeżenia udzielane z Rzymu, niż na głos opinii publicznej w kraju, a ta chęć popularności popychała ich nieraz na bezdroża, których najwolniejsze nawet sumienie usprawiedliwić nie było w stanie” (Zygmunt Szczęsny Feliński, Pamiętniki, Warszawa 2009, 388-389).

3. NASZA PRZYSZŁOŚĆ

a. A teraz trzeci temat, czyli nasze zadania na przyszłość. Stabilna przyszłość naszej Ojczyzny zależy najpierw od odnowy naszej wiary. W czasie zaborów i I wojny światowej nasi przodkowie opierali swoje wysiłki zmierzające do odzyskania wolności „na nadziei, płynącej z głębokiej wiary w pomoc Boga, który jest Panem dziejów ludzi i narodów. Ta wiara była oparciem również wtedy, gdy po odzyskaniu niepodległości trzeba było szukać jedności pomimo różnic, aby wspólnymi siłami odbudowywać kraj i bronić jego granic” (Jan Paweł II, Budujmy dobro Ojczyzny – 11.11.1998).

„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że Bóg jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11, 6). Wiara w Boga to również niemożliwy do zastąpienia fundament stałości i równowagi, na którym spoczywa prywatny i publiczny porządek dusz, rzeczy i spraw. Pomyślność naszej Ojczyzny może zrodzić się tylko z takiego porządku i w takim porządku przetrwać (por. KNSK, 577).

b. Drugim zadaniem jest odnowa naszych sumień. „Prawdziwa odnowa człowieka i społeczeństwa dokonuje się zawsze za sprawą odnowy sumień. Sama zmiana struktur społecznych, ekonomicznych i politycznych — choć ważna — może się jednak okazać niewykorzystaną szansą, jeśli nie stoją za nią ludzie sumienia. Oni przecież przyczyniają się do tego, że całokształt życia społecznego formowany jest ostatecznie według reguł tego prawa, którego człowiek sam sobie nie nakłada, ale je odkrywa «w głębi sumienia jako głos, któremu winien być posłuszny» (por. Gaudium et spes, 16). Ten głos, to wewnętrzne prawo wolności, które ją ukierunkowuje na dobro i ostrzega przed czynieniem zła. Przyzwolenie na łamanie tego prawa przez prawo stanowione w ostatecznym rozrachunku zawsze obraca się przeciw czyjejś wolności i godności. Bałwochwalczy kult wolności (por. Veritatis splendor, 54), jaki nierzadko się proponuje współczesnemu człowiekowi, jest w gruncie rzeczy wielkim jej zagrożeniem. Prowadząc bowiem do zamętu i wypaczenia sumień, pozbawia człowieka najskuteczniejszej samoobrony przed różnymi formami zniewolenia.

„Odzyskanej wolności nie rozwinie się ani się nie obroni, jeśli na każdym odcinku życia społecznego, gospodarczego i politycznego nie staną ludzie prawego sumienia zdolni oprzeć się nie tylko różnym zmiennym wpływom i naciskom zewnętrznym, lecz także temu wszystkiemu, co osłabia albo wręcz niszczy wolność człowieka od wewnątrz. Ludzie sumienia to ludzie duchowo wolni, zdolni do rozeznania w świetle odwiecznych wartości i norm, które się tyle razy sprawdziły, nowych zadań, przed jakimi Opatrzność stawia nas w chwili obecnej. Każdy chrześcijanin powinien być człowiekiem sumienia odnoszącym naprzód to najważniejsze i poniekąd najtrudniejsze ze zwycięstw — zwycięstwo nad samym sobą. Powinien nim być we wszystkich sprawach dotyczących jego życia prywatnego i publicznego. Formacja prawego sumienia wiernych, poczynając od dzieci i młodzieży, musi być stałą troską Kościoła”. Troska o odbudowywaniu tkanki moralnej całego narodu” (św. Jan Paweł II, Odnowa człowieka i społeczeństwa dokonuje się za sprawa odnowy sumień. Przemówienie Ojca Świętego do III grupy Biskupów – Watykan, 14 II 1998).

c. Naszym trzecim zadaniem jest troska o pamięć. Pamięć bowiem jest tą siłą, która tworzy tożsamość istnień ludzkich tak na płaszczyźnie indywidualnej, jak i zbiorowej. Społeczeństwo, które nie pamięta o własnej przeszłości, pozbawia się tym samym kryteriów zdobytych dzięki doświadczeniu i nie potrafi już stworzyć podstaw harmonijnego współistnienia i wspólnego zaangażowania w realizację przyszłych celów. Takie społeczeństwo jest szczególnie podatne na ideologiczną manipulację. Narody, które nie potrafią zadbać o własną historię, rozpadają się lub tracą swoją tożsamość.

