Postulator procesu o Wandzie Boniszewskiej: Ona całe swoje cierpienie ofiarowała za innych

O Wandzie Boniszewskiej, której proces beatyfikacyjny rozpocznie się 9 listopada a także o meandrach procedury beatyfikacyjnej opowiada ks. dr Michał Siennicki SAC - postulator procesu.

Polub nas na Facebooku!

Agnieszka Huf: Kim była Wanda Boniszewska?

Ks. Michał Siennicki SAC: Wanda była Siostrą od Aniołów, zakonnicą żyjącą w zakonie ukrytym – siostry ubierają się po świecku, nie mają zewnętrznych oznak życia konsekrowanego. W swoim powołaniu charyzmatycznym została obdarzona dwoma szczególnymi darami – darem stygmatów i darem życia mistycznego – zjednoczenia z Jezusem Chrystusem. Realizując te dary otrzymała łaskę ofiarowania swoich cierpień w sposób szczególny za kapłanów. Zmarła w 2003 roku w Domu Generalnym Sióstr od Aniołów w Konstancinie – Jeziornie.

 

Co Księdza najbardziej zafascynowało w tej postaci?

Najbardziej fascynujące jest to, że ona całe swoje cierpienie ofiarowuje za innych. Przeżywa swoje życie w ukryciu, jest mało znana, ale jej historia przyciąga uwagę. Co jednak ważne, Wanda nie skupia jej na sobie, ale odsyła do Chrystusa.

 

Jak to się stało, że – jak Ksiądz sam powiedział – mało znana zakonnica ma być beatyfikowana?

Jedną z przesłanek do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego są te szczególne dary, które zostały ujawnione po jej śmierci, dar stygmatów i mistycyzmu. Druga rzecz to jej dar modlitwy wstawienniczej i ofiarowania modlitw i cierpień szczególnie za kapłanów, ale nie tylko – także za inne osoby. Nasza chęć, żeby Wanda Boniszewska była wyniesiona na ołtarze, jest podyktowana pragnieniem ukazania jej jako wzoru chrześcijańskiego powołania, wzoru osoby, która przez swoje życie w sposób ukryty, bardzo prosty podążała do świętości heroicznej.

 

Jak będzie wyglądała procedura procesu?

W wydanym dziś edykcie kardynał Kazimierz Nycz zapowiada pierwszą, uroczystą sesję trybunału beatyfikacyjnego, która odbędzie się 9 listopada. Ta sesja ma za zadanie skonstruować trybunał – metropolita wyznaczy swojego delegata, promotora sprawiedliwości i notariusza, czyli skompletuje trzyosobowy skład trybunału. Od strony wnoszącej sprawę – Sióstr od Aniołów – występuje postulator, którego kardynał akceptuje jako swego rodzaju „adwokata”, przedstawiciela strony wnoszącej. Na tym się kończy ta pierwsza, uroczysta sesja która jest publiczna – potem zaczyna się już praca ukryta. Kolejne etapy procesu są tajne.

 

Na czym będą polegały dalsze działania?

Trzeba krytycznie przebadać pisma Wandy. Zostanie powołanych dwóch ekspertów – teologów, którzy wzajemnie o sobie nie wiedzą, więc nie mogą się konsultować. Dostaną do analizy pisma i dokumenty i wydają pisemnie swoje ekspertyzy teologiczne. Zostanie też powołana komisja historyczna, która w przeciwieństwie do teologów pracuje razem, w przynajmniej trzyosobowym składzie. Ich zadaniem będzie napisanie krytycznego życiorysu Wandy na tle tego, co działo się w historii świata i Kościoła. To nie ma być hagiografia, opowieść teologiczno – mistyczna, tylko bardzo realny życiorys, który ma pokazać Wandę taką, jaka ona była.

 

 

Czym kończy się etap diecezjalny?

Kiedy zostaną już przesłuchani wszyscy świadkowie, zebrane zostaną wszystkie dokumenty, odbędzie się uroczysta sesja zamykająca, a wszystkie dokumenty wysłane będą do Watykanu. Tam zaczynie się drugi etap – faza rzymska, wybrany zostanie na nowo postulator, który pod kierownictwem relatora przygotuje tzw. positio, czyli opracowany zgodnie z normami Kongregacji ds. Świętych życiorys Wandy. Potem nastąpią kolejne procedury – przede wszystkim do papieża wystąpi się z prośbą, aby wydał dekret o heroiczności cnót.

 

Ile może potrwać proces?

Na to pytanie nie da się odpowiedzieć, ale cały trybunał jest zdeterminowany, żeby zebrać jak najszybciej wszystkie dokumenty i zeznania świadków. Wszystko zależy od tego, jak szybko osoby posiadające wiedzę, znające Wandę, będą zgłaszały się aby złożyć swoje zeznania. W edykcie znajduje się wezwanie, żeby wszystkie osoby, posiadające jakąś wiedzę, zgłaszały się do postulatora, który – jako „adwokat” tej sprawy – będzie zgłaszał świadków do trybunału, który będzie ich wzywał. Można także napisać list ze wspomnieniem czy opisem łask, doświadczonych za jej wstawiennictwem.

 

Dlaczego proces jest tajny?

Żeby nie było pokusy wpływania na świadków, manipulowania przy zeznaniach. Poza tym chodzi o to, żeby przedwcześnie nie ogłaszać, że dana osoba jest błogosławioną. Kościół wypracował wielowiekową tradycję, że zeznania są tajne – zresztą podobnie jest w sądach cywilnych, kiedy często rozprawy są prowadzone z wyłączeniem jawności. Sprawa jest ważna – beatyfikacja to potwierdzenie czyjejś świętości autorytetem Papieża i Kościół jest tu bardzo ostrożny. Ja jako postulator jestem oczywiście w stu procentach przekonany o świętości siostry Wandy Boniszewskiej, ale w rozmowach zawsze podkreślam, że rozpoczęcie procesu nie oznacza jeszcze, że Wanda jest błogosławioną. Dlatego zachowanie treści zeznań w sekrecie pozwala, żeby osoby stawiające się przed trybunałem mogły w sposób absolutnie wolny i nieskrępowany zeznawać i mówić prawdę – żeby nie czuły się zmuszone zeznawać tylko to, co miałoby potwierdzać jej świętość. Nam chodzi o zdobycie całej prawdy na temat życia Wandy.

 

Czy można modlić się za wstawiennictwem Wandy już teraz?

W 2014 roku została zatwierdzona przez kurię warszawską modlitwa, gdzie upraszamy łaski za wstawiennictwem Wandy. W procedurze beatyfikacyjnej to ważny znak – do procesu jest nam potrzebny cud. Jeśli osoby w potrzebie będą z wiarą wzywały wstawiennictwa Wandy, to Pan Bóg mamy nadzieję da nam cud, jako potwierdzenie tego, że ta procedura doprowadzenia procesu beatyfikacyjnego została prawidłowo przeprowadzona, że to, co robimy, ukazuje świętość w Kościele.

 

ZOBACZ:

Ruszy proces beatyfikacyjny siostry Wandy Boniszewskiej, stygmatyczki i mistyczki

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

„Czas to miłość”. Młodzi wykonawcy, muzyka elektroniczna i przesłanie kard. Wyszyńskiego

– Celem projektu jest dotarcie do nieznających prymasa młodych z jego najważniejszym przesłaniem – mówi Darek Malejonek, lider „Maleo Reggae Rockers”, który od strony muzycznej przygotowuje projekt „Czas to miłość”. Projekt dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu „Kultura w sieci”.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anna Druś: Czym jest projekt Czas to miłość?