d. Czwarte zadanie to odnowa naszej kultury. Św. Jan Paweł II w UNESCO podkreślił, iż kultura jest najskuteczniejszą formą obrony suwerenności: „Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, który wielokrotnie był przez sąsiadów skazywany na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg” (Jan Paweł II, Przemówienie wygłoszone w siedzibie UNESCO, Paryż, 2.06.1980).

Dlatego naturalnym sprzymierzeńcem moralnego odrodzenia społeczeństwa polskiego może i powinna się stać nauka i kultura. „Ludzie nauki, środowiska naukowe, uniwersyteckie, pisarze i twórcy kultury – doświadczając swoistej transcendencji prawdy, piękna i dobra – stają się naturalnymi sługami tajemnicy Boga, która się przed nimi odsłania i której powinni być wierni. Ten wymóg wierności sprawia, że jako uczeni i artyści, bez względu na przekonania, są powołani do tego, by pełnić funkcję sumienia krytycznego wobec tego wszystkiego, co człowieczeństwu zagraża lub go pomniejsza” (św. Jan Paweł II, Przemówienie z okazji sześćsetlecia Wydziału Teologicznego UJ, Kraków – 8.06.1997).

e. Piątym, pilnym zadaniem jest odnowa polityki. I nie myślę tutaj jedynie o sporze o reformę sądownictwa, ale o czymś znacznie bardziej podstawowym, o prawach, które w zasadniczy sposób są sprzeczne z prawdą o człowieku i w konsekwencji uznają życie niektórych ludzi za „niewarte życia”. Jakże bym pragnął, aby ludzie, którym na sercu leży praworządność z pełnym przekonaniem zaangażowali się w zniesienie takich praw, bo jak istnieją fake news, tj. fałszywe informacje tak też istnieją fake laws, czyli fałszywe prawa Wprawdzie instytucje publiczne wytrzymają wiele, a wolna polityka bez konfliktowego elementu jest niemożliwa – skoro nasze interesy, opinie i przekonania konkurują ze sobą – niemniej jednak wolnościowy ład potrzebuje pewnego politycznego stylu, jeśli coraz więcej obywateli nie ma się odwrócić od niego ze wstrętem (Bernhard Sutor, Etyka polityczna, Warszawa 1994, 111-112; 225-226).

Trzeba się strzec przed pokusą instrumentalizacji tak Kościoła, jak i Państwa. Zasada „Oddajcie Bogu, co boskie, a cesarzowi, co należy do cesarza” daje początek dobrze pojmowanej autonomii Kościoła i Państwa przy jednoczesnej życzliwej ich współpracy. Jest to szczególnie ważne zwłaszcza w odniesieniu do tzw. polityki partyjnej. Państwo postrzega czasami Kościół jako instrument do osiągnięcia własnych celów, Kościół może czasami w analogiczny sposób odnieść się do instytucji Państwa. Kościół owszem, ma obowiązek przemawiać z pozycji metapolitycznych, przypominając o normach, zasadach i wartościach etycznych, jakimi powinien kierować się rząd podejmując decyzje w tej dziedzinie. Nie może jednak – jeśli nie chce utracić swojej politycznej wiarygodności – zmieniać formy swego zaangażowania z politycznej na metapolityczną i odwrotnie, w zależności od tego, co w danym momencie uzna za bardziej dla siebie korzystne.

ZAKOŃCZENIE

Na koniec prośmy więc Boga o pomoc słowami poety:

„Niech innym góry swe złoto oddadzą,
Niechaj ich miecza żelazna potęga,
Dzierżąc okuty świat pod swoją władzą,
Od wiecznych lodów do ogniów dosięga.
My niesiem prośby przed Twoje ołtarze,
Zostaw nas Panie przy wolności darze”
(Antoni Górecki, Hymn do Boga o zachowaniu wolności)


KAI/ad

Z KRAJU

Gniezno czy Warszawa? – kwestia prymasostwa doby odrodzenia Polski

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku kard. Edmund Dalbor zaczął używać zakazanego przez Prusaków tytułu prymasa Polski. Jednocześnie w Warszawie funkcjonował prymas Królestwa Polskiego. Pytanie, który z hierarchów jest faktycznie prymasem, było nieuchronne.