Darek Malejonek: To projekt muzyczno-słowny, który językiem współczesnej muzyki i współczesnych wykonawców opowie o postaci kard. Stefana Wyszyńskiego. Miał powstać już kilka miesięcy wcześniej. Na zmianę terminu wpłynął fakt przesunięcia daty beatyfikacji prymasa oraz pandemia, przez którą musieliśmy wstrzymać nagrania. Obecnie przy zachowaniu wszelkich rygorów sanitarnych kontynuujemy prace i intensywnie realizujemy projekt. Projekt jest skierowany przede wszystkim do tych, którzy o Prymasie wiedzą niewiele, bo są zbyt młodzi; do tych, którzy kojarzą go tylko z podręczników do historii, czy poważnych filmów, ale nie znają zupełnie jego spuścizny. A ta jest ogromna, wręcz porażająca! Kard. Wyszyński był prawdziwym gigantem umysłowym, gigantem teologicznym, który oprócz tego, że przewodził narodowi polskiemu w najtrudniejszym czasie, był kopalnią myśli, ludzkich rad dla nas. Był prawdziwym ojcem narodu: nie surowym i niedostępnym, ale z ludzką, z Bożą twarzą. Sam odkryłem to osobiście. 

 

Co podczas przygotowań do tego projektu zrobiło na panu największe wrażenie?

Spotkanie z Anną Rastawicką. Oczywiście czytałem dużo różnych publikacji Prymasa czy wypowiedzi, odświeżyłem sobie historię jego życia, zwłaszcza historię uwięzienia oraz sprawę biskupa Baraniaka torturowanego przez SB aby wymusić na nim zeznania obciążające kardynała. Spotkałem się z wieloma osobami, osobiście znającymi Prymasa. Ale największe wrażenie zrobiło na mnie właśnie spotkanie z panią Anną Rastawicką. Spotkanie z żywym świadkiem, który opowie swoje osobiste historie, zawsze robi większe wrażenie niż samo czytanie o kimś. Byłem pod wielkim wrażeniem pani Anny i tego, co opowiadała, tego z jaką miłością, pieczołowitością archiwizowała wszystkie wypowiedzi, listy prymasa. Dzięki niej zobaczyłem go jako człowieka z krwi i kości. Najbardziej poruszyło mnie, gdy opowiadała o kard. Stefanie Wyszyńskim jako prawdziwym ojcu, prawdziwym tatusiu, który miał miłość do ludzi. Dzięki jej świadectwu zobaczyłem człowieka, który miał prawdziwy dar docierania do ludzkich serc, potrafił dla każdego mieć słowo pocieszenia czy rady. Nie uciekał od ludzi czy od rzeczywistości, tylko był z ludźmi cały czas. To było też dla mnie wielkim przeżyciem. Zresztą podobnie reagują na poznawanie prymasa Wyszyńskiego także wykonawcy, zaproszeni do projektu. 

 

Co mówią o Prymasie? Domyślam się, że dla większości z nich ten projekt jest okazją do pierwszego spotkania z jego postacią.

Są pod ogromnym wrażeniem! Podobnie jak ja musieli sporo poczytać, dowiedzieć się kim był i co mówił, przygotować się. Ja podobną przygodę przechodziłem wcześniej robiąc muzyczne projekty dotyczące Powstania Warszawskiego czy Panien Wyklętych. Poznawanie tych historii, często odkrywanie ich po raz pierwszy otworzyło niesamowitą przestrzeń, obudziło świadomość.

 

Kto pisze teksty do tych powstających piosenek?

Sami wykonawcy. Założyliśmy, że dzięki ich osobistemu spotkaniu z Prymasem, z jego nauczaniem, teksty będą bardziej autentyczne. Będą oczywiście też cytaty ze słów Prymasa, ale już w kontekście osobistego odbioru ich przez samych artystów. To będzie bardziej przekonujące, ponieważ, jak wspomniałem, najbardziej zależy nam na dotarciu do młodych, którzy – podobnie jak nasi wykonawcy – prawdopodobnie wiedzą niewiele lub nic na temat kard. Stefana Wyszyńskiego. 

 

A co w jego nauczaniu czy historii życia może pana zdaniem najbardziej zafascynować współczesnych młodych?