Polub nas na Facebooku!

W pierwszych latach rządów Edmunda Dalbora nikt jego pierwszeństwa w Kościele w Polsce nie kwestionował. Podpis arcybiskupa – jeszcze jako nominata – widnieje na pierwszym miejscu pod listem biskupów polskich ze wszystkich trzech zaborów skierowanym do „episkopatu całego świata katolickiego” z prośbą o modlitwę i materialne wsparcie dla ofiar wojny na ziemiach polskich. Jako pierwszy kard. Dalbor podpisał się także pod telegramem wysłanym do papieża Benedykta XV z okazji obchodów 100-lecia powstania metropolii warszawskiej w 1917 roku. Trudności ze wskazaniem pierwszeństwa dawały już jednak o sobie znać.

Na inauguracji wspomnianych obchodów jubileuszowych archidiecezji warszawskiej obaj hierarchowie – abp Dalbor i abp Kakowski – nie będący jeszcze wtedy kardynałami, założyli przysługujące im z racji prymasostwa purpurowe szaty. Dodatkowo arcybiskup warszawski w myśl zaleceń papieża objął opieką przybyłego do metropolii warszawskiej wizytatora apostolskiego abp. Achille Rattiego (od 1919 roku nuncjusza apostolskiego) późniejszego papieża Piusa XI, który przewodniczył pierwszej zwołanej po odzyskaniu niepodległości Konferencji Episkopatu Polski w grudniu 1818 roku. Uczestniczyli w niej obaj hierarchowie. Obaj wzięli także udział w uroczystym otwarciu Sejmu w lutym 1919 roku. Abp Kakowski odprawił nabożeństwo w katedrze, a abp Edmund Dalbor poświęcił gmach parlamentu.

W Gnieźnie czy w Warszawie?

Kwestię pierwszeństwa dyskutowano początkowo jedynie w łonie Episkopatu. Z czasem przeniknęła ona jednak także do sfery publicznej. Pytanie, kto faktycznie jest prymasem Polski, zaczęto zadawać na łamach prasy. Ukazało się kilka artykułów na ten temat sugerujących rozwiązania prymasowskiego węzła gordyjskiego. W gazecie „Głos Narodu” anonimowy autor pisał: „Mało kto nawet wiedział o tym, że arcybiskupi warszawscy mają prawo do tytułu prymasa i dopiero stuletni jubileusz archidiecezji warszawskiej (…) przypomniał naszej pamięci dokument Piusa VII”. W Poznaniu zaś ks. Stanisław Okoniewski, późniejszy biskup chełmiński, opublikował w Księgarni św. Wojciecha 14-stronicową broszurę pt. „Kto jest prymasem Polski?”, w której uzasadniał, że tytuł ten przysługuje jedynie arcybiskupowi gnieźnieńskiemu.

Temat był też obecny na Konferencji Episkopatu Polski zwołanej w dniach 26-30 sierpnia 1919 roku w Gnieźnie. W czasie zjazdu biskupi uchwalili m.in. „Regulamin Zjazdu Biskupów”, który stanowił, że zjazdy biskupów polskich zwołuje prymas, arcybiskup gnieźnieński i poznański. Godność prymasowską arcybiskupów gnieźnieńskich Episkopat podkreślił także w liście do Ojca Świętego, pisząc, że biskupi zebrali się u grobu św. Wojciecha, fundamentu metropolii gnieźnieńskiej, do której przyłączona jest godność prymasa Polski. Tym tytułem kard. Dalbor podpisywał się też na wszystkich pismach wychodzących od Episkopatu.

Głos papieża

Na powyższym zjeździe w Gnieźnie arcybiskup gnieźnieński miał też zamiar przeprowadzić formalną uchwałę dotyczącą tytułu prymasowskiego. Przygotowano nawet odpowiedni tekst: „Prosić Stolicą Apostolską, aby arcybiskupa gnieźnieńskiego i jego następców w nowo powstałej zjednoczonej Polsce zatwierdzić raczyła w piastowanej od 500 lat prymasowskiej godności, z wyłączeniem innych tytułów prymasowskich w tymże kraju; oraz, by w szczególności raczyła zwolnić arcybiskupa warszawskiego i jego następców od włożonego na nich obowiązku używania tytułu prymasa, przez nich samych zresztą od lat 80-ciu już zarzuconego”. Ostatecznie kard. Dalbor nie zamieścił powyższej uchwały w porządku obrad. Historycy wskazują, że wpłynąć na to mogły konsultacje z biskupami, jak również fakt, że w liście otrzymanym miesiąc wcześniej nuncjusz apostolski Ratti tytułował go prymasem Polski.

Koniec końców prymasowski węzeł gordyjski rozwiązała Stolica Apostolska. Papieskie rozstrzygnięcie nadeszło sześć lat po wspomnianym zjeździe w Gnieźnie. Pismem z dnia 5 lutego 1925 roku, abp Lorenzo Lauri (od 1921 roku nuncjusz apostolski w Polsce) poinformował obu kardynałów o decyzji Kongregacji ds. Nadzwyczajnych Kościoła, zaaprobowanej przez papieża, na mocy której arcybiskupowi gnieźnieńskiemu przysługuje tytuł prymasa Polski, a arcybiskupowi warszawskiemu tytuł prymasa Królestwa Polskiego. Stolica apostolska potwierdziła też obu hierarchom prawo do noszenia szat purpurowych (obaj byli już wtedy kardynałami) i przy okazji zniosła jurysdykcję prymasowską wobec innych polskich diecezji.

Listy prymasów

Jak przyjęli tą decyzję sami zainteresowani? Ich stanowiska znane są z korespondencji, jaką z sobą prowadzili. Kard. Aleksander Kakowski pisał: „Stoję na stanowisku, że godność prymasa przysługuje od wieków arcybiskupom gnieźnieńskim. Nie mogę też przekreślić dwóch bulli nadających godność prymasa arcybiskupom warszawskim. Pragnąc jedności w Polsce, szanując tradycję, widzę rozwiązanie trudności w połączeniu personalnym dwóch archidiecezji: gnieźnieńskiej i warszawskiej. Zanim jednak to lub inne rozwiązanie nastąpi, uprzejmie proszę Eminencję, aby Eminencja po dawnemu, biorąc też pod uwagę i mój wiek, zwoływał konferencje Biskupów, zajmował się ich organizacją i przeprowadzeniem, za co Eminencji będę bardzo wdzięczny. Sądzę, że w zupełnej będziemy zgodzie z prawem kanonicznym, jeżeli dla uniknięcia wszelkich możliwych zarzutów, będziemy pisali w protokole konferencji, że odbyła się pod prezydencją kardynałów”. Z pisma tego, jak pisze ks. prof. Stanisław Wilk w najnowszej monografii „Dzieje prymasostwa polskiego”, wynika, że kard. Kakowski był przeświadczony, iż to właśnie on powinien zwoływać i przewodniczyć konferencjom Episkopatu Polski.

Kard. Dalbor, dziękując za wyjaśnienia, które jego zdaniem świadczyły o pojednawczym dążeniu kard. Kakowskiego, zauważał jednak: „Faktów historycznych nie można przekreślać. Więc nie można przekreślać rozbioru Polski, ale czy jest potrzebną rzeczą odnawiać skutki rozbiorów? Tu się budzą wątpliwości, w których nie chcę zabierać głosu, ponieważ naraziłbym się na niebezpieczeństwo patrzenia na rzecz z punktu osobistego”. Zgodził się też zwoływać, przygotowywać i przewodniczyć zjazdom biskupów, co dane mu było uczynić jeszcze tylko jeden raz.

Jeden dla dwóch diecezji

Rok po decyzji Stolicy Apostolskiej kard. Edmund Dalbor zmarł. Kard Kakowski przeżył prymasa Polski o 12 lat. Zmarł 30 grudnia 1938 roku w Warszawie. Po śmierci kard. Edmunda Dalbora nominację na arcybiskupstwo gnieźnieńskie i poznańskie wraz tytułem prymasa Polski otrzymał kard. August Hlond. Za jego rządów, w 1946 roku, ziściło się to, o czym pisał kard. Kakowski. Rozwiązana została unia personalna między archidiecezją gnieźnieńską i poznańską, a Gniezno połączono „pro hac vice” unią personalną z archidiecezją warszawską przy zachowaniu samodzielności i odrębności terytorialnej obu archidiecezji. Przez kolejne 63 lata tytuł prymasa Polski był związany z archidiecezją gnieźnieńską i archidiecezją warszawską, a noszący go hierarchowie rezydowali i w Gnieźnie i w Warszawie.

Bernadeta Kruszyk / Gniezno