Wszystko, naprawdę wszystko! To są tak ważne tematy, tak egzystencjalne, pomocne i aktualne w życiu. Wydaje mi się, że z przesłaniem Prymasa jest trochę tak, jak z działaniem Słowa Bożego, „które jest światłem na naszej ścieżce”. Ono nie służy do dywagacji intelektualnych, tylko jest taką mapą drogową dla nas, czymś co nas prowadzi przez życie, żebyśmy wiedzieli, w którą stronę iść, a w którą nie iść. Podobnie i rady, słowa czy myśli kardynała. Mogą nam one pomóc przejść przez to życie godnie, jako ludzie i jako katolicy, nie tracąc swojej godności i swojej tożsamości, także narodowej. 

 

Poruszyło mnie to, co pan powiedział o wymiarze ojcowskim jego postaci, zwłaszcza w kontekście trwającego kryzysu ojcostwa. 

Rzeczywiście, ten ojcowski wymiar postaci kard. Wyszyńskiego może mieć dla młodych szczególne znaczenie. Mamy przynajmniej taką nadzieję. Wiemy, że już w kolejnym pokoleniu mamy kryzys ojcostwa, to wielki problem naszych czasów, który się tylko pogłębia. A młodzi potrzebują kogoś, kto ich będzie prowadził, potrzebują autorytetu! Nie kogoś, kto ich do czegoś będzie zmuszał, ale kogoś, kto poprowadzi w wolności. Tak właśnie robił prymas. Nie wydawał poleceń, ale wskazywał drogę. Mówił „jak pójdziesz tą drogą to nie pożałujesz”. Jeśli będziesz wierny Bogu, Ewangelii – to będziesz szczęśliwy, także na końcu swojej drogi. Kardynał przecież nic innego nie robił jak tłumaczył nam Ewangelię, przekładał ją na konkret naszego życia. 

 

Jak to będzie wyglądało od strony muzycznej? Wszystkie piosenki będą w jednym stylu, czy raczej aranże będą dopasowane do stylu w jakim gra na co dzień dany wykonawca?

Zmieniłem trochę konwencję względem tego, jak robiłem to przy ostatnich moich projektach. Tym razem będzie troszeczkę więcej elektroniki. Można wręcz powiedzieć, że muzyka elektroniczna będzie takim tematem przewodnim wszystkich piosenek. Zrobiliśmy tak pod kątem ewentualnych przyszłych wykonań tych piosenek w przestrzeni sakralnej, gdzie źle brzmią bębny, dotychczas przeze mnie często wykorzystywane. W czasie koncertów na żywo pewnie też będziemy się posiłkować jakimś kwartetem smyczkowym, zobaczymy jeszcze jak to wyjdzie.

 

Za aranżację odpowiada pan sam w całości czy we współpracy z kimś?

Ja wspólnie z Tomaszem Mackiewiczem z mojego zespołu. 

 

Czyli na projekt złożą się koncerty, pojedyncze piosenki, płyta?

Na razie koncentrujemy się na przygotowaniu samych piosenek oraz nakręceniu do nich dobrych klipów. Za tę warstwę wizualną odpowiada Aneta Liberacka ze Stacji7. Teledyski umieścimy bezpłatnie w sieci, żeby miały szansę dotrzeć do jak największej liczby ludzi. Powoli myślimy także o płycie z tymi utworami, ale to najprędzej w przyszłym roku. Na razie jednak celem numer jeden są teledyski, dotarcie z utworami do jak największej grupy ludzi, i i przygotowania do uroczystości beatyfikacji kard. Wyszyńskiego.

 

Czyja piosenka pójdzie na pierwszy ogień?

Tego na 100 proc. jeszcze nie wiemy, ale myślę, że na pierwszy ogień pójdzie Natalia Kawalec z utworem mówiącym o wolności. Wolność była częstym tematem wypowiedzi prymasa, to mocno wybrzmiewa w jego Krucjacie Miłości. On swoje wskazania dawał w wolności, niczego nie narzucał i nie kazał. Często też mówił o tym, by nie tracić danej nam przez Boga wewnętrznej wolności, nie dać się temu światu zniewolić, zmanipulować. 

 

Kiedy można spodziewać się premiery pierwszego utworu?

Myślę, że końcem października już będzie można coś pokazać. 

 

 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap